Duszpasterskie rozeznanie miejsca i roli Kościoła w Polsce

Wielość oraz intensywność przemian w środowisku społecznym i politycznym, w którym żyje Kościół w Polsce, domaga się od nas stałego, pasterskiego zainteresowania. Prowadzić nas on będzie niekiedy do radosnego uwielbiania Bożej mądrości, dobroci czy mocy, którą ujawnią sprawy i ludzie szlachetni, ale niejednokrotnie przyjdzie nam także przeżywać słuszny niepokój. Najważniejsze, abyśmy pozostali czujni, zgodnie z zaleceniem św. Piotra: „Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć” (1 P 5,8). Tę zachętę Apostoła słyszymy i dziś z ust jego Następcy.

Niniejsze uwagi stanowią luźną refleksję, która spełni swą rolę, jeśli posłuży do zidentyfikowania zagrożeń wiary, ale i pomoże w odszukaniu jej mocnych fundamentów, na których, warto oprzeć nadzieję trwałego budowania.

1. Jesteśmy częścią Kościoła i świata

Kościół na naszej ziemi nie jest jednostką wyobcowaną, ale uczestniczy (czyli tworzy i czerpie żywotne siły) w życiu Kościoła Powszechnego. Ukazuje wrażliwości duszpasterskie i nadzieje tego Wielkiego Organizmu Bosko-ludzkiego. Odtwarza też jego rysy, pęknięcia i rany.

Polska również nie jest wyobcowana z Europy i świata. Wpływ prądów zewnętrznych, a nawet zorganizowanych światowych strategii na to, co się dzieje w Warszawie, Krakowie czy Lublinie, jest większy niż o tym chcą mówić zainteresowani ludzie. I to na wielu polach.

Wyraźne są nasze korzyści, ale i naciski gospodarcze (promocje pewnych linii, np. aby uzależnić produkcję rolną bądź uczynić z nas śmietnik atomowych odpadów Europy), nie brak deklaracji masonów lub innych ideologów zainteresowanych budową swoich sieci nad Wisłą [1]. Wiele ciekawych informacji na temat poligonu światowej przestępczości, który zorganizowano w Polsce po 1989 r., dostarczają procesy przestępców w Rzymie czy Monachium [2].

Warto jednakże zachować przed oczyma pamięci fakt, że historię narodów, tak jak historię konkretnego człowieka, tworzą pewne mocne, stabilne fundamenty obok tych przybudówek i ozdób zewnętrznych i wewnętrznych, które mogą być lub nie być, ale które obserwator niewprawiony łatwo bierze za materię istotną, stałą. Do bezpiecznych fundamentów duchowości (=mentalności) europejskiej należy m.in. element wiary, a od 2000 lat chrześcijaństwo. Warto tu przypomnieć jeden szczególny tekst Jana Pawła II.

„… tożsamości europejskiej nie można zrozumieć bez chrześcijaństwa… Jeszcze dzisiaj Europa pozostaje zjednoczona, ponieważ oprócz tych wspólnych początków żyje wspólnymi wartościami chrześcijańskimi i ludzkimi, takimi jak godność osoby ludzkiej, głębokie przywiązanie do sprawiedliwości i wolności, pracowitość, duch inicjatywy, miłość rodzinna, szacunek dla życia, tolerancja” [3].

Znawcy problemów europejskich (np. prof. J. Verstraeten) nie wahają się mówić o kryzysie naszego kontynentu, który dotyka przede wszystkim kultury. U jego podstaw leży brak konsensusu wokół podstawowych wartości, emotywizm, styl politycznego działania polegający na metodzie uników oraz kryzys racjonalności [4]. Stefan Swieżawski zauważa niebezpieczeństwo w odejściu od realizmu myślenia i od filozofii realizmu chrześcijańskiego, co stanowi największe zagrożenie samego chrześcijaństwa [5].

Koncepcje „lekarzy Europy” nie zawsze budzą zaufanie pacjentów, zwłaszcza że niektóre „kuracje” są wyraźną propozycją „uśmiercenia” chorego, zamiast „podtrzymywania” go przy życiu, nawet wbrew nadziei na konkretny zysk. Nie można patrzeć bez obaw na programy unifikacji Europy, dążące do zatarcia tradycji narodowych nawiązujących do godności narodu, szerzące relatywizm moralny czy wprost atakujące Kościół Katolicki (w środkach przekazu nie atakuje się ani nie ośmiesza rabina, mułły, Koranu czy Tory, a bezkarnie znieważa się kapłana, zakonnicę, a nawet Chrystusa).

Polska dalej „nie pasuje” do zachodniej Europy mimo swych wewnętrznych magnetyzmów, wiążących ją z całą kulturą i mentalnością zachodnią. Ciągle czujemy się obco i nieswojo wśród liberałów (bo szukamy zobiektywizowanych fundamentów wolności oraz egzystencji ludzkiej i narodowej), nieufni jesteśmy wobec masonów, bo są antychrześcijańscy, a to Polakom trudno zaakceptować. Polak nie zaaprobuje tajemniczych sekretów „zbawców”, bo to przekreśla tradycję walki o wolność waszą i naszą, przekreśla tradycję jawności i kontroli życia publicznego i niewiele ma wspólnego z logiką myślenia „zachodniego” wyrosłego z tradycji greckiej i rzymskiej.

Nie „po drodze” nam też z Rosyjskim Wschodem w wydaniu caratu, komunizmu czy obcego „reformizmu” Rosji ciągle uwikłanej ideologicznie, chociaż podświadomie w umysłach i sercach polskich tkwi szacunek dla rosyjskiej duszy, czujemy bliskość wewnętrzną z cierpiącym od setek lat narodem. Oczekujemy nawet nie tyle na otwarcie, ale na „uchylenie” drzwi serca,  żeby pospieszyć z konkretną pomocą samej Rosji (ale bardziej każdemu Rosjaninowi) i każdemu Ukraińcowi, Litwinowi czy Czeczeńcowi, szukającym dróg do wolności, do samostanowienia, do polepszenia doli. Nieufni wobec systemu, który wywoził na Syberię, wewnętrznie czujemy się związani z każdym Sybirakiem, współcierpiącym bez winy.

Naszego rozeznania pozbawiony jest Zachód, który naszej sytuacji (gospodarczej, psychologicznej, duchowej itd.) nie jest w stanie zrozumieć, ponieważ jest od wieków zafascynowany Rosją, tajgą i stepem, przestrzeniami i duchowością prawosławia, ikoną, literaturą, muzyką. Zachód, który aktualnie dalej jest sparaliżowany strachem wobec Rosji, widząc nieczytelność sytuacji politycznej i społecznej (redukcja broni jądrowej, zorganizowane mafie przestępczości, bieda i bogactwo jednocześnie czy „strategia udawania” itd.).

Polskie „dziś” Kościoła widzę jako czas „próby sił”, zmagań „ze światem” w Świętojańskim rozumieniu. Nurt tej walki jest bardzo silny, podskórny, a tylko czasem ujawniający się przy okazji „zatroskania” o tzw. tolerancję czy wolność partyjną. Właściwie chodzi o to, kto weźmie władzę i pieniądze. Chodzi o to, czy ten, kto zdobędzie władzę, będzie mógł sam ustanawiać prawa, wyznaczać granicę dobra i zła, czy pozwoli, aby mógł to robić każdy człowiek i każda społeczność, także społeczność Kościoła. Przykładem toczonych potyczek (obok zasadniczej wojny o „być albo nie być” Kościoła w narodzie i państwie polskim), są tematy nauczania religii w szkole, konkordat, śluby cywilne i cywilne cmentarze, niewynagradzanie katechetów (to jest temat prowokacyjny i kompromitujący władzę). Aż dziwne, że tak milcząco traktowany przez wszystkie związki zawodowe, ale też milczy się na temat podstawowego niszczenia Kościoła i księży. Zalega także milczenie na temat rabunku podatkowego obywateli przez państwo, które zabiera nam 80% należnych dochodów na utrzymanie swojej administracji, np. za kilowatogodzinę prądu płaci rząd elektrowni 235 starych złotych, a od nas pobiera 1230 zł [6].

2. Rok przemian (1989)

Zanim przejdziemy do odszukania „intuicji” na temat znaków aktualnej obecności Kościoła w narodzie, spróbujmy poczynić pewne obserwacje dotyczące czasu sprzed przemian ustrojowych objętych „europejską wiosną wolności” (czyli okres lat wokół 1989 roku).

Kościół w Polsce był obecny i pełnił swą rolę zarówno w czasie II wojny światowej, okupacji niemieckiej, rosyjskiej, jak i po wojnie. Realizował swe zadania duszpasterskie, przekazując wiarę i prowadząc ludzi do zbawienia. Podejmował też zadania wychowawcze, formacyjne, społeczne i polityczne, na ile było to potrzebne, konieczne i możliwe. Nie odwracał się plecami do rzeczywistości, której nie wybierał, a w której wypadło mu żyć.

Niewątpliwie unikalnym dowodem otwartości polskiej hierarchii było zawarcie tzw. porozumienia z komunistycznym rządem, co stanowiło akt wielkiego ryzyka, ale i mądrości ks. kard. St. Wyszyńskiego w sytuacji, gdy waliło się wszystko.

Nieustannie trwały kontakty z zastraszonymi twórcami kultury, lekarzami, architektami, artystami itd. Ich liczba nie była wielka, a z czasem topniała coraz bardziej, ale płaszczyzny kontaktów były różne, oficjalne i towarzyskie. Okazywały się one szczególnie ważne w momentach trudnych, kiedy pojawiał się głos ks. Prymasa, broniącego młodzieży przed represjami w r. 1969, czy pozwalającego na głodówki i kontakty z KOR-em w kościele św. Marcina, św. Stanisława itd.

Ważną rolę odgrywały pielgrzymki stanowe na Jasną Górę, czy też inne zewnętrzne uroczystości (peregrynacja Obrazu, stacje na Milenium Polski itd.), łamiące bariery strachu i stające się okazją głębokich, religijnych przeżyć oraz czasem swoistej formacji religijnej narodu. Wydaje się, że aspekt „manifestacyjności” naszej dzisiejszej wiary tu ma swój ważny etap.

Szczególnie ważnym elementem w obrazie tamtych lat jest obecność świeckich katolików. Ich rola była bardzo ważna. Mam tu na myśli szczególnie tych nielicznych, ale szczerze zaangażowanych w obronę życia poczętego (T. Strzembosz, W. Półtawska, T. Fijałkowski), promotorów i obrońców katolickiej nauki społecznej (tu środowisko KUL-u ma swoje szczególne miejsce na złote laury), czy też obrońców naukowości światopoglądu religijnego (ks. K. Kłósak, ks. W. Kwiatkowski, O. A. Krąpiec, ks. St. Kamiński, żeby tytułem przykładu wymienić przynajmniej niektóre ważne dla tamtej epoki nazwiska-symbole, obecne nie tylko w świecie nauki, ale „pod strzechami narodu”).

Ważną rolę odgrywały szczególnie dwa środowiska: warszawskie, skupione wokół ks. Prymasa St. Wyszyńskiego (symbolem jego metody, może być osoba-instytucja: Jerzy Zawiejski) i krakowskie gromadzące się wokół „Tygodnika Powszechnego” i „Znaku”, które w owych lalach cieszyły się niewątpliwym autorytetem moralnym, uważane były nie tylko za „mędrców”, ale i za „świadków” wierności prawdzie i wierności Kościołowi (wdzięcznym zadaniem historyków będzie zbadanie na ile powyższa opinia jest prawdziwa i na ile weryfikuje się również aktualnie).

Wydaje się, że kiedy po trudnych latach „Solidarności” (1980-1981), stanu wojennego i zmagań posolidarnościowych przyszedł czas „okrągłego stołu” i rozmów komunistów z narodem, Kościół był ciągle obecny na pierwszej linii społeczno-politycznej, bo takie było zapotrzebowanie chwili i od tej funkcji nie mógł się wymówić. Był niejako „gwarantem”   umów społecznych, ich uczciwości i szczerości. Takich gwarancji, niestety, dać nie był w stanie. Pełnił tu rolę zastępczą (bardzo dla siebie ryzykowną). J. Gray nie waha się stwierdzić, że czynna obecność Kościoła w Polsce w okresie ostatnich przemian stała się wydarzeniem „o ciężarze gatunkowym tysiąclecia”, ukierunkowującym powrót tradycyjnych linii historii Europy [7].

Dziś można z całą delikatnością i rozwagą postawić pytanie: czy potrafiliśmy być wtedy także w należytym stopniu „przeciwko” ówczesnym tendencjom, zaproszeniom i kontaktom? Funkcja: „znak, któremu sprzeciwiać się będą” jest wpisana w istotę posłannictwa Chrystusa i Kościoła!

3. Dziś narodu i Kościoła w Polsce

Wydaje się, że przystępując do analizy aktualnej rzeczywistości można : posłużyć się metodą Akcji Katolickiej: voir, juger, agir.

3.1. Zobaczyć (zauważyć prawdziwy stan narodu to stwierdzić jego zdobycze, wartości i braki).

Naród nasz jest dziś chory moralnie i duchowo. 50 lat indoktrynacji, fałszu, zrobiło swoje, a były to lata systematycznie programowane. Prowadzono walkę otwartą i podjazdową z Kościołem i wszelkimi przejawami religii. Ateizacja wieloaspektowa pozostawić musiała pewne skutki, które widać na różnych polach. Tytułem przykładu można dać: zrelatywizowanie prawdy, zafałszowanie różnic między dobrem i złem, rozkład etyki pracy, zanik szacunku dla honoru osobistego, dewaluacja słowa, zanik kultury bycia i kultury języka (np. w TV mówią: „Prymas Glemp” zamiast „Ksiądz Prymas”, deformują język polski: „róbta co chceta”, akcenty fałszywe, np. „zrobiliśmy” itd.).

Powszechne jest poczucie bezsiły narodu wobec nieuczciwości polityków, stąd bierze się wielki kryzys autorytetów władzy, polityków, nauczycieli oraz samego Kościoła (zwłaszcza, że fałszywie często się oskarża księży i Kościół o rzeczy nie popełnione).

Dokonywana jest wyraźna promocja niemoralności (jako przekreślenie zasad dekalogu i wszelkich praw moralnych). Czyni się to w sposób otwarty (są do tego celu powołani specjalni ludzie, programy TV, gazety itd.) oraz zakamuflowany, np. przez promocję stylu życia, alkoholizm (szef poważnego państwa jest chory na chorobę alkoholową, a świat udaje, że nie widzi w tym problemu).

Rozkład rodziny i promocja prawa do zabijania poczętego dziecka staje się programem organizacji światowych (por. Konferencja ONZ w Kairze we wrześniu 1994), który przenika niewidzialnie i nieuchronnie do myślenia ludów (kto dziś w Polsce ma odwagę mówić o szczęściu w rodzinie posiadającej 10-12 dzieci?).

Etyka społeczna nie istnieje i długo jeszcze nie będzie można mówić na temat etyki pracy i płacy, skoro prawa są ciągle niemoralne, skoro toleruje się prawie wyzysk dokonywany przez instytucje ubezpieczeniowe (bezpodatkowe prace, szare strefy, bezkarne przemyty itd).

Szerzony jest w dalszym ciągu relatywizm myślenia, bo prawda bezwzględna „upadła wraz z marksizmem”, jak chce np. p. Szczypiorski [8].

Ciekawą przestrogę do świata wygłosił podczas Konferencji Papieskiej Rady d/s Zdrowia w dniu 24 XI 1994 kard. J. Ratzinger. Odsłonił plany masonerii dotyczące życia, cytując wypowiedź byłego wielkiego mistrza loży masońskiej we Francji, Piotra Simon, który pisze: „Jeżeli w przeszłości wielkim zwycięstwem medycyny było opóźnienie śmierci, to jej drugim zwycięstwem będzie zmiana samego pojęcia życia”. Kard. J. Ratzinger jest zaniepokojony koncepcją natury, która przestaje być matką i przedstawia się jako materiał otwarty na wszystkie manipulacje człowieka [9].

Dominuje inercja społeczna i szerzone jest poczucie, że nie da się nic zrobić. Brak mocnych słów w obronie zasad, brak akcji wieloetapowych (powtarzanych). Brak jest „pamięci” pedagogicznej konsekwencji działań, aby wykazać związek oceny dzisiejszej z tym, co pan „X” lub pani „Y” (głośna w środowisku) robiła wczoraj. Tymczasem podstawowym wymogiem społecznego rozsądku jest nie dopuszczać do odpowiedzialnych stanowisk ludzi nieodpowiedzialnych moralnie (np. aborcjonistów parlamentarnych nie wolno zapraszać z prelekcjami do kościołów czy też pokazywać ich ludziom jako naszych „przyjaciół”, bo nimi naprawdę nie są).

3.2. Rozeznać.

Dobre rozeznanie sytuacji i nasz osąd jest konieczny dla rozgraniczenia dobra i zła, dla uniknięcia nowych pomyłek i dla wytyczenia przyszłych dróg działania. Nie powinno się spychać do społecznej podświadomości żadnych trudnych spraw, błędów czy krzywd, bo grozi to „chorobą” społeczną i wytworzeniem kompleksów zbiorowego zakłamania czy histerii ( J. Augustyn mówi o „trzeciej sferze uczuć” w człowieku nie w pełni uświadomionej, którą koniecznie trzeba uzdrowić tak, aby następnie mogło moje samouzdrowienie i aby wkroczyć mogła łaska).

Każdy naród ma prawo do prawdy o sobie i osądu przez historię, przez swoich własnych proroków, czy przez Pana Boga i Kościół. Brak proroków demaskujących jawne winy i błędy przywódców narodu może okazać się tragiczny w skutkach. Brak osądu w imieniu sumienia i Bożego prawa mógłby być poważnym zaniedbaniem Kościoła, który musi zdobywać się na dystans do ludzi w imię wierności prawdzie.

3.3. Działać.

Mówiąc o działaniu mam na myśli przede wszystkim posługę słowa, do której Kościół jest w szczególny sposób powołany. Wobec zła nie wolno milczeć. Trzeba wytykać własnemu narodowi jego grzechy (funkcja prorocka). Z drugiej zaś strony otwiera się szerokie pole akceptacji dobra, pochwały i promocji ludzi zaangażowanych, prawych, podejmowania ryzyka promocji inicjatyw, ale budzących realną nadzieję na osiągnięcie dobrego celu (np. jeszcze w 1989 r. tygodnik „Niedziela” budził w środowiskach katolickich obawy, dziś jest to niewątpliwie tygodnik bardzo ceniony przez cały Kościół, bo prawdziwa formacja bez komunii z Kościołem jest niemożliwa).

Potrzebna jest promocja uniwersalizmu myślenia i szacunku wobec wszystkich grup, wspólnot, inicjatyw, a nie tylko wobec niektórych (ciekawym przykładem jest nadwrażliwa reakcja niektórych grup katolickiego laikatu na wiadomość o decyzji utworzenia Akcji Katolickiej w Polsce. Podobnie zareagowały gazety Unii Wolności, dalekiej przecież od Kościoła).

Jest wielkie zapotrzebowanie na działalność katolickiego laikatu, która powinna być ukierunkowana na dłuższe terminy, uporządkowana zarówno odgórnie, jak i oddolnie. W świecie i Europie nie brak przykładów i doświadczeń pozytywnego i sprawdzonego działania świeckich. Trzeba tych kontaktów szukać i je pielęgnować. Nie wolno pozwolić, aby od trzydziestu lat tylko jedno środowisko było „reprezentantem” bogatej rzeczywistości Kościoła Polskiego i jego żywotności na zewnątrz.

Na świecie nie brak zdrowych moralnie środowisk pozakatolickich i tu potrzebny jest pilnie mądry ekumenizm nawiązujący bliski kontakt ze zdrowymi środowiskami prawosławnych, ewangelików, muzułmanów, żydów itd. Zdrowy ekumenizm ludzi wierzących jest potrzebny dzisiaj jako świadectwo dawane światu, szukającemu transcendencji i nadprzyrodzoności.

Promować trzeba przykłady pozytywne jako wzorce możliwe do zrealizowania. Fakt, wydarzenie konkretne, staje się najmocniejszym argumentem w przekonaniu i pozyskaniu do czynów drugiego człowieka. Nie zaprzestać wysiłków zmierzających do wiązania kultury z Ewangelią, przypominać i promować inspirację religijną w sektorach życia codziennego, nawiązywać do tradycji chrześcijańskiej naszego narodu (charakterystyczne jest to, że słowo „naród” wykreślane bywa ze słownika niektórych środowisk inteligenckich czy politycznych).

4. Szczególne zagrożenia i nadzieje.

4.1. Sacrum

Znak rozeznania sacrum i profanum w codzienności życia stanowi czynnik decydujący o kierunkach rozwoju człowieka, jego otoczenia, potrzeb, kultury itd. Uobecnianie Boga, prowadzenie do nadprzyrodzoności i zbawienia jest istotną funkcją Kościoła, którą zawsze i we wszystkich i okolicznościach powinien realizować.

Zauważamy dziś zanik poczucia świętości. Laicyzacja myślenia i życia staje się szczególnym wyzwaniem dla Kościoła i każdego z jego członków (ileż tu rutyny i płytkich przyzwyczajeń: oprowadzający ksiądz po kościele mówi o datach zabytkowych obrazów i stylach, podobnie piszemy w folderach o naszych katedrach, a ludzie nas nie słuchają i na szczęście przychodzą się pomodlić do Matki Bożej „Płaczącej”, „Jackowej” czy „Pocieszycielki Strapionych”, a nie odbyć kurs z historii sztuki).

Sacrum zewnętrzne, o którym mowa, powinno nam pomóc dotrzeć do sacrum wewnętrznego, które jest jednością myślenia, projekcji, planów, realizowanych zamierzeń itd., aby dojść do zjednoczenia z Bogiem. Bez tego chrześcijanin nie jest w pełni chrześcijaninem. Bez życia w obecności Bożej i Chrystusowej nie ma prawdziwego humanizmu chrześcijańskiego.

Stąd pytanie o miejsce dla Pana Boga i Kościoła w przyszłym społeczeństwie (w Konstytucji, w prawodawstwie, szkole, architekturze miast i wsi, w szpitalu itd.) jest pytaniem o prawo do życia w prawdzie wiary, o gwarancje zdrowej tolerancji (= miłości innego, nawet wroga).

Jawi się postulat od fałszowania obrazu Boga i przeżycia sacrum.  Tu  nie chodzi o magię wezwania imienia Bożego (widać to szczególnie jaskrawo wśród „nowonawróconych” polityków, którzy uważają, ze przyznanie się do chrześcijańskich wartości lub złożenie wizyty u ks. Prymasa  przysporzy im głosów wyborczych). Przeżycie obecności Boga w naszym życiu to żmudna, choć fascynująca wspinaczka na Górę Błogosławieństw to odkrywanie związku natury z nadprzyrodzonością, związku każdego człowieka z Chrystusem („Byłem głodny, a daliście mi jeść…”).

Personalizm chrześcijański to najpierw odkrycie, że Bóg jest osobą, że możliwy jest związek przyjaźni, a nawet jedności-komunii z Chrystusem-Osobą. Nie powinniśmy przeoczyć faktu rozwoju sekt i satanizmu [10]. Niewątpliwie z ekscesów nie wolno wyprowadzać wniosków generalizujących, ale warto i trzeba stawiać sobie pytania o adekwatność naszego oddziaływania – społecznego, kulturalnego, wychowawczego, religijnego itd. – na współczesnego człowieka.

4.2. Rola kapłanów, zakonów, instytutów

Od tego, jak rozumieją swoją rolę biskupi, kapłani, zakony, uniwersytety i instytucje kościelne zależeć będzie także program pracy i obraz Kościoła żywego wiarą w ludziach i w narodzie.

Trzeba odmitologizować pojęcie Kościoła. Wytłumaczyć wreszcie naszej inteligencji, czym naprawdę jest a czym nie jest Kościół. A ponieważ jest on także tajemnicą wiary, to trzeba przede wszystkim pokornego patrzenia na Kościół. Także tu widać bolesne braki wśród księży i zakonów, którzy nie szanują, nie kochają swojego Kościoła i powtarzają mity na jego temat. Na przykład księża profesorowie często nam mówili, a myśmy wierzyli, że Kościół „nie nadąża” z nauką społeczną za światem, za „kwestią robotniczą” itp., a tymczasem widzimy dziś, że encyklika Rerum novarum była zbyt nowoczesna, jest także i dziś i dlatego się „nie przyjęła”, że wiele postulatów społecznej nauki Kościoła przedstawionych w encyklikach Piusa XI było lekceważonych. Jakże słusznie papież wtedy przestrzegał przed narodowym socjalizmem czy komunizmem, ale świat był zbyt pewny siebie i dlatego musiał zapłacić cenę holokaustu. Dziś także wiele obserwacji i postulatów Jana Pawła II staje się zbyt wymagających i niewygodnych dla współczesnego liberalizmu-ateizmu, ale tym bardziej zasługują one na to, abyśmy w Kościele naukę Kościoła znali, cenili i z nią się identyfikowali (tytułem przykładu warto wymienić obronę życia, personalizm nadprzyrodzony, godność kobiety i jej pracy, etykę zadłużeń międzynarodowych itd.).

Prezbiterzy powołani są przede wszystkim do posługi słowa i sakramentów i nie powinni wyręczać się ani zamieniać rolami. Duszpasterstwo i ewangelizacja muszą pozostać ich pierwszorzędnymi zadaniami (w administracji dóbr mogą się wyręczyć, w posłudze słowa i sakramentów – nigdy!).

Zadanie „soli ziemi”, „światła dla świata” czy „znaku, któremu sprzeciwiać się będą” niejednokrotnie może nie być łatwe, ale jest to nasze istotne zadanie. Zaraz potem, pójdzie świadectwo życia i wiara. Wiara jest najważniejsza i to niezależnie od grzechów, upadków, fałszów słownych i uczynkowych, wiara, która uczy wierzyć w miłosierdzie Boże i uczy powstawać, wiara która uobecnia Niewidzialnego.

Chrześcijanie (także prezbiterzy) czują odpowiedzialność za świat i stąd konieczna jest ich czynna obecność w życiu społecznym, charytatywnym i politycznym. Zaangażowanie to nie może stać się drogą do rozłamów czy podziałów, niewłaściwą byłaby też postawa biernej obserwacji życia publicznego i pozostawienie go poza wpływem inspiracji ewangelicznej.

4.3. Niebezpieczeństwa

Każdy czas ma swoje nadzieje i niebezpieczeństwa. Trudno je przewidzieć i dokładnie wyliczyć. Obserwacja życia każe jednak zwrócić szczególną uwagę na zagrożenie jedności wśród hierarchii i kapłanów, wśród pasterzy. A każdy podział to przecież osłabienie całości przynajmniej w 50%. Zauważyć to można było przy opcjach wobec poszczególnych partii czy grup społecznych. Szczególnie niebezpieczne okazały się tu związki personalne poszczególnych ludzi Kościoła z przywódcami partii zupełnie niechrześcijańskich, co spowodowało duże zamieszanie pojęć wśród szerokiego ogółu (stało się okazją, do poszerzenia relatywizmu w podejmowaniu obowiązków społecznych, uważano: skoro nie ma jedności wśród księży, nie ma potrzeby naszego zaangażowania).

Nieco innym problemem jest autokoncentracja niektórych zakonów, które szukają swoich celów, łowią powołania „dla siebie”, mówią o miłości tylko swoich założycieli itd., a nie widzą często Kościoła lokalnego, jego potrzeb i trosk, ani Kościoła Powszechnego (przykładem może tu służyć publiczne deklaracja i współpraca pewnego zakonu z siecią TV prywatnej, od której Konferencja Episkopatu odcięła się jako nihilistycznej).

Zanik czytelnictwa (studium) prowadzący do zaniku zainteresowań życiem, do zaniku zdrowych ambicji społecznych, duszpasterskich (brak dzisiaj księży społeczników, brak pasjonatów duszpasterstw młodzieżowych, ministranckich, chociaż jawią się autentyczni działacze charytatywni). Seminaria nie są w stanie obudzić głodu książki u większości kleryków (a czy uniwersytety mają lepsze doświadczenia?).

Powszechny zanik ascezy (wyrzeczenie, umartwienie, dyscyplina wykorzystania czasu, praca nad sobą itd., są dziś znane zaledwie teoretycznie). Zanik kultury bycia codziennego woła o wysiłek odrodzenia tzw. cnót naturalnych. Zanik wyczucia sacrum w życiu i otoczeniu chrześcijańskim: miejsca święte, przedmiot święty, przysięga, ofiara święta, niedziela itd. coraz mniej mówi o swej świętości czy nietykalności ze względu na przynależność do Pana Boga. Jeżeli księża, zakonnicy i zakonnice odsakralizują swój styl bycia, to wynikiem będzie podobne nastawienie ludzi świeckich do siebie i do innych. Rodzi się we mnie pytanie, czy osoby Bogu poświęcone są dziś w stanie uwierzyć w swoją świętość (należą przecież nie do siebie,    ale do Pana Boga), czy chrześcijanin jest w stanie wiarą zrozumieć i przyjąć, że stał się dzieckiem Bożym, że nastąpiła w nim zmiana „nadprzyrodzoności bytu” równa urodzinom lub śmierci?

 

4.4. Nadzieja.

Obserwacja życia (zawsze subiektywna) dostarcza również sporo motywów do nadziei. Odzyskanie wolności stało się otwarciem wielu utraconych możliwości i odzyskaniem pól aktywności, z których co lepiej osadzeni w życiu, „zorientowani” lub dynamiczniejsi skwapliwie skorzystali. Zauważyć to można również na polu kościelnym czy wyznaniowym (i to nie tylko koncesje wydawnicze, szkolne, charytatywne czy odzyskanie utraconej własności, obudziło naszą aktywność).

Liberalizacja gospodarki spowodowała zubożenie warstw średnich i biednych, które są siłą i fundamentem polskiego Kościoła. Wiąże się z tym następna szansa: autentyczne zubożenie Kościoła i księży w dalszej perspektywie zbliży nas tylko do siebie i do narodu i wyzwoli większą wzajemną ofiarność (biedniejsi są ofiarniejsi od bogatych).

Faktem jest powszechne obudzenie modlitewne wśród wiernych i księży  (grupy modlitewne zyskują na popularności), co prowadzić będzie do postawienia kolejnych wymagań dotyczących pogłębienia  życia duchowego. Tradycyjna nasza maryjność ułatwia odkrycie roli Ducha Świętego działającego w Kościele i prowadzi do odkrycia chrystocentryzmu dobrej, poprawnej modlitwy. Widać otwarcie Kościoła w Polsce na nowe duchowości, ruchy, wspólnoty modlitewne, do których wchodzą świeccy i duchowni.

Budzą się nowe środowiska ludzi wrażliwych na wyższe wartości narodowe i religijne. Najczęściej wokół konkretnego człowieka powstaje grupa ludzi gotowych do nowej myśli i nowych czynów, ale ujawniają się też pewne autorytety i to zarówno wśród parlamentarzystów, artystów, duchownych (promotorem teologii narodu w duchu ks. kard.  Wyszyńskiego stał się ks. prof. Cz. Bartnik, którego mądre i odważne analizy sytuacji społeczno-politycznej w Polsce pomagają zdemaskować wrogów niejednokrotnie szczelnie ukrytych [11]).

Oddzielną – bardzo ważną sprawą – jest troska i potrzeba grup kapłańskiej duchowości. Im bardziej księża angażują się w duchowość świeckich, tym głębiej powinni wchodzić w duchowość kapłańską, tym integralniej żyć nadprzyrodzonością charyzmatu swoich święceń (sacerdos – to tyle co święty dar dla Kościoła i świata). Powiększona sieć kościołów, zbudowanych rękami i ofiarami wiernych stwarza okazję (i woła!) o pogłębienie życia religijnego wśród tych, którzy budowali te miejsca kultu.

Wreszcie jako wielkie źródło nadziei widzę ludzi świeckich. Intuicja wiary w połączeniu z tradycją narodową ciągle stanowi wielką siłę religijną i społeczną naszego narodu.

·    Oczyszczają się, pogłębiają lub weryfikują środowiska niektórych dawnych intelektualistów, działaczy katolickich (inne, jak zakony rycerskie, przeżywają się, bo  nie umiały pociągnąć młodych świętych, a oddali się w ręce młodych „zbuntowanych”).

·    Jako przestroga jawi się obserwacja, że często zbyt łatwo antyklerykalny staje się nasz oficjalny laikat i stąd potrzeba pogłębienia jego formacji i wzajemnego poznania.

·    Uniwersytety, Instytuty Katolickie wykształciły, ale nie obudziły głodu stałej formacji duchowej (podobnie jak w wielu seminariach duchownych) wśród swoich absolwentów. Konieczną jest rzeczą stworzyć „rodzinę duchowości” lubelskiej, warszawskiej, poznańskiej czy suwalskiej, która podejmie trud i zadanie autoformacji duchowej.

·    Parafiom nie pomaga się  w wytworzeniu wspólnoty, pogłębieniu wiary (wszyscy zaś z niej czerpią duchowe zyski) i dlatego jako pilny widzę postulat zdynamizowania formacji parafii w stylu Mondo Migliore – Budowanie Lepszego Świata.

·    Szansą do wykorzystania może być nauczanie religii w szkole, jako możliwość powszechnej formacji chrześcijańskiej.

·    Dużą nadzieję można wiązać z powołaniem Akcji Katolickiej w Polsce, która stanie się ogólnokościelnym przedłużeniem ramienia hierarchii w wypełnianiu zadań ewangelizacji w środowiskach świeckich.

·    Zauważa się potrzebę skoordynowanych struktur laikatu katolickiego. I tak: brak autentycznych katolickich politycznych partii stwarza ciągłe pokusy, aby do działań politycznych wciągnąć  katolickie stowarzyszenia, wspólnoty czy zespoły.

***

Więcej jest nadziei czy obaw, pozytywów czy stron negatywnych na obrazie Kościoła w naszej Ojczyźnie? Osobiście widzę więcej pozytywów. Widzę pole pracy wielkie i fascynujące. Głębiej rozeznać i pokochać miłością gorącą, wymaganiami, nasz naród i nasz Kościół, to droga do nowych zdrowych owoców. Ludzie odpowiedzą lepiej niż myślimy, obudzą się i wyzwolą nowe siły. Trzeba im zaufać, ale też i pomagać w wytyczeniu właściwej perspektywy. A perspektywą właściwą jest świętość rodzin, młodzieży, także kapłanów i biskupów.

Przypisy:

[1] Por. np. wypowiedź Mistrza Wielkiego Wschodu J. R. Ragacha oraz refleksje na temat powiązań masonerii z niektórymi środowiskami politycznymi we współczesnej Polsce; S. Krajski, Masoneria w Polsce 1993, W. T. A. Warszawa 1994, s. 101 n.

[2] Por. Claire Sterling, Un mondo di Ladri. Le nuove frontiere della criminalità internazionale, Mondadori 1994.

[3] Santiago de Compostella, 9 X11982, Akt europejski.

[4] Por. D. Skotarczak, Kościoły we współczesnych społeczeństwach, „Życie i myśl”, VII-IX 1994, s. 71.

[5] Por. S. Swieżawski, Zagrożenie większe niż marksizm, „Powściągliwość i praca” 5(1992), s. 10.

[6] Por. R. Ziemkiewicz, Zapomniane przykazanie, „Powściągliwość i praca” 15(1994).

[7] Cyt. za J. Zadanecki, Pochwala Lewiatana, „Arcana” 1:1995, s. 7.

[8] Por. W. Słomka, Sumienie w Państwie – tak; sumienie upaństwowione – nie, „Niedziela” z dnia 19 II 1995.

[9] Por. „Familie Christiane”, 8 XII 1994, cyt. za „Rycerz Niepokalanej” 2(1995).

[10] Ks. prof. A. Nowak stwierdza istnienie w Polsce czterech odłamów satanistów. Zob. Satanizm, Wrocław 1995, s. 28.

[11] Por. Cz. Bartnik, Byście się nawzajem nie pożarli, „Słowo” z dnia 24 VII 1994.

2017-12-17T15:57:49+00:00 17 marca 1993|Artykuł|