List do kapłanów gorzowskich

List bp. Józefa Michalika do kapłanów gorzowskich na Wielki Czwartek 1989 r. Opublikowany w piśmie formacyjnym „Dobry Pasterz”, zeszyt nr XI, Gorzów Wlkp. 1991.

„Twoją Mocą, Panie”.
Kochani Współbracia!
Jestem Wam winien ten list od chwili naszego pierwszego spotkania. Dziś mija prawie rok, odkąd próbuję i ja wejść w eklezjalny rytm życia naszej diecezji.

Najpierw dziękuję Bogu za to, że tak licznym z Was dał dar otwartego serca i wyczucia potrzeby jedności Kościoła, żyjącego Duchem Świętym, prowadzącego do jedności wiary pod przewodnictwem biskupa. Tę jedność cementuje dziś dodatkowo nasze wspólne przywiązanie i miłość do Ojca Świętego – Zastępcy Chrystusa na ziemi, który jest fundamentem naszego zjednoczenia z Bogiem Ojcem.

Tak bowiem tłumaczę sobie fakt obecności prawie wszystkich Kapłanów – Duszpasterzy Zakonnych i Diecezjalnych na spotkaniach w 23 dekanatach naszej diecezji. Uradowałem się również liczną Waszą obecnością w innych, duszpastersko ważnych momentach tego Roku Eucharystycznej Jedności i Roku III Pielgrzymki Ojca św. do Polski.

Nasze spotkania zawsze rozpoczynaliśmy modlitwą i adoracją Pana Jezusa w Eucharystii – świadomi, że w Nim tkwi źródło naszej jedności i że w tej jedności z Nim płynie autorytet Waszego biskupa, tak jak czerpie moc i autorytet każdego kapłana. Autorytet bowiem w Kościele jest autorytetem z wiary, a nie z mądrości ani wiedzy, ani gorliwości, ani wieku, ani jakichkolwiek innych powiązań.

Spotkania z Wami napełniały mnie dumą i nadzieją w zetknięciu z ogromem pracy i gorliwości poprzednich pokoleń kapłańskich. Nie możemy bowiem zapomnieć ofiar i zmagań ponad siły tych, którzy odeszli, a którzy w czas najtrudniejszy stanęli na tych ziemiach, wierni Kościołowi i biskupowi. Obowiązkiem każdego z nas jest, aby grób żadnego kapłana nie był zaniedbany, tak jak i chlubą naszą jest podtrzymywać pamięć dobrych czynów tych, którzy za życia napracowali się w winnicy Pana.

Szczególnie proszę, nie zapominajcie o grobach waszych ordynariuszy i biskupów. Przychodźcie do nich jako duchowi synowie, bo z nich wyrosło Wasze kapłaństwo. Ich wiara i łaska, i mądrość Boża, a także doświadczenie ludzkie żyje w Was. Stawajcie wraz z nimi przed Bogiem, szukając Bożego Miłosierdzia dla nich, dla świata i dla nas samych. Głębokim wewnętrznym przeżyciem było i jest dla mnie odkrywanie wielkości i mądrości duszpasterskiej biskupa Wilhelma, które promieniują przez Was samych – jego kapłanów. Nie wstydźcie się tej prawdy, że ponieśliście w świat (w historię) coś z jego myślenia i jego miłości Bożej nadprzyrodzoności, zawierzonej każdemu człowiekowi. Mało jest ludzi takiej wiary, dla których – jak dla biskupa Pluty – nadprzyrodzoność byłaby tak realna, żywa, niemal dotykalna. On jest i niech na zawsze pozostanie kamieniem węgielnym naszego diecezjalnego Kościoła.

Także i na przyszłość podstawą naszego oddziaływania niech będzie nasza wzajemna jedność – ut unum sint – poprzez jedno z Chrystusem, bo przecież „w imieniu Chrystusa spełniamy posłannictwo” (2 Kol 5, 20); jedność z Papieżem, bo to „na tej opoce zbuduję Kościół mój” (Mt 16, 18); jedność z biskupem: „kto was słucha, mnie słucha, kto wami gardzi, mną gardzi” (Łk 10, 16), „Jak Ojciec mnie posłał, tak i ja was posyłam” (J 20,21).

Zobaczcie, jak Chrystus jest wymagający i nie chodzi tu o szacunek, ani o uznanie, nie o posłuszeństwo nawet. Chodzi o jedność! Musimy uczyć się tej jedności w myśleniu, wartościowaniu, jedności pragnień – unum velle unum nolle – bo ta droga jedności prowadzi do zjednoczenia przez Chrystusa z Ojcem.

Krok w kierunku kapłanów to nie demagogiczne szukanie popularności, nie chęć zjednania ich dla swoich projektów czy nadziei, ale ciężki i podstawowy, i pierwszy obowiązek biskupa. Przecież nie ma Kościoła bez Chrystusowego arcykapłaństwa, w którym i my także uczestniczymy. Bez kapłaństwa Chrystusowego nie ma Eucharystii, nie ma odpuszczenia grzechów ani znaku zjednoczenia z Bogiem.

Pójść do kapłanów w dzisiejsze dni, to zobaczyć, to otrzeć się o najbliższych Przyjaciół Chrystusa. „Już was nie nazywam sługami… ale nazwałem was przyjaciółmi” (cf. J 15, 15) – to przebywać z alter ego, to zobaczyć czym i jak żyje Chrystus – Kapłan naszej diecezji. To zobaczyć, jak wygląda „sól ziemi” i „światłość świata” naszych dni.

Trzeba się cieszyć wszystkimi znakami gorliwości i pracy kapłańskiej. Ksiądz często musi być „specjalistą” w różnych dziedzinach pracy jako duszpasterz i katecheta, pedagog i organizator. Szukają w nim dobroci ojca i zdecydowanego sędziego, kontemplacji w modlitwie, znawcy współczesnego świata… Te i inne jeszcze wymagania świadczą, że kapłaństwo się nie przeżyło, że lud ciągle potrzebuje kapłana i że chce go coraz wyższym darzyć szacunkiem.

Powstające z gruzów, budowane czy wiecznie remontowane kościoły świadczą o latach ofiarnej pracy duszpasterzy. Świadczą też o więzi tychże kapłanów z ludem, który nie żałuje ofiar, budując w ten sposób zaufanie do Kościoła i do nas. Kapłan zawsze jest duszpasterzem, zarówno przy ołtarzu, w konfesjonale, w salce katechetycznej, na rusztowaniu czy przy betonie, bo motywem jego działania – ba – życia całego, jest „miłość Boża rozlana w sercach naszych” (Rz 5, 5).

W czasie naszych spotkań wielu księży pytało mnie jak widzę naszą diecezji przy tych kontaktach osobistych. W tym pytaniu zawarte było chyba inne, bardziej zasadnicze: jak widzę samego siebie z Wami i wśród Was?

Odpowiedź będzie może mało oryginalna, ale szczera: diecezja ma już swoją przeszłość. W dalszej i bliższej historii nie brak kart wspaniałych, którą utworzyli ludzie prawdziwej wiary. Żyją jeszcze do dzisiaj na naszych ziemiach i świeccy i księża, którzy cierpieli dla Kościoła i dla jedności z biskupem uwięzienie i prześladowanie, ucisk i trud. Znacie też przykłady ludzkiej słabości, prowadzącej poprzez upadki aż do tragedii odejścia, załamania bolesnego, bo szarpiącego jedność żywego Ciała Chrystusa – Kościoła. Niech te przykłady uczą nas pokory: „Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, żeby nie upadł” (1 Kor 10, 12). I niech budzą w nas ducha solidarności i bólu doświadczanego w spotkaniu z bratem łamanym przez grzech. On dziś, a ja może jutro będę potrzebował pomocy – nawet może wbrew mnie samemu – abym nie przeszedł na stronę szatana, ale pozostał z Chrystusem. „Oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę, ale Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara” (Łk 22, 31).

Na teraźniejszość diecezjalną musimy również patrzeć krytycznie – cenić zastane dobro, ale nie zamykać oczu na potrzeby i braki.

Życie społeczności odbija rzeczywistość człowieka: największe braki tkwią w nas samych. Od tego sądu nad sobą zależy bardzo wiele, nie tylko na dziś, ale i na jutro. Trzeba zdobywać się na postawienie pytania, czy nie stać nas na więcej? A w duszpasterstwie – jak mawiał zmarły niedawno wielki Kapłan Polski, ks. Blachnicki – trzeba robić nie to, co możemy, co nam wolno, ale to, co trzeba, co powinniśmy!

Każda żywa społeczność musi mieć odwagę sięgać w przyszłość, potrzebuje wielkich idei, pragnień, nadziei, wzorów…

Ideałem naszego życia, najbardziej realnym i bliskim, jest i pozostanie Chrystus „w imieniu którego poselstwo sprawujemy” (2 Kor 5, 20). Każdy inny wzór, ideał grozi alienacją, zafałszowaniem, łudzeniem siebie samych i w efekcie musi doprowadzić do nieszczęścia. Do Chrystusa i tylko do Niego trzeba się ciągle przymierzać i porównywać. Trzeba się ciągle pytać, na ile żyje we mnie i myśli, i czuje, i kocha Chrystus, a na ile „stary człowiek”. Ile jest warstw we mnie, w moim myśleniu, wartościowaniu, mówieniu, w mojej miłości i we mnie całym z Chrystusa, a ile ze świata? Oto wielka idea: kapłańska świętość, kapłaństwo na wzór, na wymiar Chrystusa. Taką wizję kapłaństwa trzeba pokochać i taką dzielić się z braćmi.

Nie wstydźmy się, przynajmniej wobec siebie, mówić o świętości kapłańskiej, o urokach tej służby duchowej, niosącej wyzwolenie człowiekowi i otwierającej perspektywę najpiękniejszą – wiecznego przebywania z Bogiem.

Najwznioślejsze pragnienia przeminą bardzo szybko, jeśli nie zastosujemy środków do ich realizacji.

„Przypatrzmy się Bracia powołaniu naszemu” – zachęcał Ojciec Święty w czasie ostatniej apostolskiej podróży do Polski. Zobaczcie ile godzin (czy minut) dajemy Bogu na codziennej modlitwie, jak wygląda nasze przygotowanie i dziękczynienie – a co z tym nierozłączne – sprawowanie Najświętszej Ofiary Mszy św. Czy codzienny brewiarz i rozmyślanie, i różaniec, i adoracja prowadzi mnie wreszcie do stałego zjednoczenia i życia w obecności Bożej?

Wyczulenie na sacrum – na nadprzyrodzoność, na obecność Boga w nas i w drugim księdzu, i w każdym człowieku, zawsze będzie sprawdzianem naszego kapłaństwa. Nie dawajcie ludziom świadectwa mądrości i dobroci tylko ludzkiej, ale ubogaconej o dar łaski Bożej obecności. Dlatego każde nasze kazanie niech będzie przemodlone i mówione współczesnym wprawdzie językiem, ale z nastawieniem na człowieka – dziecko i obraz Boży. To jest bowiem płaszczyzna nasza, tu jesteśmy mocni i niepokonalni, bo tu tkwi moc mądrości Bożej.

Kapłaństwo nasze nie jest zawodem, który człowiek mógłby sprawować przez kilka godzin dziennie, a potem miałby czas dla siebie. Kapłan nigdy nie żyje dla siebie i cokolwiek pełni – „czy je, czy pije na chwałę Bożą” – jako kapłan daje świadectwo Chrystusowi. Każda sytuacja pracy czy odpoczynku jest dobrą okazją do realizowania powołania, do dawania świadectwa, do szukania Boga, do modlitwy.

Źle by było, gdyby kapłan nie chciał być rozpoznawalny jako człowiek Chrystusa i Kościoła, dlatego zawsze nas obowiązuje strój kapłański (tak czasami bezmyślnie, lekkomyślnie pomijany), obowiązuje nas styl bycia rozpoznawalny po głębokiej, ewangelicznej kulturze, styl jazdy samochodem własnym czy innymi środkami lokomocji, styl posiłków i spotkań między nami i z ludźmi… A nade wszystko „przyobleczcie się w Chrystusa”, w jego cierpliwość i dobroć w konfesjonale, w Jego odwagę na ambonie, w Jego kapłaństwo na 24 godziny na dobę, a nie tylko na czas katechezy, Mszy św. czy wyznaczonych godzin urzędowania.

Kapłan gorzowski powinien mieć ambicję bycia kapłanem prawdziwie eucharystycznym i maryjnym. To są dwa źródła naszej pobożności i naszej nadziei. Żyjemy w cieniu Matki Rokitniańskiej – Jej świątynię sami przecież odnowiliście na jubileusz kapłański mojego śp. Poprzednika. Pobożność maryjna jest ciepła, serdeczna, prosta. Kapłanowi potrzeba serca; potrzeba ciepła matczynej opieki, komuś musi też okazać swoje uczucia, swoje zagubienie i kłopoty. Niech je w zdrowej, prostej modlitwie niesie Matce Jezusowej, Matce Przyjaciela – Kapłana, Matce cierpliwie słuchającej, pośredniczce łaski (warto przy okazji zajrzeć do nauczania Soboru Watykańskiego II i przeczytać nr 8 Dekretu o posłudze kapłańskiej).

Długo pisałem ten list, chciałem żeby był krótki (nie udało się) i żeby trafił do serca każdego z Was, niezależnie od wieku, sytuacji wewnętrznej, sympatii czy niechęci, jaką wzbudził Wasz biskup. Razem tworzymy prezbiterium gorzowskie – taka jest wola Boża. Razem idziemy na spotkanie zmartwychwstania, ale poprzez posługę wśród ludu odkupionego drogą Krwią Chrystusową.

Nie wiem, czy pamiętacie jeszcze słowa zadumy wypowiedziane przed rokiem prawie, przez Ojca Świętego: „Wielka jest (biskupa) odpowiedzialność przed Bogiem i przed ludźmi, ciężki jest również obowiązek Pasterza” (Jan Paweł II, 16 X 1986). Mimo najlepszej woli człowiek często bywa bezsilny i bezradny, odczuwa wokół siebie niejako ciemność, w którą trzeba iść. Na te momenty i na wszystkie inne, ktoś musi wymodlić światło łaski, aby skuteczność posługiwania była z mocy Boga, a nie z ludzkiej mądrości.

I dlatego miał rację Ojciec Święty, kiedy przypominał: „Odpowiedzialna posługa biskupa w Kościele wymaga, aby wierni byli z nim zjednoczeni serdeczną życzliwością, synowskim posłuszeństwem i nieustanną modlitwą” (16 X 1986).

Codziennie modlę się za Was – moich Kapłanów, Diakonów i Alumnów, złączonych wspólną troską i odpowiedzialnością za Lud Boży naszej ziemi. Ten lud Boży i Kościół, i świat potrzebuje naszego charyzmatu kapłaństwa diecezjalnego czy zakonnego. Im bardziej, pełniej będziemy kapłanami, tym bardziej będziemy przydatni temu Ludowi i Kościołowi, i światu nawet. Często do tej myśli wraca Ojciec Święty Jan Paweł II od pierwszych prawie tygodni po swoim wyborze: „Nie myślmy, że przysłużymy się Ewangelii, jeśli »rozpuścimy« nasz charyzmat kapłański w przesadnym interesowaniu się problematyką doczesności, jeśli usiłujemy zeświecczyć nasz sposób życia i postępowania, jeśli zetrzemy nawet zewnętrzne przejawy naszego powołania kapłańskiego. Musimy zachować poczucie naszego wyjątkowego powołania i ta »wyjątkowość« powinna wyrażać się choćby w naszym stroju. Nie wstydźmy się tego. Tak, żyjemy w świecie, ale nie jesteśmy ze świata” (Jan Paweł II do księży 9 IX 1987). – Nie wstydźmy się, Bracia Umiłowani, ani naszego kapłańskiego myślenia, ani naszych kapłańskich trosk czy nadziei. Nieśmy świadectwo kapłaństwa słowem, ofiarą, czynem, a także naszą sutanną.

Modlitwa zaś jest dla nas najważniejsza, bo na modlitwie człowiek pozostaje w prawdzie o samym sobie przed Bogiem. Módlcie się za biednych, potrzebujących i słabych z Waszych parafii i Waszych grup. Omadlajcie tych „nudnych” i trudnych ludzi Waszego posługiwania. Duch Święty sam podsunie najlepsze metody duszpasterskie, nauczy prawdy, która pochodzi od Ojca i ożywi zmęczone ramiona do nowych wysiłków dla tych, którzy potrzebują naszej pomocy i naszego czasu, a może naszego pośrednictwa w okazaniu miłosierdzia chrześcijańskiego. „Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13, 35).

Lękam się sytuacji, która by nas prowadziła do przyjmowania przywilejów wśród naszego ludu. To mogło by być dla nas niebezpieczne, a nawet śmiercionośne! Strzeżmy się przywilejów, które by nas oderwać mogły od naszego ludu. Także przywilejów materialnych, które niosą pokusę niezależności czy wywyższenia, budzą głód nowszego samochodu czy zagranicznych podróży, głód luksusu czy wygodnictwa… Kapłan jest tylko szafarzem, rozdawcą otrzymanych dóbr. Kapłan ma obowiązek sumienia przekazywać bona superflua bardziej potrzebującym, ma ciężki obowiązek sumienia zachować uczciwość wobec zawierzonych mu ofiar.

Przestrzegał nas przed niebezpieczeństwem i w tej dziedzinie Ojciec Święty i to zarówno w Szczecinie, jak i w Tarnowie (por. Jan Paweł II do kapłanów, 10 i 11 VI 1987).

Szukajcie stałych, z Bożego Ducha spowiedników, którzy uczciwie postawią i Wam w czasie spowiedzi pytania trudne. Wrażliwość bowiem sumienia naszego może zbyt często bywa usypiana w relacji do dóbr materialnych. Piszę o tym z całym niepokojem, obserwując wielkie zamieszanie moralne i niewrażliwość sumień w skomplikowanej rzeczywistości naszego społeczeństwa, które żyje w przerażającym chaosie moralnym w dziedzinie pracy, uczciwości czy szacunku dla cudzej własności.

Prawie rok wspólnej pracy to jeszcze za mało, aby się po ludzku można było poznać. Nasza jednakże znajomość nie płynie z ludzkich sił i nie odwołuje się do ludzkich metod. Pan Bóg pozwala nam jednak podejmować (a nie „rozpoczynać”) wspólne programy duszpasterskie: koronacji Obrazu Matki Bożej w Rokitnie, modlitewnych zabiegów o powołania, dynamizacji laikatu i in.

W diecezji mamy już sporo i to wartościowych doświadczeń w dziedzinie zaangażowania świeckich, sporo doświadczonych i zaangażowanych ludzi, którym dobro Kościoła i wiary leży głęboko na sercu. Trzeba ich szanować i kochać tę iskrę Bożą, która płonie w ich duszy; ale trzeba, żeby tych ludzi w każdej parafii było więcej. Trzeba się otwierać na nowe grupy i wspólnoty apostolskie i modlitewne, aby Ewangelia była coraz szerzej znana, a Chrystus kochany. Bez tych rodzin chrześcijańskiej, nowoczesnej wiary, bez tych ludzi świeckich zaangażowanych w życie Boże i w apostolstwo, wszystkie nasze plany pozostaną nienależycie wykorzystane.

Na zakończenie moja troska największa: seminarium i brak powołań. Czy za mało modlimy się o nowych robotników na żniwo Pańskie, czy za mało kochamy nasze Seminarium, czy przykład miłości do starszych kapłanów jest mało pociągający? A może modlitwy i miłość, i przykład trzeba wesprzeć ofiarą i umartwieniem?

Nie ustawajmy w trosce, w niepokoju i w modlitwie. Każdy kapłan niech nie ustaje w modlitwie za swoich kleryków i niech wymodli nowe, gorliwe, święte powołania – „proście a otrzymacie” – aby radość nasza była pełniejsza.

Oto troski i nadzieje, które w Duchu Świętym niosę Bogu Ojcu przez Jezusa Chrystusa, naszego Brata i Przyjaciela.

Proszę Was także całym sercem, codziennie walczcie z Bogiem na modlitwie o to, abym Wolę Bożą na każdy czas chciał poznać, a potem potrafił i mógł, i wypełnił najdokładniej. A w modlitwie pamiętajcie też o moim biskupie Pomocniczym Pawle.
Pozdrawiam Was i błogosławię Wasz Biskup

+ Józef Michalik

Gorzów, 4 października, Roku Maryjnego 1987

2017-06-16T18:54:32+00:00 04 października 1988|List pasterski|