Kulisy nominacji biskupiej

Wola Opatrzności sprawiła, że w początkach roku 1978 podjąłem pracę w Rzymie i to na dwóch stanowiskach: w Watykańskiej Radzie ds. Laikatu i w Papieskim Kolegium Polskim, będącym domem studiów dla kilkudziesięciu polskich księży. Tam także zatrzymywał się Kardynał Karol Wojtyła i stamtąd pojechał na Konklawe.

 Na szczęście kontakty z „naszym” kardynałem nie urwały się, stwarzając sytuację wprost nie do pomyślenia podczas innych pontyfikatów: nasz papież zapraszał do siebie i dawał okazję spotkań. Pomagał też na swój sposób w doli i niedoli rektora Kolegium. Obserwacja, a po trosze i udział w wydarzeniach pontyfikatu, wiele mnie nauczyły, bo przecież nasze Consilium pro Laicis zorganizowało pierwsze międzynarodowe spotkania młodzieży w Rzymie z okazji Roku Świętego, a potem z racji Międzynarodowego Roku Młodzieży. Był to duży sukces duszpasterski Kościoła i samego Ojca Świętego.
Tęskniłem jednak za duszpasterstwem bezpośrednim. Zdawało mi się, że to jest moje miejsce. I że to będzie łatwiejszy „kawałek chleba” kapłańskiego. Poprosiłem o możliwość powrotu do diecezji.

Ojciec Święty w odpowiedzi zaprosił mnie na obiad do Castel Gandolfo (były to wakacje 1986 r.) i w rozmowie wypowiedział ubocznie pytanie, czy rzeczywiście chcę wrócić do Polski. Nie wiem czy zdziwił się moim racjom, bo i sam może przeżywał zew ziemi ojczystej mocniej niż na zewnątrz to wyglądało.

Decyzję nominacji na biskupa gorzowskiego przekazał mi Ks. Prymas, a święceń udzielił sam Papież, o co go poprosiłem. Został Wielkim Człowiekiem mego życia.

Wypowiedź w: Księga Jubileuszowa Wyższego Seminarium Duchownego w Łomży (1919-2000), red. ks. dr Jarosław Sokołowski, WSD, Łomża 2000

2017-11-27T16:45:16+00:00 27 października 2000|Varia|