Abp Tokarczuk na ingresie swojego następcy – abp. Michalika

Przemyśl, 2 maja 1993 r. Przemówienie abpa seniora Ignacego Tokarczuka na ingresie abp. Józefa Michalika

 

Drodzy Bracia i Siostry w Chrystusie.

„Oto dzień, który uczynił Pan, radujmy się i weselmy w nim”. Tak kiedyś śpiewał Psalmista. I ta nuta i ten tekst pasuje bardzo do dzisiejszej uroczystości. Ingres nowego Pasterza jest zawsze faktem radosnym, bo przychodzi nowe życie, nowe inicjatywy, nowa praca, nowa gorliwość i nowe nadzieje. A to zawsze raduje i otwiera perspektywy na przyszłość. I dlatego cieszymy się wszyscy dzisiaj z tej uroczystości i z tego faktu, że witamy nowego Arcypasterza.

Ingres – gdy popatrzymy na historię archidiecezji przemyskiej, która liczy ponad 600 lat – to takich ingresów było sześćdziesiąt kilka w ciągu historii. A w tym stuleciu jest to piąty ingres, piąty ingres kończącego się stulecia. I warto właśnie o tym dzisiaj pamiętać. A wspominając o ingresie trzeba by sięgnąć do historii diecezji, która jest niesłychanie bogata, niesłychanie pouczająca, pełna nadziei, ale nieraz była i pełna tragizmu i pełna bólu. Całą, przeszło sześćsetletnią historię diecezji, możemy podzielić na cztery okresy:

Pierwszy okres od jej założenia (oficjalny dokument 1375 rok, chociaż historycy mówią, że nieoficjalnie ta diecezja już wcześniej istniała) aż po pierwszy rozbiór Polski do 1772 roku: jest to pierwszy najdłuższy okres, ale okres systematycznego, ale powolnego rozwoju. Bo i rzadkie zaludnienie, rozmaite wydarzenia historyczne itd. tamowały ten rozwój, ale go nigdy nie wstrzymały. Podam tylko dwie cyfry. Kiedy diecezja przemyska powstawała w swoim tym dawnym obszarze, liczyła około 20 parafii, a w chwili pierwszego rozbioru Polski liczyła 177 parafii. A więc to coś znaczy, chociaż ten okres obejmuje cztery stulecia prawie. Trzeba było wszystko budować, organizować, zapewnić ten organiczny rozwój.

Drugi okres historii diecezji zaczyna się w tragicznym momencie pierwszego rozbioru. Wtedy diecezja przemyska została zagarnięta przez Austrię. I to był bardzo ciężki okres. Historycy mówią, że z wszystkich tych dzielnic zabranych w pierwszym rozbiorze i w następnym drugim i trzecim jeszcze, najcięższa sytuacja panowała właśnie tutaj w zaborze austriackim. Ówczesna źle rozumiana racja stanu austriacka ingerowała we wszystkie dziedziny Kościoła. Chciano z Kościoła zrobić narzędzie swojej polityki, duchowieństwo wychować w

duchu lojalności urzędniczej. Nazwany został ten system „józefinizmem”. W swej egzystencji nawet i sama diecezja została w pewnym momencie zagrożona, bo były pomysły, ażeby ją zlikwidować. Zlikwidowano Seminarium Duchowne. To były ciężkie chwile. I te ciężkie chwile w tym drugim okresie trwały do lat sześćdziesiątych XIX stulecia, kiedy tutaj ta dzielnica tzw. Galicja uzyskała autonomię. I wtedy życie zaczęło się rozwijać. I naród odetchnął i tak samo Kościół. I taki stan trwał do odzyskania niepodległości do 1918 roku. Kończy się właśnie ten drugi okres, okres niewoli narodowej i tak samo okres zniewolenia, niszczenia, manipulowania Kościołem katolickim.

Trzeci okres to jest właśnie niepodległość międzywojenna od 1918 roku do 1939, a więc około 20 lat. Okres krótki, ale był niezmiernie ważny zarówno dla Narodu, jak i dala Kościoła. Zaczęło się budzić życie, starano się nadrobić te zapóźnienia i zaległości spowodowane właśnie niesprzyjającymi warunkami politycznymi, historycznymi. Wiele zrobiono, ale nie wszystko udało się. Bo oto w 1939 roku wybucha wojna, II wojna światowa, kiedy dwie sekty, wielkie sekty społeczno-polityczne i moralne: hitleryzm i komunizm, sprzęgły się, ażeby zniszczyć i Naród i zniszczyć tak samo Kościół. Znamy te wszystkie historie, zwłaszcza co przeżyła diecezja w czasie tej wojny, od 1939 do 1945.

A potem okres powojenny. Układy jałtańskie przedłużyły nasze zniewolenie, nasz tragizm. Ponieśliśmy drugą moralną klęskę właśnie przez Jałtę… I zdawało się, że Naród straci rację bytu, podda się, straci wszelką nadzieję, a jednak te lata aż do załamania się systemu komunistycznego, były latami wielkiego wysiłku, wielkiej wiary, wielkiej nadziei, szukania podstaw duchowych, ażeby nie dać się zniewolić wewnętrznie. Bo gdyby Naród pozwolił na zniewolenie wewnętrzne, utracono by wszelkie nadzieje na wolność zewnętrzną, polityczną. I ten okres się kończył czasami upadku reżimów komunistycznych w naszym kraju, w całej Europie wschodniej, zresztą nie tylko w Europie.

I ten okres czwarty właściwie trwa do dzisiaj. Można by dyskutować, czy chociaż czasowo ten okres nie jest najdłuższy, ale nastąpiło w nim tyle wydarzeń, tyle rozmaitych nowych sytuacji, zawaliło się stare, które kosztowało wiele krwi i wiele cierpień ludzkich, wiele podeptania godności człowieka. Powstaje nowe życie. Sytuacja zupełnie nowa. Tak jak w 1945 roku uczyliśmy się żyć w komunizmie i nauczyliśmy się. Pierwszy szok i pierwsze załamania może przeszły. Olbrzymia większość Narodu wiedziała, jaką pozycję zająć. A teraz od upadku komunizmu jesteśmy w nowej sytuacji, jesteśmy w pewnym szoku, chociaż powoli też trzeźwiejemy. Bo nam się wszystkim wydawało, przynajmniej większości, że kiedy upadnie dyktatura komunistyczna, jak gdyby za jakimś dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko od razu się zmieni. I nastanie wolność religijna, nastanie wolność obywatelska, zwycięży prawda, dobro… A tymczasem pokazało się, że łatwiej zniszczyć struktury zewnętrzne, a trudniej zniszczyć tę zarazę, tę chorobę straszną, która się wdarła do wielu serc ludzkich. I tutaj ten okres zdaje się być niemniej trudny, aniżeli poprzednie: i dla Narodu, i dla Kościoła.

Słyszymy cięgle te deklamacje na temat demokracji, na temat wolności, na temat praw człowieka, a dzisiaj nam grożą w innej formie, formie bardziej zamaskowanej, nowe totalitaryzmy, nowe dyktatury, nieraz płynące ze źródeł i zagranicznych, i rozmaitych międzynarodówek. Trzeba nowych podejść, nowych wizji i nowych programów. I dlatego cieszymy się bardzo, że nasza archidiecezja dostaje nowego Arcypasterza, który jest przygotowany, kompetentny, zna problemy. I pokładamy wielkie nadzieje w tym, że w tych czasach nowych, trudnych, poprowadzi tak samo diecezję we właściwym kierunku. A diecezja nie jest izolowaną wyspą, jest cząstką Kościoła, całego kraju, Kościoła powszechnego, tak samo jest cząstką Europy i świata. I to, co my przeżywamy dzisiaj, przeżywa cały świat. Bo trzeba pokonania kryzysu kultury, kryzysu moralnego, kryzysu polegającego na fałszywym rozumieniu wolności, która prowadzi często do anarchii, do panowania gwałtu, przemocy, nad prawdą i nad dobrem.

I dlatego cieszymy się bardzo, że mamy nowego Pasterza, w sile wieku, przygotowanego, obeznanego z problemami, mającego i tak samo szerokie kontakty i europejskie, i inne. I mamy nadzieję, że właśnie jego praca, jego wysiłek, jego trud, jego modlitwa, dopomoże nam, że my tak samo pokonamy te wszystkie trudności, jakie czas niesie. Nie musimy patrzeć pesymistycznie, bo każda epoka – i ta pierwsza, druga i trzecia, miała swoje zagrożenia, miała swoje trudności. Ale każda też oferowała pewne nadzieje i szanse. I tak samo te czasy stawiają przed nami trudności rozmaite, ale też wielkie nadzieje, wielkie szanse, jeśli spełnimy te zadania jako duszpasterze w tych nowych czasach na przełomie XX i XXI stulecia od narodzenia Jezusa Chrystusa.

Ciesząc się, witamy bardzo serdecznie ks. abpa Józefa, całym sercem. Cieszymy się i życzymy, ażeby właśnie te nadzieje nasze spełnił w najwyższym stopniu. A my obiecujemy, że dołożymy wszystkich sił i starań, ażeby mu pomóc w pracy, w modlitwie, we wszystkim, bo to jest wspólna sprawa, wspólnie jej służymy i wspólny mamy cel. – Szczęść Boże na tym nowym odcinku życia! 

Na podstawie zapisu z taśmy magnetofonowej. W: „Kronika Archidiecezji Przemyskiej”, wydanie okolicznościowe 1993-1994
2018-04-18T21:40:26+00:00 02 maja 1993|Opracowania|