Dzisiaj powiedziałbym to samo…

Z Ks. Abpem Józefem Michalikiem rozmawiam w czasie krótkiej przerwy w drodze z Przemyśla do Santiago de Compostela w Hiszpanii.

– Księże Arcybiskupie, jaki jest cel tego wyjazdu?

– Zostałem zaproszony przez tamtejszego Arcybiskupa, aby powiedzieć kilka zdań do młodych ludzi przygotowujących się na spotkanie młodzieży całego świata z Ojcem Świętym w Denver. Mam tam wygłosić prelekcję na temat nawrócenia i pokuty. Będzie to refleksja nad wewnętrzną przemianą człowieka.

– Kilka godzin temu wyjechał Ksiądz Arcybiskup z Przemyśla, teraz krótki pobyt w Warszawie, za chwilę odlot do Hiszpanii. Czy w tym zabieganiu jest czas, żeby pomyśleć jeszcze o Gorzowie? Czy tęskni Ksiądz Arcybiskup za dawną diecezją?

– Próbuję przekładać te moje głębokie sentymentalne związki z Gorzowem i Zieloną Górą na związek wiary i modlitwy. Ale na to wszystko trzeba spojrzeć z innej perspektywy. Z perspektywy Bożych planów. Mimo nawału różnych zajęć, przyłapuję się czasami, że nawet na modlitwie myśl ucieka mi gdzieś do Rokitna czy paradyskiego seminarium i wtedy staram się tym bardziej ofiarować tę myśli, modlitwy i wszystkie gorzowsko-zielonogórskie sprawy Panu Bogu. On ma na nie najlepsze baczenie. Cieszę się, że przyszedł do diecezji nowy Biskup Ordynariusz, bo Owczarnia Boża ma swojego Pasterza. Jestem przekonany, że znajdzie u wiernych równie dużo serca i życzliwości, jak ja. Z wielką radością odnotowuję wszystkie sygnały żywotności tej mojej dawnej diecezji, w której Kościół ma duże możliwości, duży dorobek, wyszło z niego wiele cennych inicjatyw i bardzo wielu prawych, zaangażowanych ludzi. Ma znanych i cenionych parlamentarzystów. To wszystko tworzy wielki potencjał, który pozwala żywić nadzieję, że nadal będzie o nim głośno w dobrych, Bożych sprawach.

– A jaka jest nowa diecezja Księdza Arcybiskupa? Niektórzy mówią, że jest to już nie tylko inna Polska niż ta na zachodzie, ale nawet inny Kościół…

– Na pewno jest dużo różnic, ale jest też i wiele podobieństw. Przemyśl to stare, bardzo ładne miasto. Od Gorzowa czy Zielonej Góry różni go historia, krajobraz, powietrze i wspaniałe góry. Różny jest także charakter przywiązania do tradycji Kościoła. Natomiast ciekawym podobieństwem jest to, że obydwie społeczności składają się w dużej mierze z ludności napływowej, najczęściej z kresów południowo-wschodnich dawnej Rzeczypospolitej. Podobnie jak u nas powstała z tego bardzo charakterystyczna nowa jakość społeczno-kulturalna, czy nawet religijna.

– Jak się jednak rządzi diecezją po takim poprzedniku jak ks. abp Ignacy Tokarczuk?

– Mam już widocznie szczęście do wielkich ludzi, gdy chodzi o poprzedników czy współpracowników. W Gorzowie był to wielki biskup na miarę europejską ks. bp Wilhelm Pluta, a i obok niego było też wielu wartościowych ludzi, którzy może nie byli tak popularni, ale na pewno byli to ludzie nietuzinkowi. Także jeśli chodzi o Przemyśl, to Boże piętno arcybiskupa Tokarczuka jest tu bardzo głęboko odciśnięte. Jest to innego rodzaju postać i osobowość, ale też na skalę europejską. W pewnym momencie poderwał on swoją diecezję do gigantycznego dzieła, w wyniku którego powstała wielka ilość nowych ośrodków duszpasterskich. Tu są tylko trzy czy cztery parafie, liczące więcej niż dziesięć tysięcy wiernych. To bardzo mocno scaliło wiernych w parafiach, co można zaobserwować na przykład na niedzielnych mszach świętych. W każdą niedzielę idzie do kościoła ok. 70-80% mieszkańców. Jest to wynik wielkiego dynamizmu, który w pewnym czasie się tu narodził i odegrał bardzo ważną rolę. Obecnie jednak trzeba iść dalej, to już nie wystarczy. Teraz potrzeba ludzi, którzy potrafią wiązać się w nowy sposób z żywym Kościołem, z wiarą, potrafiących innych uczyć angażowania się w świat na sposób chrześcijański. Ale mam świadomość, że łatwiej jest podejmować nowe, trudne sprawy po dobrym i wielkim poprzedniku. Łatwiej być kontynuatorem dobra, niż zaczynać od spalonej ziemi.

– Doszła do nas, do Gorzowa, także wiadomość, że związki z wielkimi poprzednikami są także innej natury. Podobno Ksiądz arcybiskup mieszka dokładnie w tych samych pokojach, w których zamieszkiwał niegdyś błogosławiony Biskup Józef Sebastian Pelczar…

– Tak, to prawda. Zająłem te same pokoje, w których mieszkał przed laty błogosławiony Józef Pelczar. Jest przy nich piękna galeria i mały balkonik z drzwiami bezpośrednio do kaplicy z Najświętszym Sakramentem. Jest to na pewno dziedzictwo bardzo miłe i zobowiązujące, bo dotykające świętego, którego obecność bardzo się czuje.

– Wracając natomiast, do spraw duszpasterskich… Czy doświadczenie gorzowskie jest przydatne w pracy w diecezji o tak odmiennym charakterze?

– Myślę, że jest to podstawa dla tej posługi, którą teraz pełnię. Doświadczenie to powoduje, że bez kompleksów wchodzę w wielkie sprawy tego Kościoła i próbuję liczyć się bardziej z Panem Bogiem niż ze względami ludzkimi. Jak do tej pory, wychodzę na tym dobrze i mam nadzieję, że Kościół też na tym dobrze wyjdzie.


– Księże Arcybiskupie, zbliża się kolejny ważny moment w historii Polski – wybory parlamentarne. Nie są one bez znaczenia także dla Kościoła. Określą one warunki, w jakich będą się układały stosunki Kościół-Państwo. W międzyczasie padają coraz ostrzejsze oskarżenia, że Kościół miesza się do polityki i przekracza swoje kompetencje. Czy mógłby Ksiądz Arcybiskup skomentować te opinie?

– Trudne problemy wyzwalają postawy ekstremalne. Z perspektywy odpowiedzialności za Naród, to może nawet i dobrze, że te różne opinie się krzyżują. Osobiście ciągle wierzę w mądrość Narodu. Poprzedni parlament, wbrew pozorom, nie był wcale najgorszym tego przykładem. Pracowało w nim wielu uczciwych ludzi. Walczyli tam, narażali się, za to wszystko należy im się mocne podziękowanie. Zresztą cieszę się, że wybierają się w ich ślady następni, a wśród nich ludzie młodzi, z którymi miałem przyjemność współpracować jeszcze jako Biskup Gorzowski. Są to ludzie młodzi, ale już z doświadczeniem i dorobkiem. W tym, co dotychczas robili, w szkole, w oświacie, w policji, w urzędzie czy na roli, pokazali, że mogą wiele, i że można na nich polegać. Jestem przekonany, że jeżeli zostaną wybrani do parlamentu, dobrze będą służyli Polsce i Kościołowi.

A jeśli chodzi, jeszcze raz, o te oskarżenia, to przede wszystkim nie należy się ich bać. Pochodzą zawsze z tego samego źródła, a później są tylko powielane.


– Ale skąd się one biorą?

– Oskarżenia o klerykalizację i mieszanie się do polityki powtarzają się w tym samym brzmieniu od wielu lat, może nawet od początku Kościoła. Dziś są to przede wszystkim lęki, które się budzi, żeby odwrócić uwagę od siebie. Nie trzeba jednak bać się tych zarzutów. I tak będziemy oskarżani. Chodzi jednak o to, żeby zawsze siły dobra były większe niż siły zła. Wierzę, że i tym razem ludzie uczciwi będą potrafili spojrzeć prawdzie w oczy i chrześcijańskie sumienia obudzą się w tym wyborze drogi.

– Przed dwoma laty Ksiądz Arcybiskup zbulwersował lewicowe środowiska polityczne i opiniotwórcze wypowiedzią, że „katolik powinien głosować na katolika”. Słowa te podawano jako skrajny przykład interwencji Kościoła w sprawy polityczne. Czy zgadza się Ksiądz Arcybiskup z taką interpretacją swej wypowiedzi?

– W tamtej wypowiedzi chciałem uwrażliwić przede wszystkim na wybór w sumieniu pokazać najgłębszą zasadę tego wyboru. Ludzie uczciwi i podchodzący do tych słów bez uprzedzenia, w taki sposób je zrozumieli. Dzisiaj powiedziałbym to samo. Nic nie mogę zmienić w tej wypowiedzi. Mam wielką satysfakcję, że powiedziałem to, o czym nasz Naród w dużej mierze myślał, i że wiele osób odnalazło się w tej wypowiedzi. Miałem za to wiele dowodów wdzięczności. No, bo nie ma innej drogi. Sumienia nie można zostawić idąc do parlamentu, czy też idąc do urny wyborczej. W żadnej sytuacji nie można się od niego uwolnić. Tu musi istnieć obopólny związek: parlamentarzysta powinien przykładać do wszystkiego, co robi w Sejmie czy w Senacie, chrześcijańskie sumienie, a naród chrześcijański powinien odnajdywać swoje dążenia w działaniach parlamentarzystów.

– A jakie najważniejsze zadanie – wg Księdza Arcybiskupa – czeka nowych parlamentarzystów? I jacy to będą parlamentarzyści?

– Byłoby bardzo źle, gdyby w chrześcijańskim Narodzie zabrakło katolickiego głosu w parlamencie. Osobiście bardzo się boję, że wynik wyborów może skomplikować pracę nad konstytucją. A jest to najważniejsza sprawa, żebyśmy mieli nareszcie konstytucję godną chrześcijańskiego Narodu. Godną jego chrześcijańskich aspiracji. Konstytucję, która będzie ważną pomocą dla społeczeństwa, żeby żyło w prawdzie i w sprawiedliwości. Musi ona usadowić budowę Rzeczypospolitej na trwałych fundamentach. Bo na czym mamy budować? Na piasku? Na piaskach budowaliśmy czterdzieści kilka lat. To wystarczy. Jeżeli nie zostanie uchwalona dobra konstytucja, to będziemy płacili za to, jako Naród, przez wiele, wiele lat.


– Dziękuję bardzo Księdzu Arcybiskupowi za rozmowę.

2017-12-17T15:54:18+00:00 01 października 1993|Wywiad|