Chrystus Zmartwychwstał! Prawdziwie Zmartwychwstał! – homilia w Niedzielę Zmartwychwstania 2004

Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego, Przemyśl – katedra, 11 kwietnia 2004 r.

Umiłowani! Bracia i siostry, już samo to pozdrowienie i wasza z wiarą wypowiedziana odpowiedź, tak charakterystyczna dla tej diecezji, wystarczyłyby za dzisiejszą homilię. Wiara, silna wiara w zmartwychwstanie jest najprostszą i najlepszą odpowiedzią na zagrożenia, jakie niesie szara codzienność.

1. „Iść do miast pogańskich”

Dzisiejsza celebracja tajemnicy zmartwychwstania jest szczególna. Oto, po raz ostatni, wypowiadamy te słowa jakby tylko we własnym domu. Na drugi rok zabrzmią one jako głos jednego z Kościołów realizujących doczesność w strukturach europejskich. Okoliczność ta jest różnorako interpretowana przez ludzi. Od irracjonalnych fascynacji po pełne pesymizmu słowa budzące lęk. Trzeba rozumieć i jedne, i drugie. Rozumieć – nie znaczy podzielać. Chrystus przecież zmartwychwstał. Daje motywy do nowego życia, do twórczego zaangażowania. I naiwnością byłoby wierzyć, że w sprawach codziennych, życiowych wszystko załatwi Unia Europejska, ale i trudno podzielać pesymizm płynący z nieuwzględniania prawdy o związku życia z wiarą, którą wypowiadał wczoraj kapłan, znacząc na paschalnej świecy słowa Alfa i Omega.

Wróćmy na chwilę do tamtych wydarzeń. Według przekazu wizjonerki, sługi Bożej Anny Katarzyny Emmerich, która miała wizję wydarzeń, o jakich nie wspominają Ewangelie, Chrystus w dniach poprzedzających mękę wielekroć spotykał się z uczniami i raz jeszcze objaśniał im swoją naukę.

W czasie tych spotkań – według Emmerich – dokonał także rozesłania Apostołów: „Mówił Apostołom, dokąd mają się udać – Jakub Starszy i jeszcze inny z uczniów mieli udać się w pogańskie obszary, w górę na północ od Kafarnaum, Mateusz najpierw do Efezu, w celu przygotowania tamtejszej okolicy, w której Najświętsza Panna i wielu wiernych będą w przyszłości mieszkać (Bardzo ich to zdziwiło, że Maryja ma tam zamieszkać). Tomasz i Szymon mają najpierw iść do Samarii. Nie bardzo im to przypadało do gustu, woleliby bowiem iść raczej do miast całkiem pogańskich”. To charakterystyczne, bo zapał był jeszcze i emocje gorące. Nie byli świadomi niebezpieczeństw ani tego, że są słabi. To ujawniły dopiero następne dni. Wszyscy z wyjątkiem Jana opuścili Mistrza. Ale to przesłanie pozostało im w pamięci. Ostatecznym zaś umocnieniem w tym pragnieniu były dni spędzone w Wieczerniku, przygotowujące na dar Ducha Świętego.

Jakby powielając Jezusowe posłanie, Ojciec Święty na jednym z ostatnich spotkań z Polakami nakazał im nie bać się Europy. Posłał nas do niej. Nieszczęśliwie skoncentrowaliśmy się na jej obliczu materialnym. Tymczasem trzeba iść i głosić prawdę o Zmartwychwstałym tam, gdzie ona jest nieznana lub zapominana i gdzie przegrywa z zabieganiem tylko o materialne dobra.

Europa czasów Jezusa to Europa Cesarstwa Rzymskiego. Brak granic ułatwiał przemieszczanie się. I rzecz ważna: nie zapominajmy, że już po śmierci Apostołów, na początku II wieku spotykamy pierwsze Ewangelie i Pawłowe Listy w dalekim Egipcie i innych odległych od Jerozolimy miejscach. Tak dwunastu ludzi, z włączonym do ich grona Maciejem, dzięki Duchowi Świętemu wydobywało Europę z otchłani zatracenia, z demoralizacji i zepsucia. Było to możliwe, bo pozostali wierni słowom Jezusa i mocni otrzymanym darem Ducha.

2. Życie chrześcijan – ewangelizacja

 Pozbądźmy się lęku. Pan da siłę swojemu ludowi, ludowi, który za metrykę będzie miał, obok własnej historii, świadomość chrztu i bierzmowania. Nie zapomni o poranku zmartwychwstania. Lęk rodzi się z egoizmu. Apostołowie porzucili Mistrza w godzinach Jego męki, bo bardziej troszczyli się o swoje życie niż o misję ewangelizacyjną. Trzeba i nam wrócić do Wieczernika i na modlitwie oczekiwać Ducha Świętego. Ten Wieczernik to nie sala na górze, ale nasza codzienność znaczona wiernością Bogu.

Jak przygotować się do tej misji? Poucza nas o tym nasz święty biskup Józef Sebastian Pelczar w swoim dziele Życie duchowne. Czytamy tam m.in.: „Wprawdzie niektóre stany i zawody wiążą się same przez się z liczniejszymi przeszkodami w realizowaniu swojej duchowości, ale i w nich przy odrobinie pracy własnej i łasce Bożej można doskonale służyć Bogu. […] Urzędnik, nauczyciel, kupiec, rzemieślnik nie może wielu czasu poświęcać praktykom pobożnym. Może jednak i powinien wykonywać dobrze obowiązki stanu. Może i powinien modlić się rano i wieczorem, przed jedzeniem i po jedzeniu. Może raz na miesiąc albo na większe święta przystępować do sakramentów świętych, dać czasem jałmużnę i spełniać inny uczynek miłosierny. W ten sposób dojdzie do doskonałości stanowi swemu odpowiedniej. Natomiast osoba zamożna i wykształcona powinna więcej się modlić, więcej czytać książek duchowych, częściej bywać na Mszy świętej, częściej przyjmować sakramenty święte, a przy tym z większą gorliwością i ofiarnością oddawać się uczynkom miłosiernym, popieraniu dzieł, stowarzyszeń i zakładów religijnych”.

To nasz codzienny Wieczernik. Przyznacie, że możliwy i realny, czego dowody dali święci – zarówno biedni, jak i bogaci. Jeśli tak będziemy troszczyć się o nasze życie wewnętrzne, Pan sam da znak i wykorzysta nasz rozwój dla szerzenia swojej Ewangelii. Już samo życie jest ewangelizacją. I nie ma miejsca na świecie, w Europie, gdzie by taka postawa była niemożliwa. Pewnie też o tym myślał Ojciec Święty, nawołując do wkraczania w otwarte granice Europy.

W jednej z wielu książek opisujących czasy okupacji i życie w obozach niemieckich znalazłem historię pewnego chłopca, który przebywał w Auschwitz w strefie przeznaczonej dla dzieci. To było królestwo Josefa Mengele, nieludzkiego kata, który zasłynął z okrutnych pseudomedycznych eksperymentów.

Pewnego dnia jeden ze znudzonych esesmanów zawołał przed swój domek tego chłopca i pokazał na stojącym stole rozłożone smakołyki -wędliny, słodycze, ciastka. „Jesteś głodny?” – zapytał cynicznie. „Tak. Bardzo” – odparło dziecko. „To możesz najeść się do syta. Wybieraj, co chcesz”. Kiedy chłopiec podszedł do stołu i wyciągnął rękę, chcąc coś chwycić, esesman powstrzymał go i powiedział z ironicznym uśmiechem: „Jest jeden warunek. Musisz mi za to oddać swój medalik”. Chłopiec wahał się przez chwilę, po czym wyrwał rączkę z ręki esesmana i powiedział: „Tego nie mogę zrobić. To medalik, który dała mi moja mama”. Cisza. „Zatem – odezwał się zaskoczony Niemiec – nie dostaniesz nic z tego, co ci tu przygotowałem”. Chłopiec odszedł. Głodny, ale z godnością.

Boimy się Europy, bo sądzimy, że chce nam odebrać Boga. I tak pewnie w wielu sytuacjach jest, ale nie może tego zrobić bez naszej zgody. Czasy, które są przed nami, nie są jedynie ludzkimi. Są darem Opatrzności i tak je trzeba odczytywać; a przestrzegał św. Franciszek z Asyżu: „Lękać się zaufać Opatrzności, to byłoby niegodne każdego chrześcijanina”. Wybierajmy zatem krzyż. Krzyż, który dziś jaśnieje jako znak zwycięstwa. Krzyż, rozumiany jako sumienne spełnianie obowiązków stanu, powołania, jako trudna wierność zobowiązaniom, stanie się – jak w wierszu Norwida – naszą „bramą” (Cyprian Kamil Norwid, Krzyż i dziecko).

Błogosławionych świąt życzę wszystkim. Błogosławionych to znaczy szczęśliwych szczęściem przyniesionym przez Zmartwychwstałego. Cieszcie się obfitością darów doczesnych, ale nie zapominajcie o tej radości, której znakiem są szczęśliwe dziś wasze serca napełnione Ciałem Zmartwychwstałego. Weselmy się i pamiętajmy słowa George’a Byrona z powieści poetyckiej o tytule Giaur:

Dosyć jest wiedzieć,
że nikt nie zagrzebie Ducha swobody
– chyba on sam siebie – Bo
własne tylko upodlenie ducha
Ugina wolnych szyję do łańcucha.

Za: Abp Józef Michalik, Z Chrystusem w roku liturgicznym. Kazania, red. ks. Witold Ostafiński, t. 1, Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 2011

2017-06-16T17:45:56+00:00 11 kwietnia 2004|Homilia|