Homilia w Sanktuarium Matki Bożej w Hyżnem

Hyżne, 7 września 2009 r. Homilia wygłoszona w Sanktuarium Matki Bożej w Hyżnem w wigilię święta Narodzenia NMP

Drodzy Bracia Kapłani,
Drodzy pielgrzymi – Bracia i Siostry!

Uroczystość narodzenia Matki Najświętszej, którą czcimy dzisiaj, pokazuje nam Jutrzenkę zbawienia, po której następuje przyjście Pana Jezusa. Poprzedza Go Matka Najświętsza, która jest tym wielkim darem Boga, ubogacającym całą ludzkość. Otoczenie Jej, nawet najbliżsi nie zdają sobie sprawy, Kim jest, że jest Niepokalanie Poczęta, wybrana przez Boga, żeby stać się Matką Zbawiciela. Dopiero zwiastowanie wprowadza tę tajemnicę do świadomości ludzi.

W ewangelii słyszeliśmy anioła, który uzyskuje zgodę Maryi. Bóg pyta człowieka o zgodę na współpracę. Tak wielka jest nasza godność i tak wielka tragedia nieposłuszeństwa pierwszej Ewy i pierwszego Adama, tę tragedię może naprawić jedynie posłuszeństwo Bożej woli, które okazuje Maryja.

Obok zauważamy także zatrwożonego niezwykłym wyborem Józefa. Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym,wiedział, że Maryja jest niewinna, że promieniuje czystością, że on również jest niewinny. Nie wprowadzony w tajemnicę Bożą lęka się nowej rzeczywistości, przeżywa lęk wobec nadziei, którą przynosi na świat Maryja, i którą zrealizuje Jezus – Boży i Maryi Syn. Ale słyszy słowa – Józefie, nie bój się Maryi wziąć do siebie. To Duch Święty sprawił, że Ona poczęła Syna Bożego. On wybawi Izraela i wypełni tę obietnicę. Trzeba było wielkiej pokory, by wobec tajemnicy zachować się tak, jak Józef. Trzeba ducha wiary. Józef przyjmuje Maryję, jest Jej towarzyszem, pomocnikiem, nie wszystko potrafi rozwiązać, ale nigdy jej nie opuści, nie ucieknie, ani potajemnie ani oficjalnie.

Będzie wierny. Jest to i dla nas wskazanie, byśmy potrafili uczyć się wierności dla Matki Najświętszej, a z Maryją uczyć się wierności Bogu, wierności naszemu sumieniu, mimo, że nowe sytuacje, będą wywoływać obawy.

Nasze życie jest narażone na różne współczesne lęki. Czego dziś boimy się najbardziej – choroby, utraty pracy, samotności, czy zdrady przyjaciół; tego, że nie będziemy mieli oparcia w tych, którym ufaliśmy?

Z wydarzeń, których jesteśmy w tych dniach świadkami, z racji rocznicy 1 września 1939 r. – napaści Niemców i 17 września – napaści sowieckiej, widać, że całe narody, społeczeństwa boją się prawdy o sobie, zakłamują w sobie to, co jest niewygodne. Nie będzie wyzwolenia z zafałszowanych ideologii, jeśli człowiek i naród nie będzie w stanie przyjąć prawdy, jeśli nie przestaniemy się bać prawdy. Ile to zabiegów czynią i dziś niektóre gazety i publicyści, którzy przez lata powojenne krzywdzili nasz naród, aby ukryć prawdę! Boją się prawdy o sobie, walczą, by zlikwidować akta Instytutu Pamięci Narodowej, żeby się nie wydało to, że krzywdzili innych, donosili na najbliższych, zamiast ich przeprosić, przyznać się do własnego błędu, że ulegali ze słabości. Warto zacząć na nowo – nie bać się prawdy o sobie, o narodzie, o Kościele, który żyje dzięki Chrystusowi: „Ja jestem Prawdą, Drogą i Życiem (por. J 14, 6).

Trzeba rozróżnić prawdziwy lęk od fałszywego lęku, aby za prawdę o sobie brać odpowiedzialność. Dziś szczególnie trzeba się strzec ludzi nieodpowiedzialnych, którzy się Boga nie boją, a krzywdy zadawanej drugiemu człowiekowi nie wstydzą – takim ludziom, takim sumieniom i takim postawom nie można ufać. Trzeba się strzec grzechu i własnej słabości, to jest zdrowy, poprawny lęk. Trzeba się lękać piekła, utraty Boga, tego, żebyśmy życia i wieczności nie zmarnowali, to jest święta obawa. Dlatego trzeba w sobie budzić obawę o wiarę, o jedność naszych rodzin, o trzeźwość narodu, o Polskę – Ojczyznę naszą. Trzeba się niepokoić co z nią będzie jeśli zabraknie ludzi zatroskanych o nasz kraj – to zależy od nas wszystkich, od polityków, samorządowców, nauczycieli i rodziców, od całego społeczeństwa, ale trzeba też pamiętać, że ostatecznie to Bóg kieruje losami świata. Trzeba się do Niego nieustannie odwoływać.

Pamiętam odwiedziny u pewnej staruszki – matki kolegi, który przebywa na misjach. Pod koniec rozmowy ona ma najważniejsze , z troską postawione pytanie – co z tą naszą Polską będzie? Dla niej Ojczyzna to jest najważniejsze pytanie. Trzeba rozróżnić dobre i złe lęki, abyśmy umieli z nich wychodzić, pokonywać je.

Najbardziej podstawowy w życiu jest nasz stosunek do Pana Boga. Trzeba zawsze z niepokojem patrzeć ile razy Boga usuwa się ze społeczeństw, z myślenia ludzi, ile razy próbuje się wmówić ludziom, że religia to sprawa prywatna, drugorzędna, a przecież historia ciągle uczy, że to jest sprawa fundamentalna. Nie można ufać ludziom, którzy nie mają sumienia, którzy kierują się egoizmem w życiu. Zakłamania własnego sumienia i sumienia w narodzie trzeba się bardzo obawiać. Bywają sytuacje, że człowiek już nie rozróżnia dobra i zła, albo nie chce wyjść na prostą drogę uzdrowienia przez nawrócenie i kontakt z Bogiem, nie chce naprawić krzywd wyrządzonych, bo już nie potrafi. Tak się zakłamał, że już nie potrafi odbić się od dna grzechu i zakłamania. To jest tragedia człowieka, którą przeżył Judasz. Zdradził Chrystusa podobnie jak Piotr i już nie widział światła na swojej drodze. Nie był w stanie uderzyć się we własne piersi, przeprosić i zaufać Bogu. Piotr potrafił zapłakać nad własnym grzechem.

Trzeba o tym mówić, bo odpowiadamy za naszą rzeczywistość, za nasze rodziny, za Kościół w Ojczyźnie, za prawa, które są ustanawiane, za to, czy w Polsce będzie liczyła się prawda, praca, uczciwość, solidarność, czy będą promowane interesy partii i ludzi, którzy doszli do władzy w oparciu o nasze zaufanie. Takie pytania trzeba sobie stawiać.

Za kilka dni w parlamencie będzie przestawiony jeden z sześciu projektów, dotyczący sztucznego zapłodnienia tzw. in vitro. Pod tym względem w Polsce panuje bezprawie, pozwalające na wszystko, na każde zło. Odpowiedzialni parlamentarzyści uznali, ze trzeba tę sprawę uporządkować. Podobna potrzeba istnieje zresztą w całej Europie. To są sprawy ważne, by naród w sposób odpowiedzialny wypracowywał swoją przyszłość. Niedawno uchwalono w Polsce prawo ograniczające w pewnym wymiarze samowolę aborcyjną. Tego rodzaju prawa kształtują mentalność. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu mało który lekarz bronił faktu znanego wszystkim, że życie poczyna się od spotkania dwóch komórek; męskiej i żeńskiej. Tworzono różne hipotezy, że życie poczyna się dopiero po jakimś czasie, a dzisiaj żaden człowiek (nie tylko chrześcijanin) nie zaprzecza tej prawdzie i o ile szanuje to prawo natury, uznaje, że z dwóch komórek powstaje jedno ludzkie życie. To jest nowy człowiek, którego życie trzeba chronić.

Przychodzi dziś nowe wyzwanie: trzeba odpowiedzieć czy poczęcie nowego człowieka ma się odbywać w sposób naturalny, czy może się odbywać sztucznie. Kościół wyraźnie mówi, że poczęcie człowieka ma się odbywać w sposób naturalny, bo takie prawo naturalne człowiekowi dał Bóg. Mężczyzna ma się otwierać na kobietę, a kobieta na mężczyznę, by stworzyć rodzinę, by sobie zaufać, żeby razem przez całe życie odpowiadać za to nowe życie, przekazywane w następne pokolenia. To jest pierwszy warunek niespełniony, że poczęcie in vitro – w próbówce jest niegodziwe dlatego, że łamie porządek natury. Przy dzisiejszym stanie wiedzy medycznej trzeba powiedzieć, że ponadto każde poczęcie sztuczne czyli poza organizmem ludzkim łączy się z zabójstwem, zniszczeniem wielu innych poczętych istnień. Także dlatego poczęcie poza ustrojem jest niegodziwe, bo trzeba wyselekcjonować najlepszy zarodek, potem go wszczepić do organizmu, a uśmiercić pozostałe.

Powstają kolejne sprawy związane z dziedziczeniem czy z prawem do dziecka – bo kobieta, która wypożyczyła swoje ciało nie chce oddać dziecka, gdy się odezwie instynkt macierzyński. Toczą się procesy i rosną kolejne krzywdy ludzkie. Musimy wszyscy być świadomi, że nie można do posiadania dziecka dążyć w sposób niemoralny, a to może dotyczyć niejednokrotnie niepłodności w naszych rodzinach. Ludzie udają się do klinik nie rozumiejąc dlaczego to jest etycznie niepoprawne. Nie do przyjęcia są projekty ustaw sejmowych, które są niepoprawne moralnie i etycznie. Na takie rozwiązania człowiek sumienia nie może się zgodzić.

Może warto pomyśleć, że w Bożych planach są inne zamiary wobec tych małżeństw, które nie mogą mieć dziecka własnego. Wiara powinna tym ludziom pomóc otworzyć się na inne rodziny, może na inne dzieci do adopcji, dzieci osierocone w wypadkach, dzieci, które szukają miłości. Pan Bóg daje ludziom w różny sposób możliwość rozwoju i zasługi. Trzeba rozpoznawać i realizować te wybrania Boże, które mimo tęsknot za własnym dzieckiem, trzeba we właściwy, w godziwy sposób rozwiązać.

Jest to bardzo trudny problem dla parlamentarzystów, ale chciałbym gorąco zaapelować o modlitwę za nich, żeby Pan dał im siłę i moc do obrony prawa naturalnego, prawa Bożego w tej i we wszystkich sprawach. To bardzo ważne, w czyje ręce złożyliśmy zaufanie.

Gdy dyskutowano nad sprawą ochrony życia, jedna z partii rządzących zarządziła dyscyplinę partyjną, zobowiązując swoich członków do takiego głosowania, jakie zostanie ustalone przez ich prezesa. Nie wolno w sprawach moralnych narzucać członkom parlamentu głosowania przeciwko własnemu sumieniu. Cieszę się, że mogę podziękować tu obecnym parlamentarzystom z naszych stron, którzy głosowali zgodnie z sumieniem, wyłamując się niekiedy z tych absurdalnych zarządzeń partyjnych. Sumienie jest po to, byśmy go słuchali zawsze, byśmy sobie uświadomili, że trzeba łaski Bożej i siły wewnętrznej, by człowiek nie za naciskiem opinii czy przemocy, ale za swoim sumieniem poszedł w wyborach dobra. Istnieje obowiązek dojrzewania w wierze. Trzeba poparcia dla tych, którzy bronią prawa Bożego w sercach, bronią sumienia, uchwalają dobre prawa. Miejcie odwagę wybierać dobro a sprzeciwiać się, kiedy podejmowane decyzje są niewłaściwe, niemoralne, ale trzeba robić to z kulturą, z taktem, wyrozumiałością a nawet współczuciem, gdy stojący obok człowiek obciąża swoje sumienie złem, uczciwy zawsze pochwala dobro.

Nie można narzekać, że wszystko jest źle. Jest również wiele pozytywów i w naszym Parlamencie, choćby sukces ograniczenia alkoholu na boiskach sportowych. Podobna sytuacja w sprawie środków przekazu. Trzeba wierzyć w dobro i budzić sumienie w drugim człowieku. Chciałem zatem podziękować tym wszystkim, którzy próbują rozeznać się w tym gąszczu spraw, które stanowić będą o sile i potędze albo o chorobie społeczeństwa naszego.

Każdy świadomy chrześcijanin powinien wiedzieć więcej i więcej i dlatego czytać prasę katolicką, np. Niedziela, Gość Niedzielny. W ostatnim numerze jest artykuł, mówiący o tych sześciu projektach in vitro i o tym, jak wygląda sprawa troski o rodzinę, żeby ustawy nie pozostawały tylko zapisem na papierze. Rodzina potrzebuje społecznej i prawnej opieki. Trzeba pomóc rodzinom wielodzietnym, wspierać rodziny o niewystarczających dochodach, przeciwdziałać kryzysom i rozpadowi rodzin. Nie wiadomo do kogo się udać w tych sprawach, bo mam wrażenie, że dla polityków ważniejsze jest zainteresowanie tym, kto będzie wybrany prezydentem w przyszłorocznych wyborach. To jest nieodpowiedzialne spojrzenie na sprawy dotyczące narodu.

Warto czytać katolicką prasę, Nasz dziennik, słuchać Radia Maryja czy oglądać programy Telewizji TRWAM, warto słuchać naszego Radia Fara czy rozgłośni innych diecezji sąsiedzkich. Te środki pozwalają nam rozeznawać, po jakim gruncie się poruszamy. To nie jest rzecz bez znaczenia. Nikt z nas nie jest wolny od odpowiedzialności przed Bogiem i przed ludźmi, przed historią za to, co dokonuje się dziś. Po dwudziestu latach od uzyskania wolności, toczą się dyskusje nad tym cośmy zrobili, jakie są sukcesy czy klęski. Są pewne sukcesy i trzeba dobro rozwijać, ale nie wolno zamykać oczu na niedociągnięcia, zaniedbania i negatywy.

Przed dwudziestu laty wszyscy czekali, że pod wpływem nowej wolności i promowanego liberalizmu Polacy przestaną wierzyć, chodzić do kościoła, modlić się do Matki Bożej. Okazuje się, że po dwudziestu latach nic się nie zmieniło. Są nawet kraje w Europie, które może jeszcze bardziej niż Polska trwają, a nawet wracają do Boga, szukają wiary. Warto zachować wierność Panu Bogu. Dopóki człowiek się modli, czuje Boga w sercu, mimo słabości i różnych wad, dopóty jest na słusznej drodze. A wszyscy staniemy się mocnym narodem, o ile będziemy zgromadzeni nie wokół interesów własnych, ale wokół troski o interes Boży, wokół Maryi, Służebnicy Pańskiej. Na Nią liczmy, na Boga liczmy. Jest wielka siła, w konfesjonałach, dopóki się spowiadamy, żyjemy w łasce Bożej, nie jest z naszym narodem źle, bo powoli wstaniemy, wyprostujemy czoła, powoli opanujemy różne nasze wady i słabości. Ta wrażliwość na prawdę i na łaskę Bożą, wrażliwość na przykazania Boże jest wielkim darem.

Niedawno, podczas rozmowy biskup z Ugandy, afrykańskiego kraju dotkniętego straszną chorobą, epidemia AIDS – powiedział, że udało się pozyskać do współpracy w walce z tą chorobą rząd, przyjęto pewien prosty i naturalny program, dotyczący wierności małżeńskiej. Dzięki temu zachorowalność spadła z 15 do 5%, czyli okazuje się, że najskuteczniejszą metodą jest to, czego naucza ewangelia. Także i w innych sprawach nie lekceważmy Bożego głosu. To jest wielkie wyzwanie ale i szansa. Prośmy Matkę Najświętszą, a doznamy wsparcia. Boga trzeba szukać umysłem i sercem, pogłębić wiarę i to jest droga właściwa. Jeśli wiara sprawdza się w życiu, jeśli słuchamy Pana Boga, łaska Jego trafi do naszych serc i utrwali to, co dobre. Nie zmarnujemy tego danego nam życia ani życia wiecznego.

Amen.

2017-06-19T14:37:31+00:00 07 września 2009|Homilia|