Chrystus wierzy w człowieka

Chrześcijaństwo to religia wielkiego optymizmu. Chrystus wierzy w człowieka i w to, że warto za niego umrzeć. Składa tę ofiarę, żeby się coś w nas zmieniło, byśmy w jakiś sposób stali się do Niego podobni. Tak nas kocha, tak nam ślepo wierzy, tak głęboko ufa, że życie swoje oddaje za nas, mając nadzieję na nasze nawrócenie. Rzecz jasna, są pewne warunki prawdziwego nawrócenia. Pan Jezus o nich mówi. Pierwszy, który płynie z dzisiejszej Ewangelii, to szczerość. Idzie o to, byśmy coś czynili szczerze, nie dla oka ludzkiego, byśmy się nawracali nie dlatego, żeby nas ludzie chwalili, ale z uwagi na Boga, dlatego że wiemy, że warto być lepszym, że warto zerwać z grzechem, że jest życie wieczne, że oczekujemy zbawienia. Szczerość przed Bogiem to czynienie dobra w taki sposób, żeby „nie wiedziała lewa moja ręka, co czyni prawa” (por. Mt 6, 3). To prawdziwy humanizm, położony na pokorze, na szacunku dla drugiego człowieka. Jeśli coś robię szczerze, po cichu, to więcej otrzymuję niż daję. Nic dla chwały, nic by zaimponować drugiemu. Tak, mentalność Ewangelii jest poniekąd wbrew światu, którego religią jest chęć zaistnienia przed innymi. Ze świętej Ewangelii płynie coś zupełnie innego, co ma wartość wieczną: czyń dobro dla dobra samego, czyń szczerze nie przed ludźmi, nie dla oka.

Drugi warunek nawrócenia, który płynie z Ewangelii, to dobro czynić z radością. Czyń więc dobro chętnie. Kiedy dajesz jałmużnę, uśmiechnij się. Jeśli czynisz coś dobrego, drugiego człowieka nie upokarzaj. Jeśli czynisz umartwienie, podejmujesz wysiłek dla Boga, więc bądź radosny. Trzeba też pamiętać, że wartość jałmużny – jak powiedział mędrzec – to wartość życzliwego czynu, miłości, ofiary dla drugiego człowieka. Jałmużna jest podobna do takiej pożyczki, którą człowiek daje Panu Bogu, ale Pan Bóg stokrotnie ją zwraca, wynagradzając życiem wiecznym. I nie jest to filantropia, nie jest to chęć zaistnienia przed Bogiem przez pomoc drugiemu człowiekowi; przeciwnie, daję, bo ja nie mogę nie dawać, jeśli mogę się podzielić moim czasem, cierpliwością, moim groszem, kawałkiem chleba, jeśli w biednym i uwięzionym widzę samego Chrystusa.

W czasie Wielkiego Postu trzeba też pamiętać, byśmy dawali to, co najważniejsze, a nie tylko to, co nam zbywa. To, co drugiemu człowiekowi potrzebne, zwykle ważne jest i dla mnie. Co jest zatem ważne i co powinno być najważniejsze? Bóg – to jest zadanie dla nas chrześcijan najważniejsze, byśmy Boga dawali ludziom, byśmy Boga nieśli. Chrześcijaństwo, które nie dzieli się Chrystusem, jest martwe, jest zamrożone. Takie chrześcijaństwo nie ceni Tego, którego ma dawać. Papież Benedykt XVI w swojej pierwszej encyklice „Bóg jest miłością” powiedział, że chrześcijanin nie może wziąć Chrystusa tylko dla siebie, nie może Go po prostu sobie zatrzymać, nie może być o Niego zazdrosny. Musi Go dać innym. Oto dlaczego modlimy się o nawrócenie drugiego człowieka, o nawrócenie świata. My nie możemy się o to nie modlić, bo On przyszedł do wszystkich, dlatego chcemy Go dawać. Tak, bracia i siostry. Bogiem, Chrystusem, wiarą trzeba się dzielić. „Kto nie daje Boga, zbyt mało daje” – mówiła św. Matka Teresa z Kalkuty. Kto nie daje Boga, niczego nie daje, kto nie daje nadziei zbawienia, niczego nie daje. Co więcej, jeśli dajemy, po chrześcijańsku mamy nadzieję, że dobro skruszy serce, że poderwie i mnie, i drugiego człowieka do najwyższego dobra i celu, jakim jest Bóg.

+ Józef Michalik

 

[Z: Od popiołu do krzyża. Środa Popielcowa – Przemyśl, katedra, 1 marca 2006. W tekście oryginalnym *bł. Matka Teresa z Kalkuty]
2018-02-14T09:16:24+00:00 12 lutego 2018|Varia|