„Mądrość, moralność i miłość Ojczyzny”

Kazanie wygłoszone przez abpa Józefa Michalika w archikatedrze przemyskiej w dzień Święta Niepodległości 2000 r. (I Kongres Akcji Katolickiej Archidiecezji Przemyskiej, 10-12 listopada 2000 r.)

 

Drodzy Bracia i Siostry, kochający naszą ojczyzną, polską ziemię!

11 listopada 1918 roku przyjęto uważać jako dzień odzyskania wolności po wielu latach niewoli. To właśnie wtedy uwolniony z twierdzy w Magdeburgu Józef Piłsudski stanął w Warszawie, aby przejąć od Rady Regencyjnej władzę nad wojskiem i wypełnić wolę narodu, uformowania nowego, demokratycznego, polskiego rządu i państwa.

Kronikarze notują bardzo ciekawy fakt, że nastąpiło potem rozbrajanie żołnierzy okupacyjnych: rosyjskich, pruskich, austriackich, ale odbywało się to bez rozlewu krwi, bo waleczni żołnierze stracili chęć do walki, przestali wierzyć w jej wartość, wiedzieli, że walka byłaby przegrana i dlatego oddali hołd sprawiedliwości dziejowej. Dzień 11 listopada przygotowywała praca wielu ludzi. Były trudności, ale nie zabrakło przywódców mądrych i ofiarnych, którzy wychowywali naród, budzili w nim poczucie godności i potrzebę wolności. Rodziny polskie, Wielka Emigracja, patrioci jednoczyli swoje wysiłki, żeby nie zapomnieć polskiej mowy i nie żałować ofiary, narażając się niejednokrotnie na niezrozumienie w głoszeniu tego niewygodnego słowa. Okazało się wtedy, jak wielokrotnie w historii, że to Bóg jest Panem dziejów. Ludzie są potrzebni jako współpracownicy godnego dzieła, ale to On ostatecznie rozbraja potęgi, wywyższa słabego i upokorzonego. On solidaryzuje się z biednym, grzesznym, oczyszczając go mocą swego miłosierdzia.

Każdy czas zanurzony jest w zmagania, jawią się ludzie odważni i mądrzy niczym prawdziwi prorocy. Jednym z nich w historii naszej ojczyzny był ksiądz Piotr Skarga. Tyle wieków wstecz mówił o chorobach matki naszej – ojczyzny. Pierwsza wśród nich – wyliczał – jest nieżyczliwość ku Rzeczpospolitej i chciwość domowego łakomstwa; druga – to niezgoda i rozterki sąsiedzkie; trzecia – to naruszenie religii katolickiej; czwarta – uwłaczanie władzy i jej osłabienie; piąta – prawa niesprawiedliwe.

Ile jest mądrości w stwierdzeniu tego człowieka! Dlatego zapraszając wszystkich do modlitwy za ojczyznę, spróbujmy modlić się roztropnie i formować nasze myślenie do godnych czynów wyproszonych dzięki Bożemu błogosławieństwu. Pójdziemy tu za myślą Pana Jezusa, który przed chwilą wygłosił bardzo trudną wielointerpretacyjną mowę. Mówił, że warto poświęcić dobra doczesne, niegodziwą mamonę, aby uzyskać wyższe dobra. Jeśli nie umiecie być gospodarzami w tych prostych, małych sprawach, któż wam wyższe powierzy, a jeśli nawet wam powierzy to je zmarnujecie.

Chciałbym dzisiejszą refleksję oprzeć na schemacie trzech „m”. Polska dzisiaj tych trzech „m” potrzebuje: mądrości, moralności i miłości.

Pierwsze „m” to mądrość. Potrzebna jest wiedza historyczna, dlatego uczymy się historii, którą głosi dzień dzisiejszy. Tej historii chcemy uczyć się wszyscy i dlatego cieszę się widokiem młodzieży szkolnej, obecnej ze swoimi pocztami sztandarowymi, oraz młodzieży zorganizowanej, jest tu ich wiele: harcerze, służby umundurowane, alumni, którzy w przyszłości jako kapłani będą głosić tę historyczną mądrość, ale zanim to uczynią trzeba, żeby sami ją poznali. Historii uczymy się nie dla pychy i zarozumiałości. Historia, tradycja, to jest zwrócenie się w przeszłość, to lekcja porażek i błędów, ale też i lekcja mądrości, umiejętność wyciągnięcia wniosków z sytuacji, które zaistniały w przeszłości, ale są ważne na dziś, na jutro.

Potrzebne jest następnie wykształcenie, intelektualne przygotowanie, żebyśmy wiedzieli jak należy prowadzić rachunek historii i ustalić programy przyszłości. Dlatego bardzo ważną rzeczą jest szkolnictwo i cieszę się, że i w naszym Przemyślu jawi się kolejny promyk ciepła, poprzez założenie Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej. Trzeba i warto inwestować w młodych ludzi, bo bez tego intelektualnego, fachowego przygotowania dzisiaj niewiele da się zrobić dla dialogu międzynarodowego.

Czy chcemy, czy nie, procesy demokratyczne są w rozpędzie, stajemy się – już jesteśmy – zwolennikami kapitalizmu, trzeba go dobrze poznać. Nie możemy się obrażać na Europę. Z jej chrześcijańskich, z jej klasycznych starogreckich i starorzymskich korzeni wyrośliśmy. Własnej tożsamości zaprzeczać nie sposób, ale trzeba ją dobrze poznać, poznać prawa rządzące kapitalizmem i uczynić je sprawiedliwymi, uczynić je wrażliwymi na wartości inne, a nie tylko te, które są wartościami wymiernymi w korzyściach materialnych.

Mądrość to również zachowanie jedności. I tu warto powiedzieć, że w demokracji każdy podział dokonany w oparciu o różne programy jest uzasadniony, godziwy, powiedziałbym zdrowy, ale podział dokonywany w oparciu o osoby jest niebezpieczny. Nie będę dopowiadał, bo w dzisiejszej polskiej sytuacji łatwo wyciągniecie wniosek, o co się biją te niewielkie partie, które zamiast zjednoczyć między sobą cały wysiłek wkładają w to, żeby przejąć dla siebie zysk, korzyść. Jest to wielka i karygodna nieumiejętność zachowania jedności, zjednoczenia sił w dobrej sprawie. Trzeba walczyć w ramach tej mądrości społecznej o solidarność narodową. Nie klasową, nie partyjną, ale solidarność narodową, bo jeśli ten okręt ojczyzny zatonie – partie i grupy nie uratują swoich nadziei i wszystko będzie stracone – dlatego warto budować Polskę na mądrości.

Następne „m” to moralność. Kongres Akcji Katolickiej, w dzisiejszym odbywany w Przemyślu, poświęca uwagę rodzinie, to jest bardzo ważna, podstawowa dla naszego myślenia i postępowania sprawa. Jaka jest ta nasza rodzina? Czy ona jeszcze formuje? Czy jeszcze przekazuje wartości? Czy uczy patriotyzmu, zdrowego ofiarnego patriotyzmu? Czy uczy o godności człowieka wyrosłego na tej ziemi? Obserwatorzy wielkiego pontyfikatu obecnego Ojca Świętego mówią, że ten człowiek dlatego jest tak uniwersalny, rozumie świat współczesny, bo jest taki polski, rozumie i kocha swój naród i dlatego kocha człowieka wszystkich narodów, walczy z nieuczciwością, nieprawdą, z upolitycznieniem religii, które się dokonuje w tzw. teologii wyzwolenia, dlatego, że on mądrze kocha Polskę. Wyszedł ze szkoły zdrowego patriotyzmu, umie odróżnić to, co fałszywe od tego, co prawdziwe. On się na tę Polskę nie pogniewał, chociaż boleje ilekroć widzi, że w niewłaściwym kierunku zmierza ojczyzna. Ojciec Święty, mówiąc o perspektywach Polski wobec Europy całym sercem jest za jedną Europą zbudowaną na wielorakich, wielokulturowych, wieloaspektowych fundamentach i mówi bardzo ciekawe słowa: Europa potrzebuje Polski głęboko wierzącej i po chrześcijańsku kulturowo twórczej, świadomej swojej roli wyznaczonej jej przez opatrzność. Tak, Europa potrzebuje Polski etycznej, moralnej, kulturowo twórczej, dynamicznej, uczciwej – takiej Polski potrzebuje Europa, ale i Polska potrzebuje Europy godnej.

Kiedy patrzymy na Europę słyszymy, że powstają projekty, programy uporządkowania Europy. Ostatnio w Brukseli odbyło się zebranie, gdzie dyskutowano na temat Karty Podstawowych Praw Człowieka w Europie, o powinnościach obywatela Europy mówiono w Gdańsku na początku września. Kardynał Vlk z Pragi i Prymas Polski, nie podpisali tej deklaracji. Dlaczego, spyta może ktoś, czy obrazili się na Europę, są jakimiś tradycjonalistami reakcyjnymi, którzy nie rozumieją rytmu naszych czasów?! Nie, nie podpisali dlatego, że na wniosek Francji wykreślono z tej Karty odniesienie do Boga i religii, a na czym budować przyszłość Europy? – na równości, braterstwie, które głosiła rewolucja francuska, wyrzynając dziesiątki i setki tysięcy inaczej myślących, albo wierzących w Boga; czy na takich deklaracjach można bezpiecznie budować przyszłość Europy? To wydarzenie jawi się jako przestroga, bo Karta Praw stanie się podstawą przyszłej konstytucji europejskiej i znając miłość niektórych ugrupowań politycznych, także w naszej ojczyźnie do wszystkiego, co idzie z kręgów francuskiej, laickiej myśli politycznej, można łatwo się domyślić, że zechce się wprowadzić nowy porządek w Europie bez Boga, bez dziesięciorga przykazań. Ale czy w uporządkowanym w taki sposób świecie będzie miejsce dla człowieka słabego, dla człowieka poczętego, bezbronnego? Czy w takim świecie będzie miejsce dla inaczej myślącego? Dla człowieka innej religii, innego wyznania, innego narodu? To jest autentyczny dramat, że w takim świecie, będzie naprawdę ciężko żyć. Moralność musi być podstawą myślenia i czynu społecznego.

Jesteśmy świadkami narastającego ataku na dziecko. Nie tak dawno jeden z przywódców partii, będącej spadkobierczynią niechlubnych dziesiątków lat historii ostatnich dziejów naszej ojczyzny, powiedział słynne słowa: wielodzietność jest silą napędową ubóstwa. Czyli, że każde kolejne dziecko to niebezpieczeństwo ubóstwa – tak również głosił jego duchowy mistrz Bolesław Bierut mówiąc, że na naszej ziemi Polaków jest za dużo. A tymczasem zamykane są szkoły, wkrótce nie będzie komu pracować na starszych, nie będzie komu wypracować rent i emerytur. Chore systemy, chore myśli rodzą chore pomysły. Galop nieroztropności politycznej, która jest przeciwstawieniem mądrości będzie kosztował bardzo wiele tych, którzy pójdą za tego rodzaju bałamutnymi hasłami. Trzeba mieć oczy otwarte, przykładać ucho do historii, do rytmu dziejów w naszej ojczyźnie i otwierać oczy na dobre, zdrowe pisma: na Niedzielę, Źródło i inne tygodniki i miesięczniki katolickie, których na szczęście nie brakuje. Na szczęście nie zabrakło protestów zbiorowych i pojedynczych w sprawie tej haniebnej wypowiedzi, która chce kształtować mentalność antydziecięcą, która zabija miłość prawdziwą opartą na trudzie, na ofierze do kolejnego dziecka.

Przyszłość narodów idzie poprzez rodzinę, idzie poprzez miłość do dziecka, do człowieka niepełnosprawnego, do człowieka słabego – to jest bardzo ważna sprawa w rozważaniu na temat naszej moralności, jako podstawy życia społecznego. Jeśli nie będzie etyki, jeśi nie będzie wyczucia na Boże prawa, pozostanie spryt, którego od dziesiątków, a może od pięćdziesięciu lat jesteśmy nieustannie świadkami, pozostanie bezkarność wobec cwaniaków różnego rodzaju. Wielka to sprawa i ważna, żebyśmy umieli zastosować kryterium mądrości i moralności w naszych sytuacjach, w promocji dobra ojczyzny.

Czytam, że reforma roku 1999 powiększyła o 46 tysięcy zatrudnionych w administracji, a miała być zredukowaniem, ulżeniem w dźwiganiu ciężaru bezrobocia. Czytam, że Warszawa wreszcie dzięki Unii Wolności i SDRP zjednoczyła się i wybrała prezydenta. Warszawa, która ma 2 miliony mieszkańców ma 779 radnych! Nowy Jork, który ma tych milionów kilkakrotnie więcej ma 81 radnych – czy to nie mówi za siebie? Czy to nie mówi, że ten kto ma siłę przejmuje dochody z podatków i zaoszczędzone, wypracowane pieniądze. Kancelaria prezydenta ma już, jak podają, ponad 600 urzędników, a kancelaria prezydenta Mościckiego, największego z przedwojennych prezydentów, miała tylko 40 urzędników. Czytamy też o pewnym ministrze, który się wsławił kilkoma wyczynami, bo pijany jeździł samochodem, dokonał przestępstwa drogowego, wspaniałomyślnie został tylko upomniany. Są więc równi i równiejsi, a przecież kryteria porządku, prawa, moralności muszą być jednakowe wobec wszystkich, inaczej będziemy ludźmi fałszu, nieprawdy. Ksiądz prymas Stefan Wyszyński kiedyś powiedział, a często powtarzał to ks. Jerzy Popiełuszko, że ludzi mówiących o prawdzie, głoszących prawdę nie trzeba wielu. Tylko słów kłamstwa musi być dużo, bo kłamstwo kupczy, sprzedaje towar fałszywy i musi go ciągle zmieniać. Ludzi mówiących prawdę nie trzeba wielu, jeden wystarczy! Oto optymistyczna dla nas perspektywa. Potrzebna jest moja postawa prawdy, moja moralność, moja mądrość, bo ona stanie się tym promieniem, który spopieli pył nieprawdy, który pomoże się opamiętać w rozpędzie niemoralności, uratuje zdrowe tkanki, które są potrzebne i twórcze. Tak, idźmy przez życie, mówiąc o miłości.

To jest trzecie „m” – miłość, której bardzo potrzebuje nasza ojczyzna – trzeba ojczyznę naszą kochać mądrze. A co to znaczy kochać mądrze? To nie zapomnieć o interesie wspólnym, ojczystym, narodowym na pierwszym miejscu. Nie można go przekreślać, bo poprzez ojczyznę, poprzez naród idzie się do źródeł kultury. Tam człowiek formuje się w swoim myśleniu, w swojej inteligencji, to naród stwarza człowiekowi podstawy do dynamizmu wewnętrznego, pozbawia go kompleksów, pomaga akceptować prawdę, bo człowiek w społeczności, w narodzie wie, że nie jest sam, czuje się akceptowany na drodze dobrych czynów. Mówiąc o wartości narodu, zdaję sobie sprawę, że dzisiaj często patriotyzm, miłość ojczyzny jest lekceważona, a nawet przekreślana. Trzeba powiedzieć, że zdrowy patriotyzm, poprawna miłość do swego narodu uczy uszanowania wobec drugiego narodu. I dlatego zwłaszcza tu, w naszym przemyskim rejonie, trzeba to sobie powtarzać, że miłość do naszej ziemi, miłość do Polski to jest również szacunek i uznanie prawa do obecności na tej ziemi zarówno Ukraińców, Cyganów, Żydów, którzy się to urodzili, bo oni nie wybrali sobie miejsca urodzenia, tak jak i myśmy go nie wybrali. Oni mają prawo kochać i powinni kochać tę wspólną ojczyznę, tę ziemię, po której chodzimy. To jest to otwarcie na wszystkie narody, na Niemców i Rosjan. Chrześcijańskie otwarcie na drugiego człowieka, będzie twórcze, bo jest spojrzeniem w przeszłość i przyszłość, a tylko w takim wspólnym spojrzeniu można budować mądrą i jasną perspektywę narodów zjednoczonych w tej naszej Europie.

Na początku tego miesiąca gazety wydrukowały wywiad z niektórymi ludźmi na temat, co oni myślą o Polsce. Na pierwszym miejscu była wypowiedź nawróconego Żyda, bardzo znanego, kardynała Jan Maria Lustigera z Paryża, który powiedział, że Francuzi często mają kompleks wobec Polski – mają go także Amerykanie dlatego, że Żydom w czasie wojny nie pomogli. Dzisiaj się rzuca oskarżenia na Polskę, o antysemityzm, a Kardynał mówi: najwięcej Żydów uratowali właśnie Polacy. Proszę popatrzeć na naszą Markową, wioskę, gdzie przez całą wojnę biedna polska rodzina przechowywała biedną żydowską rodzinę. Krótko przed wyzwoleniem ktoś haniebnie doniósł, czy może inaczej wykryto ten fakt. Przyjechali gestapowcy i zamordowali wszystkich: Polaków i Żydów. I kardynał Lustiger mówi, że katolicka Polska była jedynym krajem, który ofiarował Żydom spokojne schronienie i czynił to wiele razy w historii, że nie można zapomnieć o polskim ruchu oporu, o utworzonej organizacji „ŻEGOTA”, bo było to bohaterstwo, które wykazywał naród polski, jak żaden inny w Europie. Dlaczego to mówię?  – dlatego, że warto ponosić trud i pomagać prześladowanym mimo, że będą oskarżać nas fałszywie. Wystarczy jeden głos – taki głos, żeby wszystkie kłamstwa pierzchły spopielone i obróciły się przeciwko ich siewcom.

Oto bracia i siostry motyw do modlitwy, żebyśmy byli wielcy i mądrzy duchem, na tej naszej ziemi polskiej, żebyśmy byli moralni, żebyśmy żyli według zasad dziesięciorga Bożych przykazań, żebyśmy tę ojczyznę naszą ofiarnie kochali. Stare przysłowie łacińskie mówiło: Patriam amamus non quia magna sed quia nostra est – ojczyznę kochamy nie dlatego, że wielka, że piękna, ale że nasza i że tędy idzie droga również do współżycia z innymi narodami.

I dorzucę na koniec jeszcze jedno „m” ważne dla naszego narodu – maryjność. Bądźmy narodem maryjnym, uczmy się od Matki Bożej prawdy o miłości Boga do człowieka, bo Ona ją pierwsza odkryła i uznała. Ona całe swoje życie oddała Temu, który przyszedł odkupić świat i pokazał, że Bóg to nie tylko surowy sędzia, ale Ojciec zatroskany o zbawienie, Ojciec, w którego opatrzności jesteśmy i w którego ręce pragniemy, w dniu dzisiejszym, złożyć tę naszą Ojczyznę. Amen.
Ks. Abp Józef Michalik

2017-06-17T10:30:29+00:00 11 listopada 2000|Homilia|