Homilia na inauguracji roku akademickiego Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego

Warszawa, 11 października 2010 r. Homilia abp. Józefa Michalika podczas Mszy św. na inauguracji roku akademickiego 2010/2011 na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

 

(Łk 11, 29-32)

Księże Arcybiskupie Gospodarzu,
Księże Rektorze i Senacie,
Szanowni Przedstawiciele Władz,

Bracia i Siostry

Rola liturgii w Kościele jest szczególna – bo nie tylko jest realnym miejscem, czasem i sposobem oddania chwały Bogu, uwielbienia Go i uzyskania konkretnych łask, jak chociażby przebaczenia grzechów, ale jest miejscem spotkania z nadprzyrodzonością, transcendencją Boga, który nas przekracza, a jednocześnie staje się tak bliski.

Więcej, liturgia może się stać lekcją wiary, przesłaniem wzajemnym, niejako odpowiedzią Boga skierowaną do nas. A w słowie Bożym staje się katechezą szczególną, bo rozbrzmiewającą demokratycznie w Kościele, który ją kieruje do wszystkich jednakowo obecnych w dniu dzisiejszym na Mszy św.

I oto św. Łukasz stawia nas dziś wobec problemu milczenia Boga. Jakże często przeżywamy pytanie o obecność Boga i chcielibyśmy, aby na nasze pytania odpowiadał na nasz sposób i pomagał zwyciężać trudności jak Mu podpowiadamy.

Podobne trudności widział św. Paweł, stwierdzając, że „Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości…” (1 Kor 1, 22), a Pan Jezus nie chce posłużyć się metodą oczekiwanego znaku i stwierdza, że „żaden znak nie będzie nam dany prócz znaku Jonasza proroka”, który był trzy dni we wnętrzu ryby – jak Chrystus we wnętrzu śmierci – Niniwici uwierzyli Jonaszowi, a tu jest coś więcej niż Jonasz i więcej niż mądry Salomon, a oni nie wierzą. Znakiem i miejscem spotkania Boga ma być sam Jezus. Nigdzie więcej i pełniej Go nie spotkamy. Osoba i dzieło Jezusa jest dla nas tym nadzwyczajnym odkryciem obecności Boga, bo w Nim Bóg wyszedł do człowieka, przestał być czystym oczekiwaniem eschatologicznym, stał się nam bliższy niż my sami sobie. Przyjął – wraz z człowieczeństwem nasze grzechy, a przez swoją śmierć odradza nas do nowego życia, czyni ludźmi nowymi. Nieustannie.

Nowością chrześcijaństwa jest i to, że otrzymujemy możliwość zaprzyjaźnienia się z Bogiem, co w ogóle przekraczało wyobraźnię wyznawców religii starogreckiej i starorzymskiej. To dzięki objawieniu biblijnemu dowiedzieliśmy się, że samemu Bogu zależy na tym, żeby się z nami przyjaźnić. „Już nie nazywam was sługami, ale przyjaciółmi” (J 15,15).

Co my robimy z tą Bożą przyjaźnią, czy rzeczywiście na serio traktujemy szansę tej niezwykłej przyjaźni? Przecież wiemy, że bez czasu poświęconego dla naszych ludzkich przyjaciół, zniknie relacja bliskości, pozostaniemy sami. Bez czasu na kontakt z Bogiem usycha wiara.

W relacjach osobowych ważna jest także troska o naszą tożsamość, o głębię naszej tożsamości, prawdę o nas samych. A głębię tej wiedzy daje  praca nad sobą, odwaga przyjęcia prawdy o sobie i wola ubogacania się prawdą o drugiej osobie. W stosunku do Boga drogą na głębię jest modlitwa, najbardziej twórcza, osobowa relacja z Bogiem, która może mieć różne etapy, ale piękno szczególne tej relacji odkrywa się wtedy, kiedy się zauważy, że to nie tylko my potrzebujemy i szukamy Boga, ale że i On nas potrzebuje i szuka, że jest bliżej nas niż myśleliśmy. Św. Wincenty à Paulo radził: „Kiedy będziecie wolni od siebie samych, wtedy napełni was Bóg”.

Inauguracja roku akademickiego jest dla społeczności uniwersyteckiej dniem bardzo ważnym i dlatego stajemy dziś wszyscy w pokorze przed Bożym majestatem, aby wezwać Jego pomocy na to, co dobre i piękne w naszych zamiarach, ale co się może okazać trudne i tym bardziej potrzebne w dynamice życia uczelni.

Uniwersytety zawsze broniły swej autonomii, bo celem ich działalności było poszukiwanie prawdy, a motywacją dalekosiężną tych poczynań było dobro studenta, uczelni, państwa, narodu czy wprost kultury. Uniwersytet nigdy nie był społecznością demokratyczną i domagał się uznania autorytetów naukowych, bo one były zdobyte obiektywizmem rozwiniętych talentów, uczciwą wiedzą i prawością czynów; Uniwersytet był zawsze wspólnotą, uczących się i nauczających, którzy akceptowali styl swojej uczelni i z nią się utożsamiali, mieli poczucie odpowiedzialności za wspólnotę uczelnianą, która nobilitowała ich, ale i oni ubogacali go sobą, czuli się dumni i zobowiązani do trwania w społecznej solidarności z Uniwersytetem nawet po jego opuszczeniu.

Dziś powiew czasów zagląda też i pod uniwersyteckie strzechy, pytając o to, czy dany kierunek i czy uczony staje się opłacalny lub nie, stąd i uczelnie wolą niekiedy menadżerów, nie interesując się kulturą, co byłoby wielką stratą w dalszej perspektywie społecznej.

Jest jeszcze jedna bardzo niebezpieczna współczesna pokusa, przed którą wszyscy stajemy, a jest nią pozbawienie nauki wymiaru moralnego, a to odłączenie może człowiekowi przynieść tylko zagrożenie. Bioetyka, eksperymenty genetyczne czy pytanie o in vitro nie powinny być stawiane w oderwaniu od sumienia bądź z przekreśleniem wypisanego w każdym ludzkim sercu Dekalogu. Tego nas uczył Sokrates i Platon, św. Tomasz, ale i Jürgen Habermas, który przypomina, że żadna „świecka nowoczesność nie powinna zamykać się na religijną perspektywę”.

Dzisiaj Uniwersytet musi coraz więcej wiedzieć, ale trzeba także bronić niezależności Uniwersytetu przed uwarunkowaniami różnych mód i dlatego ważna jest troska o Wspólnotę Ludzi Uniwersytetu, troska o atmosferę zaufania, przejrzystości i życzliwości wzajemnej profesorów, pracowników i studentów.

Proszę przyjąć te moje refleksje jako świadectwo szacunku i troski, i uznania wobec tego miejsca i Instytucji, w której jesteśmy, bowiem mój pierwszy uniwersytecki świat, z którym się zetknąłem, to ATK z roku 1965, wychodzącą z trudnego okresu uwarunkowań tamtejszej rzeczywistości, kiedy to powołano ją do życia po zlikwidowaniu wydziałów teologii na Uniwersytecie Warszawskim, Jagiellońskim i Wrocławskim. Po księdzu J. Czuju, rektorem był ks. W. Kwiatkowski, znany uczony, twórca Warszawskiej Szkoły Apologetycznej, wtedy był już niewidomy, ale jeszcze prowadził wykłady. Napór na likwidację katolickiej Akademii uznawanej przez państwo, a nieuznawanej przez Kościół był duży. Skutecznym obrońcą ATK był  kard. Stefan Wyszyński, który odkładał decyzje Stolicy Apostolskiej o konieczności odcięcia się od niejasnej sytuacji, ale nie stronił od kontaktów z władzami państwowymi, bo widział wielką wartość małego, ale już wtedy prężnego środowiska naukowego. W 1965 roku po raz pierwszy kard. Stefan Wyszyński przyszedł na inaugurację roku akademickiego, wygłosił kazanie, a odchodząc od ołtarza – ku zdumieniu wszystkich obecnych w bielański kościele — podszedł do niewidomego ks. Kwiatkowskiego i ucałował jego ręce, dziękując mu publicznie za to, że ks. Rektor uratował ATK dla Kościoła w Polsce.

Tak, Kościół potrzebuje środowisk akademickich, potrzebuje ich mądrości, doświadczenia i pracy patrzącej w przyszłość. W tych dniach opublikowano w Polsce książkę profesora i teologa uniwersytetu w Berlinie, Żyda urodzonego w Warszawie, gdzie mówi: „Kultura jest modelem życia ludzi. Oceniamy kulturę według stopnia, w jakim cały naród, a nie tylko jednostka, żyje w zgodzie z nakazami odwiecznej doktryny czy też dąży do duchowej doskonałości – stopnia, w jakim możemy znaleźć w codziennym życiu szerokich mas duchowość, współczucie, sprawiedliwość, świętość”. (A.J. Heschel, „Pańska jest ziemia”, Kraków 2010, s. 9). Tak, troska o kulturę to troska o cały naród, o każdego człowieka, o kulturę każdej instytucji społecznej i politycznej.

Niepokój i troska o codzienną kulturę bycia jest zadaniem nas wszystkich, ale by ją wprowadzić, trzeba głębszej kultury duchowej, obejmującej całego człowieka, którą ukażą i promować będą na wszystkich poziomach ludzie współczujący, wrażliwi, sprawiedliwi przed Bogiem i sumieniem, ludzie święci. Bez wybitnych naukowców, bez zaangażowanych jednostek, bez rodzin i małżeństw, bez zakonów i kapłanów całkowicie oddanych sprawie ten postulat nie może się zrealizować.

3 września 2010 r. opublikowano w Watykanie programowe orędzie papieża Benedykta XVI na przyszłoroczny Dzień Młodzieży w Madrycie. Papież osadza swój tekst we współczesnej sytuacji. Obserwujemy, że „obecna kultura, w niektórych obszarach świata, przede wszystkim na Zachodzie, stara się wykluczyć Boga, bądź uznać wiarę za fakt prywatny, bez żadnego znaczenia dla życia społecznego (…) stwierdzamy swego rodzaju „zaćmienie Boga”, swoistą amnezję, jeśli nie wręcz odrzucenie chrześcijaństwa i negację skarbu otrzymanej wiary, co grozi utratą własnej głębokiej tożsamości (…) Bóg jest życiem. Dlatego niedorzecznością jest domaganie się wyeliminowania Boga, by mógł żyć człowiek”.

Tak. Doświadczenie wieków, także ostatniego wieku nas uczy, że wyeliminowanie Boga kończy się straszną eliminacją ludzi.

Żyjemy w epoce wielkich przemian, będą twórcze, jeśli obejmą całego człowieka i wszystkich ludzi. Jeśli potrafią uwzględnić sumienie i stronę duchową człowieka.

Św. Teresa z Avili uważała, że w każdej niebezpiecznej sytuacji, atakującej podstawy całego naszego życia, musimy podejmować radykalne środki.

Bezpiecznym sposobem jest radykalizm miłości, bezinteresownego zaangażowania i ofiary w oparciu o „wymaganie od siebie, choćby inni od nas nie wymagali” (Jan Paweł II).

„Zdarzają się takie czasy – mówi mędrzec – kiedy zbyt wielu chrześcijan oddaje się chłodnym spekulacjom wrodzonej ostrożności i właśnie wtedy świat umiera z braku młodości” (Bernanos).

Kościołowi w Polsce potrzebny jest zatem młodzieńczy zapał zaangażowania wszystkich ludzi. Nasze czasy są nie tyle trudniejsze, co inne. Doświadczenie naszych poprzedników jest potrzebne, aby stwierdzić, że to dzięki nim wiemy, że czas próby prowadzić może do zwycięstwa. Jan Paweł II żyje dziś w Benedykcie XVI, bo to co ważne w ich nauczaniu, to wierność Ewangelii.

Kościół w Polsce nie potrzebuje twarzy jednego człowieka, ale potrzebuje Twarzy Chrystusa, czytelnej, bardziej czytelnej na twarzach każdego, wszystkich wierzących w to Imię, bowiem państwo i życie publiczne w Polsce bez Boga, bez Kościoła byłoby puste. Europa i Polska potrzebuje nie eliminacji Boga i Kościoła, ale pójścia w głąb, potrzebuje obecności żywej wiary w życiu jednostki i wspólnoty, w życiu prywatnym i publicznym, bo ani wiary, ani Boga nie wolno i nie da się odłączyć od życia, od całego życia ludzkiego.

2017-06-19T23:10:23+00:00 11 października 2010|Homilia|