Dlaczego powinniśmy się modlić?”

List pasterski Metropolity Przemyskiego na Niedzielę Chrztu Pańskiego z dnia 27 grudnia 1997 roku.

Drodzy Bracia Kapłani, Bracia i Siostry w Chrystusie,

W parafiach naszych trwają odwiedziny kolędowe. Są one spotkaniem modlitewnym duszpasterza i wiernych, są wyrazem szczególnej jedności naszej rodziny parafialnej i duchowej.

Chciałbym dziś skierować do Was parę słów na temat modlitwy w naszym życiu. Wydaje się bowiem, że warto mówić o tym, co decyduje, że nasze życie może stać się ciekawsze i żywsze, i potrafi doprowadzić nas do zjednoczenia z Bogiem. Niezwykła to bowiem sprawa odkryć, że jesteśmy dziećmi Bożymi przez łaskę i że nosimy w sobie wielki Boży skarb. Zamknięty w sercu pozostanie bezużyteczny, niewykorzystany. Modlitwa sprawi, że inicjatywę w naszym życiu wewnętrznym przejmie sam Duch Święty i poprowadzi nas w przeżycia nieznane; sprawi, że nieprzeczuwalna radość i światło zagości w nas. Nasz błogosławiony biskup przemyski mówił, że Bóg nikomu łaski modlitwy nie odmawia, ale ducha modlitwy, to jest zamiłowanie i skupienie, daje tylko proszą-cym (Bp Józef S. Pelczar).

1. Czy naprawdę powinniśmy się modlić?

Czy naprawdę powinniśmy się modlić? – jawi się pierwsze pytanie. Wiele jest racji wskazujących na wartość modlitwy. Pan Jezus często się modlił – stąd nasze całkowite „tak” wobec modlitwy. Jest ona od-daniem szacunku i czci Bogu, ale i jedyną drogą do poznania prawdy o Nim, jako że może być poznany jedynie w postawie „klęczącej”, jedynie w pokorze miłości, która pozwala przeżyć zbliżenie z Najwyższym, z Bytem Nieskończonym, który jest źródłem naszego istnienia. Pamiętamy jak Bóg tłumaczył Mojżeszowi swoje imię: Jam jest, który jest (Wj 3, 14). Jest Bóg, istnieje dla nas. Na modlitwie przyjmujemy nową dawkę tego istnienia. Tu człowiek staje się „partnerem” Boga, rozmawia z Nim jak z najbliższym przyjacielem, z najlepszym Ojcem. Odkrywam na nowo, że nie jestem sam tu na ziemi, że jestem Komuś potrzebny, Komuś, kto zleca mi nowe zadania do wypełnienia. Podejmuję je nie z przymusu, ale z miłości. Jednocześnie dowiaduję się, że zawsze mogę liczyć na pomoc Ojca, który jest w niebie.

Ten kto kocha Pana zawsze o Nim pamięta, a z pamięci o Bogu rodzi się modlitwa” powie Sylwan z góry Atos. Bez pamięci dusza nie trwa w Bożej miłości, gdyż właśnie przez prośbę i miłość dochodzi się do łaski Ducha Świętego. „Jeśli poszukujesz czystej modlitwy, bądź pokorny, bądź powściągliwy, szczerze się spowiadaj, a modlitwa cię pokocha (tenże).

Nic nie przystoi człowiekowi bardziej niż prośba wyznaje wierzący filozof (F. Ebner). Prośba skierowana do Kogoś, kto umie słuchać, niejednokrotnie wychowuje słuchaniem.

Tylko na modlitwie rozeznać można zło grzechu, dramat oderwania od Boga i niebezpieczeństwo wymierzone w nas. Grzech jest obrazą Boga, ale godzi w człowieka. Modlitewne rozpoznanie grzechu jest już początkiem nawrócenia, oto na czym polega piękno modlitwy i jej korzyść.

Modlitwa jest źródłem łask. Najpierw wiary, a potem wszystkich darów nadprzyrodzonych, ale także darów potrzebnych na co dzień, zdrowia i pomyślności w pracy i szkole, pomocy w sprawnym odnajdywaniu drogi właściwej od przebudzenia aż do zaśnięcia. A gdy będziem zasypiali, niech Cię nawet sen nasz chwali modlimy się staropolską pieśnią o nieprzeciętnej głębi teologicznej.

Dlaczego mamy się modlić, zapytacie? – bo modlił się Pan Jezus i oddawał chwałę Ojcu. Widzimy w czasie Jego chrztu w Jordanie, że kiedy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego (Łk 3, 22). Chrześcijanin pragnie żyć tym, czym żył Chrystus.

2. Czy możemy wiedzieć jaka była modlitwa Jezusa?

Psalmów uczył Go Józef i Maryja. Odmawiali je wspólnie, powoli i wyraźnie, aby przeniknęły do pamięci i serca, gdzie mieszka Bóg. Razem, dzięki Jezusowi, Święta Rodzina, z Nim pośrodku, przeżywała obecność Ojca i bliskość Ducha Świętego.

To może te modlitewne rodzinne spotkania kazały Jezusowi nalegać na wartość modlitwy wspólnotowej: Gdzie dwóch albo trzech gromadzi się w Imię moje, tam i Ja jestem pośród nich (Mt 18, 20).

Jezus nieustannie przeżywał zjednoczenie z Ojcem. Jako dziecko zdradził się z Boskiej mądrości, która zdumiewała żydowskich uczonych, a jednak codziennie stawał do modlitwy, co tydzień razem z Józefem modlił się w synagodze. Słuchał lektury Pisma Świętego, tych samych Ksiąg natchnionych i świętych, których i my słuchamy, wyjaśniał je uczniom. Bywało, że noce spędzał na modlitwie. Zostawiał uczniów, pomijał głoszenie Ewangelii, szedł na modlitwę, aby zewangelizować ludzi modlitwą.

Niekiedy Panu Jezusowi wyrywały się publicznie westchnienia modlitewne do Ojca: uwielbienie lub podziękowanie za to, że Go wysłuchuje (por. J 11, 41), albo znów głośna prośba Ojcze, wsław Imię Twoje (J 12, 28), za nimi proszę (J 17, 9). I nas nauczył nadzwyczajnej modlitwy Ojcze nasz (Mt 6, 9nn). Odmawiajmy ją ze zrozumieniem i szacunkiem, uczmy się z tej modlitwy, jak powinno wyglądać myślenie wiary chrześcijan, kapłanów i każdego z ochrzczonych. Na pierwszym miejscu jest troska o chwałę Bożą, o dary chleba codziennego modlimy się także, ale nie zapominamy prosić o uwolnienie od zła i zbawienie, które jest celem ostatecznym naszego życia.

Z modlitwy płynie do nas Jezusowa obietnica i jeśli Bóg będzie na pierwszym miejscu naszych myśli i zabiegów, to i chleba codziennego nam nie zabraknie.

W życiu wielu ludzi przychodzi moment po latach modlitwy, że sam Bóg niejako bierze człowieka w dłonie i wprowadza go na drogę duchowego oczyszczenia, oschłości i doświadczeń. Człowiek może utracić grunt pod nogami. Nigdy nie utraci go Bóg. Droga biernego posłuszeństwa, jeśli będzie połączona z zewnętrznym pełnieniem woli Bożej, przyniesie nieoczekiwane owoce.

Człowiek, który się modli, wytwarza z czasem wokół siebie atmosferę modlitwy. Ułatwia ona rozwój wiary, jej pogłębienie, ale też prowadzi do promieniowania nadprzyrodzonością. Człowiek – świątynia Ducha Świętego – powoli zaczyna Jego mocą usługiwać innym. Pomaga Kościołowi i poszczególnym ludziom w modlitewnym pośrednictwie łask, aż do zastępczej ofiary.

Modlitwa jest szczególną siłą i zadaniem kapłanów. Powinni promieniować tęsknotą za modlitwą, uczyć się jej nieustannie, pogłębiać wytrwale i stawać się niestrudzonymi przewodnikami i nauczyciela-mi modlitwy. Konfratrzy i ludzie na co dzień bez słów nas rozpozna-ją według naszej modlitwy. Jej atmosfera unosi się lub znika wokół podeszłego w latach lub młodego katechety, kiedy ten tryska radością wiary i łaski czerpanej od Pana na modlitwie. Kapłan, który „przemawia” rozmodlonym szacunkiem dla ludzi, nie jest nigdy egotykiem na modlitwie. On uwielbia Boga, prosi i przeprasza w imieniu wszystkich ludzi.

Szczytem modlitwy Chrystusa i naszej jest modlitwa ofiary, zastępcza, wstawiennicza ofiara krzyża uobecniana nieustannie pod postacią chleba i wina. Trzeba dobrze się do niej przygotować i każdorazowo dziękować, aby ominąć rutynę przyzwyczajenia i zachować świeżość wiosennego wzrostu wiary poprzez miłość – a to uczucie przecież nigdy nie nudzi, wprost przeciwnie, ono motywuje do twórczych ofiar, szuka okazji do czynu, uskrzydla myśl.

Msza Święta kończy się komunią św. Słowo Boże uwięzione w kawałku materialnego chleba po to, abyśmy mogli się nim karmić, zostaje pogrzebane w naszym ciele, aby zmartwychwstało w naszym duchu wyznaje z wiarą myśliciel współczesny (Miguel de Unamuno). Tak, komunia z Jezusem prowadzi do zmartwychwstania, ujawnia nową moc do pokonywania śmierci grzechu. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym (J 6, 54). Ks. Karol Rahner zapytany jak długo powinna trwać modlitwa dziękczynienia po komunii świętej, odpowiedział, że dotąd aż zapragniesz przemiany swego życia, aż poczujesz, że zmieniasz się, stajesz się innym, nowym człowiekiem. Ten pokarm umacnia męczenników i rodzi dziewice – twierdzili święci Ojcowie Kościoła. Częsta, dobrze przyjęta komunia święta gasi siły zmysłów i przemienia je w siły twórcze, czyste, pomocne w rozwoju pełnego człowieka, w którym ciało jest siłą ducha

Modlitwa jest drogą najpewniejszą do Boga. Dramatem niejednego człowieka bywa, że w trudnościach wiary, kiedy przychodzi zniechęcenie albo czas duchowej szarpaniny czy upadku, zniechęca się do modlitwy, odchodzi od Pana Boga. A przecież właśnie szczególnie wtedy po-winien wyciągnąć ręce do Jezusa o pomoc; doznałby umocnienia, a jego upadek byłby kolejnym początkiem zwycięstwa.

Drodzy Bracia i Siostry, Kochani Rodzice – módlcie się codziennie w waszych rodzinach. Posłuchajcie mnie w tej ważnej sprawie. Wspólna modlitwa jest ważną szkołą wiary i drogą do wyproszenia łaski. Ona jednoczy nas w Bogu. Dzieci pójdą niebawem w świat, jak wszystkie dzieci rozpoczną samodzielne życie. Nie zawsze będziecie mogli być z nimi, ale więzy duchowe pozostają, niech się umacniają przez modlitwę, poprzez wzajemne pomaganie modlitwą.

Matką i ojcem nie przestaje się być nigdy, także i dziecko nie powinno zapomnieć o rodzicach. Módlmy się często i dużo za siebie w rodzinach, sąsiedztwie, w diecezji.

Godną i ważną jest rzeczą modlitwa wstawiennicza lub zastępcza za drugich, aby dać wyraz szczególnej troski i miłości do nich, aby im pomóc w życiowych kłopotach albo wesprzeć na drodze do zbawienia. Szczególną pomoc niesiemy naszą modlitwą duszom cierpiącym w czyśćcu. Skuteczną ulgę ofiarować im może tylko Ten, kto przekroczył wieczność i dla zbawienia umarł na krzyżu – Jezus. Z Nim jednoczymy się w modlitwie zadośćczyniącej za grzechy.

Pan Jezus uczył tej modlitewnej wzajemnej troski. Sam prosił trzech uczniów w przeddzień męki w Ogrodzie Oliwnym, aby modlili się za Niego i z Nim: Czuwajcie i módlcie się… (Mk 26, 40n). On za nas zastępczo ofiarował swoje życie na krzyżu. Ponawiajmy tę ofiarę zbawienia za siebie i naszych bliskich, za Kościół i o nawrócenie niewierzących, na zadośćuczynienie za grzechy własne i całego świata. Módlcie się też za Waszego Arcybiskupa, aby w swej posłudze nie był pozbawiony łaski Ducha Świętego i opieki Maryi.

Błogosławiona Faustyna nauczyła nas pięknej modlitwy wstawienniczej, która odwołuje się do mocy krzyża i prosi o Miłosierdzie Boże dla świata. Maryjnym Różańcem i Koronką do Miłosierdzia obejmijmy nasze dusze i świat cały zatrwożony dzisiaj rozmiarami swej niemocy. Pomoc nadchodzi, jest już blisko, ale czy pyszni i zarozumiali potrafią ją przyjąć? Powtarzajmy z ufnością: Wspomożenie nasze w Imieniu Pana.

Rok przygotowań do Jubileuszu 2000-lecia chrześcijaństwa jest poświęcony Duchowi Świętemu. Jest to czas dziękczynienia za Jego obecność w Kościele, za dzieło zbawcze, za Jezusa narodzonego z Maryi w Betlejem i za dary Wieczernika, rok szczególnej prośby o przemianę naszych serc. Będzie to czas świętej mocy Bożej dla Kościoła, świata i dla nas, jeśli uczynimy go modlitwą zanoszoną w coraz większej jedności z Niepokalaną, Oblubienicą Ducha Świętego.

Andrzej Frossard w jednej ze swych książek relacjonuje swoje spotkanie z Ojcem Świętym Janem Pawłem II, którego zapytał o modlitwę i o to, jak radzi nam się modlić? Papież opowiedział mu wydarzenie ze swego życia. W wieku dziesięciu lub dwunastu lat był ministrantem, ale niezbyt gorliwym. Jego ojciec, spostrzegłszy niezdyscyplinowanie syna, powiedział pewnego dnia: nie modlisz się do Ducha Świętego.

Powinieneś się modlić do Niego. Tej rozmowy z wierzącym ojcem syn nie zapomniał. Modlił się codziennie nieustannie do Ducha Świętego, a widzialnym owocem tej lekcji jest encyklika o Duchu Świętym.

Sakrament bierzmowania udzielił nam Ducha Świętego i Jego dary; modlitwą najlepiej rozwijamy te dary bogate i różnorodne. Św. Paweł w Liście do Rzymian mówi, że gdy nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami. Duch przychodzi z pomocą naszej słabości (Rz 8, 26). Tak oto Duch Święty czyni, że każda nasza modlitwa ma swą wartość przed Bogiem, On „przyczynia się za nami” i jeśli niekiedy nie doznajemy natychmiastowej pomocy, to nie znaczy, że mamy zaprzestać na-szych błagań i próśb. Wprost przeciwnie, wiemy, że dobra modlitwa powinna spełniać pewne warunki, jak czystość serca, ale też i wytrwałość.

Matka kananejska nie ustąpiła w prośbach i „wymogła” niejako pomoc dla dziecka (Mt 15, 22). Sam Pan Jezus zachęca nas do takiej wytrwałości: proście a otrzymacie, szukajcie a znajdziecie… (Łk 11, 9). Może to naleganie bardziej potrzebne jest nam, abyśmy przygotowali umysł i serce do przyjęcia daru Bożego. Pan Bóg chciałby ludziom pomagać skuteczniej i czyni to w różny sposób. Niestety, nie zawsze ludzie zauważają dobroć Ojca Niebieskiego. Roztargnienie czy pośpiech często przekreślają kontakt z Panem Bogiem. Święty Cyprian przestrzegał: Czyż może nas Bóg wysłuchać, jeśli sami siebie nie słyszymy?

Wartość modlitwy jest wprost nieograniczona. Ona stawia człowieka w prawdzie o nim samym, bo na modlitwie kłamać przecież niepodobna i niekiedy już pierwsze spojrzenie ku Światłu Bożemu otwiera w nas samych drogę wyjścia z ciemności.

Narody rozmodlone to społeczeństwa głębszej kultury duchowej, co widać od piramid egipskich czy świątyń starochrześcijańskich. Błogosławiony Bp J. Pelczar przestrzegał rodaków naszych, że Ilekroć ludzie przestają modlić się, obniża się samo ich człowieczeństwo i jest to najgorsza rana społeczna.

Rany osobiste i społeczne starajmy się leczyć modlitwą. Od niej zależy więcej, niż przemyśleć zdołamy. Nasza Ojczyzna i Kościół, rodziny nasze i świat bardzo potrzebują modlitwy. Proszę Was o nią.

Wspomagajcie modlitwą posługę Waszego Biskupa, aby mocą łaski Pana, a nie własnej mądrości, przydatny był kapłanom i ludziom.

Matce Najświętszej, Pani Jackowej całym sercem Was polecam i błogosławię.

X Józef Michalik Arcybiskup Metropolita Przemyski

2017-06-16T21:45:04+00:00 27 grudnia 1997|List pasterski|