Homilia wygłoszona na Polach Wilanowskich w Warszawie, 2 maja 2004 r.

Homilia abp. Józefa Michalika wygłoszona podczas Mszy św. na Polach Wilanowskich 2 maja 2004 r.

 

Bracia i Siostry,

Bardzo krótka jest Ewangelia, którą Kościół chce dziś pożywić swoich wiernych. Tylko tyle, nie więcej. Tylko tyle usłyszą dziś ludzie zgromadzeni gdziekolwiek na Mszy św. Ten krótki fragment mowy Pana z uroczystości poświęcenia świątyni w Jerozolimie zawiera jednak to, co najważniejsze. „Ja i Ojciec jedno jesteśmy”. Jezus mówi wyraźnie, że jest Bogiem, Bożym Synem. Tak zrozumieli Go słuchacze. Takie słowa muszą jednak szokować, wszak burzą porządek naszej logiki, budowanej na codziennych doświadczeniach. Taką deklarację można przyjąć tylko przez wiarę, inaczej się nie da.

Jan Ewangelista w następnym wierszu zrelacjonuje to, co widział. Żydzi porwali kamienie, aby Go ukamienować za bluźnierstwo, bo będąc Synem Człowieczym uważał siebie za Boga. W tym wielkim splątaniu wydarzeń i słów, trudno był zachować to, co najważniejsze. I dlatego Pan Jezus przypomniał, że ci, którzy Go znają, idą za Nim, a On im da życie wieczne. Oto niezwykle ważne przesłanie skierowane do wystraszonego, zagubionego człowieka: Nie bój się, nie lękaj, jest Bóg, Jezus jest Bogiem, daje życie wieczne. Tu się otwiera nowa perspektywa – wieczność, nadprzyrodzoność, dotykamy jej, wchodzimy w nią dzięki Jezusowi zmartwychwstałemu i żyjącemu w Kościele, Jezusowi, który karmi nas swoim słowem i swoim ciałem w Eucharystii. Pokrzepiajmy przeto i pogłębiajmy naszą wiarę, i ożywiajmy miłość, abyśmy nie zginęli na wieki i aby nikt nie wyrwał nas z Jego ręki.

Ewangelia jest dobrą nowiną nie tylko o życiu wiecznym, ale także o tym, że to codzienność prowadzi do życia wiecznego. Wezwanie do życia wiarą jest wezwaniem do uświęcania się w codzienności kontaktu z Bogiem i ludźmi, w relacji do siebie samego i zadań, które sobie stawiamy lub które stawia nam nasze życie. Nie bójmy się świata i nowych wyzwań, nie lękajmy się ludzi, nie zamykajmy przed nimi ani naszych domów, ani serc! Nowe trudności zawsze przeżywa się w nowy sposób. W wielu wypadkach stajemy wobec sytuacji nieoczekiwanych, ale przecież nie jesteśmy sami. Są ludzie, to nasi bracia i siostry. Jest Bóg, zmartwychwstały Chrystus żyje i gdzie dwóch albo trzech zjednoczy się w Jego imię, tam On jest pośrodku nich.

Czy ludzie dzisiaj wiedzą, czy chcą wiedzieć, którędy prowadzi droga do uniwersalnego postępu i trwałego rozwoju, do szczęścia, radości, do codziennej satysfakcji z życia? Odpowiedź jest prosta, ale na ile jest zwyczajna, na tyle trudna, wymagająca wierności prawdzie o Bogu, o mnie samym i o drugim człowieku.

Stajemy dziś na progu czasów nowych, a może lepiej byłoby powiedzieć, że wchodzimy w okres nowej odpowiedzialności, naszej odpowiedzialności za nowe, kolejne zadania w ojczyźnie, w Europie i w świecie. Jesteśmy świadkami wydarzenia niezwykłego, powiedzmy to szczerze: niezwykłego. Narody i państwa otwierają swe granice, armaty i lufy karabinów nie są już wycelowane w człowieka stającego na progu Polski, Niemiec, Słowacji, Czech, Francji czy Węgier. Czy będzie to początek nowego myślenia? Czy będzie to szkoła nowej kultury europejskiej, kultury zaufania, obecności przez współpracę i miłość braterską, przez prawdę i szacunek do innych narodów? Oto zadanie nowe dla nas: w nowy sposób szanując wszystkich, uszanować to co piękne i dobre w ojczyźnie naszej, której na imię „jedność w Europie”.

Czymże jest dla mnie ta moja ojczysta, polska ziemia? To tutaj, dzięki rodzinie, szkole weszliśmy w dziedzictwo wiary, wiedzy i kultury rodzimej, która stała się nam oknem nowym na świat, dała nam paszport do obecności w świecie ludzi i narodów. Ojczyzna to także nasz wspólny obowiązek, to trud wypracowania jej bogactwa duchowego i materialnego, to gotowość do ofiar na rzecz jej dziedzictwa, to poczucie odpowiedzialności za jej historię i za jej przyszłość.

Polska obecna od zawsze w Europie, staje dziś na progu nowej odpowiedzialności w wielkiej rodzinie narodów. Tak zdecydowali nasi rodacy i decyzję tę uszanowała Europa. Przypomnijmy na początku fakt historyczny, że chrześcijaństwo tworzyło Europę u samych początków, a i nazwa „Europa” po raz pierwszy w czasach nowożytnych została użyta przez papieża Mikołaja V w roku 1453, kiedy upadł Konstantynopol i w obliczu zagrożeń otomańskich sprawą konieczną i pilną było zjednoczenie sił, aby uratować to, co przez wieki tworzył Kościół w pokojowej współpracy z kulturą grecką, rzymską, żydowską i arabską.

Także i w nowoczesnej Europie trzeba uszanować tożsamość każdego narodu i zdawać sobie sprawę z trudności połączenia mocnej tendencji zintegrowania wszystkiego i wszystkich w Unii Europejskiej z prawem do zachowania tożsamości każdego narodu, jak to przypomina jeden ze współczesnych zachodnich polityków. Ostatnie miesiące pokazały na nowo, jak trudno tworzone bywają dzieła dobre, jak trudno jest uznać zdrową hierarchię wartości, gdzie prawo do obywatelstwa ma Bóg i człowiek, gdzie jednakowo powinno być szanowane prawo do wiary i do jej praktykowania, bez naruszania wolności człowieka niewierzącego.

Koniecznie, koniecznie trzeba mówić, że bez fundamentów etycznych nowa Europa dalej będzie kontynentem narodów i państw, gdzie będą równi i równiejsi. I dlatego odbieramy jako prowokację, prowadzącą do rozbicia tejże jedności europejskiej, próbę pisania takiej konstytucji europejskiej, gdzie nie ma miejsca dla Boga i dla dziesięciu Bożych przykazań, gdzie nie ma gwarancji prawo do życia od chwili poczęcia, ale za to otwiera się szerokie przywileje dla subiektywnej interpretacji dobra jednostki, nie bacząc na ciężkie naruszenie praw podstawowych dla drugiego człowieka. A takim prawem jest przecież prawo do życia, do religii, do powszechnego dostępu do zdobyczy kultury.

Miał rację papież Jan Paweł II, kiedy obserwując eliminację Boga z tekstu praw podstawowych przestrzegał, że w świetle wydarzeń, które się dokonały w dwudziestym wieku staje się ewidentne, że prawa Boże i prawa człowieka potwierdzają się lub upadają wspólnie. Jestem przekonany, że o przyszłości Europy zdecyduje to, czy Bóg będzie miał w niej prawo obywatelstwa i czy u podstaw relacji między narodami i ludźmi stanie sumienie, uznające prawo do życia i godności osoby ludzkiej, stworzonej przecież na obraz Boży. Braterstwo ludzi bez uznania Boga za wspólnego Ojca jest pozbawione najmocniejszego fundamentu. Jezus powiedział: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy”, a dzięki Niemu stajemy się także dziećmi Bożymi i braćmi między sobą.

Bracia i Siostry,

Jesteśmy dziś w miejscu, gdzie staje świątynia Bożej Opatrzności. Świątynia, która ma uwiecznić polski płacz za wolnością, a i przypomnieć, że Bóg widział smutek i usłyszał wołanie o ratunek, zanoszone w przededniu rozbiorów i że po raz kolejny pozwolił nam doznać smaku owoców wolności. Dla niejednego bywa on cierpki i gorzki niekiedy, ale dobrze wszyscy wiemy, że to nie wolność straciła swój smak, lecz ludzki egoizm i prywata niegodnie rujnują Boży plan miłości do każdego człowieka i rozsiewa nową chorobę, przed którą wszyscy powinniśmy się bronić.

Konstytucja 3 Maja została uchwalona w 1791 roku w dramatycznych okolicznościach, ale była wyrazem mądrości i woli życia wolnością całego narodu, który niebawem tę wolność utracił, ale jej się nigdy nie wyrzekł. W dwa dni po uchwaleniu ustawy zgromadzone stany Rzeczpospolitej zadeklarowały wobec świata, że dar wolności jest nade wszystko wielkim darem Opatrzności. I dlatego uchwalono, cytuję, „na podziękowanie Bogu za zdarzoną chwilę, biskupom polskim zalecamy, naznaczając dzień św. Stanisława Biskupa Męczennika, patrona Korony Polskiej, za uroczysty w roku uznać, który my i potomkowie nasi obchodzić będziemy za dzień poświęcony Najwyższej Opatrzności. Aby zaś potomne wieki tym silniej czuć mogły, iż nie utraciliśmy tej szczęśliwej dla ocalenia narodu pory, uchwalamy, aby na tę pamiątkę kościół ex voto wszystkich stanów był wystawiony i Najwyższej Opatrzności poświęcony”. Godzi się przeto przypomnieć o św. Stanisławie i jego dniu, który uroczyście obchodzony w papieskim Krakowie, zgodnie z wolą Sejmu powinien być uznany za uroczysty w całej Polsce, i drugie zobowiązanie, które uchwalono wtedy, aby wszystkie stany stanęły obok prymasa i biskupów do zrealizowania budowy kościoła Opatrzności.

Dziś, w dzień po historycznym akcie dobrowolnego rozburzenia granic przez dziesięć kolejnych państw europejskich, co odbierać należy jako otwarcie się na kraje kultury słowiańskiej, warto na nowo przemyśleć słowa Sejmu i Konstytucji 3 Maja. Warto, bo jak pokazała historia Polski, pomijanie Bożej opatrzności w świecie sprawia, że budowany wspólny dom nie ma stabilnych fundamentów.

Trzeba zaznaczyć, że wtedy prawdy o darze wolności otrzymanym od Boga wypowiadali przedstawiciele narodu, który mimo swoich słabości i moralnych braków, dał gościnę tym, którzy bywali jeszcze bardziej poniżeni. W tym głosie dziękczynienia za wolność może było słychać wdzięczność, jaką żywili przygarnięci wygnańcy, bracia czescy, i wdzięczność Żydów, którzy już od jedenastego wieku osiedlali się na tych ziemiach, a po fali prześladowań w innych krajach Europy, po hekatombie męczeństwa za rzekomo wywołane zarazy dżumy, korzystając z przywilejów nadanych przez Bolesława Wstydliwego, tutaj znaleźli swój drugi dom i – jak przekazała historia – na siedem wieków znaleźli swoją ojczyznę. To prawda, że przyszedł potem zrodzony z pogardy Boga straszny okres niewoli nazistowskiej i kolejna hekatomba milionów Żydów, Cyganów, Polaków, Rosjan i tylu innych narodów, o czym trzeba pamiętać i trzeba przestrzegać, bowiem odejście od Boga miłości, który jest Bogiem prawdy i życia, zawsze zrodzi nienawiść, nieszczęście i ból.

Trzeba pamiętać i mówić, przestrzegać, że podczas drugiej wojny światowej w Polsce, jak w żadnym innym kraju, naziści karali śmiercią za przechowanie jednego Żyda, a mimo to któryż naród może dziś przywołać liczbę 50 tysięcy rodzin, a są to zaledwie wstępne dane IPN-u, rodzin, które oddały życie za ratowanie Żydów. Ja wiem, że jest na tej mojej ziemi Oświęcim i Jedwabne, upokorzone cierpieniem, przemocą i własną słabością, ale jest na tej ziemi także Markowa, o której nie mogliśmy usłyszeć w naszej ani w światowej prasie, mimo że telewizja i prasa była zaproszona na poświęcenie wyjątkowego pomnika w sześćdziesiątą rocznicę wydarzeń, które tam miały miejsce.

Markowa jest wioską koło Łańcuta i podczas drugiej wojny światowej dała schronienie wielu zgnębionym Żydom. Rodzina Józefa i Wiktorii Ulmów znana była ze swego zaangażowania w życie parafialne, w KSM, potem w Akcję Katolicką. Żyli bardzo skromnie na małym poletku ziemi. Mieli już sześcioro dzieci, niebawem miało się urodzić kolejne. Przez okres całej okupacji – całej okupacji, parę lat – przyjęli pod swój dach ośmiu Żydów, dwie rodziny. W tej wiosce nie byli wyjątkiem. Takich bohaterskich rodzin było tam kilkanaście. Niestety, ktoś zhańbił się donosem na człowieka miłosiernego i 24 marca 1944 roku, parę miesięcy przed Powstaniem Warszawskim, żandarmeria dokonała swego. Najpierw zamordowano ośmiu Żydów i natychmiast przyszła kolej na dziewięcioro Ulmów. Zginęli wszyscy. Ostatnie dziecko znaleziono także martwe, zginęło w czasie niedopełnionego porodu. Proces beatyfikacyjny rodziny Ulmów jest w toku. Niech dalej milczą o nich rozgłośnie i niech zgasną przed nimi jupitery. Oni nie pasują do obrazu Polaka, Europejczyka, człowieka wiary. Nie pasują też do dzisiejszej mentalności. Zwłaszcza nie pasuje tu i kolejny fakt, że w Markowej po tym morderstwie nie ujawniono żadnego z dalej ukrywanych Żydów. A było ich jeszcze uratowanych w tej wiosce siedemnastu. Wszyscy przeżyli. Jeden z nich, stary już, szlachetny Abraham przyjechał na ten dzień aż z Nazaretu, aby dać świadectwo wdzięczności wobec rodziny, która go jako małe dziecko uratowała. Tę nieżyjącą już, prostą kobietę uważa bowiem za drugą matkę. Tak, Bracia i Siostry, i to jest także nasze dziedzictwo, które wnosimy dziś do Europy. Kto wie, może jeszcze nie jeden raz, ale zawsze, zawsze trzeba będzie dawać świadectwo miłości heroicznej, czyli takiej, która nie boi się największego ryzyka, aby pomóc drugiemu człowiekowi, niezależnie od tego, kim będzie: Arabem, Żydem, Rosjaninem, Czeczenem czy Kazachem. On też jest dzieckiem jedynego Ojca na niebie. „Ja i Ojciec jedno jesteśmy.” „Byłem głodny, a daliście im jeść.”

Świątynia Opatrzności to nie tylko świadectwo tęsknoty za wolnością, to nie tylko symbol różnych dróg do wolności, to nowy znak zaufania Bożej Opatrzności, to nowe wołanie wiary w obecność Boga i Jego przykazań pośród nas. To także przypomnienie o potrzebie realizowania przykazania miłości Boga i bliźniego dzisiaj, jutro, zawsze, wśród wszystkich ludzi i narodów. Historia pokazała, że o deklaracje łatwiej niż o ich spełnienie. Ale wola budowy tej świątyni jest może potrzebnym symbolem dla nowej Europy narodów, której nie da się zbudować bez świątyni, bez wierności Krzyżowi i nauce Ewangelii. Oto co dziś wnoszą Polacy do Europy: przypomnienie i zaufanie Bożej opatrzności.

Droga do wybudowania świątyni jest daleka i droga do Europy jest jeszcze długa i trudna. Dawidowi i Salomonowi przy budowie świątyni towarzyszył prorok Natan. Posłuchajmy i my proroka naszych czasów. Kocha nasz kraj jak każdy, a może więcej niż każdy z nas. Europejczykiem jest bardziej niż my wszyscy. Europie poświęcił niedawno cały dokument, mówiący o obecności Kościoła na naszym kontynencie. Słyszeliśmy ten głos przed chwilą. Posłuchajmy jeszcze jednej wypowiedzi Jana Pawła II: „Europie grozi utrata pamięci i dziedzictwa chrześcijańskiego. I dlatego potrzebne są świątynie i potrzebny jest żywy Kościół ludzi, aby przypomnieć, że z tą utratą pamięci chrześcijańskiej wiąże się swego rodzaju lęk przed przyszłością. Jednym z wyrazów i owoców tej udręki jest zwłaszcza dramatyczny spadek liczby urodzin. Dostrzega się coraz mniej przejawów solidarności międzyludzkiej, a jedna z przyczyn gaszenia nadziei jest dążenie do narzucenia antropologii bez Boga i bez Chrystusa”.

Tak, jesteśmy wdzięczni Ojcu Świętemu za to, że kocha każdy naród i że zdecydowanie podkreśla wartość wspólnoty europejskiej. Jesteśmy wdzięczni, że nie przestaje nas kochać miłością wymagającą i nie cofa się przed proroczą misją, stawiając nam wymagania. Lepsza przyszłość leży więc w naszych umysłach i naszych rękach.

Świątynia Opatrzności to znak, symbol zaufania Bogu. Trzeba ją budować w trudzie naszej codzienności. Ale ofiara miła Bogu to serce pokorne i czyste, to wiara i życie współbrzmiące z wiarą, to wierność sumieniu, to praca i modlitwa o uzdrowienie wewnętrzne każdego z nas i naszego narodu, uzdrowienie bardzo chorego państwa, które żyje skandalami i aferami, które nie żyje i nie spala się w trosce o człowieka bezrobotnego i tracącego pracę, o człowieka, któremu trzeba pomóc odnaleźć się w nowej sytuacji, aby stawała się szansą a nie zagrożeniem.

Droga do przyszłości zawsze jest trudna, ale nie ma bezpiecznych dróg na skróty. Biskupi polscy przypomnieli to w ostatnim liście. Nie wolno wierzyć obietnicom łatwym i fałszywym receptom na bezbolesną, pomyślną przyszłość. Chodzi o to, aby kolejny trud i kolejna szansa znów nie poszła na marne. Publicysta, myśliciel obserwując nasze społeczne życie, napisał: „Życie polskie odnowi nie żadna jednostka, nie żadne grono odosobnione, lecz tylko zdecydowany, wyraźny, głęboko moralnie przygotowany zbiorowy duchowy prąd. Na całe lata ma szansę zwyciężyć tylko taka grupa polityczna, która zdoła zorganizować wokół siebie najżywsze życie duchowe. Wielu, niestety zbyt wielu jest jeszcze w Polsce ludzi, którzy się niczego nie nauczyli i wyobrażają sobie mającą nadejść Polskę jako błogosławioną dla nich i ich koterii krainę partyjnego nepotyzmu”. A pisał to przypomniany przez „Arkana” Karol Ludwik Koniński w roku 1942 – rachunek sumienia aktualny także dla naszych czasów. Trzeba, Bracia i Siostry, o tym mówić ludziom, trzeba to powtarzać i wołać, abyśmy nie zatwardzali serc naszych i nie tracili nadziei.

Trzeba mówić o tym Bogu na modlitwie. Dobrze, że tu jesteśmy. I dlatego proszę was, Bracia i Siostry, proszę Was, Bracia Biskupi z tylu krajów Europy, Ameryki i Azji, wesprzyjcie nas swoim doświadczeniem i swoją modlitwą. Proszę Was, święci Patronowie nasi, módlcie się za nami. Maryjo, Królowo Polski, na początku tej kolejnej drogi historii weź w opiekę naród cały, weź w opiekę Twój naród. Amen.

(zapis nieautoryzowany z taśmy magnetofonowej)

2017-06-16T17:47:57+00:00 02 maja 2004|Homilia|