Chrystus zmartwychwstały umacnia wiarę – homilia w Niedzielę Zmartwychwstania 2012

Przemyśl, 8 kwietnia 2012 r.

 

Drodzy Bracia i Siostry!

W niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego chcemy wspólnie zastanowić się nad tym, co nam w dniu tak ważnym Kościół ustanowiony przez Chrystusa chce powiedzieć. Przychodzimy, aby wysłuchać przesłania św. Pawła Apostoła z listu do Koryntian – Czy nie wiecie, że odrobina kwasu cale ciasto zakwasza? (1 Kor 5,6). Zakwasza, ale i prowadzi do rozwoju, bo ciasto zakwaszone będzie strawne. Każda, najmniejsza odrobina ma wartość. Każdy człowiek, każdy czyn nasz ma wartość; czyn dobry przynosi dobro a zły psuje rzeczywistość i powoli doprowadzi do całkowitego zepsucia.

Mądrość chrześcijańska każe szanować każdego człowieka, oceniać każdą sytuację i wyciągać wnioski z każdych okoliczności. Święty Piotr w Dziejach Apostolskich powiedział, że my jesteśmy świadkami wszystkiego, co się tam wydarzyło, (Dz 10,34), jesteśmy świadkami. Prawda, że Chrystus zmartwychwstał -jest jak ziarno i jak kamień węgielny naszej wiary.

I Pan Jezus utwierdza wiarę

Zauważmy, że Jezus po swoim zmartwychwstaniu przychodzi do niewiast i do swoich uczniów. Rzecz zdumiewająca – nie robi żadnych wymówek, nie czyni rozliczeń. Przecież oni wszyscy uciekli, dali się przestraszyć… Pan Jezus przychodzi utwierdzić wiarę. Ukazuje się Magdalenie i posyła ją do Piotra – idź i powiedz. Pokazuje się Tomaszowi – pozwala mu dotknąć ran, uwierz i przepowiadaj wiarę następnym. Jezus nie chce upokorzenia człowieka, które byłoby upokorzeniem paraliżującym, bo wie, że jeśli człowiek sam w pokorze przeżyje własną słabość, to jest już na drodze do powstania.

Uczniowie idący do Emaus także nie rozpoznali Jezusa, nie rozumieli tego, co im ponownie wyjaśniał, a dał się im rozpoznać przy łamaniu chleba. To jest metoda Chrystusa. Wszystkim apostołom przy spotkaniu powie – Idźcie na cały świat i nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego… (Mt 28, 19). To ma im i nam do powiedzenia. Trzeba ze szczególną koncentracją uwagi przyjąć tę misję od Pana Jezusa; głoście wiarę, nauczajcie i czyńcie wszystko, cowam -powiedziałem… Co ja wam uczyniłem i wy czyńcie …

Wierzący ludzie mają pogłębiać wiarę Kościoła, – ale w jaki sposób to robić, jaki Kościół mamy głosić?. To jest ważne pytanie.

Znany czeski teolog ks. Tomasz Halik w książce Dotknij ran prowadzi ciekawą refleksję. Mówi: Gdybym spotkał Kościół odnoszący sukcesy i bardzo wpływowy, Kościół bez cieni, bez plam, bez zadraśnień i bolesnych ran, zszedłbym z przerażeniem Z drogi, bo miałbym przekonanie, że mam do czynienia z szatańskim trikiem. Gdybym spotkał Kościół idealny, pełen aniołów, pełen ludzi świętych, egzorcyzmowałbym go, uciekłbym daleko, bo spytałbym – gdzie są twoje rany? Gdzie przejawy naszej ludzkiej słabości? – Oto jest Kościół prawdziwy. Kościół jest taki, jacy my jesteśmy, bardzo często jesteśmy grzeszni i słabi, ale wstajemy. Korzystając z męki Chrystusa, podnosimy się, chcemy być lepsi, idziemy do konfesjonału, wyznajemy grzechy, pragniemy się nawrócić i wreszcie będziemy inni, lepsi, to jest prawdziwy Kościół – Kościół ludzki, taki, jaki jest tu i teraz, taki Kościół trzeba kochać i z takim Kościołem się utożsamiać, takiemu Kościołowi trzeba służyć, czyniąc go coraz doskonalszym, a będzie tym doskonalszy im bardziej każdy z nas się nawróci, im bardziej ja sam będę żył jako świadek Chrystusa i niósł dobro wiary żywej, którym będę dawał szansę przemiany innym.

Trzeba głosić Chrystusa prawdy, który akceptuje człowieka grzesznego i bierze jego grzechy na siebie. My też nie raz musimy brać grzechy innych ludzi na siebie, mieć odwagę przyjąć niekiedy fałszywe oskarżenia, skoro Chrystusa fałszywie oskarżano i na śmierć skazano, trzeba niejednokrotnie – z godnością, w zjednoczeniu z Nim przyjmować takie czy inne trudy. Ale jednocześnie Pan Jezus mówił, że żadna jota, żadna kreska nie będzie zmieniona w Bożym prawie i trzeba, żeby prawo Boże było wypełnione.

II Zadania naszego Kościoła

Zapytajmy o sytuację Kościoła w Polsce, -jakie są jego zadania, – czyli nasze zadania, bo jesteśmy żywą częścią tego Kościoła.

Kościół w Polsce nie może się wymówić od głoszenia prawdy Bożej i udzielania łaski Bożej, od niesienia miłosiernego przebaczenia, ale jednocześnie ma dochować wierności Chrystusowi. Prymas Wyszyński służył naszemu narodowi i demaskował hipokryzję, której dopuszczały się poszczególne władze. Zauważmy jednak, że nigdy nie atakował konkretnego człowieka, ale cały system i jego założenia. Niejednokrotnie widział złą wolę władz, ujmował się za narodem, ale jednocześnie piętnował wady tego narodu, pokazywał potrzebę większego rozsądku, żebyśmy zdawali sobie sprawę z sytuacji, w jakiej jesteśmy. Bywały przecież kazania, po których naród bywał zdenerwowany, bo nie tego oczekiwał, ludzie chcieli, żeby „im” dołożył, a on z wielką odpowiedzialnością za ten naród stawiał tamy niebezpiecznym emocjom. Niejednokrotnie próbował ukierunkować te wymagania, ale jednocześnie domagał się, żeby naród, który kochał, zerwał z siebie pokusę wygodnego życia, życia bez Chrystusa, pokusę współpracy z szatanem dla łatwiejszego życia, dla zyskania łatwiejszego chleba, który z kamieni miałby być przemieniony za darmo, bez trudu. I dzisiaj tego rodzaju pokusy mogą penetrować myślenie naszego narodu i myślenie moje własne.

III Nasze polskie bóle i nadzieje

W ostatnim numerze czasopisma poświęconego duchowości karmelitańskiej postawiono pytanie, – Kim nie chcę być?. Pytaniu – Kim Polacy nie chcą być? poświęcono kilka artykułów. Jeden z autorów daje taką odpowiedź: Polacy nie chcą być katolikami, ale chcą jednocześnie chodzić do kościoła i przyjmować sakramenty, przyjmować lansowaną liberalną obyczajowość, nie chcą rezygnować z niczego.(G. Maciejewski). Paradoks! Sprzeczność – to jest właśnie ta nasza choroba, o której mówił kard. Wyszyński; – brak konsekwencji, słabość nasza. Po to przychodzimy do kościoła, by posłuchać ewangelii, po to robimy rachunek sumienia, by zobaczyć jak wygląda prawda o nas; nie chcemy być 100 procentowymi katolikami, ale i nie chcemy zerwać z Kościołem. Powrót do uzdrowienia leży na drodze posłuszeństwa sumieniu. Kościół żyje z narodem, zna swój lud i jest wkorzeniony w naród. Widzimy wielkie współczesne sukcesy: wolność, możliwość wykształcenia, ale jednocześnie bolejemy, że najbardziej wykształceni nie mają tu miejsca, szukają pracy gdzie indziej, nie zawsze wrócą do ojczyzny. Trzeba, żeby ta emigracja, która jest i szansą, i zagrożeniem dla naszego narodu, potrafiła zachować wartości duchowe, żeby Polacy tam gdzie wyemigrowali, zachowali wierność sumieniu, żeby zachowali wierność tradycjom i poczucie godności, które tak zwalczają niektóre salony warszawskie czy krakowskie. Żebyśmy zachowali poczucie godności narodu polskiego, chrześcijańskiego, ochrzczonego przed ponad tysiącem lat.

Dzisiaj obserwujemy też wielkie niepokoje, bezrobocie, zanik społecznej wrażliwości, kryzys kultury szeroko rozumianej. Widzimy, że kryzys kultury zaczyna się od głowy, od samych szczytów. Widzimy, że ci, których naród wybrał nie kierując się kryteriami kultury chrześcijańskiej, zachowują się niegodnie, mimo, że są postawieni na najwyższych półkach zaufania społecznego. Ich język jest językiem nienawiści, brutalności i kłamstwa. Przecież matka dobrze ich wychowała, starała się, żeby byli godnymi ludźmi. Dzisiaj poleciało wszystko. Dla kariery i pieniędzy prowokacja, brutalność, skandal zaczyna mieć prawo obywatelstwa. Trzeba nad tym boleć, nie można tego wewnętrznie akceptować, ale powiedzmy szczerze, że nie można tego akceptować także we własnych relacjach – w stosunku do swoich domowników, do sąsiadów, do kolegów czy koleżanek w pracy. Trzeba, żebyśmy wszędzie byli ludźmi rozpoznawalnej, katolickiej wiary i kierowali się sumieniem.

Wiemy, jak wielkim dramatem jest fakt, że rodzina w Polsce wymiera. Polaków od kilku już lat rodzi się mniej niż umiera. Kościół od wielu lat w rozmowach z Rządem na ten temat mówi, przypomina o potrzebie pomocy rodzinie. Oczywiście – to musi być proces szeroki, wielowarstwowy, ale trzeba sobie uświadomić, że nie pomogą żadne narzucania nowych podatków, jeśli nie będzie pochylenia się nad głęboką reformą moralną, bo tylko narody moralne dochodzą do stałego, usystematyzowanego, opartego na zdrowych fundamentach dobrobytu a nie narody krętackie, liczące na innych czy zaplątane w różne niejasne układy międzynarodowe czy korupcje miejscowe. Drogą do stałego rozwoju i bogactwa jest własna praca, wysiłek, społeczna uczciwość i wierność prawom uchwalanym w harmonii przykazaniami Bożymi. To jest droga zdrowa dla rozwoju jednostki i całego narodu.

Trzeba sobie przypominać to, co najlepsi synowie naszego narodu mieli odwagę nam mówić. Papież Jan Paweł II przyjechał do Skoczowa zaledwie na kilka godzin od naszych sąsiadów z Południa, chciał nam powiedzieć coś bardzo ważnego w tamtym czasie: Wbrew pozorom – praw sumienia trzeba bronić także i dzisiaj. Pod hasłami tolerancji w życiu publicznym i w środkach masowego przekazu szerzy się wielka, może coraz większa nietolerancja. Odczuwają to boleśnie ludzie wierzący. Zauważa się tendencję do spychania ich na margines życia społecznego, ośmiesza się i wyszydza to, co dla nich stanowi największą świętość. Te formy powracającej dyskryminacji budzą niepokój i muszą dawać wiele do myślenia. To mówił w 1995 roku, – ale te słowa nie straciły nic na znaczeniu. I niech mi nikt nie mówi, że to przypadek, że się tak dziwnie rozwija sytuacja w Polsce. W narodzie chrześcijańskim Kościół budzi sumienia, stara się być i jest niezależny od mocnych tego świata, nie zabiega nawet o przychylność prasy i mediów. W sprawach wiary jest wierny Chrystusowi a w sprawach materialnych jest zależny od prostych, wierzących ludzi, którzy go utrzymują. Ostatnio widzimy wyraźnie, że to jest sytuacja niewygodna i trzeba rozpętać antyklerykalizm, który wyraźnie jest podsycany – dobrze wiemy, przez jakie środowiska. Trzeba, żebyśmy dziś szczególnie poczuli się odpowiedzialni za Kościół, za zmartwychwstanie Chrystusa w nas, za zmartwychwstanie dobra, i żebyśmy umieli się opowiedzieć za dobrem. Polskę próbuje się dzisiaj znieważać w nas samych i na zewnątrz. Widzimy jak patriotyzm jest ośmieszany przez środowiska salonowo-warszawskie. Nie wszystkie, ale dobrze wiemy, o jakie chodzi – o godności Polaków ani słowa, nawet trzeba ich wyśmiewać. O historii Polski jak najmniej, a już młodzież – ile sprytu się wkłada, żeby nie poznała historii Polski. Na tym między innymi polega dzisiejsza reforma szkoły. To jest dramat, bo ktoś, kto zagarnia historię, przeszłość, w tym samym momencie sięga ręką po przyszłość. Historię Polski znieważają pseudopolacy, bo tak trzeba powiedzieć, bo co to za Polak, który lżyłby własną matkę – Ojczyznę. Co to za chrześcijanin, który lży własną matkę — Kościół? A przecież są tzw. postępowi wierzący, którzy mówią, że są katolikami. Jest cała masa ex-zakonników, których się robi bohaterami w niektórych środkach przekazu. Ich załamanie i odejście od kapłaństwa to słabość, którą trzeba widzieć i współczuć, modlić się za nich, aby zdołali w pokorze, jak Piotr – prosić: Panie Jezu przebacz. Nie godzi się ogłaszać bohaterem człowieka, który zdradził. Załamał się – trudno, nie wolno go potępiać, ale on sam nie powinien rozszerzać błędów i siać relatywizm moralny, jakby nic się w jego życiu nie wydarzyło.

Polska ma swoją wielką historię – ponad 1000 lat temu weszliśmy do rodziny narodów zachodnich. Zaczęliśmy życie ewangelią i przynosiło owoce to życie. Polska Jagiellonów – nie mieczem, ale traktowaniem po ludzku przyłączała do Kościoła i do Królestwa nowe narody – chociażby przez unię z Litwą. Potem przyszedł XVI wiek -w całej Europie obowiązywała zasada cuius regio eius religio, czyli czyja władza tego religia. Protestantyzm był siłą narzucany – w Anglii i w Niemczech, w Szwajcarii i w całej Europie. W Polsce, która żyła ewangelią, król Zygmunt August w końcu XVI wieku ogłasza – nie jestem panem waszych sumień – wolność i tolerancja dla wszystkich. W Polsce nie było prześladowań religijnych – trzeba to pamiętać. Tu znaleźli miejsce i muzułmańscy Tatarzy, którzy za zasługi w walkach bywali włączani do stanu szlacheckiego, pod wspólny dach byli przyjęci Żydzi oraz Ormianie wypędzam przez otomańskie imperium, tu było miejsce dla wszystkich. Dzisiaj próbuje się tę Polskę lekceważyć a nawet znieważać. Doszło do tego, że – jak podają statystyki – sami Polacy sobie przypisują więcej cech negatywnych, niż je przypisują nam sąsiednie narody. Czy to nie paradoks? Trzeba przypominać i walczyć o zdrowy, chrześcijański patriotyzm, czyli miłość do tej rzeczywistości ziemskiej, w której egzystujemy. A zdrowy patriotyzm szanuje to, co polskie, ale jednocześnie każe w drugim człowieku widzieć brata. To jest siła naszego narodu.

Warto i trzeba umieć słuchać narodu. Bolesne jest to, że rządzący niejednokrotnie nie chcą tego narodu słuchać. Nie chcą słuchać, kiedy 600 tysięcy podpisów w sprawie obrony życia zostało złożonych w sejmie, a dwa miliony w sprawie wolności dla telewizji innej niż wszystkie inne telewizje w nowoczesnym kompleksie. Nie słyszy się tych głosów czy się je lekceważy?. To jest odejście od ducha zdrowej demokracji i tolerancji, to jest dowód braku szacunku do prostego człowieka.

Pytanie o nasz naród jest trudne, ale trzeba powiedzieć, że Kościół żywy, czyli my wszyscy, obecni w kościele, biskupi zjednoczeni z ludem, możemy przegrywać z rządem, z politykami, ale dobrze wiemy, że nie wolno nam przegrać z narodem. Kościół wie, gdzie jest jego nadzieja i mądrość: ma trzymać z prostym człowiekiem, bo temu człowiekowi zaufał Chrystus i w tym człowieku jest siła, bo On za niego umarł i zmartwychwstał. Warto – bracia i siostry – dla Chrystusa żyć i umierać, bo kiedyś z Nim zmartwychwstaniemy. Amen.

2017-06-25T20:51:16+00:00 08 kwietnia 2012|Homilia|