„Dlaczego trzeźwość?”

Przemyśl, 11 lipca 1998 r. List pasterski Metropolity Przemyskiego na temat trzeźwości przygotowany w lipcu 1998 roku.

Drodzy Bracia i Siostry!

Sierpień jest miesiącem wielkich historycznych wydarzeń religijnych i patriotycznych. Tradycją się staje, że miesiąc ten przeżywamy pod hasłem trzeźwości i szczególnej modlitwy. Chciałbym, aby ludzie wierzący w Polsce czuli się bardziej odpowiedzialni za swoje myślenie, wiarę i motywacje życiowe, i dlatego po raz kolejny zapraszam na wspólną refleksję nad Słowem Bożym i naszym życiem.

Od człowieka dobrego, żyjącego wiarą, naprawdę zależą losy ludzi i świata. Słyszeliśmy przed chwilą opowieść biblijną o cierpliwości Boga wobec zła grzechu, który zawsze przynosi cierpienie innym ludziom. Nieszczęsna Sodoma musiała ponieść konsekwencję swoich czynów, bo zabrakło przysłowiowych dziesięciu sprawiedliwych (por. Rdz 18,20n). Potrzebni są światu, naszym wioskom i miastom ludzie sprawiedliwi, cierpiący z Chrystusem, aby zadośćczynić Bożej sprawiedliwości, aby prowadzić do nawrócenia innych – pięknie to ujął polski poeta: Katolicyzm jest dla mnie przede wszystkim religią ukrzyżowanego Boga i zakładam, że jak długo świat będzie istniał, Bóg nie przestanie dla niego cierpieć (Cz. Miłosz, Fronda 12,1998 r).

Kościół w swojej posłudze przyzwyczaił się do promowania spraw niepopularnych, do swoistego marszu „pod prąd”. Czyni to zarówno wtedy, kiedy tych najwierniejszych, jak wy, słuchających dzisiaj tych słów, przestrzega przed zakłamaniem, niebezpieczeństwami, gdy upomina przed złem moralnym i ukazuje piękno życia Ewangelią i woła o nawrócenie grzeszników.

Kościół, ustami Ojca Świętego i pasterzy, niestrudzenie przypomina, budzi sumienia i zachęca do wysiłku, by powstrzymać falę nietrzeźwości, która zalewa nas, nasze rodziny, nasz naród. Cierpienie dzieci, uciekających z domu przed własnym upitym ojcem, albo nietrzeźwą matką, każe dzisiaj mówić o potrzebie trzeźwości. Nędza i głód w wielu domach dotkniętych alkoholem, przynagla nas do wołania o pomoc Boga i ludzi. A wyjście z najtrudniejszych sytuacji jest możliwe, choć niełatwe.

Ludzie wierzący nie mogą się zniechęcać niepowodzeniami w pracy trzeźwościowej. Pamiętajmy, że oprócz naturalnego ciążenia do zła, istnieje tęsknota za dobrem i nadzieja wyjścia. Każdy człowiek doświadcza w sobie napięcia między grzeszną słabością a pragnieniem świętości, które jest wkodowane w jego duchowość i stanowi drogę do zwycięstwa, jest jasnym światłem wskazującym na możliwość wydźwignięcia się z największego upodlenia, kłamstwa i grzechu.

Pierwszym naszym zadaniem jest promować poprawne myślenie na temat trzeźwości. Mądry filozof zauważył, że nie ma na tym świecie nic równie silnego, jak samotnie rozmyślający chrześcijanin (S. Kierkegard). Z rozważania Ewangelii i modlitwy przyjdzie mądrość i moc do opanowania największych słabości i uformowania zdrowych moralnie ludzi.

Święty Tomasz podkreśla znaczenie cnoty umiarkowania i wstrzemięźliwości w formacji człowieka wskazując, że umiejętność uporządkowania pragnień cielesnych i przyjemności staje się pomocną również w przeżywaniu smutków i przykrości. Często mówimy o ludziach dobrze wychowanych, że są zrównoważeni i szukamy kontaktu z nimi, czujemy się dobrze w ich towarzystwie. Każdy z nas daje dowody dobrego wychowania, gdy panuje nad sobą, reguluje nawet godziwe pragnienia i potrafi je zaspokoić w sposób umiarkowany.

Trzeźwość jest szczególnym wyrazem umiarkowania w korzystaniu z napojów alkoholowych. Opanowanie i samodyscyplina w piciu jest częścią kultury stołu.

Oddzielnym problemem, łączącym się jednakże z alkoholizmem, staje się dziś narkomania. Narkotyki to używka samobójcza, prowadząca niechybnie do totalnej degeneracji i nieuchronnej, przedwczesnej śmierci. Niebezpieczeństwo jest wielkie, a przemilczane. Różne są tego przyczyny, o których należałoby kiedyś powiedzieć szerzej. Troska i większe niż dotychczas zwrócenie uwagi rodziców, nauczycieli, społeczników i twórców opinii publicznej jest tu szczególnie potrzebna. Z uznaniem patrzę na wysiłek podjęty przez nauczycieli niektórych szkół dla ochrony dzieci i młodzieży przed handlarzami narkotyków czyli handlarzami „białą śmiercią”.

Obserwuję jak wiele jest wśród nas chorych charakterów i serc, jak wielu niewolników alkoholu i narkotyków żyje w naszych rodzinach lub w naszym sąsiedztwie. Według obliczeń, co trzecia rodzina w Polsce dotknięta jest w jakiś sposób problemem alkoholizmu. W sumie cierpimy wszyscy.

Spotkałem niedawno młodego człowieka. Wrócił tuż po wojsku, do pustego domu, bo oboje rodzice są w więzieniu. On sam od dawna alkoholu nie bierze do ust. Zbyt wiele wycierpiał. Ma dziewczynę, chce założyć rodzinę, chce być trzeźwym i szczęśliwym ojcem, ale na stole u przyszłych teściów do każdego posiłku podaje się wódkę. Co robić? Jak się zachować? Czy uciekać przed sobą, czy rozpocząć walkę o trzeźwość?

Znam wielu ludzi, którym udało się zwyciężyć nałóg, mimo, że alkoholikowi trudno jest stanąć w prawdzie, codziennie się łudzi, że wytrwa, że nie przekroczy miary, ale niestety, wciąż upada. Aż przychodzi moment przebłysku, chwila niezwykła, oświecenie łaską, moment prawdy o sobie. Trzeba uchwycić ten moment, przyjąć, że warunkiem jest całkowita abstynencja: ani kropli pod żadną postacią.

Wiele dobra w tych przypadkach wnoszą stowarzyszenia trzeźwościowe i abstynenckie. Szczególnie „Anonimowi Alkoholicy”, „Bractwo Trzeźwości im św. Maksymiliana Kolbego”, czy „Krucjata Wyzwolenia Człowieka”, które w każdej parafii miałyby co robić.

Często myślę o dzieciach alkoholików i ich rodzinach – pomóżmy im ustrzec się w życiu błędów, które są przyczyną ich obecnych cierpień. Mam słowo współczucia dla samych chorych na chorobę alkoholową. Wyjście z niej jest możliwe, chociaż jest to wielka moralna bieda. Pomóżmy im zrozumieć i zaakceptować wiadomość o chorobie, a potem cierpliwie pomagajmy na drodze powrotu do trzeźwości.

Nieraz zastanawiam się czym wytłumaczyć sytuację, że tak wielka fala alkoholizmu zalewa nasz naród i kilka narodów ościennych. Może słabnie wiara i ludzie nie chcą słuchać przestróg Św. Pawła (por. Tt 2,2n). Może łudzą się, że im ten nałóg nie grozi, a potem okazuje się, że jest zbyt trudno powstać. Może za mało na ten temat mówimy, albo mówimy w niewłaściwy sposób?

Ostatecznie to Pan Bóg otwiera serce człowieka na prawdę o nim samym i ducha narodów na przyjęcie gorzkiej prawdy o stanie moralności wśród ludzi. Trzeba prosić Boga o łaskę trzeźwości, trzeba ją okupić cierpieniem, może także upokorzeniem rodzin dotkniętych alkoholizmem i objąć miłością zadośćczyniącą kandydatów wiecznego potępienia: Nie łudźcie się… pijacy nie wejdą do Królestwa niebieskiego (por. 1 Kor 6,10).

Sierpień jest miesiącem trzeźwości, modlitwy i pomocy tym, których kochamy – a chrześcijanin kocha jak Chrystus – każdego grzesznika. Szuka go, bierze jak owcę zagubioną na ramiona, przynosi do stada, raduje się nadzieją na ocalenie. Abstynencja to dar miłości, aby wyprosić przebudzenie z nałogu, trzeźwość i wiarę w siebie oraz wytrwanie tym, których kocha Jezus.

Ojciec Święty Jan Paweł II opublikował przed kilkoma dniami dokument, zachęcający do poszanowania niedzieli jako dnia świętego, należnego Panu. Z radością dowiaduję się, że jawią się właściciele sklepów i hurtowni, którzy rezygnują z niedzielnego handlu. Słyszę, że niektórzy właściciele nie sprzedają w swych sklepach alkoholu. Dziękuję im oraz tym gminom, które zredukowały punkty sprzedaży. Pozorny brak zysku wynagrodzi swym błogosławieństwem Pan Bóg, rozciągając je na wasze rodziny i wioski.

Pracę nad trzeźwością warto rozłożyć na cały rok. Nawiązywać do niej i informować przy różnych okazjach. W Przemyślu odbył się Kongres Trzeźwości, corocznie w czerwcu ma miejsce pielgrzymka na Kalwarię. Diecezjalny Referent Trzeźwości organizuje rekolekcje, spotkania i sympozja. W każdym rejonie i w każdej parafii promujmy inicjatywy trzeźwościowe i módlmy się, abyśmy nie usypiali sumień, aby miłości Bożej nie zadeptały ludzkie grzechy.

Na wytrwałą pracę nad trzeźwością wszystkim błogosławię i „Pani Jackowej” polecam

X Józef Michalik Arcybiskup Metropolita Przemyski

2017-06-16T21:51:50+00:00 11 lipca 1998|List pasterski|