Dobra materialne w Kościele

List pasterski opublikowany na łamach gorzowskiego pisma diecezjalnego „Aspekty” nr 3 (6) 1990.

 

Drodzy moi Diecezjanie,

postanowiłem napisać ten list do Was i opublikować go w naszym piśmie diecezjalnym w nadziei, że stanie się materiałem do refleksji wśród laikatu. List ten nie będzie czytany z ambon, aby nie krępować kapłanów tematem, który chcę poruszyć. Do nich skierowałem w tej sprawie oddzielne słowo. Zasługują bowiem na to, abym podtrzymywał ich w niełatwych zadaniach.


I. Kościół widzialnie działający, potrzebuje widzialnych środków

Chcę powiedzieć parę słów na temat Kościoła i materialnych dóbr w Kościele, na temat zewnętrznego świadectwa wiary realizowanego poprzez środki materialne.

Przyzwyczailiśmy się ukrywać niejako wstydliwie temat dóbr materialnych w życiu Kościoła, zakonów i kapłanów. Przyczyny tego są na pewno różne i bardziej lub mniej historycznie uwarunkowane i uzasadnione.

Aktualnie jesteśmy świadkami niemałego autorytetu Kościoła w Polsce. Płynie on z różnych źródeł. Pierwszym i zasadniczym źródłem jest fakt, że to Chrystus żyje i posługuje w swoim Kościele. Wcielenie Słowa Bożego znajduje przedłużenie swej zbawczej misji, realizowanej już nie w ciele fizycznym, lecz w Ciele Mistycznym, czyli przez „uwidocznienie” ludzkie, dzięki świadectwu wiary Biskupów, Kapłanów i licznych ochrzczonych. Z obecności Chrystusa przebaczającego grzechy w sakramencie pokuty i karmiącego Eucharystią płynie siła zjednoczenia nas wszystkich w Kościele. W wieloraki sposób ukazuje się mądrość Ducha Świętego, który kieruje decyzjami Ojca św. i biskupów, czy też kiedy przemawia przez nich zgromadzonych na soborach czy też zjednoczonych w modlitwie. „Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my” (Dz 15,28) – mówił Piotr, wydając swe zarządzenie.

Kościołowi w Polsce Duch Święty dawał również wyjątkowych na skalę światową pasterzy, że wspomnę Ojca św. Jana Pawła II, Kardynała Wyszyńskiego, naszego biskupa Wilhelma Plutę, a w historii nie brakowało także biskupów Męczenników, jak: św. Wojciech, Stanisław, Jozafat Kuncewicz czy Hozjusz, który uratował Kościół katolicki w XVI wieku.
Motywem autorytetu Kościoła na naszej polskiej ziemi jest także fakt jego ścisłego, organicznego związku z narodem, jest inspiracja przez Ewangelię naszej historii, walk, klęsk i zwycięstw, naszych zdobyczy kulturalnych, intelektualnych czy duchowych, naszych niepokojów i zagrożeń dawnych i dzisiejszych.

Trzeba także powiedzieć, że autorytet Kościoła w Polsce w ostatnich dziesiątkach lat wyrastał także z jego niezależności materialnej. Po II wojnie światowej Kościół wyszedł ogołocony z dóbr ziemskich, materialnych, wyszedł biedny i dlatego całe utrzymanie kapłanów, kościołów, katechizacji itd. oparto na ofiarności wiernych.

W czasie mojego długiego pobytu za granicą niejednokrotnie spotykałem się z pytaniami, z czego utrzymuje się Kościół w Polsce. Odpowiadałem, że z kontaktu i ofiarności ludzi, z zaufania do księży. Budziło to zdumienie tych, którzy na polską sytuację patrzyli z pozycji Kościoła w państwach, gdzie kościoły otrzymują dotacje od państwa, a kapłani wynagradzani są poprzez miesięczne pensje (np. w Niemczech państwo w ten sposób zwraca część podatków pochodzących z wpływów wypracowanych przez katolików).

W powojennej Polsce były takie okresy, kiedy próbowano niszczyć Kościół niesprawiedliwymi, himerycznymi podatkami, kiedy za niewypłacalność zabierano budynki, seminaria czy inne dobra materialne (w ten sposób zniszczono szpitalnictwo, szkolnictwo i inne charytatywne instytucje kościelne). Te wszystkie naciski okazały się bezskuteczne, bo księża cieszyli się zaufaniem społeczeństwa, mimo że ze względu na niebezpieczeństwo dokuczliwych podatków nie ujawniali rzeczywistego stanu ofiar. Ani w okresie szykan w trudnych czasach stalinowskich, ani w innych okresach powojennej historii Kościołowi nie zabrakło środków do pełnienia swej misji.

II. Instytucje kościelne: misje, prasa, budownictwo kościelne, KUL, WSD

Do oznak żywotności Kościoła w Polsce należą różne przejawy jego działalności zewnętrznej. Każda diecezja i zakon utrzymuje swoje Seminarium Duchowne, wszystkie diecezje utrzymują Katolicki Uniwersytet Lubelski. Działają wydawnictwa prasy i książki katolickiej, utrzymywane są domy rekolekcyjne, prowadzi się wakacyjną formację dzieci, młodzieży i dorosłych, katechizację i różnorodną działalność duszpasterską. Wznoszone są obiekty sakralne, prowadzone są remonty i konserwacje budynków istniejących.

Być może cicha i niezauważalna, lecz stała jest pomoc misjom i misjonarzom. Kościół dobrze korzystał z zawierzonych mu ofiar. Niejednokrotnie nasi przyjaciele przyznawali, że budujemy najoszczędniej i najtaniej, że sprawność organizacyjna i umiejętności kapłanów bywały zdumiewające. Musieli bowiem być nie tylko duszpasterzami, katechetami, spowiednikami czy kaznodziejami, ale także budowniczymi, księgowymi, zaopatrzeniowcami itd. Kościół i dzisiaj nie może zrezygnować z tych wielorakich sektorów działalności, bo są one wypełnieniem poleceń Ewangelii, poleceń Chrystusa nakazującego przekazywanie i „utwierdzanie braci w wierze” wśród warunków tego świata, wśród ludzi żyjących w określonych warunkach historycznych.

III. Budownictwo sakralne

Warto podkreślić, że w minionych latach niemało zrobiono w sprawach budownictwa sakralnego. Nowe kościoły czy sale katechetyczne były konieczną potrzebą, zwłaszcza na nowych osiedlach, miastach czy oddalonych wioskach. W łatwiejszych ekonomicznie czasach władze komunistyczne, a więc nieżyczliwe Kościołowi, odmawiały zezwoleń na budowę, o które dopominał się Lud. Budowanie tych ośrodków było jednak konieczne ze względu na potrzebę tworzenia miejsc modlitwy i formacji chrześcijańskiej. Także w naszej, gorzowskiej diecezji postawiono wiele budynków kościelnych, zbudowanych wyłącznie wielką ofiarnością ludzi zjednoczonych ze swoimi kapłanami.

Najtrudniejsza sytuacja była w Zielonej Górze i województwie zielonogórskim; władze były tam szczególnie nieprzychylne i to aż do ostatnich czasów, ale i tam wielu księży i wiele parafii wpisało się najpiękniejszymi zgłoskami w historię Kościoła na naszych Ziemiach. Chciałbym podkreślić, że kościoły nowo budowane, to nie luksus, ale konieczność ewangelizacji, to świadectwo i trud, który przynosi owoce formacji duchowej, moralnej i wytycza drogę do zbawienia.

Doczekaliśmy jednak sytuacji kryzysu ekonomicznego. Spadła niepomiernie ofiarność wiernych. Niestety, ostatnie lata rozkładu ekonomicznego, galopująca inflacja i zubożenie ludności postawiły nasz Kościół wobec niezwykle trudnej sytuacji materialnej. Byłem przeto zmuszony polecić kilku moim księżom wycofać się, tam gdzie to możliwe, z kosztownych konstrukcji i szukać rozwiązań najprostszych i najtańszych, W nowych ośrodkach duszpasterskich będziemy musieli zbudować bardzo proste kaplice-baraki i proste plebanie, gdzie zamieszka kapłan i gdzie będą mogli na modlitwie gromadzić się ludzie. Potrzebne będą także zawsze jakieś salki czy pomieszczenia, gdzie będą mogły spotykać się grupy, stowarzyszenia katolickie czy organizacje charytatywne i korzystać z okazji do pogłębienia wiary. Tam, gdzie trwa budowa, należy zastanowić się, czy nie można jej uprościć tak, aby jak najtaniej i jak najszybciej ją zakończyć.

IV. Odpowiedzialność za Kościół w nowych warunkach działania

Odradzająca się powoli do wolności nasza Ojczyzna budzi nadzieję w niejednym punkcie swego życia publicznego. Osobiście odczuwam głębokie poczucie odpowiedzialności wobec nowych, nieznanych w skutkach przemian. Patrzę też z niepokojem na to, co nowego niosą nadchodzące czasy, bo niestety nie zawsze to, co „nowe” jest lepsze. Administracyjnie narzucony marksizm nie przyjął się w naszej Ojczyźnie. Nie mniejsze niebezpieczeństwo niesie obecnie zsekularyzowany materializm praktyczny. Ciągle słyszymy i powtarzamy jak echo opinie pełne niepokoju o los Ojczyzny zadłużonej ponad miarę i o zwyżce cen produktów pierwszej potrzeby. Trzeba jednakże niepokojem serca objąć ludzi, którzy mają największe trudności. Może będą to rodziny wielodzietne albo domy, gdzie pojawia się alkoholizm bądź inne nieszczęście. Najbardziej potrzebujący często są ukryci, upokorzeni brakami, niechętnie o nich mówią. Nasza pomoc ma być równie dyskretna i godna, jak ich bieda i upokorzenie. Właściwie w każdej parafii miejskiej czy wiejskiej są ludzie biedni i potrzebujący pomocy i wszędzie powinny powstać inicjatywy i grupy charytatywne.

Niedobrze jest, że ciągle za mało słyszymy o potrzebie moralnej odnowy społecznej. Nie mniejszą niż gospodarcza jest ruina moralna, zanik poczucia grzechu, kradzieże i nieposzanowanie pracy drugiego człowieka, zanik kultury bycia na ulicy, niechęć sąsiedzka, niesłowność i tyle innych grzechów społecznych, że już nie wspomnę o pijaństwie, zabijaniu poczętych dzieci i nieczystości obyczajów.

Telewizja i prasa, szkoła i zakład pracy, a nie tylko Kościół, odpowiada za moralne oblicze naszego Narodu. Niepokój moralny i dezaprobata zła i grzechu musi pojawić się we wszystkich miejscach naszego życia, pracy i rozrywki.

Tuż przed przybyciem do Gorzowa, w imieniu Papieskiej Rady d/s Laikatu, brałem udział w zebraniu w Nowej Zelandii. Odbywało się ono w mieście Auckland, liczącym ponad 600 tys. mieszkańców. Mieszkałem w rezydencji biskupa, położonej w samym centrum miasta. Jakież było moje zdumienie, że dom pozostawał otwarty w dzień i w nocy, bo gospodarze nie pamiętają napadów ani kradzieży. Miejscowy biskup Denis, który z zachwytem opowiadał o Polakach przybyłych tam po ciężkiej szkole wywózki syberyjskiej, jest ciągle przekonany, że jesteśmy narodem cechującym się uczciwością, solidarnością i wiarą. Tamtejsze spotkanie z Polakami dało mi wielką, poglądową lekcję na temat różnicy między moralnością Polaków sprzed II wojny światowej i obecnie, a także między duchem i obliczem naszego Narodu nieustannie i tak boleśnie ranionym w ciągu ostatnich dziesięcioleci.


V. Utrzymanie pracowników kościelnych

Z niepokojem patrzę także na obecną sytuację ludzi pracujących w Kościele. Nigdy jeszcze w okresie powojennym Kościół nie był postawiony wobec takich trudności materialnych jak obecnie. Zubożeni wierni nie są często w stanie przychodzić z pomocą potrzebom utrzymania parafii, pracowników kościelnych czy kapłanów. Chlubą naszych czasów jest to, że Kościół cierpi razem ze swoimi wiernymi. Księża staną się wkrótce jedną z najuboższych kategorii ludności. Sytuacja jest czasami tak ciężka, że parafia nie jest w stanie utrzymać siostry zakonnej czy katechety świeckiego, który ma przecież często na utrzymaniu całą rodzinę. Katecheta świecki czy siostra zakonna zatrudniona na etacie przy parafii ma zazwyczaj 20 do 30 godzin lekcyjnych tygodniowo, a więc znacznie więcej niż nauczyciel w szkole i otrzymuje za tę pracę wynagrodzenie równe połowie średniego wynagrodzenia państwowego (katecheta z wyższym wykształceniem – 196 tys. zł., katecheta po maturze – 120 tys. zł. – wynagrodzenie w grudniu 1989 r.).

Trzeba przeto pilnie i sprawnie utworzyć fundusz katechetyczny w parafiach, aby nie dopuścić do odejścia pracowników koniecznych w ewangelizacji; koniecznych do przekazywania wiary naszym dzieciom i młodzieży.

Również księża w naszej diecezji mają czas bardzo wypełniony pracą: katechizacja (w niektórych parafiach do 30 godzin tygodniowo!), sobotnie i niedzielne duszpasterstwo, spowiedź święta, spotkania z grupami, pogrzeby, konferencje przygotowawcze do sakramentów św. remonty, konserwacje budynków itp. zajęcia wypełniają czas kapłańskiego życia. Są nierzadko parafie, gdzie wszyscy kapłani odprawiają po 4 Msze święte w niedziele i obsługują niekiedy po 6-7 kościołów filialnych. Wierni to widzą, cenią i radują się zawsze z gorliwych kapłanów. Przychodzą im też od lat z serdeczną pomocą, otaczają życzliwością i ofiarą.

Podstawą utrzymania naszych kapłanów są ofiary dobrowolnie składane przez wiernych przy posługach religijnych, czy też ofiary na Msze św. codzienne. Powinny one wystarczyć na skromne, lecz godziwe utrzymanie Waszego duszpasterza, a więc na zaspokojenie jego ludzkich potrzeb: życie, mieszkanie, i potrzeb kapłańskich: książki, pisma religijne. Nie można nikomu narzucić obowiązku składania ofiar, bo nie każdy jest w stanie świadczyć jednakowo, ale każdy katolik według swoich możliwości – jest zobowiązany przychodzić z pomocą Kościołowi.

Ofiary niedzielne składane „na tacę” przeznaczone są na utrzymanie obiektów kościelnych, bądź też na uprzednio zapowiedziany cel.

W czasie ostatniej wizytacji duszpasterskiej, którą odbyłem w grudniu ubiegłego roku w parafiach dekanatu sulechowskiego, przyglądałem się pracy księży, omawiałem program duszpasterski i kontrolowałem wszystkie księgi, także księgi kasowe. Szacunek do moich księży po tej wizytacji wzrósł jeszcze bardziej. W wielu przypadkach musieli ograniczyć nawet konieczne wydatki (np. zaprzestano ogrzewanie kościołów, a i z opłatą za energię elektryczną, kupnem szat liturgicznych są kłopoty). Niejednokrotnie zdarza się obecnie, że ksiądz korzysta z pomocy ofiarnych rodziców, i to staje się sytuacją niepokojącą.

Wydaje mi się, że ktoś o tych księży musi się upomnieć. Gdybym tego nie zrobił, miałbym poczucie nie spełnionego obowiązku. Jestem jednak przekonany, że moja jednorazowa wypowiedź nie załatwi tej ważnej sprawy. Trzeba w każdej parafii powołać grupę osób (może to być grupa „Przyjaciół Paradyża” bądź też zespół tworzący Radę duszpastersko-administracyjną parafii), która zainteresuje się także dolą kapłana – CZŁOWIEKA, który oddał się na służbę Bogu i ludziom, ale musi mieć odpowiednie warunki do pełnienia tej służby.

Młody kapłan w naszej diecezji przez wiele lat nie jest w stanie kupić i utrzymać z własnych dochodów najtańszego samochodu, często wprost nieodzownego w duszpasterstwie (proszę pomyśleć o parafiach, gdzie są 3-4, a nawet 7 kościołów dojazdowych i punktów katechetycznych!). Trzeba zwiększyć zainteresowanie pracą kapłana i pomóc mu w rozwiązaniu problemu przez wyznaczenie dyżuru osoby dysponującej samochodem bądź też kupując samochód parafialny, który dla potrzeb parafii trzeba będzie utrzymywać.

Z uczuciem troski patrzę na sytuację wielu naszych parafii, gdzie ksiądz odprawia w niedzielę kilka Mszy św. w różnych kościołach, w ciągu tygodnia uczy dzieci w kilku punktach katechetycznych i często wraca na nie ogrzaną plebanię, gdzie musi jeszcze myśleć o przygotowaniu sobie posiłku, bo nie stać go na opłacenie pomocy domowej.

Ufam, że moim Kapłanom wystarczy pokory, taktu i cierpliwości, aby omówić te sprawy ze swoimi parafiami. Wierzę też, że moim Diecezjanom nie zabraknie dobrego i ofiarnego serca, aby poznawszy te ludzkie kłopoty swoich duszpasterzy, wspólnym wysiłkiem rozpocząć ich rozwiązywanie.

VI. Potrzeba dóbr materialnych w ewangelizowaniu i misji duszpasterskiej Kościoła

Problem dóbr materialnych znany był zawsze w Kościele. Pana Jezusa wspierały pobożne osoby (por. J 19, 39), a starczało tego także na wsparcie ubogich (por. J 19, 29). Pierwsi chrześcijanie rozwiązywali tę sprawę w ten sposób, że „żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne” (Dz 4, 32); „nikt z nich nie cierpiał niedostatku, bo właściciele pól albo domów sprzedawali je i przynosili pieniądze (uzyskane) ze sprzedaży, składali je u stóp Apostołów. Każdemu też rozdzielano według potrzeby” (Dz 4, 34-35). Św. Paweł uważał, też za stosowne wskazać, że „ten, kto pobiera naukę wiary, niech użycza ze wszystkich swoich dóbr temu, kto go naucza” (Ga 6, 6). Za swój obowiązek wobec pierwszej gminy jerozolimskiej uważał ogłaszanie zbiórek w różnych gminach, bo troska o biednych była konsekwencją nakazu ewangelii o miłosierdziu (Mt 5,7) i miłości bliźniego. Darowizny na Kościół powinny być przede wszystkim dobrowolne i szczere, przygotowane i wyjaśnione, „aby się okazały hojnością a nie sknerstwem” (2 Kor 9,5). Apostoł przeżywał też niemałe przykrości i posądzenia z okazji tych zbiórek (już wtedy!) i dlatego zdecydował się na pracę własnych rąk, aby nie być ciężarem nikomu (2 Kor 12, 16 i 1 Tes 2,9) – wyrabiał namioty (Dz 18, 3), ale czy nie było to ze szkodą dla jego zdrowia i dla głoszenia Ewangelii? I nie dla ambicji, ale aby przez podejrzenie o interesowność nie osłabić skuteczności swego posługiwania.

Z jednej tylko miejscowości przyjmował wszystko, co mu przysłali i to wielokrotnie i chętnie, z Filipii, bo przekonał się o ich szczerej ,,nieobłudnej gościnności i pozwalał w ten sposób, aby Filipianie „mieli udział w (jego) szerzeniu Ewangelii” (Flp 1, 5). Kochał ich szczerą miłością i dlatego upominał, bo związek z nimi był szczególnie ufny, bliski i serdeczny. Im właśnie odważył się siebie samego postawić za wzór do naśladowania (Flp 3, 17); był też im wdzięczny, że nieustannie i bez żadnej prośby, sami, z potrzeby serca wysyłali mu pieniądze, nawet gdy przebywał w innych miastach (Flp 4, 16).

Kościół i dziś potrzebuje środków do głoszenia nauki ewangelicznej, stąd konieczność drukowania prasy i książek religijnych, prowadzenie uniwersytetów, seminariów duchownych i domów opieki dla starych i chorych kapłanów, tudzież wspierania najbiedniejszych, których dzisiaj nie brak wśród nas.

Trzeba uczulać się wzajemnie na te sprawy. Wierni mają prawo i obowiązek znać problemy budżetowo-finansowe i troski Kościoła. Trzeba razem wytwarzać atmosferę uznania i wdzięczności dla tych dobrowolnych i bezinteresownych pomocników parafialnych, dla katechetów, inżynierów i projektantów rezygnujących z wysokich honorariów, dla fachowców i przypadkowych pomocników porządkujących, konserwujących czy budujących nasze kościoły. Ich imiona zapisane są w Księdze Życia Wiecznego, ich prace i ofiara – im bardziej cicha i anonimowa – tym bardziej staje się „kamieniem węgielnym” naszej wiary i ożywieniem naszego Kościoła.

Na temat obecnej, nowej sytuacji duszpasterskiej i materialnej Kościoła w Polsce rozmawiam często w kraju i za granicą.

Podczas spotkania z Ojcem św. powiedziałem głęboko przekonany, że w zubożeniu naszym widzę nowy znak troski Pana Boga o nas, a może nowy znak Matczynej mądrości naszej Matki i Królowej, bo jestem przekonany, że ta bieda zbliży nas, kapłanów, jeszcze bardziej do naszych ludzi, że nauczy nas pokory, bo pokaże, jak bardzo zależymy od naszych wiernych i że przez ofiarność Ludu (większą tych, co więcej mają) zwiąże ich wszystkich z Kościołem.

Ufam, że kapłani z całym taktem i cierpliwością wyjaśnią ludziom (najlepiej w grupach duszpasterskich, a nie publicznie) ten delikatny temat, że go omówią z wybranymi, godnymi zaufania parafianami i że ci z kolei zatroszczą się razem z całą parafią o rozwiązanie istniejących potrzeb.

Kochani Ojcowie i Matki, uczcie Wasze dzieci miłości do Kościoła biednego i do kapłaństwa, które jest na tyle piękną, na ile bezinteresowną i ofiarną służbą Chrystusowi ubogiemu. Módlcie się o takie powołanie dla naszej diecezji, dla zakonów, dla Kościoła.

Pamiętajcie przy tym, że kapłani, klerycy waszego seminarium, zakony – i ja także – najbardziej potrzebujemy Waszej pomocy modlitewnej.

Z modlitwą i pozdrowieniem w Chrystusie i Maryi
Wasz biskup

Józef Michalik

Gorzów Wlkp., 2.11.1990 R. P.

2017-06-16T19:16:00+00:00 02 listopada 1990|List pasterski|