„I dziś świętość jest możliwa”

List pasterski Metropolity Przemyskiego z dnia 15 sierpnia 2003 r. po kanonizacji Biskupa Józefa Sebastiana Pelczara.

Drodzy Bracia i Siostry,

18 maja br. Ojciec Święty Jan Paweł II ogłosił Świętym Kościoła Katolickiego biskupa przemyskiego Józefa Sebastiana Pelczara (18421924), w którym chce pokazać wszystkim biskupom, kapłanom i wiernym, świętego na nasze czasy.

Czym się wyróżnił ten nasz Biskup, że Kościół postanowił sięgnąć po Jego wzorzec życia z wiary?

Urodził się w roku 1842 w Korczynie k. Krosna i od swej pracowitej chrześcijańskiej rodziny otrzymał najwięcej: życie i wiarę, umiejętność pracy i szacunek do ludzi. Matka i ojciec uczyli go zdrowej, zwyczajnej na co dzień, ale skutecznej w czynach pobożności. Od dziecka dowiadywał się od nich jak wiele zawdzięcza Bogu i Matce Najświętszej, której został ofiarowany i której sanktuaria często od dzieciństwa aż po wiek starczy odwiedzał.


1. Maryjna wiara

Wydaje się, że główną cechą wiary świętego biskupa była MARYJNOŚĆ. Jest to, zresztą, cecha naszej polskiej, chrześcijańskiej pobożności. Dlaczego tak często mówimy w Kościele katolickim o Maryi? Chyba przede wszystkim dlatego, że bez Niej nie poznalibyśmy Chrystusa, że to do Niej długo przed nami, zwrócił się Bóg, powierzył Jej swego Syna i uczynił współpracownicą naszego zbawienia.

W wierze, podobnie jak w całym naszym życiu, działają pewne ważne prawa i zasady. Jedną z nich jest prawo pierwszych myśli, pierwszych skojarzeń, które stają się wzorcem, punktem odniesienia na całe życie. Pierwsze przyjaźnie, miłości, bóle czy krzywdy pamięta się zawsze.

Józef Sebastian miał ułatwioną drogę życiową, zapamiętał opowieści swej matki, wszedł w formy pobożności, przejął sposób myślenia, modlitwy i zachowań swego ojca.

Nie poprzestawał na zewnętrznej stronie życia, „przekroczył próg wiary” i ciągle już umiał go przekraczać poprzez pragnienie nieba, tęsknotę za Bogiem, poprzez świadomość matczynej opieki Maryi.

Pamiętamy jak to święty Maksymilian Kolbe matce zawierzył swój dziecięcy sen, w którym widział i wybierał obydwie korony – niewinności i męczeństwa. Wszak to matka wprowadziła swego syna w świat wiedzy i wiary w Boga, rozpaliła serce dziecka miłością do Jezusa i Maryi.

Biskup Józef Sebastian Matkę Bożą z Dzieciątkiem umieścił w swym herbie i zawołaniu biskupim i w Niej szukał mądrości i pokrzepienia, umocnienia i pomocy.

Maryjność wiary jest dlatego tak ważna w chrześcijaństwie, że Maryja nie oddzielała codziennych wydarzeń od pełnienia woli Bożej, że Maryja uznając się za służebnicę dzięki prawdziwej pokorze zawierzyła Bogu, ale nie oderwała się od ziemi, śpieszyła z konkretną pomocą ludziom (ileż tego przykładów na kartach Ewangelii – np. Łk 1,39 nn, J 2,2 nn, Łk 3,31).

Tak, drodzy Bracia i Siostry, każda matka ma wielką umiejętność wprowadzenia dziecka w świat wewnętrzny, niewidzialny i niewymierny oczyma ciała, ale rzeczywisty, piękny i bogaty: świat uczuć, przeżyć i dialogów wiary, pokonywania siebie, eliminowania lęków, świat budowania perspektyw na jutro dojrzałego człowieka i na wieczność.

Niewątpliwie matka Józefa Sebastiana stoi u fundamentów świętości swego syna biskupa, tak jak Matka Najświętsza ma twórczy i niezastąpiony udział w dziele Zbawienia.

W jednym z wystąpień Ojciec Święty uczył, że: Rodzina jest pierwszą i podstawową ludzką wspólnotą. Jest środowiskiem życia i środowiskiem miłości. Życie całych społeczeństw, narodów i państw, życie Kościoła zależy od tego, czy rodzina jest pośród nich prawdziwym środowiskiem życia i środowiskiem miłości (Jasna Góra 7. 06. 1979 r.).

Pobieżna nawet obserwacja życia pozwala stwierdzić, że tak jest, ale pojawiają się codzienne trudności, a nawet świadomie podejmowane inicjatywy by to środowisko zniszczyć. Stąd tak bardzo potrzebny jest ten nowy Święty, w życiu którego ujawnia się prawda o decydującym znaczeniu rodziny.

Niestety, na drodze życia rodzinnego ciągle widać łuny pożarów rozniecane przez ludzi, których celem jest rozbicie duchowego bogactwa rodziny. Każda rodzina w jakimś momencie może przeżywać zniechęcenie, apatię, czy pokusę rozbicia. To jednak byłoby uleganie słabościom i zwycięstwo szatana, a do tego dopuścić nie chcemy. Mamy szansę okazać się silniejsi od zła i zwyciężyć słabości, czego biskupi przemyscy aktualnie są świadkami, modląc się z ludźmi podczas trwającej peregrynacji obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Jest wielka moc w modlącym się narodzie, która ujawnia się w licznym udziale w refleksjach rekolekcyjnych przed Nawiedzeniem, a osiąga swoje apogeum w godzinach Nawiedzenia.

Z wielkim wzruszeniem opowiadał ksiądz jednej z parafii: Ile razy wszedłem w noc nawiedzenia do świątyni, tyle razy widziałem tłumy modlących się ludzi. Ich liczba przekraczała wielokrotnie tych, którzy w danej godzinie mieli wyznaczony czas adoracji. To piękna i ważna obserwacja. Jest w nas wiele dobra, jest moc wiary, którą umacnia Maryja a chodzi tylko o to, by w imię tej wiary iść za głosem sumienia, stawiając czoła złu w codzienności.

Rozpoczyna się kolejny rok szkolny. Nie zostawiajcie innym zadań, które są przywilejem rodziców – wychowanie dziecka mądre i harmonijne, wychowanie, które utrwala to, co dobre, nie burzy porządku, który sami budujemy w naszych rodzinach. Czuwajcie nad utrwalaniem Ewangelii w sercach dzieci. Nie jest to trud przerastający możliwości naszych czasów. Rozmawiajcie z własnymi dziećmi na wszystkie tematy. Omawiajcie z nimi wydarzenia szkolne, a choćby w niedzielę, spójrzcie w ich zeszyty katechetyczne. To będzie bardzo ubogacające spotkanie także dla was. Dzieci mogą pomóc i nam, starszym, w odnowieniu gorliwości, którą czasem niszczy codzienna gonitwa za chlebem.

Innym ważnym źródłem jedności i łaski jest wspólna wieczorna modlitwa. Wśród darów duchowych, czynionych z okazji peregrynacji wiele jest takich zobowiązań. Warto o nich pamiętać!

Wspólna z dziećmi niedzielna Msza i Komunia Święta umocni łaską Chrystusową ogrom dobra, który zawierają dziecięce serca, a który lepiej od nas zna Bóg.

Nabożeństwa różańcowe, majówki, żywy różaniec do którego włączajmy się chętnie, nabożeństwa pierwszopiątkowe i pielgrzymki możliwe są do zakorzenienia w nas i w sercach naszych dzieci. To wko-rzenienie w miłość serca Jezusa i Maryi wyrobi i scementuje uczucia dzieci, nauczy je kultury serca, wdroży w codziennie realizowaną cywilizację miłości. Ze szczególnym pietyzmem warto razem z dziećmi przygotowywać miesięczne odwiedziny kapłana u chorego, który przebywa w domu. Nie krępujcie się fatygować w tej sprawie waszych księży, będzie to i dla nich umocnienie wiary.

Rozważmy czy podane powyżej sugestie są aż tak trudne do zrealizowania? Nie pozwólmy aby narzekanie na trudne czasy wytrąciło z nas to, co jest możliwe do wykonania. Więcej, by nie stało się usprawiedliwieniem naszej apatii i lenistwa. Nie lękajmy się trudności i nacisków z zewnątrz.

Wewnętrzne „ubezpieczenie” człowieka jest ważniejsze, bo nic, co przychodzi z zewnątrz nie może nas zniewolić, uczynić nieczystym czy złym. Całe zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym – przestrzegał Pan Jezus (Mk 7,23). Podobnie i dobro, duchowa moc i zdrowie pochodzi z naszego wnętrza.

Biskup Józef Sebastian niestrudzenie zabiegał o katechizację dzieci i wysyłał do zapracowanych rodziców w Bieszczadach lub emigrantów za granicą, siostry Sercanki z założonego przez siebie Zgromadzenia.

Swoim Zgromadzeniem oraz życiem i pracą księży interesował się bardzo czynnie i systematycznie ich odwiedzał. Promował powstawanie parafii i budowę nowych kościołów.

Biskup znał wartość wiedzy, cenił naukę, i nie szczędził wysiłków w promowaniu szkolnictwa i czytelnictwa także wśród najuboższych. Jako pasterz Przemyski założył ponad 600 czytelni w ówczesnej diecezji.

Można śmiało powiedzieć, że nasz Święty biskup był człowiekiem niezwykłym w historii liczącej ponad 600 lat Diecezji, najbardziej wszechstronnym w działaniach i dalekowzrocznym, a przy tym niezwykle pokornym. Nie siebie promował, ale Chrystusa i Kościół, nie sobie ufał, ale Matce Najświętszej, której cześć szerzył słowem i działaniem przez całe swoje życie.

Przytoczmy na zakończenie tej refleksji słowa naszego Świętego: Dziś gdy naród dźwiga się z głębokiej przepaści, trzeba nam mężczyzn o silnych zasadach i niezłomnym harcie, kobiet wielkiej cnoty i gorącego serca, lecz jakże mało jest rodzin gdzie by panował duch Boży. Jeśli do tego szkoła zamiast budować, psuje, jakże się dziwić, że dzieci dorósłszy odrzucają religię… Lecz biada społeczeństwu, biada narodowi gdyby wszystkie jego warstwy pozbyły się religii, bo naród bez religii niszczeje (z kazania św. Józefa Sebastiana).

2. Duchowość świętego Józefa Sebastiana

Na książkach świętego biskupa przemyskiego wychowało się wiele pokoleń kapłańskich i zakonnych. Przez długie lata był jedynym autorem polskim, który dał wychowawcom seminaryjnym poważne podręczniki. Wychowywał się na nich bł. Jan Balicki i inni święci naszych czasów. Jego praca zaowocowała więc niezwykle dorodnymi owocami. Godzi się zapytać, czy są jakieś szczególne cechy tej pelczarowskiej duchowości?

Fundamentem wiary dla świętego Józefa Sebastiana była codzienna, stała modlitwa. W domu biskupim z pietyzmem przechowujemy pamiątki pozostałe po Nim, a wśród nich obrazy, biurko czy klęcznik, osobliwością jest też okno z sypialni, które otwiera się bezpośrednio na kaplicę z Najświętszym Sakramentem. Biskup większość czasu spędzał w obecności Jezusa Eucharystycznego, codziennie odbywał godzinną adorację Najświętszego Sakramentu. Mszę Świętą poprzedzało codziennie dłuższe rozmyślanie, a na dziękczynienie przeznaczał także nie mniej niż pół godziny.

Rozmiłowany Przyjaciel Mistrza był gorącym czcicielem Najświętszego Serca Jezusa, uważając, że rozwojowi umysłowemu musi towarzyszyć wyrobienie uczuć i dobre, kochające serce. Pisał, że dusza nawet naznaczona niezatartym charakterem jest martwa, jeśli nie kocha. Dopiero miłość czyni duszę człowieka podobną do Boga i łączy ją z Nim.

Za najlepszego nauczyciela nadprzyrodzonej miłości uważał Jezusa i wpatrywał się w Jego serce. Całą Polskę uczył tej modlitwy, publikując zbiory modlitw i adoracji na Pierwsze Piątki i Czterdziestogodzinne Nabożeństwa Eucharystyczne. Wiele zwrotów, wyrażeń i styl świętego Józefa Sebastiana stało się powoli własnością całej Polski i dziś posługujemy się jego wiarą i jego miłością, aby poprawnie i pięknie wyrazić wobec Jezusa naszą wiarę i miłość.

Gorącym sercem wyrażał cześć do Matki Jezusowej, której pozostał wierny całe życie. Szerzył kult Królowej Polski i od św. Piusa X przywiózł korony dla cudownego obrazu na Jasnej Górze. Do dziś zdobią one skronie Najświętszej Matki i Syna. Był też promotorem aktu zawierzenia narodu polskiego Najświętszej Marii Pannie Królowej Polski. Wierzył w stałą pomoc i opiekę Matki Najświętszej nad sobą i Kościołem i szerzył prawdę teologiczną o Nieustającej Pomocy Maryi. Obraz tej tajemnicy zawiesił w swojej biskupiej kaplicy, w Niższym Seminarium i w kilku kościołach.

Chętnie pielgrzymował do sanktuariów maryjnych i koronował obrazy Matki Najświętszej, co sprawiło, że to diecezja przemyska przez długie lata miała najwięcej miejsc świętych, słynących łaskami.

Patronem naszego biskupa od chrztu był święty Józef, Oblubieniec NMP, do którego modlił się i szerzył jego kult (zachowało się wiele figur świętego Józefa z tego czasu, m. in. przed domem biskupim).

Biskup Pelczar już za życia cieszył się sławą mądrego i roztropnego patrioty, wybitnego kaznodziei, szczególnie uzdolnionego teologa, dobrego organizatora, ofiarnego człowieka. Wielu pytało skąd miał czas na tyle poważnych dokonań. A on po prostu nie marnował czasu. Łączył pracę – którą bardzo kochał, w której się realizował – z twórczym odpoczynkiem, po którym wracał z nowymi przemyśleniami do swoich biskupich zajęć. Złożył nawet bardzo rzadki ślub sumiennego wykorzystania czasu.

Jest to więc człowiek, który życie uważał za wielki Boży dar, cenił chwilę obecną, widział jej wartość na dziś i na jutro. Cieszyło go, że ludzie mogą skorzystać z jego pracy. Nie promował siebie, ani nie szukał dla siebie miejsca w historii, ale im mniej o to zabiegał, tym mocniej, pełniej wchodził w historię innych ludzi, w historię diecezji, narodu i Kościoła.

Był bardzo prawym człowiekiem i zabiegał o prawość i poprawność wiary w życiu ludzi, nawet jeśli to było niepopularne. Miał opinię wymagającego od siebie i innych, ale doznanych uraz nie nosił w sercu (tak było w Krakowie, gdzie jako dziekan UJ musiał, przy poparciu tamtejszego arcybiskupa prowadzić proces kanoniczny i tak było w Przemyślu, kiedy jako biskup domagał się poprawności kanonicznej od kapłanów, urzędów i zakonów, którym zresztą osobiście pomagał).

Pan Bóg nie oszczędził cierpień i kłopotów swemu słudze, którego miłował. Całe życie miał różne dolegliwości, ale nie one były raną serca. Myślę, że tylko człowiek głęboko kochający Jezusa może zrozumieć, co przeżywał ten święty pasterz widząc odstępstwa od wiary, zaniedbania czy upory, które prowadziły do rozłamów Kościoła lub parafii. Ale i wtedy niósł przed ołtarz Chrystusa swoje niedoskonałości i swą bolesną niemoc.

3. Pogłębione człowieczeństwo u podstaw świętości

Pismo święte poucza: Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu (Hbr 11,6). Zbawiony będzie ten, kto uwierzy i przyjmie chrzest (Mk 16,16), ale poprawna wiara nie jest przecież oderwana od życia, wprost przeciwnie, wiara sprawdza się w życiu, maleje i wzrasta na co dzień, w każdej sytuacji. Wiara może i powinna pozostać ważnym elementem aktualnego życia. Świat i ludzie nie zawsze zdają sobie sprawę gdzie leży lekarstwo na współczesne choroby i zagrożenia.

Socjologowie mówią, że w Polsce zanikają dziś więzy moralne, że ludzie tracą zaufanie nie tylko do rządów, polityków, ale wzajemnie do siebie, że rozluźniają się normy życia moralnego, powszechne stało się przywłaszczanie cudzej własności, kłamstwo i łapownictwo, rośnie beznadziejność rolników i rozczarowanie robotników, wśród których liczba bezrobotnych osiągnęła w roku 2001 ponad trzy miliony osób czyli 17% społeczeństwa (por. Kondycja moralna społeczeństwa polskiego, PAN 2002, s.38 i in.).

Naszych problemów rodzinnych, narodowych i kościelnych nikt za nas nie rozwiąże. Sami możemy wiele zrobić zawsze mówiąc prawdę, piętnując kłamstwo, oszustwo czy niemoralne zachowania. Odrodzenie moralne naszych rodzin i narodu jest ciągle możliwe jeśli będziemy o tym przekonani i jeśli znajdą się ludzie czynu i modlitwy.

Ostatnio poświęciłem nowy kościół w niewielkiej parafii górskiej, która równolegle buduje dwa kościoły. Wioska filialna liczy zaledwie 30 domów (w tym zamieszkałych przez kilka starszych, samotnych osób), a jednak zrealizowano piękne dzieło. Jak to było możliwe? Przecież bezrobocie daje się we znaki także i tam, ale ludzie okazali się bardzo zjednoczeni. Jedność i zrozumienie w komitecie budowy pozwoliło im odwiedzić ponad sto innych parafii z cegiełkami na budowę i zebrać ofiary, których nikt nie szczędził, ani wioska, ani sąsiedzi. Uczciwość, jedność i współpraca zaowocowały pięknym kościołem. Podobnie jest w wielu naszych parafiach. To nie bogaci budują dzieła trwałe, ale solidarni, pracowici i ofiarni zdobywają się na wspólny trud uwieńczony sukcesem.

To kolejny mały przyczynek do naszej refleksji. Także w sferze społecznej nie możemy ulegać zniechęceniu, totalnej apatii. W domu Pelczarów często przebywały osoby bezdomne, które przygarniał dziadek, a potem ojciec Świętego. On też widział i mówił o potrzebie reform społecznych, współczuł biednym i krzywdzonym ludziom, promując wśród księży i zakonników akcje stałej pomocy charytatywnej. Zakładał w tym celu związki i stowarzyszenia katolickie. Jego sposób myślenia i styl duszpasterski znany był szeroko. Papież Pius XI przy opracowywaniu struktur Akcji Katolickiej posłużył się doświadczeniem biskupa Pelczara z jego pracy ze świeckimi.

Parafia pozostanie zawsze soczewką, w której widać bogactwo i biedę. Ale widać też możliwości zaradzenia biedzie za cenę wrażliwości tych, którzy są zamożniejsi. Wszyscy to dobrze wiemy. Ileż to razy i w naszych czasach, właśnie w niedzielę, kiedy Chrystus obdarowuje nas swoim Ciałem, proboszczowie ogłaszają zbiórkę na pogorzelców lub powodzian. Dziś ta wrażliwość przybiera często inne sposoby realizacji. Najważniejsze aby jej nie uśpić. Okres nawiedzenia Matki Bożej w naszych parafiach przypomina, że chodzi nie tylko o rzewne pieśni, nie tylko o zewnętrzne strojenie, ale uruchomienie wrażliwości serca. Biedy są różne, najważniejsze aby je zauważyć. Zadanie to dla nas wszystkich. Pewne inicjatywy podpowiada Caritas, Oaza czy Akcja Katolicka. Nawet gdyby nie wpadł na to ksiądz proboszcz, można samemu, w grupie sąsiedzkiej zorganizować zbiórkę datków. Wrażliwość serca jest miarą człowieczeństwa.

Niech i w naszych domach znajdzie się, jak u Pelczarów, miejsce dla jakiegoś bezdomnego dziecka. Niech się znajdzie okruszyna serca dla pozbawionych serca rodzicielskiego.

Przy aktualnie nagłaśnianym rozkładzie moralnym partii i ugrupowań politycznych cały naród musi się poderwać do odnowy myśli i życia, do wierności Bogu i zasadom ustalonym przez Niego. Na sprycie, kłamstwie i przemocy, na rozwiązłości i oszukaństwie nie zbuduje się szczęścia rodziny ani trwałego dobrobytu narodu.

Współcześnie przeżywamy osobliwą sytuację – wielkiemu rozwojowi technicznemu, postępowi myśli nie towarzyszy pogłębianie człowieczeństwa. Zanikają cnoty ludzkie, naturalne, zwane niegdyś grzecznością szlachetnością czy zasadami dobrego wychowania, a to przecież ono jest podstawą kultury wszystkich czasów i wszystkich narodów.

Pierwszą miarą człowieczeństwa jest przecież uprzejmość, dotrzymanie danego słowa, prawdomówność, pracowitość i umiłowanie porządku, skromność, cierpliwość i wrażliwość na innych. Uczciwej, solidnej pracy powinna odpowiadać uczciwa płaca.

Dopóki nie zostanie uporządkowana ta podstawowa sfera codziennego życia, żadna reforma się nie uda. Człowiek wierzący ma dodatkowe motywy, aby uświęcać się w codzienności, odnosić każde słowo, pragnienie i działanie do Boga. Święty Paweł zachęcał chrześcijan: Przeto czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie (1 Kor 10,31).

Źle jest gdy chrześcijanin w nas mocny a człowiek żaden, bo wiara bez dobrego, zwyczajnego człowieczeństwa niestety, kuleje. Mądry poeta żalił się, że: Polak w człowieku to olbrzym, a człowiek w Polaku to karzeł (C. K. Norwid).

Popatrzmy na utrudzone nasze matki, na zapobiegliwość naszych ojców, popatrzmy na życie Najświętszej Maryi Panny – każdy dzień Jej życia to modlitwa i czyn w posłudze Jezusowi i Józefowi. Jego całodzia-na, przez Maryję wykonana szata, mimo ran i krwi zrobiła tak wielkie wrażenie na żołnierzach, że każdy chciał ją mieć dla siebie – rzucili więc o nią losy.

4. Miłość do Kościoła

Przy okazji listu o błogosławionym księdzu Janie Balickim pisałem już trochę o naszej obecności w Kościele. Dzisiaj chciałbym zwrócić uwagę na inny nieco aspekt owej miłości Kościoła.

Ksiądz Pelczar jako student Papieskiego Kolegium Polskiego w Rzymie miał okazję spotkać kilkakrotnie ówczesnego papieża bł. Piusa IX, o którym potem napisze trzytomowe dzieło. Młodzi księża patrzyli na papieża oczami wiary. Widzieli w tym człowieku Wybrańca Bożego, zastępcę Chrystusa na ziemi. Józef Sebastian będzie odtąd często przypominał, że Kościół, to Chrystus, to rozszerzenie Jego miłości w czasie i w historii.

Miłość świętych nie polega na słowach tylko, ani nawet na uczuciach, ale na czynach i modlitwie. Ksiądz Pelczar jako profesor i rektor oddał się cały studentom i Uniwersytetowi Jagiellońskiemu, którego Wydział Teologiczny bardzo rozwinął, rozbudował też o nowe fakultety (Collegium Novum – to jego dzieło). Obserwował krytycznie życie Kościoła i wiedział gdzie trzeba wzmacniać fundamenty, aby wichry i burze nie osłabiły jego żywotności.

Założył Instytut Polski w Rzymie aby umożliwić księżom z całej Polski godne wykształcenie na poziomie innych krajów europejskich. Widząc zablokowanie nauki kościelnej przez 150 lat zaborów, zreformował Seminarium Przemyskie i jako pierwszy w Polsce wprowadził 5-letni okres formacji, poszerzył też wykłady o nowe przedmioty duszpasterskie (np. medycyna pastoralna, psychologia). Zakładał periodyki i pisma katolickie, sam także dużo publikował. Często były to bardzo poważne książki (napisał ich 28) na temat życia duchowego, praktyki duszpasterskiej, prawa kanonicznego czy historii.

Kochać Kościół poprzez zaznajamianie się i umiłowanie nauczania Ojca Świętego to także twórcze zadanie dla nas. Co tydzień drukowane są najważniejsze fragmenty z przemówień Papieża w tygodniku „Niedziela”, który dostępny jest w każdej parafii. Zbliżamy się do srebrnego jubileuszu pontyfikatu i warto spytać: Na ile znamy papieskie nauczanie?

Są to jakieś strzępy z papieskich pielgrzymek, które przytoczy telewizja albo niesprawdzone nowinki z niepoważnych gazet. Warto jednak i trzeba rozwijać w sobie pragnienie głębszego poznawania Kościoła na płaszczyźnie intelektu. Pomocna w tym jest prasa katolicka. Więcej o tym zamierzam napisać w osobnym liście, który równocześnie skieruję do kapłanów. Tu tylko pragnę zasygnalizować moje niepokoje i nadzieje.

Z radością dowiadywałem się, że na apel Redakcji przemyskiej „Niedzieli” wzrastał jej nakład, co miało być duchowym darem z okazji wizyty Ojca Świętego w Krośnie. Doszliśmy do nakładu, który wzbudzał nadzieję na długotrwałą, poważną formację przez prasę katolicką. Dwadzieścia tysięcy „Niedziel” stawało się gościem w katolickich domach diecezji. Minęło niecałe pięć lat i dziś jej nakład osiąga zaledwie dziesięć tysięcy. Mówicie: drożyzna, inne wydatki… To prawda, ale niepełna. Księża zmniejszając nakład często tłumaczą – umarła babcia, a jej wnuki i dzieci już nie chcą czytać „Niedzieli”. Moje słowa kieruję dziś do księży i tych, którzy mogą znaleźć w domowym budżecie tych parę złotych na katolicką prasę i którzy cenią wiedzę religijną, którzy chcą przeżywać XXI wiek z wiarą, świadomi i chętni nowych zadań żywego Kościoła, którym wszyscy jesteśmy.

Powoli, acz konsekwentnie wkracza w nasze progi diecezjalne radio. Wyrażam moją wdzięczność środowisku Jarosławia, które razem z księdzem dyrektorem od lat cicho i bez rozgłosu podtrzymuje tę iskierkę medialno-radiową i powoli staje się ważnym środkiem ewangelizacji. Od kilku tygodni zaczyna też obejmować słuchaczy okolic Krosna, a wkrótce może rozszerzy się i na Przemyśl. Czy słuchamy tego radia?. Każdego dnia możemy w godzinach od 17.10 – do 19.00 poprzez radio pielgrzymować z Maryją po naszej Diecezji. Wystarczy w okolicach Jarosławia przełączyć radio na fale 98,2, a w Krośnie 104,5 by uczestniczyć w peregrynacji w parafii przyjmującej obraz Matki Bożej.

Kończąc ten list wyrażam nadzieję, że przyjmiecie w dobrej wierze moje słowa, które pisałem w duchu zatroskania o wiarę, o moje i wasze zbawienie, a drogą do tego celu jest także wzajemne poznanie i zaufanie. Pięknie wypowiedział to św. biskup Józef Sebastian: diecezjan i duchowieństwo kocham i pragnę być jak najczęściej w waszym gronie. List pasterski i wzajemna modlitwa jest taką formą bycia wspólnie ze sobą i przed Panem.

Modlę się za Was codziennie podczas Maryjnej Peregrynacji i wszystkich ogarniam błogosławieństwem na czas nowego roku szkolnego.

X Józef Michalik Wasz Arcybiskup


[poniższa część przeznaczona jest tylko do kapłanów – (dop. red.)]

Drodzy Bracia Kapłani,

List pokanonizacyjny przeczytaliśmy wiernym, ale teraz pora wyciągnąć wnioski i dla siebie. Bez tej refleksji nad sobą nasze przepowiadanie traci moc świadectwa – wtedy sól już nie konserwuje, a światło nie świeci!

Biskup to człowiek dla Ludu Bożego czyli dla księży i wiernych świeckich. Niełatwo jest być dziś biskupem na miarę oczekiwań Jezusa, ludzi i Kościoła. Biskupi są tacy, jacy są księża i jakie są nasze rodziny, z których wyrastamy. Wszyscy niesiemy w sobie moc chrztu świętego, ale i skazę grzechu pierworodnego utrwaloną w szczególny sposób przez lata wojen i marksistowskiego zakłamania (ona się ciągle przedłuża). Ostatnie lata potwierdzają, że bez trudu i wysiłku, bez nawrócenia i gorącej modlitwy nie nastąpi przemiana naszych serc.

Z głębokim niepokojem patrzę na to, co się wokół nas dzieje i widzę palącą potrzebę radykalizmu ewangelicznego. Radykalizmu, którego przykład mógłby i powinien pójść od nas biskupów i kapłanów, zakonników i zakonnic. Ten radykalizm wiary i miłości potrzebny jest i wprost konieczny naszemu światu, młodzieży, rodzinom i wszystkim ludziom. Ogłoszenie świętym i błogosławionym naszych niedawno żyjących współbraci czy poprzedników mówi, że heroiczność życia i cnót jest i dziś możliwa!

Zaczynać trzeba od pokornego uświadomienia sobie własnej niedoskonałości, od pokornej modlitwy o rozeznanie i wypełnienie woli Bożej, którą wskazuje nam sumienie oświecone wiarą. Możliwa jest i potrzebna heroiczna wiara, która nie rozwinie się bez pełnego otwarcia i zawierzenia się Duchowi Świętemu, bez codziennej, szczerej modlitwy, bez przygotowania i dziękczynienia po Mszy świętej. A codzienna pobożnie sprawowana Msza św. to przecież postulat ostatniej encykliki Jana Pawła II o Eucharystii. Nie gdzie indziej, ale sprawując tę Najświętszą Tajemnicę, doznajemy nieustannie ożywczego „zdumienia wiary”. Kościół był zawsze i jest „głęboko eucharystyczny” i uczy nas prawdziwego personalizmu, prowadząc do spotkania z żywym, osobowym Bogiem w Eucharystii.

Pan Jezus łaski nie odmówi swojemu słudze – kapłanowi, ale ten powinien o nią nieustępliwie prosić. Prosić dla siebie, dla swego biskupa, dla konfratrów i dla swego ludu, bez którego nie ma także i naszego zbawienia. Jakże wyraziście ujął to nasze kapłańskie zadanie św. Paweł: Wolałbym bowiem sam być pod klątwą, odłączonym od Chrystusa dla zbawienia braci moich… (Rz 9,3).

Wiele słynnych nawróceń Kościół zawdzięcza Eucharystii. A przecież i my potrzebujemy nawrócenia i nasze grzechy są nie do pogodzenia z Ofiarą Eucharystyczną i Komunią św. Codziennego zrywania i zerwania z grzechem domaga się Duch Święty i Kościół u stopni ołtarza, na początku każdej Mszy świętej.

Jezus pozostał z nami w Eucharystii jako zbawcza ofiara i pokarm na drodze do zbawienia, do życia z Bogiem. On tu właśnie jest Wielkim Nauczycielem Miłości. Tej miłości pasterskiej uczymy się szczególnie podczas Mszy świętej.

Miłość chrześcijańska, za Jego wskazaniem ma kilka cech:

• Jest uniwersalna, powszechna, odnosi się do Boga i całego stworzenia. Nikt z niej nie jest wyjęty. Wygląda nawet na to, że Serce Jezusowe najmocniej bije w kierunku największych grzeszników, których szuka, opatruje rany i bierze na ramiona, aby zanieść do wspólnej owczarni.

• Miłość ta jest uprzedzająca, nie czeka aż się zmienimy, aż naprawimy krzywdy… Jezus staje z nami pomocny do przemiany, staje się grzechem (2 Kor 5, 21) dla naszego zbawienia, za nas zadośćczyni, z góry przebacza jeśli tyko zauważymy i przyjmiemy Jego miłość.

• Miłość Jezusowa jest konkretna, staje się faktem, czynem Wcielenia i Golgoty, jest świętym znakiem obecności w Eucharystii, nie gardzi nikim. Idzie z chlebem do głodnego i pocieszeniem do strapionego.

• Miłość chrześcijańska widzi w każdym człowieku Jezusa. To On jest w Nim głodny, spragniony, nagi i poraniony. On przyjaciel kalek i trędowatych, jest przyjacielem grzeszników. Jezus potrzebuje naszych umysłów, serc i rąk, aby mówić o tej miłości i pozwalać zasmakować jej ludziom.

Najgłębszą treścią Kościoła jest przecież jego życie duchowe oparte na miłości osobistej, na zażyłości i przyjaźni z Jezusem. Człowiek nieustannie pragnie miłości jednak słowa będziesz miłował Pana, Boga swego. a bliźniego swego jak siebie samego (zob. Łk 10,27), odbiera jako nieznośny nakaz.

Tymczasem, tyko miłość wszystko przetrzyma, nigdy nie ustaje (por. 1 Kor 13), ale jedynie Boga można kochać wiecznie, bo i On nas kocha niezmiennie. Wyłącznie czysta, bezinteresowna i nadprzyrodzona miłość do ludzi ma wartość i szansę rozwoju w nieskończoność.

Także skuteczność naszej ewangelizacji zależy od takiego zjednoczenia między nami i takiej jedności z Jezusem, która jest wprowadzeniem w miłość Ojca (przemedytujcie tu, Bracia, fragment modlitwy Jezusa zapisany u św. Jana 17, 20-26).

Duchowość św. Józefa Sebastiana, podobnie jak bł. Jana Wojciecha, oparta jest na tych samych fundamentach co i nasza: chrzest i kapłaństwo – sakramentalne, to niezatarte dary; jest też na nie i nasza odpowiedź: uroczyste śluby czystości, posłuszeństwa i modlitwy za lud. Czy pamiętamy o tej rzeczywistości nadprzyrodzonej, w którą zostaliśmy włączeni? Co robimy aby ją rozwinąć? Czy stosujemy rzetelnie i do siebie (szczególnie wobec siebie!) zasady, które uznajemy za godne głoszenia innym?

Dobry przykład pociąga, rozpala serce, motywuje do wysiłków. Zgorszenie, milczenie na grzech cudzy, wszczepia chorobę, rozkłada wolę, gasi entuzjazm i mnoży zło. Bracia: uważajcie na siebie, bo biada temu człowiekowi, przez którego przychodzą zgorszenia (Łk 17,2; Mt 18,7).

Przejęty Jezusowym nauczaniem biskup Konstantynopola napisał kiedyś: nie sądźcie, iż powołani jesteście do drobnych walk, do spełnienia nieznacznych zadań. Nie. „Wy jesteście solą ziemi.”. Wyzwolenie z grzechowego zepsucia było dziełem Chrystusowej mocy, zachowanie przed powrotem do poprzedniego stanu stało się dziełem ich (apostołów) gorliwości i trudu.   Jeśli zbłądzą inni, będą mogli się nawrócić dzięki waszej posłudze, kiedy zaś wy upadniecie, innych pociągniecie ku zagładzie. Dlatego im większe powierza się wam zadanie, tym większa ma być wasza gorliwość (św. Jan Chryzostom, Homilie do św. Mateusza).

Kanonizacja św. Józefa Sebastiana, który okazał się heroiczny w zwyczajnej codzienności, to wielkie wyzwanie dla każdego z nas biskupów, kapłanów, chrześcijan. Wiara i łaska jest i dziś w stanie zrodzić niezwykłe, nieoczekiwane owoce. Wiara i dziś, dzięki naszym słowom i czynom stanie się światłem w ciemności i solą ratującą od zepsucia. Im mniej dobrego światła wśród ludzi, im więcej nienawiści, grzechów i zła, tym większa potrzeba naszej wiary żywej, czynnej, odważnej. Tym głośniej woła życie o prawdę, o miłość czystą i ofiarną, o uczciwość, o poświęcenie i miłosierdzie dla całego świata.

Niech nie ustaje przeto ufna modlitwa do Jezusa i Maryi, niech staje się stałym pokarmem naszej wiary i siłą codziennego życia.

Pozdrawiam Was, Bracia Kapłani, całym sercem i błogosławię

Wasz Arcybiskup X Józef Michalik

Przemyśl, 15 sierpnia 2003 r.

2017-06-16T17:36:53+00:00 15 sierpnia 2003|List pasterski|