Eucharystia – tajemnica Bożej Miłości

Całe bogactwo łaski odkupienia, które przynosi na ziemię Chrystus, jest udostępnione ludziom właśnie poprzez Eucharystię. Stanowi ona źródło, z którego płyną na świat przez wieki wielkie dary Boga. Stając wobec Jezusa obecnego w Eucharystii, dotykamy wielkiego misterium. Nie udawajmy, iż nie mamy trudności z tym sakramentem. Nie jesteśmy lepsi od Jego uczniów, z których część opuściła Go, nie mogąc sobie z tą tajemnicą poradzić. „Jak On może nam dać swoje ciało do jedzenia?”, pytali (J 6,52), a wielu, nie znalazłszy odpowiedzi, „odeszło i już z Nim nie chodziło” (J 6, 66). Bez wątpienia misterium Eucharystii jest wielkim wyzwaniem dla naszego rozumu, ale także dla wiary. Można by powiedzieć, że trzeba nam wznieść się na sam szczyt wiary, odbyć długą wspinaczkę myślową, albowiem chcemy rozważać obecność Jezusa Chrystusa, Boga-Człowieka, w sakramencie chleba i wina.
Zauważmy, że o tajemnicy Eucharystii Jezus nie mówił Apostołom na początku swej zbawczej drogi, lecz u jej kresu. Przygotowywał ich na to trzy lata, gdy przywracał ślepym wzrok, głuchym słuch, niemym mowę; gdy mówił, że Bóg umiłował świat i Syna swego zesłał, lecz Syn musi być wydany, zabity, opluty i ukrzyżowany, potem zaś zmartwychwstanie. Dziesiątki razy stawiał ich przed obliczem swej mocy, gdy uzdrawiał, wskrzeszał umarłych, czynił cuda. Wielokroć zadziwiał ich swą mądrością. I dopiero na końcu, gdy razem z Nim wspięli się na wszystkie urwiste zbocza, na samym szczycie wyniesienia, powiedział im: „To jest Ciało moje za was wydane” (por. Łk 22, 19). Ileż więc pracy trzeba było, by dopiero tuż przed śmiercią powiedzieć palestyńskim rybakom o Miłości, która w ciszy i pokorze chleba zostaje, by dać się jako pokarm na drogę do zbawienia.
1. Ukryta obecność
W Eucharystii dotykamy tajemnicy wiary, tajemnicy ukrytej obecności Jezusa. Zauważmy, często mówi się w Kościele o objawieniu Boga, a rzadko o wielkim wysiłku, jaki Bóg podejmuje, ażeby się ukryć. W Wieczerniku obserwujemy szczyt tego trudu ukrycia się przed nami, ale jednocześnie ukrycia się dla nas. Bóg pragnie się z nami spotkać, zjednoczyć. Pragnie bliskości. Nie objawia swego majestatu, bo wtedy ukazałby olbrzymią przepaść, jaka istnieje między nami a Nim. I dlatego – w imię miłości – postanowił skryć przed nami swoją chwałę, stając się człowiekiem. Rodząc się w Betlejem, ukrył cały boski majestat w maleńkim Dzieciątku. Toteż tak długo, jak żył na ziemi i był człowiekiem – obrazowo mówiąc – można było do Niego podejść, podać rękę, porozmawiać. Można było z Nim zasiąść przy stole.
Bóg ukrył swój majestat. W człowieczeństwie ukrył swe Bóstwo, a w Wieczerniku poszedł jeszcze o krok dalej. Bóstwo i człowieczeństwo ukrył w zwykłym chlebie i w kielichu z winem. Odtąd Boga spożywać można jak zwyczajny chleb. Jak wino. Stało się tak, bo prawdziwa, wielka miłość zawsze dąży do ukrycia. To wielka tajemnica miłości. Także tej Bożej. Jest zbyt wielkim skarbem, by mogła być manifestowana wprost. Tylko fałszywa miłość lubi się afiszować, co nierzadko widać w mediach. Prawdziwa miłość na tym świecie zawsze się ukrywa.
Bóg ukrył swoją obecność w chlebie i winie, ale objawił nam, gdzie możemy Go spotkać, gdzie możemy doświadczyć Jego miłości. Trzeba jednak wysiłku, aby tę Jego obecność odkryć, by w Komunii świętej spotkać się ze Świętym, Najświętszym Bogiem. W tym miejscu trzeba przypomnieć, że wielka odpowiedzialność spoczywa na rodzicach, którzy na chrzcie swoich dzieci zobowiązali się do przekazania im wiary, całego skarbca wiary – także wiary w tajemnicę Eucharystii, w Chrystusa obecnego w Najświętszym Sakramencie. Niemniej, aby przekazać wiarę, sami muszą być jej czytelnymi świadkami i często przystępować do stołu Pańskiego. W przeciwnym razie dziecko nie uwierzy. Ono, jeśli ma pragnąć tej Komunii, musi widzieć rodziców często do niej przystępujących. Musi – mówiąc obrazowo – oddychać ich wiarą, aby mogło mieć ją w sobie. Z wypełniania tych obowiązków rodzice kiedyś będą sądzeni.

 

2. Zaproszenie do spożywania
Drugi aspekt tej wielkiej tajemnicy to zaproszenie przez Boga na ucztę eucharystyczną. Dla wielu spośród nas najważniejszym momentem w czasie Mszy świętej jest „podniesienie” i adoracja Boga obecnego pod postaciami chleba i wina. Pamiętajmy, że w Wieczerniku podniesienia nie było i że Pan Jezus nie wzywał do adoracji. Tam była konsekracja, było przeistoczenie, zamiana chleba w Ciało i wina w Krew, a po niej wezwanie Jezusa: „Bierzcie i jedzcie” – zaproszenie do spożycia. Celem spotkania z Bogiem przy Jego stole jest więc ucztowanie. Bóg częstuje boskim pokarmem, pokarmem dającym życie wieczne. Bóg pragnie być nie tylko na stole, ale przede wszystkim w naszym sercu, i dlatego właśnie przyjmuje postać chleba. Dopiero w naszym sercu jest w pełni bezpieczny, ukryty, tam może objawiać pełnię swej miłości.
Kiedy uczestniczymy we Mszy świętej, trzeba więc, byśmy usłyszeli wezwanie Jezusa, Jego zaproszenie skierowane do każdego obecnego przy ołtarzu: „Bierzcie i jedzcie”. Wchodząc do Wieczernika, bierzemy bowiem udział w uczcie przygotowanej przez samego Boga.
Postawmy sobie pytanie o wiarę w Eucharystię: Czy pragnę tego Chleba, który z nieba zstąpił?
W czasach starożytnych gromadziły się na ulicach tłumy rzymskiego ludu i pod adresem cesarza wołały: Panem et circenses! – „Chleba i igrzysk!”. Chleba i cyrkowej rozrywki. To hasło stało się bliskie współczesnej szkole życia, która, zupełnie tego nie kryjąc, wyrabia w swych uczniach tę hedonistyczną potrzebę. Nic dziwnego, że człowiek temu wołaniu „posłuszny” domaga się głośno, by chleb był bielszy, a igrzyska coraz krwawsze. I rzeczywiście, już nie każdy chleb nas zadowala, a nasze czasy zdołały dać świadectwo, że krwawe igrzyska organizujemy perfekcyjnie. I nie szczędzi się na to pieniędzy.
Przywołałem ten obraz nie bez przyczyny. Otóż aby móc mówić o Chrystusie jako o chlebie duszy, potrzebujemy wyrabiania smaku chleba, tego chleba, który karmi życie duchowe. Potrzebujemy wypracowanej przez długie lata wiary w Boga, w Jezusa Chrystusa. Potrzebujemy wychowania w chrześcijańskiej rodzinie, w której do Komunii świętej przystępowało się nie tylko w czystej, wyprasowanej koszuli, ale z wielkim przejęciem i czystym sumieniem, po wymazaniu grzechu oraz pogodzeniu się z bliźnim. Tylko kultura ducha, którą mają ludzie prawdziwej wiary, daje dyspozycję, by słuchać o Bogu ukrytym, by bez wahania na dwa kolana z szacunkiem przed Nim uklęknąć, by nawet na co dzień być w komunii z Jezusem oczekującym człowieka.
Nasza cześć dla Chrystusa w Najświętszym Sakramencie jest znakiem i miarą wiary. Ale dopiero odnalezienie Jezusa – mimo naszej grzeszności – właśnie w Komunii świętej uczyni nas wolnymi, albowiem „ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (Ga 5,1). Amen.

2017-11-30T22:10:45+00:00 16 grudnia 1997|Homilia|