Chrystus nadzieją Europy

Pielgrzymka narodów to nazwa środkowoeuropejskich Dni Katolickich, które od dwóch lat przygotowują Konferencje Episkopatów Austrii, Chorwacji, Słowenii, Węgier, Czech, Słowacji, Bośni i Hercegowiny oraz Polski.

Inicjatywę zrodziła wrażliwość kard. Christopha Schönborna na nowe wyzwania europejskie i na nim spoczywa trud organizacyjny spotkania, które odbędzie się w sanktuarium Mariazell w Austrii w dniach 21-23 maja 2004 r.

W pielgrzymce weźmie udział kard. Angelo Sodano jako delegat Jana Pawła II, młodzież i politycy oraz prezydenci zainteresowanych państw.

Przewiduje się przybycie kilkudziesięciu tysięcy pielgrzymów. Z Polski zapowiedziało udział ponad tysiąc młodych ludzi, pragnących kontaktu z nową Europą gromadzącą się na modlitwie.

Na wyzwania historii ludzie odpowiadają w różny sposób. Chęć rozeznania sytuacji bywa zazwyczaj pierwszą reakcją, potem przychodzi czas na podjęcie czynów. Chrześcijanie w swojej refleksji i w swoim działaniu zazwyczaj odnoszą się do Boga, który jest Panem historii, ale realizuje ją w pełnym zaufaniu do ludzi.

Współczesna Europa znajduje się obecnie na nowym etapie swoich dziejów. Wszyscy to widzimy i odczuwamy powiew różnorodnych prądów. Bywają ożywcze, budzące nadzieję, ale jawią się też nieoczekiwane poruszenia nowe, nieznane, do których nie jesteśmy przyzwyczajeni, a które budzą zaciekawienie lub obawy. Europa ma jednak fundamenty, na których szuka oparcia w podobnych sytuacjach. Chęć poznania tego co nieznane jest sprawdzonym znakiem otwartości kontynentu. Otwartości odkrywczej, twórczej, ciekawej nowych lądów, nowych kultur, zwyczajów czy duchowości. Chrześcijaństwo, które stało się z czasem szkołą myślenia europejskiego, nie bało się nowości. Mniej lub bardziej ostrożnie wchodziło w kontakt z tym, co nowe w świecie, w  myśli i w dokonaniach ludzi. Inkulturacja Ewangelii zdecydowała już podczas pierwszych soborów powszechnych o odwadze w przyjęciu nowego języka filozofii na wyrażenie prawd i tajemnic wiary.

Działalność świętych Cyryla i Metodego ujawnia jak w soczewce tę odwagę Kościoła na drodze poszukiwania sposobów przybliżenia światu Ewangelii. Proces ten dokonywał się nieraz, jak w przywołanym przypadku, w atmosferze cierpienia i lęku ze strony ludzi Kościoła, ostatecznie jednak prawdziwe dobro ujawniało się światu w bogactwie form wyrażających i  kontemplujących sacrum.

Unia Brzeska jest z kolei przykładem nieustającej troski o jedność. Jedność religijną, ale także jedność ponad różnicami etnicznymi.

Wiek XIX jest zapominanym nieco świadectwem jedności Europy, która dokonała się nie tylko wskutek bolesnych niejednokrotnie i krzywdzących działań politycznych, ale nade wszystko wskutek rozkwitu odnowionej teologii i wszechobecnej łaciny. Język łaciński był narzędziem elit służącym wzajemnemu porozumiewaniu się i wymianie różnorakich doświadczeń. Łacina, nie zapominajmy, to język Soboru Watykańskiego II i trzeba wyrazić żal, że proces wprowadzania soborowych uchwał, z tą wielką zdobyczą jaką była liturgia sprawowana w językach ojczystych, doprowadził do śmierci tego języka Kościoła i języka światłej Europy.

To co obserwujemy dzisiaj –  tendencję do jednoczenia się, żyło w zarodku, czasem w uśpieniu przez długie lata XX w. Zniewolone totalitaryzmem kraje, zamknięte drakońskimi decyzjami granice to tylko zewnętrzne przejawy nieludzkiego zniewolenia ziemi. W sercach wielu ludzi, żyjących w izolacji od innych krajów, panowała tęsknota za otwarciem, za możliwością swobodnego przemieszczania się, ale i wolnego przepływu myśli i ludzkich doświadczeń. Przejawem tego była w Polsce emigracja na kontynent amerykański. Ludzie podejmowali nieraz wieloletnie starania, aby zrealizować swoje pragnienie wolności i podmiotowości.

Izolacja gospodarcza i polityczna oddziaływała także na kraje, które żyły duchem demokracji i wolności. Cechą współczesnej Europy jest nie tylko zacofanie gospodarcze krajów, które zrzuciły jarzmo totalitaryzmu. Owo zamknięcie spowodowało także duchowe zubożenie krajów bogatych, krajów demokratycznych. Szybki rozwój cywilizacyjny połączony z procesami laicyzacji zubożył kraje wolnej Europy o duchowe wartości, które pielęgnowane były w świecie zniewolonym. Brakło, tak przynajmniej mi się wydaje, tego ożywczego powiewu ducha, którym karmiły się narody pozbawione obfitości codziennego pokarmu.

Taki stan rzeczy nie mógł trwać w nieskończoność. Europa znająca bogactwo «jedności w  wielości» musiała «dożyć» tego momentu, w którym wspólnoty narodowe otworzą się na siebie. Zdaje się, że teraz nadszedł ten moment. Po wyjściu z «cienia» totalitaryzmu różne kraje po kolei wyraziły wolę wzajemnej współpracy i dążenia do wyrównania strat poniesionych w  czasach «żelaznej kurtyny».

Trzeba wyraźnie podkreślić, że były to autonomiczne decyzje obywateli poszczególnych krajów. W niektórych przypadkach procesom integracji, bez rozróżnienia uniwersalizmu przesłania od politycznej perspektywy nadmiernie sprzyjały środowiska kościelne. W związku z tym w krajach, w których Kościół mimo zniewolenia zachował swoje społeczne znaczenie, to On zostaje obciążony skutkami zjednoczenia, zwłaszcza skutkami negatywnymi. Nie jest to do końca zgodne z prawdą. Kościół bowiem nie może patrzeć tylko jednostronnie na złożoną rzeczywistość ziemską. Musi stać na straży wartości naturalnych i nadprzyrodzonych, niezależnie od sytuacji politycznych i gospodarczych. Takie krytyczne uwagi pojawiają się w Polsce. Zapomina się, że mimo krytycznego głosu Kościoła, życie idzie naprzód i politycy ustalają normy integracyjne, ludzie biznesu tworzą zasady gospodarczego współistnienia. Wreszcie, wspólnoty narodowe w referendach ujawniły wolę integracji.

Brakiem owych debat było zaniedbanie strony duchowej integracji. Gdyby uniknięto tego błędu, Europa nie dzieliłaby się dziś, jak to z nową siłą dają do zrozumienia politycy Zachodu, na decydentów i pokornych wasali. Europa Wschodnia i Środkowa nie powinna być ukazywana, a tak nieraz bywa, jako żebrak w tych negocjacjach. Ma do zaoferowania wielkie i bolesne doświadczenie, przechowała tęsknotę za trwałą hierarchią wartości, a może i bogactwo ducha, którego brakuje bogatej materialnie wspólnocie europejskiej.

Ufam, że to bogactwo ducha stanie się, o czym zresztą wielokrotnie przypominał Ojciec Święty, troską Kościoła, który wraz ze swoimi wiernymi wkracza w progi zjednoczonej Europy.

W pierwszym rzędzie należy zauważyć, że najnowsza historia, a także aktualny okres transformacji z jego niedoskonałościami, w znacznym stopniu naruszył tę duchową kondycję wspólnoty środkowoeuropejskiej. Po nagłym odzyskaniu wolności rozpoczęła się pogoń za dobrami materialnymi. Ludzie pozbawieni łatwo dostępnych na Zachodzie dóbr doczesnych, w tę stronę skierowali swoje wysiłki. Słaby aparat państwowy nie potrafił zatamować korupcji i bezprawia. Niewprawni w polityce ludzie nie zdołali w wielu wypadkach udźwignąć odpowiedzialnie misji służby społecznej.

Kościół staje wobec wyzwania, jakim jest w pierwszym rzędzie podjęcie wysiłku odbudowania etosu narodowego w poszczególnych państwach. Bez tego fundamentu zostaniemy rozwodnieni przez kosmopolityzm i inwazję karteli gospodarczych.

Jak w przykazaniu miłości nacisk położony jest najpierw na akceptację siebie, swojej podmiotowości, a dopiero potem możliwa jest miłość drugiego człowieka, tak w życiu wspólnot narodowych godne współistnienie możliwe jest jedynie wówczas, gdy poszczególne kraje utrwalą fundamenty własnej tożsamości, zrodzone z historii, kultury, wreszcie osiągnięć gospodarczych. Spotkanie w Mariazell to w  moim odczuciu prezentacja własnego bogactwa, które w swoich różnorakich wymiarach może stać się propozycją dla innych.

Spójrzmy pokrótce na «dary», które wspólnota środkowoeuropejska może wnieść jako swój wkład w proces zjednoczenia:

1. Modlitwa

Chrześcijanie każde swoje działanie zwykli zaczynać od modlitwy. Wielki Norwid, któremu europejska Francja dała szanse życia i twórczości, obserwując tamtejszą sytuację, pisał z myślą o swojej Ojczyźnie:

«Do kraju tego, gdzie pierwsze ukłony / Są jak odwieczne Chrystusa wyznanie: / ‚Bądź pochwalony’ / Tęskno mi, Panie…»

Europa tęskni do modlitwy. Rodzące się licznie wspólnoty modlitewne ludzi świeckich są tego dobitnym dowodem. Tu w tej części Europy ludzie nie zapomnieli modlitwy. Zawsze była ich siłą i nadzieją. Może brak im odwagi, aby odmawiać ją w miejscach publicznych, ale trzeba rozumieć, że przez tyle lat było to administracyjnie zabronione. Modlitwa jednak przetrwała w pamięci i zwyczaju.

2. Dar rodziny

Totalitaryzm niósł ze sobą konieczność szukania oparcia w innych i potrzebę wspólnoty. Człowiek pozostawiony sam sobie nie miał szans przeżycia. Takim miejscem ostoi i nadziei przetrwania była rodzina. Dziś nieco zdeformowana przez bezrobocie i konieczność licznej emigracji zarobkowej, zachowała tęsknotę za byciem razem. Gdyby pozwolono ojcom i  matkom wrócić na «ojczyzny łono» i podjąć godziwie wynagradzaną pracę, rodziny środkowoeuropejskie mogłyby dać wiele umierającemu prokreatywnie Zachodowi.

Już teraz obserwuje się lęk przed zagarnianiem majątku narodowego przez banki będące własnością kulturowo obcej nacji. Przywrócenie zdrowej rodziny w ramach Europy, wzmocniłoby ją, dając szansę zachowania tożsamości.

W tej części Europy Kościół dał przykład, że determinacja w walce o życie nie narodzonych i godną śmierć starców przynosi efekty. Owoce rodzą się w trudzie, nie brak prądów, które chcą je zniszczyć, ale trzeba mimo to powiedzieć, że jest to wielki sukces i może być przestrogą i wielkim darem dla krajów borykających się z wieloma trudnościami aksjologicznymi w tej kwestii.

3. Życie sakramentalne

W tej części Europy ludzie pragną sakramentów. Kościół w Polsce mimo swoich braków jest dziś Kościołem, w którym zarówno młodzi, jak i starsi mają poczucie grzechu. Pragną się z niego oczyścić i dlatego konfesjonały są oblegane. Istnieje ciągła potrzeba szafarzy sakramentu pojednania i to nie tylko w okresach świątecznych. W każdą niedzielę wielu wiernych uczestniczy w sposób pełny w Eucharystii. Jakiż to wielki dar, który możemy wnieść w proces jednoczenia. Wszak gdy milknie głos sumienia, ster przejmuje instynkt nie zawsze pozwalający się opanować. Europą kierującą się wyłącznie instynktem będzie rządzić zasada bilansu zysków i strat własnych, ukryta tylko pod szyldem Wyższego Dobra.

To sumienie sprawia, że człowiek uświadamia sobie, jak to napisał Henri de Lubac, «że wszelka niewierność w stosunku do boskiego obrazu, który człowiek w sobie nosi, wszelkie zerwanie z Bogiem, jest zarazem rozdarciem ludzkiej jedności».

Jedynie rozmodlony, wrażliwy na głos sumienia, wychowany w klimacie rodzinnego ciepła człowiek może światu pokazać Chrystusa, może kontemplować Jego oblicze, co stara się czynić Kościół, realizując swe doroczne plany duszpasterskie. Edyta Stein poucza: «Sądzę, że im głębiej ktoś zanurzył się w Bogu, tym więcej, w tym samym duchu, musi wyjść z siebie, to jest wchodzić w  świat, by mu nieść życie Boże».

To są skromne nasze dary, które może przydadzą się w procesie jednoczenia. Są one zgodne z nauką Jana Pawła II i zdecydują o tym, czy Europa stanie się wspólnotą wspólnot, czy też konglomeratem wadzących się państw. Bez ducha Europa może wyzwolić mechanizmy kierowane instynktem przetrwania, groźnie nastawione na wydzieranie pożywienia drugiemu.

Możemy, o czym trzeba jeszcze wspomnieć, dać Europie przykład solidarności z biednymi. W czasach zniewolenia otrzymywaliśmy z Zachodu ogromną pomoc. Teraz, mimo, że jeszcze nie bogaci, umiemy już pomagać innym. Niewielka ilość środków materialnych sprawia, że większa staje się wrażliwość, a filantropia przeradza się w chrześcijańskie miłosierdzie. To niewątpliwe zdobycze Kościoła z czasu trudnej transformacji.

Jedność przypomina zespół naczyń połączonych. Europa, do której wchodzimy, może nas obdarować także i swoimi darami duchowymi.

Jednym z nich jest wspomniana już wrażliwość na biedę, której doświadczyliśmy w dobie wielkich trudności duchowych i materialnych.

Od naszych braci z Zachodu winniśmy się uczyć troski o pogłębienie wiary. Tu także musimy stanąć w prawdzie i powiedzieć, że nasza kultyczność nie zawsze wiąże się z troską o pogłębianie wiedzy religijnej, o świadectwo w  miejscach potocznie zwanych «świeckimi». Może nie wszędzie w Europie są pełne kościoły, jednak wszędzie ci, którzy deklarują się jako wierzący, starają się żyć wiarą na co dzień, mówić o niej i troszczyć się o  żywotność lokalnego Kościoła, do którego należą. W ten sposób stają się znakiem dla świata. To bardzo istotny element wiary, którego nam tak często brakuje.

Ze spotkaniem w Mariazell można łączyć nadzieje. Dialog zawsze przynosi mniej lub więcej pożądane owoce. Ufam, że to spotkanie zaowocuje takim właśnie pogłębionym modlitewnie spojrzeniem na proces integracji. Im częściej będziemy spotykać się, tym mniej uzasadnione staną się lęki przed nową Europą. A modlitwa zgromadzonych uwrażliwi wszystkich, także polityków, na wartości, które – jestem o tym przekonany – determinują procesy integracji pełnej, szanującej podmiotowość każdego z członków.

Abp Józef Michalik
Metropolita przemyski
Przewodniczący Konferencji
Episkopatu Polski

2017-12-17T17:12:25+00:00 17 maja 2004|Artykuł|