Diecezja Gorzowska

Dzieje diecezji gorzowskiej, to mało znana, ale niezwykle ciekawa historia Kościoła na naszej polskiej ziemi. Przyznam, że dla mnie samego spotkanie z diecezją gorzowską było nie tylko podejmowaniem wielkiej odpowiedzialności za ewangelizację, wiarę i zbawienie mieszkających tam ludzi, ale także spotkaniem z wielką historią Polski oraz historią Kościoła katolickiego na tych ziemiach.

Piła i Prałatura Pilska to nie tylko miejsce urodzenia ks. Stanisława Staszica, ale wiele żywotnych parafii, które pozostały wierne Kościołowi i Polsce przez cały okres, germanizacji, gdzie ludzie zawsze byli i są gospodarzami u siebie i gdzie z dziada, pradziada myśleli i mówili po katolicku aż do dziś.

Zielona Góra i Ziemia Lubuska to przecież jedno z najstarszych biskupstw, które sięgało swoimi wpływami aż po kieleckie, … i Przemyśl. To także teren kwitnących niegdyś ośrodków życia zakonnego z Bledzewem, Rokitnem, Słońskiem i Paradyżem, skąd wywodzi się wielki myśliciel i pisarz Jakub z Paradyża, a u korzeni ewangelizacji stoi klasztor w Międzyrzeczu i męczeństwo pierwszych polskich świętych, których czcimy jako Patronów diecezji. To właśnie świadectwo ich śmierci zafascynowało św. Bruna z Kwerfurtu do tego stopnia, że stał się mądrym i odważnym ambasadorem Polaków wśród licznych, a możnych swoich europejskich przyjaciół, poczynając od cesarza niemieckiego.

Wiele można by mówić o Żaganiu czy Ziemi Głogowskiej, która wydała szereg odważnych obrońców wiary, że wspomnę tylko Henryka Pobożnego, bohatera spod Legnicy, ochrzczonego w odbudowywanej dziś, z wielkim trudem, kolegiacie głogowskiej. Krosno Odrzańskie z kolei było miejscem zamieszkania świętej Jadwigi.

Pamięć o historii pomaga nam zrozumieć i pokochać teraźniejszość, wyrastającą z wczorajszych trudów i ofiar, a te przecież przyniosą owoc dopiero jutro.

Polacy lubią historię i myślą kategoriami historycznymi. Także myślenie kościelne z natury ma w sobie wymiar historyczny. Odwołuje się bowiem do życia i historycznej śmierci oraz zmartwychwstania Chrystusa i przypomina o wartości czasu jako daru przygotowującego nas na spotkanie transcendentnego Boga w wieczności.

Zdaję sobie sprawę, że dzisiejszy duchowy obraz diecezji gorzowskiej, duszpasterskie owoce i metody pracy to w wielkiej mierze zasługa szeregu ofiarnych biskupów (warto dopowiedzieć, że kilku z nich jeszcze żyje), to niezwykle ofiarne zaangażowanie kapłanów w najtrudniejszym okresie powojennym, to wielu bardzo zaangażowanych świeckich, którzy uznali te ziemie za dar dany im może przez historię, los, a raczej przez Boga jako zadanie.

Niedawno pochowaliśmy lekarkę ze Świebodzina, która do Polski przyniosła z Syberii miłość do życia. Uratowała bowiem kilkadziesiąt sierot, a gdy je już odchowała – nadszedł rok 1956 i stanęła – jako ginekolog – do walki o zniesienie ustawy o aborcji. Pozbawiona prawa wykonywania zawodu wyjechała na misje, zaś po powrócie włączyła się ponownie w służbę życiu i duszpasterską posługę rodzinom.

Z jakąż wdzięcznością wspominamy pracę tych ludzi, której wymiar sięga heroizmu.

Diecezja nasza miała także szczęście do niezwykłych duszpasterzy i świadków wiary.

Biskup Bensch, pierwszy konsekrowany administrator umarł na ambonie w czasie posługi w Szczecinie. Biskup Pluta zginął w wypadku. Nie dojechał na spotkanie z kapłanami. Z satysfakcją mogę powiedzieć, że do dzisiaj pasjonującą przygodą wewnętrzną jest dla mnie odkrywanie duszpasterskiej mądrości tego świętobliwego pasterza, który przez 28 lat niezwykle ofiarnie, piórem i słowem tworzył nowoczesne duszpasterstwo rodzin, dynamizował laikat, zachęcał do zakładania grup i ruchów i przede wszystkim przez modlitwę pogłębiał życie Boże w człowieku. Byłoby wielką stratą, gdybyśmy odeszli od uprawianej wytrawną ręką Poprzedników duszpasterski roli. I dlatego, oprócz duszpasterstwa zwyczajnego próbujemy: – Pogłębiać więzy z duchowym centrum diecezji, jakim jest Sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej w Rokitnie. W roku pokoronacyjnym bardzo chcemy wiązać modlitwą i duchową ofiarą kapłanów i lud, kleryków, siostry zakonne i młodzież w przekonaniu, że idą czasy nowe i nowe niebezpieczeństwa oddzielenia ludu od Kościoła; niebezpieczeństwa zbyt skoncentrowanej troski o dobra materialne przy równoczesnym zapominaniu o ludziach potrzebujących pomocy. Niebezpieczeństwo spadku powołań, którym trzeba zapewnić pomoc nową, nadprzyrodzoną, wyprosić ją u Ducha Świętego. Liczymy bardzo na to, że młodzież włączy się w dzieło Przyjaciół Paradyża; dzieło modlitwy i ofiary za kapłanów i zakony oraz o nowe powołania. Młodzież to zresztą szczególny punkt naszej diecezjalnej nadziei oraz niepokoju: młodzież seminaryjna, kapłańska, a także cała nasza polska młodzież. Czego oczekuje po nas i jak ich można pozyskać dla prawdy ewangelicznej, którędy ma iść motywacja i jakie są najskuteczniejsze metody formacji człowieczeństwa, wiary w człowieku? Są to pytania, których nie można pominąć, a na które, niestety, nie zawsze mamy odpowiedź.

Jesteśmy wdzięczni Ojcu Świętemu za to, że nas uczył i uczy, że trzeba:
1) z młodzieżą być,
2) szczerze mówić jej prawdę,
3) więcej modlić się z nią i za nią.

Światowy Dzień Młodych i spotkania z młodzieżą znalazły u nas odbicie w diecezjalnym Dniu Młodych, który zorganizowaliśmy w tym roku już po raz trzeci. Tym razem w Rokitnie, pod koniec września. Wzięło w nim udział około 10 tysięcy młodzieży z całej diecezji. Radowaliśmy się obecnością i słowem braci z Taizé, siostrzenicy kandydata na ołtarze Pier Giorgio Frassatiego, ale największą radością jest zawsze widok duszpasterzy młodzieżowych pogrążonych we wspólnej modlitwie bądź zdążających na spotkań w pieszej pielgrzymce.

Na zakończenie niech posłuży myśl Biskupa Wilhelma Pluty, który uczył, że to „człowiek w człowieku umiera, jeśli go dobro nie raduje, a zło nie boli”.

Tak, to jest także tajemnica życia i stałego rozwoju człowieka odkupionego przez Chrystusa, aby radował się dobrem i widział zło, bolał nad nim, lecz bez zniechęceń i pomagał – jak Cyrenejczyk – wstawać, dźwigać i iść naprzód do celu, do zwycięstwa.

2017-12-16T21:21:34+00:00 21 października 1989|Słowo|