Kapłan w Polsce i student w Rzymie

Rzym, 18 stycznia 2011 r. Wykład wygłoszony podczas jubileuszu Papieskiego Kościelnego Instytutu Polskiego, który powstał z inicjatywy biskupa przemyskiego św. Józefa Pelczara.


Kapłan w Polsce i student w Rzymie

– Dwie drogi realizowania wizji kapłaństwa

Ważnym truizmem – od którego dużo zależy – jest przekonanie, że przez całe życie ksiądz powinien pogłębiać wiedzę na temat swego kapłaństwa. Teoretycznie wiemy wszystko, co wiedzieć powinniśmy już w dniu przyjęcia święceń kapłańskich. Mamy bowiem już wtedy za sobą kilkuletni okres refleksji, zmagań i decyzji, ale tajemnica – misterium – naszego kapłaństwa z biegiem lat tylko się pogłębia i po ludzku, z każdym rokiem wiemy coraz mniej, ale jednocześnie z każdym rokiem wiemy, że ktoś o nas i o naszym kapłaństwie wie coraz więcej. Wprawdzie coraz lepiej rozumiemy, że wkład człowieka w realizowanie siebie jest ważny, potrzebny, ale coraz głębiej czujemy własną bezradność, a rośnie w nas przekonanie, że to, co naprawdę ważne i potrzebne, skuteczne i twórcze, to co jest w stanie napełnić serce prawdziwą satysfakcją i radością płynie nie z naszych zasług, metod pracy, inteligencji, ale jest znakiem obecności Tego, który nas wezwał, wybrał, namaścił i posłał.


Treść naszego kapłaństwa, dzień po dniu, dopełniają także ludzie


Sam Chrystus wybrał Apostołów i dał im udział w swoim posłaniu i w swojej władzy
(KKK 1575). Kapłaństwo Kościoła jest sakramentem, który przez widzialny, zewnętrzny znak włożenia rąk obiektywizuje rzeczywistość nadprzyrodzoną, wskazując nieomylnie osobę ubogaconą wyborem do tejże posługi w żywym organizmie ludzi ochrzczonych i trwających w jedności wiary.

Katechizm, czyli teologia powie, że sakrament święceń upodabnia przyjmującego do Chrystusa, a nawet utożsamia go z Nim do tego stopnia, że odtąd kapłańską posługę pełni się in persona Christi, bo kapłan w tym, w czym posługuje jest alter ego Chrystusa.

A zatem uzasadnione jest chyba pytanie, które każdy z nas, kapłanów stawiać sobie powinien – sprawuję kapłaństwo moje czy Chrystusowe?

Na to pytanie teoretycznie łatwo jest dać odpowiedź, ale realna odpowiedź uzależniona jest od stopnia negacji mego ja i utożsamienia się z Chrystusem. I tę prawdziwą odpowiedź potrafią odczytać ludzie, przebywający w naszym otoczeniu.

Św. Grzegorz z Nazjanzu jako młody ksiądz mówił: Trzeba zacząć od oczyszczania siebie, zanim będzie się oczyszczać innych, trzeba posiąść naukę, by móc uczyć, trzeba stać się światłem, by oświecać, samemu zbliżyć się do Boga, by innych do Niego przybliżać, być uświęconym, by uświęcać … i co najważniejsze, kapłan jest przebóstwiony i przebóstwia. (Orationes 2,73; PG 35, 481 A).

Te wielkie i pełne treści słowa oddają prawdę teologiczną o roli i znaczeniu kapłaństwa dla społeczności wierzących, ale i dla wybranego do tejże posługi.

W teologii zawsze mówiło się o niezatartym charakterze święceń kapłańskich, który pozostanie przed Bogiem na zawsze naszym znakiem wybrania do przyjaźni z Jezusem zgodnie z tym, co powiedział do apostołów: już nie nazywam was sługami, ale przyjaciółmi (J 15, 15).

Dzisiaj teologia dodatkowo precyzuje charakter służebny, kolegialny i osobowy sakramentalnej naszej posługi, aby lepiej podkreślić prawdę o osobistym wezwaniu do wykonania poszczególnych zadań w oparciu o słowa Chrystusa: Nie wyście Mnie wybrali ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili (J 15,16). Jednocześnie podkreśla się, że kapłaństwo to wybór dla dobra innych, to służba ze względu na chwałę Boga i zbawienie ludzi.

A zatem nasze kapłaństwo to wysiłek odtwarzania misji Chrystusa, pośrednika między Bogiem a człowiekiem i wszystkimi ludźmi. Realizujemy tę misję tym lepiej, o ile rzeczywiście potrafimy powiedzieć, że żyję ja już nie ja, żyje we mnie Chrystus (Gal 2, 20).

Szczególnym zadaniem pasterskiej posługi jest misja nauczania, głoszenia Ewangelii Bożej zgodnie z poleceniem Pana (por Mk 16,15), ale czynimy to słowem i życiem a dodatkowo powinniśmy to czynić w jedności z Kolegium Apostołów i z Papieżem. Troska o czystość wiary zawsze przysparzała kłopotów co bardziej „ambitnym” głosicielom słowa, którzy chcieliby jednak zaistnieć obok Pana Jezusa i obok Kościoła ze swoimi „oryginalnymi” pomysłami. Znamy wielkich i małych herezjarchów, którzy po ostatnie lata usiłują nieco na swój sposób interpretować uniwersalizm zbawczej misji Chrystusa i Kościoła (w Polsce także zdarzają się korektorzy dogmatów o istnieniu piekła czy promotorzy otwarcia na rzekome dobro rodziny, głoszący jako dopuszczalne metody sztucznego zapłodnienia czy otwarcia sakramentalnego dla żyjących w konkubinacie etc.).

Kapłaństwo, to także wezwanie do utożsamienia się z Chrystusem w składaniu rzeczywistej, zbawczej ofiary. Jezus przecież uczynił z Ostatniej Wieczerzy spożywanej z Apostołami pamiątkę swojej dobrowolnej ofiary: To jest Ciało moje, które za was będzie wydane (Łk 22,19) i Krew, która będzie wylana na odpuszczenie grzechów (Mt 26, 28). Pan Jezus włączył Apostołów do swej ofiary i polecił ją składać kapłanom Nowego Przymierza.

Dopóki nie odkryłem, że w moim kapłańskim życiu i posługiwaniu, że w moim ludzkim egzystowaniu, wszystko ma centrum w Eucharystii, dotąd nie oddycham w pełni zdrowym powietrzem, nie wypłynąłem jeszcze na głębię, a zaledwie pływam na piasku.

Codzienne przygotowanie do Ofiary Mszy świętej i odnoszenie do niej wszystkich momentów życia jest drogą typową dla duchowości kapłańskiej, Nic przeto dziwnego, że Papieże posoborowi intensywnie przypominają nam o codziennym sprawowaniu Eucharystii: każda bowiem Msza święta, choćby prywatnie odprawiana przez kapłana nie jest jednak prywatną, lecz jest czynnością Chrystusa i Kościoła…, każdą bowiem odprawianą Mszę ofiaruje się nie tylko za zbawienie niektórych, lecz również całego świata … Po ojcowsku więc i usilnie polecamy kapłanom …, by codziennie, godnie i nabożnie odprawiali Mszę świętą. (Paweł VI, enc. Misterium fidei, 3 IX 1965).

Kościół w Polsce – nasz wkład i oczekiwania

Jak wygląda styl kapłana polskiego? – Jesteśmy niewątpliwie uwrażliwieni na zdrową naukę Kościoła, wsłuchujemy się od wieków we wskazania papieży i zasadniczo nie ma ani w naszym narodzie ani w naszej polskiej tradycji niezdrowego „antyromanizmu” czy „ant-papizmu”, bo potrafimy odróżniać to, co polskie, narodowe czy ludowe, od tego co Boże, kościelne, religijne, chociaż tak styczne czy przenikające się wzajemnie są te dwie płaszczyzny. Zdajemy sobie sprawę, że pogłębiona kultura materialna, ludzka ułatwia przyjęcie kultury duchowej a z kolei dobrze rozumiana wiara nobilituje rzeczywistości ziemskie. Stąd i programy pracy duszpasterskiej w Polsce nie są nigdy oderwane od życia.

Weźmy dla przykładu rok aktualny, który poświęcony jest trosce o taki rodzaj osobowego kontaktu z Bogiem, który jest wspólnotą komunii. Kolejne lata będą poświęcone komunii z Kościołem, z ludźmi, ze światem. Autentyczne zbliżenie, wspólnota czy jedność ludzi wierzących nie jest możliwa bez odniesienia do Boga. Dekret O posłudze i życiu kapłanów zaleca, aby od sprawowania Najśw. Eucharystii zaczynać wszelkie wychowanie do ducha wspólnoty (por. n. 6).

Tenże dekret bardzo wyraźnie zwraca uwagę na potrzebę troski o jedność, miłość i posłuszeństwo prezbiterów z biskupami, ponieważ wszyscy prezbiterzy związani są z sobą najściślejszym braterstwem sakramentalnym, szczególnie zaś w diecezji, której służbie są oddani pod zwierzchnictwem własnego biskupa, … by współpracować w tym samym dziele, czy to wykonując posługę parafialną, czy pozaparafialną, czy oddając się zdobywaniu czy przekazywaniu wiedzy. … (PO nr 8).

Oczywiście świadomi jesteśmy, że podstawą naszej godności i pierwotnego powołania jest chrzest, dzięki czemu wszyscy razem ze świeckimi jesteśmy uczniami Pana, to jednak kapłaństwo służebne oddaje nas niejako do dyspozycji wspólnoty ochrzczonych i każdy rodzaj naszej pracy – w bezpośrednim posługiwaniu sakramentalnym czy przez studium teologii, astronomii czy historii sztuki – ma wewnętrzny związek z realizowaniem zbawczej misji kapłaństwa Chrystusowego, jest budowaniem Ciała Chrystusa, którym jest Kościół (PO 12).

Ta jedność między prezbiterami, biskupami i papieżem jest niezwykle ważna dla zachowania jedności Kościoła. Wierności bowiem wobec Chrystusa nie da się oddzielić od wierności wobec Jego Kościoła. (PO 14). Różne są powody, które „oddalają” nas od naszych przełożonych. Najczęstszy z nich to chyba ten, że uważamy iż nie rozumieją ani Kościoła, ani ludzi, ani nas należycie, to znaczy nie według naszego rozeznania kochają i troszczą się o Kościół, troszczą się o duszpasterstwo, ani nie respektują naszego „idealizmu” czy pragnień, a co najgorsze ich wola nie zawsze idzie w parze z naszą. Według duchowości Fokolarynów pełnienie woli Bożej nie zawsze powinno oznaczać przyjmowanie ciosów jednego po drugim, które ledwie jesteśmy w stanie udźwignąć. Wola Boża to złota nić, albo lepiej – osnowa, na której Bóg chce zrealizować w najpiękniejszy sposób nasze życie. Odnaleźć i przyjąć wolę Bożą to w najbardziej twórczy sposób zrealizować siebie. Także swoje kapłaństwo. Najprostszą drogą do rozeznania woli Bożej jest otwarcie sumienia na modlitwie.

A zatem codzienna modlitwa za Ojca świętego i za swego biskupa, to najprostszy warunek realizowania naszej eklezjalnej jedności. Odpowiada jej codzienna modlitwa biskupa za swoich kapłanów. Przez modlitwę bowiem najpełniej wnika się w tajemnicę Chrystusa i Kościoła.

Magdalena Delbrél (+1964) założyła we Francji wspólnotę duchowości w przekonaniu, że tylko żywe chrześcijaństwo jest w stanie przemieniać życie współczesnych ludzi. Była zafascynowana II Soborem Watykańskim i domagała się od swoich towarzyszek i od wszystkich ochrzczonych prawdziwej eklezjalności, to znaczy wewnętrznego utożsamienia się z Kościołem. Mówiła, że chrześcijanin powinien żyć i czuć się stale w stanie kościelnym tak, jak się jest i żyje w stanie łaski uświęcającej. Eklezjalność to wielkie wyzwanie i zadanie współczesne. Nie tylko ze względu na prowokacje znanego ruchu wir sind die Kirche, ale ze względu na to, czym jest Kościół w sobie i dla nas, to przecież Ciało Chrystusa, żywe łono –  nasza Matka, która nas zrodziła do wiary, nadziei zbawienia.

Tymczasem na naszych oczach dokonują się bolesne, wielkie i małe odejścia od litery i ducha jedności eklezjalnej. I żadne narzekanie nie jest zbyteczne, ale pozostanie pustym demaskowaniem bolesnych faktów, jeśli każdy z nas, w swoim otoczeniu nie podejmuje trudu budowania jedności – kapłańskiej komunii między sobą, z ludźmi i z Chrystusem w Jego Kościele.

I im więcej krzykliwej, demaskatorskiej zarozumiałości widzimy w otaczającym nas świecie, tym większa jest siła oddziaływania poprzez pokorne wyciszenie, im więcej nieczystości i grzechu zauważamy wokół nas, tym bardziej potrzebne jest świadectwo czystości, skromności i autentycznej świętości. Im większy pęd do bogactw materialnych zauważamy wśród ludzi, tym większą wartość oddziaływania będzie miało świadectwo naszej bezinteresowności. To każdy z nas uświęca Kościół, albo pogrąża go swymi grzechami.

We wszystkich czasach wielcy święci wzrastali wśród szczególnych trudności, ale dzięki maksymalnej miłości przezwyciężali siebie i usiłowali promować, bronić praw Chrystusa i Kościoła do obecności w życiu każdego człowieka i świata. Warto też pamiętać, że jeden z wielkich konwertytów (Bernanos) motywował swoje przejście do Kościoła katolickiego właśnie tym, że tu wielcy święci uważali się za wielkich grzeszników. Ich pokora była świadectwem wielkości Boga, a także ujawniała wielkość ich ducha, wyrywającego się do doskonałości.

Obserwacja naszej polskiej rzeczywistości pozwala zauważyć, jak trudno umiera w nas – a umrzeć powinna – mentalność socjalistyczna, jak bardzo odeszliśmy od przekonań ewangelicznych, że „tak” powinno „tak” znaczyć, a „nie” znaczyć „nie”. Kłamstwo i dalej bywa tolerowane i uważane za formę sprytu, a uczciwość, honor, dane słowo, niestety, nie jest w najwyższej cenie. Ten styl życia panuje często i w naszych rodzinach, panoszy się i jest promowany w  środkach komunikacji społecznej, a nie powinien mieć prawa obywatelstwa ani w naszych seminariach ani w relacjach diecezjalnych, ani w naszych relacjach z ludźmi.

To jest wielkie zadanie – odkłamać siebie i innych, wypowiedzieć zwycięską walkę relatywizmowi, ale czynić to cierpliwie i w miłości, biorąc na siebie współczesne, ludzkie słabości bez ulegania im w swoim postępowaniu. Współczesny świat chce, żeby chrześcijanie mówili dokładnie to, czego on chce słuchać… Można mówić o Miłosierdziu Bożym, ale nie o Jego sprawiedliwości, o szczęśliwości w niebie, ale nie mówić o istnieniu piekła, o Bożym gniewie i karze. Wykluczenie nie grozi nam, gdy będziemy głosili prawdy chrześcijańskie, ale gdy będziemy głosili wszystkie prawdy … Możemy jako chrześcijanie gotować światu zupy i robić nalewki, piwa i sery, ale nie wolno nam bronić poczętych dzieci. (O. Janusz Pyda, W drodze, 1/2011, s. 21 nn.).

Z trudem też przychodzi w Polsce przemiana mentalności duszpasterzy z usługowej, kultycznej na ewangelizacyjną, apostolską. Mam na myśli nie tylko najstarsze pokolenie księży, ale i młodszych prezbiterów z generacji mocno posoborowej, ale że wzorce duszpasterskie przechodzą z pokolenia na pokolenie, to większość księży oczekuje w kancelarii lub w konfesjonale na parafian, nawet życzliwie i kulturalnie ich traktuje, ale jeszcze daleko nam do misyjności Jezusa, nie odnaleźliśmy stylu ewangelijnego, kiedy to Pan Jezus wysyłał apostołów po dwóch i trzech, aby szli siać ziarno, nauczać, szukać co było zginęło. Oczywiście są liczne i pozytywne wyjątki, są już przetarte szlaki w kierunku duszpasterstwa i misyjności realizowanej przez świeckich, ale trudno ciągle przychodzi nam uwierzyć, że Akcja Katolicka, KSM, Focolare czy Neokatechumenat, to powinna być część zwyczajnego duszpasterstwa w Polsce.

Warto zapytać, czy jako księża polscy w Rzymie doceniamy nasze polskie duszpasterstwo, czy je naprawdę znamy i czy otwieramy się na autentyczne sukcesy duszpasterstwa w Kościele powszechnym, we Włoszech, Francji, USA?

Nie ukrywam, że z niepokojem obserwuję mity duszpasterskie, jakie panują wśród księży niektórych diecezji w Polsce, gdzie parafie miejskie liczą po kilkanaście tysięcy wiernych, gdzie odległość z wioski do kościoła parafialnego wynosi 5-6 kilometrów, ale księża usypiają się wzajemnie powtarzając jak mantrę, że „dzisiaj wszyscy mają samochody i jeśli zechcą, to dojadą” – a to wcale nie jest prawdą.

Nie wiem, czy odchodzimy już od gigantomanii budownictwa sakralnego w czym trochę pomaga nam wzrost kosztów utrzymania (ogrzania) budynków, ale warto wykazywać stałą, eklezjalną troskę o sprawy naszego Kościoła. Ważny jest poziom homilii i katechezy, ale wychowawczą rolę pełni także wrażliwość na sacrum w liturgii, w sztuce i architekturze, bo i tu nowoczesność powinna iść w parze z pięknem i troską o jego promocję.

Niepokój we mnie budzi ujawniana tendencja do kwestionowania katechezy w szkole w wymiarze dwóch godzin tygodniowo, co powoli przenika także do środowisk kościelnych. Łudzimy się, że ewentualny powrót do sal katechetycznych lub do kościoła rozwiąże nam napięcia katechetyczne z dziećmi lub młodzieżą, zamiast zakwestionować cały system tzw. reformy szkolnej, która rodzi coraz więcej kłopotów poczynając od wprowadzenia podziału na gimnazjum (w najtrudniejszym wieku młodzież rozstaje się ze swym środowiskiem i rozpoczyna konfrontację z nowymi ludźmi i problemami). Ponadto wróciła walka o rolę szkoły i koncepcję wychowawczą dziecka wyrywanego z oddziaływania rodziny. Wyraźna jest też w całej Europie legislacyjna walka z prawami rodziców do wychowania dzieci, co w efekcie postawi przed nami bardzo poważne problemy społeczne i religijne. Fałszywa antropologia zbiera bardzo obfite i bolesne owoce, stawiając poważne wyzwania duszpasterskie.

Wołanie o autentyczną, pogłębianą nieustannie duchowość kapłańską staje się dziś priorytetem dla owocnego duszpasterstwa, czyli nowej ewangelizacji. Duchowość kapłańska to harmonia pomiędzy konsekracją, misją i życiem codziennym księdza. Nie istnieje kapłaństwo sakramentalne na czas określony – zatem nasza służba i ofiara powinna być całkowita i nieodwołalna, jak całkowita i nieodwołalna jest miłość Chrystusa. Pamiętajmy też, że świętość kapłanów i świętość wiernych domagają się siebie nawzajem (por. Ks. J. Esquerda Bifet, Być czytelnym znakiem Dobrego Pasterza, Homo Dei 1, 2011, s. 96 nn.)

Wyrywkowo wskazuję na pewne problemy, które są przejawem dynamiki współczesnego życia. Od ich rozeznania zależeć będzie umiejętność wytyczania dróg nowej ewangelizacji, promocji dobra czy nawet uratowania respektu do kwestionowanego dzisiaj prawa natury (F. Fukuyama uważa, że to już proces nieodwracalny). Osobiście uważam, że dobro jest mocniejsze i bardziej twórcze od zła, i że człowiek – mimo wszystko –  jest lepszy niż myślimy, ale nie godzi się milczeć, stać obojętnie. Żaden wysiłek wsparty modlitwą nie idzie na marne.

Każdy kapłan jest darem Ojca – omodlonym przez Chrystusa – proszę za tymi, których mi dałeś (J 17, 9). Kapłaństwo to rzeczywistość największej rangi. Nigdy do niego nie dorastamy. Na szczęście jego skuteczność nie z nas, ale z Chrystusa czerpie swą siłę. Zatem drugorzędną sprawą jest miejsce realizacji kapłaństwa; w Polsce czy w Rzymie, na parafii, przy studenckim biurku, czy na katedrze profesorskiej. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na okoliczność, że biskup (diecezja) wysyłając księdza na studia specjalistyczne łączy z konkretnym prezbiterem jakieś szczególne nadzieje. Jesteśmy ludźmi wiary, to i wiemy, że to Chrystus łączy z tym konkretnym prezbiterem swoje nadzieje. O tym jednym warto pamiętać.

2017-06-24T20:20:37+00:00 18 stycznia 2011|Przemówienie|