Jedność kapłańską buduje się wokół Jezusa

Przemyśl, lipiec 1994 r. „Świat i człowiek potrzebuje nas jako kapłanów, a nie jako fachowców od innych dziedzin. Bądźmy kapłanami w całym wymiarze i zawsze. Radośni radością wiary, która jest nowym światłem Mądrości Nieskończonej danym światu. Mądrość krzyża (por. Flp 2,5-12) będzie i dzisiaj prowokacją dla niejednego, a może i zgorszeniem dla wielu. Nasze myślenie ma prawo być „inne”, ale innością ewangeliczną, gdzie tak znaczy tak, a nie znaczy nie”, pisał w Liście do Kapłanów Archidiecezji Przemyskiej z lipca 1994 r. jej Metropolita.

List do Kapłanów Archidiecezji

(Punkty do refleksji modlitewnej lub na rozmyślania)

Drodzy Bracia Kapłani,

Ten list chce być podsumowaniem naszych spotkań oraz próbą przyglądnięcia się niektórym zaledwie zadaniom, które nas czekają w tym wspólnym posługiwaniu Chrystusowi żywemu i żyjącemu wśród nas, w naszym Kościele.

Zdaję sobie sprawę, że pierwszym zadaniem biskupa w diecezji jest prowadzić ludzi do zbawienia, głosić ludowi i kapłanom życie wieczne. Ono zaś polega na tym, aby znali jedynego, prawdziwego Boga oraz Tego, Którego On posłał, Jezusa Chrystusa (J 17, 3).

Głoszenie, świadczenie o Ojcu i o Jezusie Chrystusie dokonuje się na różnych płaszczyznach, wielorakimi sposobami i przez różnych ludzi. Nie można też nigdy zapomnieć o obecności Ducha Świętego w sprawach, które należą do Pana.

Bez gorliwości kapłanów misja głoszenia, którą nazywany duszpasterstwem nie uda się, bez jedności wewnętrznej, a nie tylko zewnętrznej między nami, całe dzieło, aczkolwiek wielkie samo w sobie, będzie kuleć. Wszystkie zabiegi zewnętrzne powinny nas prowadzić do tego, abyśmy poczuli się głębiej jedno (J 17, 11), abyśmy czuli w sobie to co i w Jezusie Chrystusie (por. Flp 2, 5).

Refleksja ogólna

Odbyte spotkania powiedziały mi wiele o zewnętrznych dokonaniach poszczególnych księży i parafii, o dużej pracy katechetycznej i tej związanej z administracją parafii. Nie pomijam trudności małych parafii i wspólnot, które mimo wszystko zdołały niekiedy dokonać bardzo wiele.

Widzę, że ludzki element (dynamizm kapłana, bądź grupy ludzi) dokonuje bardzo wiele, pewnie nie tylko w zewnętrznych i pewnie nie tylko w dobrych sprawach. Nie do wszystkiego ma jednak dostęp oko czy nawet serce człowieka. Także i w spojrzeniu wzajemnym na siebie trzeba patrzeć wiarą, zaufaniem i miłością.

Archidiecezja Przemyska ma swoją długowieczną tradycję, ma swoją historię, dokonania wielkie i piękne, ale też i cienie, zgrzyty i bóle.

Pewnie tak, jak i życie każdego z nas. Z niemałym niepokojem stajemy wobec przyszłości, która nadchodzi, nieświadomi co nas czeka, pełni niepokoju, czy dorośniemy do zadań, do drogi krzyża, która jedynie prowadzi do zwycięstwa nad grzechem i do chwały zmartwychwstania.

Wbrew pozorom uważam dzisiejszą sytuację Kościoła za trudną i ten niepokój tkwi we mnie. Chcę go Warn, moim Najbliższym Współpracownikom – Kapłanom starszym i najmłodszym – przedłożyć.

Archidiecezja przeszła dużą transformację w związku z reorganizacją administracji kościelnej w Polsce. Zmniejszona o połowę staje wobec konieczności zredukowania wielu swych aspiracji, ale też ma może lepszą możliwość wytworzenia bliższego kontaktu, a nawet wspólnoty, tak jak mniejsza parafia (byle nie za mała!) lepiej uprawiana bezpośrednim kontaktem duszpasterza z ludźmi głębiej może otworzyć się na działanie Ducha Świętego. Tu widzę naszą szansę.

Tradycyjne duszpasterstwo i tradycyjna religijność naszych kapłanów i ludzi mogłaby i dalej być zdrową siłą Kościoła, o ile będzie prowadziło do pogłębienia wiedzy i wiary, do uwrażliwienia sumień i motywacji czynów.

Widzę jednak, że i u nas zanika wewnętrzna dyscyplina sumień, chrześcijaństwo jest „prywatne”, anonimowe, że brak powiązania wiara – czyn, czego dowodem są „wyczyny” pewnych grup (a nie tylko jednostek) społecznych, politycznych. Reszta przy tym milczy, zachowuje się biernie, nie broni prawdy i dobra, a to jest niepokojące.

Faktem dającym do myślenia są także ostatnie wybory parlamentarne, świadczące, że ludzie wolą iść za niepewnymi a mocnymi, za-miast wzmacniać słabych a uczciwych. Zauważam i u nas, i wśród nas wierzących tendencje do „odwrażliwiania” sumień.

Różnie bywa z wypełnianiem obowiązku niedzielnej Mszy św. Czę-sto przy niezłej nawet frekwencji na Mszy św., proporcjonalnie niewielu ludzi uczestniczy w pełny sposób w Eucharystii (powinno się dążyć do tego, aby wszyscy przystępowali do Komunii św. umotywowani wiarą i miłością do Chrystusa i współbraci). W wielu parafiach zresztą frekwencja na Mszy św. jest nie najlepsza, spada też zrozumienie wartości Mszy św. jako największej modlitwy Kościoła (spadek próśb o odprawienie Mszy św.), a jest to przecież najpełniejsza modlitwa wstawiennicza i zadośćczyniąca.

Wszędzie bardzo dobre jest uczestnictwo w katechezie szkolnej, mimo że jest dobrowolna, ale trudno idzie nam powoływanie grup modlitewnych i stowarzyszeń młodzieży i starszych. Pewnie to znak bierności społecznej, ale może i braku naszego przekonania o ich potrzebie oraz (a nawet) umiejętności rekrutacyjnej i systematycznego potem prowadzenia. Katecheza nie wystarczy, bo nie zaprasza do apostolstwa, nie sprawdza wiary dziecka czy młodzieńca. Musi nastąpić uzupełnienie środowiskowe, a to zapewnia rodzina czy grupa.

Nasze duszpasterstwo powinno być usprawnione czy poszerzone poprzez uruchomienie samych ludzi świeckich, aby stać się mogli ko-lejnym etapem „pasa transmisyjnego” naszego nauczania i działania, a właściwie nauczania Kościoła, Chrystusa Mistycznego.

Powrót religii do szkół to trud dla kapłanów, ale i szansa dla narodu (nauczanie etyki jest tu rzeczą wtórną, ważniejszą sprawą jest jego wewnętrzne wzmocnienie, niejako integracja teologiczna wokół chrztu), jednocześnie szkoła staje się wyzwaniem dla kapłana. Tam każdy gest i słowo tworzy obraz kapłaństwa, zbliża lub oddala od Kościoła. Zwróć-cie, Bracia Kapłani, na to szczególną uwagę, żebyśmy sami naszego trudu nie podważali. Wprost przeciwnie, dobrze byłoby obudzić Chrystusa w sercach naszych nauczycieli i pomóc im znaleźć nowy sens pracy dla dziecka, sens teologiczny służby Chrystusowi w tych „najmniejszych”.

Pobyt i kontakt kapłana ze szkołą powinien być na wskroś duszpasterski. Może warto by pomyśleć o stworzeniu grup duszpasterskich wśród nauczycieli – ich także nosimy w naszym kapłańskim sercu i obejmujemy naszą wstawienniczą modlitwą. Chrońcie się i brońcie w pokorze, aby nie zatracić swej „inności” kapłańskiej także w szkole! Strzeżcie się „kumplostwa”, bo mamy być najbliższymi przyjaciółmi w wierze dla naszych nauczycielek, nauczycieli, jak i dzieci.

Trzeba, abyśmy nabrali wewnętrznego przekonania, że dotychczasowe duszpasterstwo (w obecnej sytuacji masowego sekularyzmu TV, filmów, biznesu itp.), nie pogłębia należycie wiary, nie uruchamia, że tak powiem, procesu formacji duchowej, która, o ile stanie się samo-formacją, dopiero wtedy obudzi odpowiedzialność za rozwój wiary, za należyte przygotowanie do niedzielnej Mszy świętej i Komunii, św., za udział w życiu sakramentalnym.

Z najgłębszym niepokojem obserwuję zanik wspólnej modlitwy w rodzinach, a w ten sposób sacrum oddala się z naszych domów. Wdziera się na jego miejsce profanum i oto przygotowanie do procesu laicyzacji jest gotowe. Mam w tym względzie przeczucia bardzo niepokojące.

Wielką siłą naszego duszpasterstwa jest tradycja, zwyczaj i trzeba je podtrzymywać, pogłębiać teologicznie, tłumaczyć i zachęcać, unowocześniać, aby włączyć weń także i młodzież. Tradycja zdrowa tworzy zdrową opinię i ułatwi proces nowej (okazjonalnej) ewangelizacji.

Pola wspólnej troski

Zrozumiałą jest rzeczą, że księża mają wobec swego biskupa pewne oczekiwania. On także mógłby się pokusić o wyliczanie swoich nadziei. Wydaje się jednak rzeczą bardziej słuszną powiedzieć o wspólnych polach troski i próbować odszyfrować główne niebezpieczeństwa nam grożące.

– Jedność

Przeglądając historię Kościoła łatwo zauważymy, że Kościołowi nie szkodziły ani prawa, ani zakusy czy prześladowania, głody czy uciski. Nawet męczeństwo jednych rodziło liczniejszych chrześcijan.

Rozdziały, frakcje przeciwstawne opinie, brak jedności w wierze, w ocenie zasadniczych spraw, to było główną przyczyną rozproszenia sił i rozkładu. Utrudnienia były i będą dolą Kościoła. Nie da się ich uniknąć. Trzeba iść na ich spotkanie wspólnie, w jedności z Chrystusem i Kościołem. Zauważmy, że On się nie modlił o bezgrzeszność Kościoła i Apostołów, ale o ich jedność. W wątpliwościach zawsze stosować trzeba zasadę św. Augustyna: in necessariis unitas, in dubiis libertas, in omnibus caritas (w rzeczach koniecznych jedność, w niepewnych wolność, we wszystkich miłość), bo jest ona przykładem i mądrości święte-go biskupa i wyrazem zdrowego humanizmu Kościoła. Idą nowe wy-zwania i zadania dla nas i dla wszystkich.

Z jakąż wdzięcznością przyjmujemy modlitwę Pana Jezusa właśnie za nas i akurat o jedność: Ojcze, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak my stanowili jedno (J 17, 11).

Teologiczny wymiar tej jedności jest jeszcze głębszy. Jezus i Ojciec stanowią jedno. My również mamy stanowić jedno, jak Jezus i Ojciec, aby świat mógł poznać i uwierzyć Jezusowi i nam. Zachować jedność wiary i miłości między nami to partycypować w jedności z Jezusem i Ojcem i umożliwić misję Jezusa w świecie: aby świat uwierzył (J 17, 21). Tu pewnie tkwi klucz do prawdziwej głębi duchowości kapłana diecezjalnego, droga do mistycznej kontemplacji, która prowadzi do zjednoczenia z Chrystusem, do odkrywania, jak blisko nas jest On, że na-prawdę Królestwo Boże pośród nas jest (Łk 17, 21).

Ten teologiczny wywód jest konieczny, aby zrozumieć, że jedności naszej powinniśmy bronić miłością zazdrosną, która najświętszych rzeczy nie pozwala tknąć.

Możemy oczekiwać, że ataki na jedność będą stałą formą „rozpracowywania” Kościoła. Teologom niby-katolickim, i to nie tylko odpadłym od jedności i nie tylko gdzieś „na Zachodzie”, nie podoba się taki Kościół, bo rzekomo za surowe ma zasady moralne, bo za mało jest „pluralistyczny”, bo nie chce ograniczyć się do zakrystii, a rewindykuje prawo do obecności we wszystkich dziedzinach życia ludzkiego (obecności służby Prawdą i Łaską, a nie chęcią panowania).

Czuję potrzebę powiedzenia raz jeszcze, że nie można patrzeć i słuchać obojętnie ataków na Ojca św., które prowadzą ludzie polityki, TV i licznych gazet i pism. Te ataki i krytyki są prowadzone w zaprogramowany sposób i dążą do wyrachowanego odcięcia naszego narodu od źródeł życia, do których należy wiara głoszona przez Kościół i łaska Chrystusa przekazywana przez Jego kapłanów. Zniechęcić do kapłana to utrudnić dostęp do Chrystusa i tu leży niebezpieczeństwo antyklerykalizmu.

Niebezpieczną sprawą byłyby lekkomyślne krytyki biskupów czynione poza oczy (znacznie korzystniej jest po modlitwie przedstawić w oczy trudności w przyjęciu czy zrozumieniu duszpasterskiej unii). Niekapłańską postawą byłoby krytykowanie współbrata kapłana, znacznie lepiej jest powiedzieć mu spokojnie, w cztery oczy, co sprawia nam niepokój sumienia w jego sposobie życia czy zachowania. Potem, gdyby nie usłuchał, nie powinien go opuszczać, ale zastosować linię ewangeliczną: upomnieć wraz z drugim współbratem (czyli tworzyć wokół niego opinię o potrzebie jego poprawy) wreszcie, po modlitwie „powiedzieć Kościołowi”, czyli szukać ratunku na tej następnej płaszczyźnie.

Dla pogłębienia jedności kapłańskiej trzeba pogłębienia znajomości wzajemnej, a szczególnie znajomości wzajemnych spojrzeń na duszpasterstwo i dlatego kapłani muszą ze sobą rozmawiać (w każdym tygodniu, w parafii, w której pracuje więcej niż jeden ksiądz, powinno się, jak to pisałem w tegorocznym programie duszpasterskim, omówić program pracy na najbliższy tydzień, bądź okres pracy, oraz wspólnie przygotować niedzielne ogłoszenia).

Obserwuję, że w wielu diecezjach (są i w naszej dobre, acz nieliczne początki) rodzą się wspólnoty kapłańskie poprzez wspólną modlitwę (częściowo we wspólnocie odmawiane oficjum brewiarzowe bądź różaniec na plebani). Warto by zwrócić uwagę na istniejące zdrowe grupy kapłańskie, które pogłębiają wzajemną zdrową więź i rozwijają pobożność. Szczególną zachętę kieruję wobec Unii Apostolskiej Kleru. Może i u nas znalazłyby się wrażliwe na obecność Pana Jezusa w kapłańskiej wspólnocie modlitewnej serca wikariuszy, katechetów, proboszczów, którzy wieczorną chwilę zaczną spędzać także na wspólnej modlitwie. Wszyscy musimy uwierzyć w potrzebę i wartość tej formy wspólnoty kapłańskiej, mówić o niej z szacunkiem, a powoli rozszerzy się ten styl życia. Kapłani przemyscy mieli tu niezłe tradycje!

Plebania czy wikariat, z której się łatwo ucieka, mieszkanie, które nie przyciąga, stół kapłański, przy którym się nie rozmawia o naszych codziennych wydarzeniach, sprawach, programach, budzi niepokój, bo tam księża źle się czują. I nie pomogą kolejne przenosiny, zmiany mego współmieszkańca, problem zostanie, dokąd i ja sam siebie nie zacznę zmieniać, dokąd ja nie zacznę „szukać” mego współbrata.

Archidiecezja ma swoje tradycje kapłańskiej gościnności. Warunki niekiedy bywają dziś trudniejsze niż dawniej w zorganizowaniu codziennego życia (brak gospodyń), ale nie wolno nam zaniedbać staropolskiej gościnności, zwłaszcza wobec kapłanów i kleryków. Zdrowa gościnność każe unikać kłopotliwej przesady, ale szklanka herbaty i kawałek chleba z serem musi się znaleźć na każdym kapłańskim stole.

Gościnny ksiądz proboszcz chętnie podejmuje skromną gościną i zaprasza do wspólnego stołu także rodziców swego młodszego współbrata kapłana, których ten mu przedstawi.

Okazji do nawiązania wewnętrznego kontaktu z konfratrami jest wiele: pierwsza to wzajemna modlitwa, prywatna lub wspólna, potem „zniżenie się” do jego myślenia, odczuwania jego spraw. Tu zaczyna się „bycie” razem z nim. I to jest etap podstawowy. Potem dopiero może nastąpić rozmowa, dyskusja czy pomoc. Niejedno kapłańskie połamanie czy odejście dałoby się zahamować, bądź uprzedzić, gdyby nie zabrakło tego kapłańskiego „być” razem z nim. Za tych, którzy odeszli, nie przestawajmy często się modlić. Pomagajmy Chrystusowi – Dobre-mu Pasterzowi – ich szukać.

Obserwując życie kapłańskie w historii Kościoła w naszej Ojczyźnie widzę, że chyba nigdy księża nie byli tak intensywnie zanurzeni w pracę duszpasterską jak dziś. To piękny czas dla Kościoła, ale sami czujemy, jak wiele nam nie dostaje, jak trudno unowocześnić duszpasterstwo, poderwać i pogłębiać młodzież (wymyka się nam ona w oczach i to w całej Polsce!), zorganizować krąg chrześcijańskich rodzin czy nauczycieli. Mówią, że owocność pracy uwielokrotnia się przy połączeniu sił (jeśli liczba pracowników rośnie w postępie arytmetycznym, to efekt pracy przyrasta w postępie geometrycznym) – oto kolejny owoc jedności. Jedność nasza między sobą, jedność wiary i miłości z Chrystusem, zawiera w sobie obietnicę niezwykłą, przekraczającą wyobrażenia – prowadzi do jedności z Ojcem.

– Ubóstwo ewangeliczne

Ważnym znakiem świeżości kapłańskiego powołania i sprawdzianem jego zastoju lub rozwoju jest nasz stosunek do dóbr materialnych. Ubóstwo zalecone przez Pana Jezusa idzie w parze z dziecięctwem duchowym i staje się warunkiem wejścia do nieba. Zaufanie do dóbr materialnych przekreśla inne zaufanie, do Opatrzności Bożej, do dobroci i życzliwości ludzkiej, która jest o wiele lepszym bankiem niż wyliczenia i zabezpieczenia ludzkie. Wiele, bardzo wiele jest do przemyślenia i zreformowania w nas i wokół nas w tej dziedzinie. Popatrzmy, że żad-ne lokaty w rodzinach, przyjaciołach etc, nie zwalniają diecezji z troski o swoich spracowanych kapłanów, którym zabezpiecza byt skromny, ale pewny.

Sumienie kapłańskie w dziedzinie dóbr materialnych trzeba także nieustannie uwrażliwiać, aby nie zatarły się granice własności kościelnej i mojej, aby nie zagubiła się wrażliwość na prawdę w tej dziedzinie. Obserwując sprawozdawcze zestawienia ofiar na instytucje diecezjalne czuję się zobowiązany przypomnieć Drogim Konfratrom, że zbiórka ofiar w całości, zgodnie z przeznaczeniem ma być przekazywana (w sumieniu!) na wyznaczony cel. Dziękuję Bogu, ile razy widzę głos sumienia kapłańskiego także z tego punktu patrzenia, ale jakże często ubolewam nad zagubionym sumieniem kapłańskim.

Ważną jest też sprawą, nawet na naszych najbiedniejszych parafiach – a takich jest niemało – abyśmy nie zamknęli oczu na biedniejszych od nas, zwłaszcza na dzieci osierocone bądź półsieroty, na dzieci z rodzin dotkniętych alkoholem. One szczególnie potrzebują czynnej miłości, bez której nie ma wzrostu uczuć ani wzrostu duchowego. Nie tłumaczmy się przed sobą, że nasze kasy są puste, bo to puste jest pewnie serce. Dla tych najbiedniejszych trzeba organizować pomoc tworząc stałą strukturę (zespół charytatywny), pukając do ludzkich sumień. Ludzie są lepsi niż myślimy, na pewno przyjdą z pomocą.

Ważną jest również sprawa życzliwej pamięci i pomocy ludziom starszym, samotnym. Oni często całe życie ofiarnie wspierali Kościół, niechże teraz doznają pamięci i od nas. Myślę tu także o księżach starszych rozrzuconych po naszych parafiach, bądź też mieszkających w Domu Księży Emerytów w Korczynie. Niechże i oni będą zauważeni, odwiedzani i obdarzani pamięcią i sercem.

Archidiecezja nasza z podziału administracyjnego w 1992 r. wyszła w nowej szacie, skromniejsza i biedniejsza, ale czyż skromność nie jest cechą piękna, a ubóstwo gwarancją ewangeliczności? Jeśli zaakceptujemy ten stan rzeczy, wejdziemy na drogę pokory i może łatwiej pójdziemy w kierunku rozwoju życia intelektualnego i duchowego, a to jest zawsze bezpieczniejsze niż budowa zewnętrznych struktur. Ten wzrost przysporzy nowych powołań prawdziwie duszpasterskich i misyjnych i nie zasłoni nam rzeczywistości najpiękniejszej – nieba, dokąd wchodzi się ubogim, przywdzianym szatą łaski uświęcającej, łaski Chrystusowego Miłosierdzia.

W czasie rozmów z księżmi niejednokrotnie wracał w tym roku problem wzajemnych relacji księży wikariuszy i proboszcza. Temat ten był dwukrotnie rozważany na radzie kapłańskiej. Wyłoniono nawet komisję, która ma zaproponować rozwiązania, które po zatwierdzeniu pozwolą może bardziej sprawiedliwie ustalić zasady zobowiązań zewnętrznych między współpracownikami w parafii. Zanim otrzyma-my owe dokumenty, chciałbym zwrócić uwagę szczególną na wspólną odpowiedzialność wszystkich księży pod przewodnictwem księdza proboszcza za parafię. Duszpasterstwo realizuje się w bardzo wieloraki sposób, a nasza misja obejmuje wszystkie dziedziny życia, mające związek z sumieniem naszym i naszych wiernych.

Stąd na pierwszym miejscu stoi sprawa odpowiedzialności za nasze słowa i czyny, za nasz styl życia (mój i mojego współbrata, starsze-go czy młodszego). Nikt z nas nie jest wolny od trudności, pokus czy niedoskonałości. I każdy z nas pragnie brać na serio polecenie Pana Jezusa: bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski (Mt 5, 48), każdemu przeto przyda się pomoc braterska i uwaga (podana z miłością a nie z sarkazmem) dotycząca tego, za kogo uważają ranie ludzie? (Mk 8,27). Więcej patrząc na siebie, więcej wzajemnie się módlmy, a wielką moc posiada wytrwała modlitwa sprawiedliwego (Jk 5, 16).

Jeśli chodzi o sprawy „porządku materialnego”, pragnę podzielić się tu także moimi refleksjami. Parafie małe wymagają dziś konkretnej i systematycznej pomocy. Zwróciłem się do komisji mieszanej przy Konferencji Episkopatu o podjęcie kroków, zmierzających do zwolnienia ich z bezdusznych i niesprawiedliwych podatków, o to samo wystąpiłem z prośbą do wojewody krośnieńskiego. Zobaczymy, jaki będzie skutek tych zabiegów. Także na ten cel, zgodnie z konsultacją rady kapłańskiej, postanowiliśmy przeznaczyć tacę z 3 niedzieli maja i października (całą i w sumieniu). Niestety, ociężałość w przesłaniu zebranych ofiar jest faktem i świadczy o braku dyscypliny niektórych naszych księży proboszczów.

W sprawie utrzymania i świadczeń parafii na rzecz swoich księży należy mieć przed oczyma okoliczność, że dziś wiele rodzin, zwłaszcza bliskich Kościołowi, jest zubożonych (chociaż: nie brak także ludzi bogacących się), stąd nie godzi się zapominać, że z ich ofiar (oby szczerych i serdecznych) żyjemy. Nie godzi się więc – zgodnie z diecezjalną tradycją? – stawiać ostrych żądań czy warunkować posługę duszpasterską uiszczeniem „opłat”, chociaż trzeba ludzi wychowywać do ofiarności, bo jest ona wyrazem ich odpowiedzialności za funkcjonowanie misji Kościoła i naszej.

Parafia ma obowiązek zapewnić utrzymanie swoim duszpasterzom: księdzu proboszczowi, wikariuszom, księżom katechetom i innym pomocnikom ich misji. Przez „utrzymanie” rozumie mieszkanie i wyżywienie oraz proste środki do życia (książki, ubranie, przejazdy duszpasterskie itp.). Różne są sposoby rozgraniczania i podziału kosztów i wpływów. Jako zasadę trzeba postawić, że zarówno praca administracyjna księdza proboszcza, jak i każda duszpasterska, jest równowartościowa i że ciężar utrzymania spoczywa zarówno na wpływach proboszcza, jak i wikariuszy. Stąd bierze początek praktyka, że wydatki za ogrzewanie, elektryczność, czy własny telefon pokrywają sami księża wikariusze. Jeśli nie mieliby z czego pokryć (np. w braku stypendiów mszalnych i ofiar kolędowych), cały ciężar ich utrzymania musi przejść na parafię. Z drugiej znów strony nie można by stawiać zasady, że wszystkie ofiary (np. zapłata za posługę w szkole i inne) są własnością otrzymującego i że nie ma on zobowiązań wobec kosztów utrzymania (ciężary i przywileje muszą być rozkładane równomiernie, jeśli nie chcemy przewrócić istniejącego porządku). Jakie widzę wyjścia konkretne z tej sytuacji?

Jeśli dotychczasowa praktyka gdzieś się sprawdza i strony są zadowolone -zostawić rzecz, jak jest. Jeśli zaś jawią się trudności, można przyjąć następującą zasadę:
–    rozgraniczyć świadczenia na rzecz parafii (np. ofiary na kościół, ofiary na tacę), od ofiar na rzecz kapłanów (iura stolae, kolęda, ren-ty, pensje, dochody wypracowane, stypendia mszalne i inne); trzeba tu szczególnie zwrócić uwagę na jawność i szczerość w podejściu i sprawdzić także pełne koszty utrzymania domu (na które składają się również pensje gospodyni, gościnność wobec księży spoza parafii, itd.). Wydatki pokrywa się wspólnie, zaś pozostałość dzieli się na tyle części, ilu jest księży pracujących bezpośrednio w parafii, plus jeden (ksiądz proboszcz za pracę administracyjną otrzymuje dwie części, wikariusze po jednej). Jest to praktyka stosowana w wielu diecezjach polskich.
Jednakże żadne zasady nie sprawdzą się, jeśli zabraknie kultury, ducha ofiarności i wiary w podejściu także do tych przyziemnych spraw.

–    Nasz wypoczynek

Spotyka się niekiedy z pytaniami, jak należy ustosunkować się do praktyki tzw. wolnych dni oraz okresu wakacji.

Wyczerpująca praca i tygodniowy rytm zajęć katechetycznych domagają się czasu na godziwy odpoczynek. Dobry odpoczynek powinien być twórczy, regenerujący siły duchowe, psychiczne i fizyczne, a nie stawać się okazją do nowego zmęczenia (zabiegania czy niewyspania). Stąd ze wszech miar godnymi zalecenia są dni kapłańskiej modlitwy i spotkań, dni odwiedzin żyjących rodziców czy najbliższej rodziny.

Nie należy jednakże traktować „wolnego” dnia jako dnia bezwzględnej nieobecności w parafii. Owszem, czasem dla racji duszpasterskich (pogrzeb, nagły wyjazd współbrata kapłana etc.) trzeba będzie wolny czas skrócić, bądź zeń zrezygnować. Zawsze (każdorazowo) trzeba swój wyjazd koordynować z księdzem proboszczem, który w pierwszym rzędzie odpowiada za parafię i rytm jej życia. Również czas wakacyjne-go urlopu tak musi być wykorzystany i rozdzielony między współpracownikami, żeby nie pominąć nikogo z grona, a szczególnie pamiętać o tych księżach, którzy część wakacji poświęcają na prowadzenie wakacyjnych duszpasterskich grup (oazy, piesza pielgrzymka etc). Oni też mają prawo do urlopu!

Nie wstydźcie się jednakże, Bracia starsi i młodsi, być również księżmi w czasie wyjazdów i odpoczynków, księżmi od wewnątrz i na zewnątrz! Taka postawa wzbudzi tylko szacunek u kapłanów prawych, uformowanych, według Serca Jezusowego. Kościołowi potrzebna jest taka właśnie autentyczna nasza postawa.

W tym miejscu przychodzi mi na pamięć ks. Jan Balicki i jego odpoczynek w konfesjonale, ks. Michał Jastrzębski i jego odpoczynek w kaplicy i tylu innych naszych kapłanów, którzy nie bardzo by nawet wiedzieli, co znaczy wolny dzień i co z nim zrobić. Ale to oni tworzą prawdziwe podstawy naszego kapłańskiego autorytetu.

– Identita s sacerdotalis

Świat i człowiek potrzebuje nas jako kapłanów, a nie jako fachowców od innych dziedzin. Bądźmy kapłanami w całym wymiarze i za-wsze. Radośni radością wiary, która jest nowym światłem Mądrości Nieskończonej danym światu. Mądrość krzyża (por. Flp 2,5-12) będzie i dzisiaj prowokacją dla niejednego, a może i zgorszeniem dla wielu. Nasze myślenie ma prawo być „inne”, ale innością ewangeliczną, gdzie tak znaczy tak, a nie znaczy nie.

Autentyzm kapłański to wyczulenie szczególnie na prawdę, zwłaszcza widzialne w radykalnym odejściu od kłamstw – wielkich i tych najmniejszych, często przeoczonych w życiu codziennym. Bez tej wierności prawdom małym nie dojdziemy do zjednoczenia z Prawdą Odwieczną, z Jezusem, który siebie określił jako Prawdę.

Nie myślcie, Bracia, że się przysłużymy światu i ludziom, jeśli za-trzemy w sobie charyzmat kapłański. Przysłużmy się rozwijając go w sobie, dając bez słów znać, że żyję już nie ja, żyje (i myśli) we mnie (i mówi przeze mnie) Chrystus (por. Ga 2, 20).

Autentyczność kapłańska, widziana w ubiorze i zachowaniu, rozwija się szczególnie przez modlitewne obcowanie z Bogiem. Pobożność pokoleń wypracowała tu różne formy, sposoby i metody. Im prostsze, tym skuteczniejsze, byle przemieniały nas w Chrystusa. Wielką pomocą jest tu osobisty kontakt z Matką Najświętszą. Ona jedna przez wiarę przewyższa teologów i mistyków, Ona cała i nieustannie tkwi przy Chrystusie i nam pomoże tkwić przy Jego tajemnicy.

Kapłańska modlitwa Chrystusa (J 17) zawiera głębię, którą spieszmy się poznać. Może się bowiem okazać, żeśmy nie zdążyli wykonać zadań, które On nam wyznaczył. To przez modlitwę służymy Ojcu i ludziom, wypełniamy zadanie najbardziej kapłańskie. Zanurzenie w wielorakie sprawy administracyjne, duszpasterskie, katechetyczne etc. nie powinno w nas zasłonić pierwszego zadania, jakim jest modlitwa: chwała oddawana Bogu oraz droga do umocnienia w wypełnianiu Jego woli.

Chciałbym powiedzieć to, co niekiedy jako duszpasterz mówiłem do rodziców: nie zachęcajcie waszych dzieci do modlitwy, módlcie się razem z nimi. Módlmy się więcej z naszymi ludźmi, przez modlitwę osobistą przygotowujemy się do tej wspólnej modlitwy z naszą dziatwą i naszym ludem. Obcowanie z Bogiem na modlitwie to właściwie etap konieczny każdej naszej inicjatywy i posługi. Nie ma też innej drogi do zjednoczenia z Bogiem i Ludem nam powierzonych, jak modlitwa. To dlatego Kościół nas do niej zobowiązał i na nią oczekuje.

Temat modlitwy kapłańskiej zasługuje na głębszą i częstszą refleksję i będziemy do niego wracać, ale o wiele ważniejszą sprawą jest wzajemną modlitwę praktykować.

Drodzy Bracia, nie mogę przeciągać tych refleksji (stały się i tak za długie), które nie są ani zbyt metodyczne, ani za bardzo teoretycznie pogłębione. Są kolejną próbą nawiązania z Wami kontaktu w tych kilku zaledwie sprawach, które mi leżą na sercu. Może staną się okazją do osobistych przemyśleń, może materiałem na dekanalne spotkanie. Więcej i szerzej w wielu sprawach będzie mógł powiedzieć i dokonać nasz Archidiecezjalny Ojciec Duchowny, ale jego kontakty okryje dyskrecja funkcji, którą sprawuje. Ze swej strony chciałbym jeszcze dorzucić, że pisałem te refleksje dosyć długo, odkładałem je…, a stoją za nimi sytuacje kapłańskie zaobserwowane czy przeżyte. Wydawało mi się, że nie trzeba ich relacjonować, ale raczej ukazać przyczyny, przestrzegać i szukać dróg wyjścia. Ludzkie sądy czy rady mogą też czasami się przydać, ale skuteczną drogę wytycza Duch Święty dany nam przez Jezusa, aby był „światłością naszych sumień”. O Jego światło i moc módlmy się codziennie.

Z modlitewnym pozdrowieniem

X Józef Michalik Wasz Arcybiskup Metropolita
L. dz. 3006/94

2017-06-16T21:02:27+00:00 01 lipca 1994|List pasterski|