„Do kogo pójdziemy z troską chrześcijańskiego miłosierdzia?”

Wśród wielu palących problemów naszej Ojczyzny, niejednokrotnie z ubolewaniem wymienia się zaniżenie życia moralnego. Rzeczywiście, obserwacja życia dużej części naszego społeczeństwa każe stwierdzić, że nie jest ono najlepsze.

Nie można jednakże poprzestać na samych ubolewaniach nad bolesną sytuacją. Trzeba sięgnąć i to odważnie aż do przyczyn, bo tylko usuwając przyczyny, można zaradzić dostrzeganemu złu.

I. PRZYCZYNY ZŁA

Wśród przyczyn chorej sytuacji społeczno-narodowej i zaniżenia moralności w narodzie w ponad 90 procentach katolickim, widzimy wpływ ogólnoświatowej laicyzacji. Od wielu lat jesteśmy świadkami wmawiania nam, że to co „nowoczesne” musi być inne, musi przekreślać to co było dawne, niejednokrotnie sprawdzone tradycją, a nawet ofiarą i życiem całych pokoleń. Nieustanna perswazja dokonywana przez środki przekazu akcentuje, że największym i jedynym problemem współczesnego świata jest dobrobyt materialny lub brak tego dobrobytu. Srogo bywają karani przestępcy, naruszający dobra materialne, a dziwnym się wydaje, że nie stawia się przed sądem twórców fałszywych ideologii i systemów, demoralizujących ludzi przez odzieranie ich z wymiaru etycznego, duchowego czy nadprzyrodzonego. A to przecież oni w wielkiej mierze powodują nędzę społeczną i zaniżenie etyki życia codziennego.

W naszej Ojczyźnie narzucona przez szereg lat filozofia marksistowska, dążąca do eliminacji religii z życia społecznego, musiała wywołać postawy obronne i konflikty sumienia wśród wielkiej części naszego narodu. Powoli jednakże,  zaczęto „godzić” sumienie z sytuacją i w efekcie wytworzył się niebezpieczny relatywizm zasad moralnych, a w konsekwencji całego życia.

Jakże boleśnie przeżywamy okoliczność, że tylu naszych znajomych i bliskich oficjalnie czuło się zagrożonych w wierze i dla     zachowania stanowiska, urzędu czy pozycji społecznej publicznie deklarowali się jako niepraktykujacy, a nawet niewierzący.  „Po cichu” zaś, anonimowo, w innej parafii, w dalekim kościele, wieczorem, gdy nikt nie widział, dawali upust swej wewnętrznej tęsknocie i uczciwości i szli – jak Nikodemowie naszego czasu – na spotkanie Chrystusa.

Warunki pracy i wynagrodzeń narzucone siłą, nie zawsze były sprawiedliwe. Przez dziesiątki lat przyzwyczaili się ludzie do „kombinowania”, tzw. „organizowania” czy wręcz oszukiwania w zakładzie pracy. Ukuto też szereg niebezpiecznych moralnie powiedzeń w rodzaju, że „państwowe ukraść to nie grzech”, albo „czy się stoi czy się leży, ileś tysięcy się należy” itd.

Niejednokrotnie, samo prawodawstwo uderzało w etykę chrześcijańską, której przekreślenie zdecydowanie w katolickim społeczeństwie obliczone było jako skuteczna metoda ateizacji. W ten sposób narzucono prawo zabijania poczętych dzieci, nazywając tę zbrodnię niewinnie znakiem nowoczesności społecznej,  „zabiegiem”, o którym decyduje egoizm, grzech ciała czy wstyd kobiety, a nie jej sumienie. Co więcej, nie dopuszczano do krytyki publicznej tego i innych niemoralnych praw. I przyzwyczajali się ludzie do rozdziału między sumieniem, wiarą, modlitwą a życiem codziennym.

Naród powoli odzyskuje poczucie swej godności poprzez prawo do głośnego szukania prawdy i demaskowania kłamstwa.

Trzeba docenić zdobycze duchowe, a także postęp materialny i techniczny naszych czasów. Trzeba radować się zdobyczami naszej pracy i naszej Ojczyzny. Szkodliwą rzeczą byłoby malowanie naszej rodzimej ziemi w czarnych tylko barwach. Jest ona zawsze naszą matką i mimo, że uboga i zbiedzona, to matkę kocha się niezależnie od jej wyglądu i bogactwa.

Jednakże świadomość dobra i uczucie przywiązania nie może nam zamknąć oczu na istniejące braki i zaniedbania. To uczucie miłości każe nam możliwie bezboleśnie, ale jednak zdzierać łachmany i ozdabiać bogactwem umiłowaną Ojczyznę.

Wiele jest spraw bolesnych i przykrych, które niepokoją nasze sumienia i o których warto i trzeba mówić. Pogłębianie wiary jest sprawą najpilniejszą. Trzeba łamać złe myślenie i przyzwyczajenia, które poniżają naszą godność ludzką i chrześcijańską. Musimy nieustannie pomagać ludziom w odszukiwaniu dróg do Boga i Kościoła.

Są jeszcze liczne niedociągnięcia naszego duszpasterstwa i naszego życia, o których nie odważamy się mówić, albo do których zbyt mocno przyzwyczailiśmy się i wygodniej nam ich nie dostrzegać. Oddzielenie wiary od życia codziennego i społecznego, znieczulenie sumień uważać należy za najbardziej niebezpieczną chorobę naszych czasów.

II.  TYDZIEŃ MIŁOSIERDZIA

Rozpoczynamy miesiąc październik Maryjnego Roku 1988, roku przygotowań do koronacji obrazu Matki Boskiej Rokitniańskiej i roku duchowych wysiłków dla ożywienia wiary.

Wchodzimy w miesiąc dziękczynienia Patronce naszej metropolii; św. Jadwidze, a przez nią Bogu samemu, za dar papieża Jana Pawła i jego dziesięcioletnie nauczanie.

Jednocześnie rozpoczynamy doroczny Tydzień Miłosierdzia chrześcijańskiego. Hasłem tygodnia jest eschatologiczna przestroga Jezusa: „Coście uczynili jednemu z braci moich, mnieście uczynili /Mt 25,40/.

Słowa Pana Jezusa są bardzo jasne i wprowadzą nas w centrum chrześcijańskiego radykalizmu. Oto stawia On siebie na miejscu człowieka potrzebującego. Program błogosławieństw ewangelicznych staje się w ten sposób kodeksem nowej moralności nie dlatego, że jest mądry, sprawiedliwy, a przy tym niezwykle oryginalny i pilny, ale głównie dlatego, że Chrystus ukazuje nam nową drogę do odkrycia Boga. Odtąd Bóg jest rozpoznawalny w i to w człowieku potrzebującym. Ostatecznie więc nie pomagam choremu czy opuszczonemu – pomagam Chrystusowi.

Obecnie aktualne jest pytanie o pomoc ludziom uwikłanym w nałogi i w grzechy. Czy i wobec nich mamy świadczyć miłosierdzie, czy i wtedy pomagam Chrystusowi, kiedy pochylam się nad grzesznikiem i nałogowcem? Tak. Szczególnie wtedy pomagam Chrystusowi cierpiącemu i umęczonemu przez grzech, zniewolonemu przez nałóg. Nie odmawiajmy naszej pomocy odkupionemu człowieczeństwu ludzi słabych. Na ile w ludziach prawdziwego człowieczeństwa, na tyle w nich Chrystusa. Jedni drugich brzemiona nośmy, także te brzemiona grzechu, aby wypełnić prawo Pańskie.

III. ZADANIA

Dzisiaj chcemy zapytać konkretnie, jakie są pola czynów miłosierdzia w tym roku?

1.    Przede wszystkim uświadomimy sobie, że poszczególne modlitwy i refleksje tegorocznego Tygodnia są tylko przypomnieniem stałego obowiązku troski i pamięci o drugim człowieku.

2.    Nie wystarczy mówić i współczuć potrzebującym, trzeba odbywać z nimi wspólną drogę cierpienia i choroby. Cokolwiek czynimy najmniejszemu i najbiedniejszemu z tych braci Chrystusowych, Jemu czynimy.

3.    Czyny i modlitwy Tygodnia Miłosierdzia oddajemy w tym roku za Ojca św. Jana Pawła II w 10-lecie jego pontyfikatu.

4. Szczególną uwagę zwrócimy na istniejący w każdej parafii zespół charytatywny. Trzeba zdynamizować działalność tego zespołu i powiększyć liczbę ludzi dobrej woli, gotowych brać na swoje ramiona brzemiona Chrystusowego cierpienia zauważone w ludziach. Członków tego zespołu już dzisiaj zapraszam na ich rekolekcje specjalistyczne do Rokitna, o których terminie powiadomi Was, w późniejszym czasie, Ksiądz Proboszcz.

5. W akcji charytatywnej musimy widzieć całego człowieka; jego potrzeby duchowe, niebezpieczeństwa grożące sumieniu, okazje prowadzące do zaniku wiary czy grzechu, a także braki materialne i dolegliwości ciała. Z tej racji w naszych modlitwach ciągle pamiętamy o prześladowanych za wiarę, o nałogowcach i żyjących w grzechu. W ich intencji mobilizujemy krucjatę cierpień, ofiar i modlitw, prosząc o nie naszych chorych i cierpiących, prosząc też tych, którym w tym roku pospieszymy z pomocą. W ten sposób wszyscy poczują się przydatnymi apostołami Bożej sprawy.

6.    W październiku bywa wzywana do odbycia zasadniczej służby wojskowej nasza młodzież męska. Gorąco zachęcam poborowych, a także ich rodziców i bliskich, aby przypominali wzajemnie, że także w wojsku nie przestaje się być człowiekiem wierzącym. Wojsko, to w niejednym wypadku czas próby dla waszej wiary i postawy moralnej. Nie brak jednak świadectw odwagi młodych ludzi, którzy także w koszarach, publicznie, modlą się każdego dnia, a przepustkę wykorzystują na odwiedzenie kościoła i udział w Eucharystii.

Przypominam naszym rodzinom chrześcijańskim, że dobry żołnierz, to nie ten, który często przyjeżdża na urlop czy szybko awansuje, ale ten, który zachowuje wierność swojemu sumieniu i ma odwagę przyznać się do Chrystusa i Jego krzyża w każdym momencie swojego życia. Kto zdradza Chrystusa, zdradza własne sumienie chrześcijańskie, sprzeniewierzył się wszystkim innym wartościom. Jestem szczególnie wdzięczny tym młodym ludziom z naszej diecezji, którzy z wojska pisali do mnie o swoich kłopotach i zwycięstwach sumienia. Przeszli chwalebnie czas próby i wrócili bogatsi o poczucie własnej godności.

Zakończenie

Oto kilka myśli, umiłowani Bracia i Siostry, przepełnionych wspólną wiarą i troską o sprawy wiary, prowadzące nas do życia wiecznego poprzez życie na tej ziemi.

Kościół żyje i rozwija się w sercu człowieka, każdego człowieka, zwłaszcza tego najbiedniejszego. W zeszłym roku przypomniał nam tę prawdę Ojciec święty tuż po przyjeździe na Okęciu, że „drogą Kościoła jest człowiek”, a szczególnie człowiek potrzebujący pomocy drugiego człowieka.

Niech Chrystusowa Matka, codziennie odmawianym różańcem złoży nasze ręce w poczuciu jedności z każdym człowiekiem naszej utrudzonej ziemi ojczystej i całej ziemi, aby nie było ludzi samotnych i opuszczonych.

Całym sercem błogosławię i Matce Bożej Rokitniańskiej, Cierpliwie słuchającej, Was polecam. Proszę też, abyście pomodlili się i za mnie w dniu 16 października, w drugą rocznicę posłania do diecezji Gorzowskiej.

Wasz biskup
+ Józef Michalik

Gorzów, 14 września 1988 R.M.

2017-11-29T21:33:41+00:00 14 września 1988|List pasterski|