„Maksymiliańska szkoła duchowości”

Niepokalanów, 21 października 2007 r. Homilia abp. Józefa Michalika wygłoszona podczas obchodów 80. rocznicy Niepokalanowa i 25 rocznicy kanonizacji św. Maksymiliana Marii Kolbe.

Drodzy Bracia i Siostry
„Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15, 13).Tym stwierdzeniem Pana Jezusa, Jan Paweł II rozpoczął przed 25 laty homilię w dniu kanonizacji św. Maksymiliana Marii Kolbego. Chciał nam przypomnieć, że miłość bez ofiary jest niepełna, niekiedy nawet fałszywa, a miłość, która oddaje siebie, nawet życie swoje, staje się miłością twórczą największą, miłością przyjaźni sprawdzonej, pełnej. Taką miłością ukochał ludzi Chrystus, a radykalny i zobowiązujący wniosek dla Jego wyznawców wyciągnął święty Jan Apostoł, kiedy napisał: „Po tym poznaliśmy miłość, że On oddał za nas życie swoje. My także winniśmy oddać życie za braci” (1J 3, 16).

Drogą takiej wierności poszedł święty Maksymilian Kolbe. Oddał swoje życie zupełnie dobrowolnie i w pełni świadomie za współwięźnia obozu koncentracyjnego w Auschwitz-Oświęcim, ale do takiej heroicznej decyzji człowiek musi dorastać całe życie i powoli jego życie staje się heroiczne, piękne, ofiarne.

Rajmund – Maksymilian Kolbe urodził się 8 stycznia 1894 roku w Zduńskiej Woli k/Łodzi i tegoż dnia został ochrzczony w kościele parafialnym. Był drugim dzieckiem swoich rodziców po nim przyszło jeszcze na świat 3 synów Kolbowie żyli bardzo skromnie. Początkowo trudnili się tkactwem chałupniczym, potem przenieśli się do Łodzi i Pabianic gdzie ojciec pracował w fabryce a matka dorabiała, pracując w sklepiku.

Atmosfera rodzinna ich domu była prawdziwie religijna. Oboje rodzice należeli do Trzeciego Zakonu świętego Franciszka i według duchowości Biedaczyny z Asyżu pogłębiali wiarę, starając się żyć nią na co dzień.

Nic więc dziwnego, że wszyscy trzej synowie zapragnęli poświęcić się na służbę Bogu. Rajmund już w młodości złożył ślub Matce Najświętszej, że będzie dla Niej walczył  – początkowo miał na myśli walkę o wolność Polski, ale potem poznał o jaką wolność chodzi.

Skończył Niższe Seminarium we Lwowie i w 15 roku życia wstąpił do nowicjatu. Po pierwszych ślubach czasowych został skierowany na dalsze studia do Krakowa i Rzymu. Tu ten uzdolniony kleryk zdobywa dwa doktoraty i w (1918 roku) w 24 roku życia przyjmuje święcenia kapłańskie.

Rzym ofiarował Maksymilianowi dostęp do starożytnej kultury i pozwalał mu oddychać aktualnym życiem Kościoła. Korzystał z tego coraz pełniej i coraz bardziej odpowiedzialnie. Nie upajały go triumfy, ale bardzo niepokoiły zagrożenia, trudności, ujawniane niechęci do Ewangelii i Kościoła. Boleśnie przeżył publiczne, agresywne demonstracje roku 1917 zorganizowane przez masonerię, a wymierzone w Papieża i Kościół (była to 200 rocznica od założenia masonerii). Bardzo bolał nad pasywnością tłumów obserwujących prowokacyjne demonstracje. Uznał, że nie godzi się trwać bezczynnie. Postanowił działać na sposób chrześcijański. W porozumieniu z przełożonymi, wraz z 6 kolegami założył (z których wkrótce 2 zmarło) ruch modlitewny „Rycerstwo Niepokalanej”, znany dziś na całym świecie jako Militia Immaculatae.

Celem Rycerstwa jest starać się o nawrócenie grzeszników i prześladowców Kościoła. Środkami są: całkowite oddanie się Niepokalanej i ufna, codzienna do Niej modlitwa. Rycerze jako znak rozpoznawczy noszą na sobie Cudowny Medalik.

Odtąd życie Maksymiliana nabiera coraz większego dynamizmu. Po powrocie do Polski zostaje profesorem w Seminarium Duchownym, ale choroba przerywa to zajęcie i wyłącza go na półtora roku z zewnętrznej działalności (leczy się w Zakopanem).

W 1922 roku zaczyna w Grodnie wydawać „Rycerza Niepokalanej”, którego nakład nieustannie rośnie, dochodząc tuż przed wojną niekiedy do miliona egzemplarzy.

W 1927 roku na ofiarowanym mu polu pod Teresinem stawia pierwszą figurę Niepokalanej dając początek „miastu Maryi”. Zostaje przełożonym i budowniczym nowego klasztoru, który rozrasta się do nieoczekiwanych rozmiarów. W 1939 roku, żyje tutaj i pracuje dla Niepokalanej 650 zakonników. Są tu fachowcy różnych dziedzin, drukarze, redaktorzy, strażacy, zegarmistrzowie, a dwóch braci ukończyło kurs pilotażu.

W międzyczasie z czterema braćmi ojciec Maksymilianie udaje się na trzy lata do Japonii i tam także zakłada Niepokalanów Japoński czynny do dzisiaj k/Nagasaki. Jeden z ówczesnych towarzyszy o. Maksymiliana po latach pracy da początek nowemu Zgromadzeniu i założy w Konagai-cho k/Nagasaki pierwszy Niepokalanów Żeński, kolejny powstanie w Strachocinie.

Wybuch II Wojny Światowej zastaje o. Maksymiliana w Niepokalanowie. Wiedzą o nim i o jego pracy Niemieccy, hitlerowscy żołnierze. 9 września 1939 roku wraz z 34 zakonnikami o. Maksymilian zostaje aresztowany i wywieziony do obozu, z którego po trzech miesiącach (września 1939) wraca do Niepokalanowa. Świadomy wielkich niebezpieczeństw pomaga ludziom, dając schronienie wypędzonym z Poznańskiego rodakom (3000 osób). Przyjmuje też Żydów, nad którymi wisi już widmo zagłady.

Która aktualna postępowa gazeta pamięta dziś, że przez tę furtę klasztorną gdzie przełożonym był o. Maksymilian przeszło w tym czasie około 2 tysiące Żydów? Naziści wiedzieli o wszystkim.

17 luty 1941 rok o. Maksymilian wraz z 4 braćmi zostaje ponownie aresztowany i wywieziony do obozu w Auschwitz – Oświęcimiu, gdzie po wielkich udrękach zostaje zabity zastrzykiem trucizny w dniu 14 sierpnia 1941 roku.
„Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15, 13).
O. Maksymilian przeżył swą wielką miłość do Chrystusa, każdego dnia coraz bardziej stawał się Chrystusowy, bo coraz pełniej stawał się Maryjny. Dla niego wszystko było możliwe, bo wzrastał i dojrzewał do wielkości w szkole Niepokalanej. To „w tajemnicy Niepokalanego Poczęcia, odsłaniał się przed oczyma jego duszy ów przewspaniały, nadprzyrodzony świat łaski Bożej ofiarowanej człowiekowi” (Jan Paweł II, 10. X. 1982).

Wpatrzony w Niepokalaną całym sobą starał się wypełniać wolę Bożą jako Jej narzędzie w dziele zbawienia. Nic dla siebie, wszystko dla Chrystusa przez Niepokalaną. To pierwszy rys duchowości Założyciela Rycerstwa Niepokalanej. Wiara żywa krzepiąca się ufnością do matki naszego Pana ma być u podstaw naszego działania..

Drugim rysem duchowości kolbiańskiej jest wiara w możliwości człowieka. Zaufanie do ludzi. To gromadziło przy nim setki współbraci i tysiące współpracowników świeckich. On otwierał przed ludźmi pola żniwne gdzie robotników ciągle mało, a dojrzałe łany mogą się zmarnować.

Chrześcijaństwo jest religią przyszłości. Chodzimy po ziemi krokiem pewnym, znamy doświadczenia historii, ale wzrok mamy wyostrzony przez perspektywę wieczności. Wiemy, że każde nasze słowo i każdy nasz czyn ma swoje znaczenie dziś, wobec naszych bliskich, konkretnych ludzi, ale pełne znaczenie uzyska w dniu zmartwychwstania. Święty Maksymilian życie swe oddał, aby to życie otrzymać na zawsze. Wypełnił zalecenie Chrystusa, który – jak powie znany teolog – „nie przyszedł na świat abyśmy go miłowali, ale po to abyśmy się wzajemnie miłowali” (Hans Urs von Balthazar).

Zdrowa duchowość chrześcijańska musi być zakorzeniona w życiu, otwarta na możliwości, dynamiczna w pokonywaniu trudności, wrażliwa na każde dobro i gotowa do czynu w przeciwstawianiu się zauważonemu złu.

To dlatego młody Maksymilian rozeznawszy znaki czasu, widząc napór laicyzacji, walki z Kościołem i religią sięga po broń modlitwy, zaufania Niepokalanej i bije na alarm. Budzi sumienia. Gromadzi pomocników. Drukował gazety. Sam żyje ubogo i bardzo skromnie, ale maszyny drukarskie ma najnowocześniejsze. Myśli nawet o kupnie samolotu, aby szybciej docierać do czytelników. Dziś na pewno dysponowałby siecią telewizyjną i Wyższą Szkołą Medialną.

I dlatego Kościołowi w Polsce i na całym świecie potrzebni są dziennikarze sumienia, potrzebna jest TV PULS i TV TRWAM, potrzebne są rozgłośnie radiowe, Radio Maryja i radia diecezjalne.

Środki komunikacji społecznej to wielkie narzędzie informacji i postępu, a ludzi pracujący w środkach przekazu to naprawdę nadzieja na odrodzenie zdrowego rozsądku, promocji dobra i odnowy moralnej.

Od świętego Maksymiliana, od świętego Franciszka, od świętych Apostołów, czy od Jana Pawła II, możemy i powinniśmy się uczyć. Bo to święci, tylko ludzie zjednoczeni z Bogiem – lepiej rozumieją człowieka i świat.

Współczesny świat i współczesny człowiek jest ciężko chory, bo odcina się od źródła swojej mocy, odcina się od Boga, który go stworzył. Spróbujcie powiedzieć politykom, spróbujcie powiedzieć Prezydentom, Kanclerzom czy Rządzącym Państwami, że życie człowieka od chwili poczęcia aż do naturalnej śmierci jest święte – wyśmieją was! Spróbujcie powiedzieć, że każde kłamstwo, wielkie czy małe, jest kompromitujące, grzeszne, nieuczciwe; że każda kradzież, także ta nie ujawniona i nie osądzona, jest złem – a usłyszycie, że jesteście niepraktyczni i nieżyciowi. A jednak trzeba mówić, trzeba budzić sumienia, zachęcać do zmiany, do nawrócenia.

Także Kościół jeśli ma być „solą ziemi” i „światłem dla świata” potrzebuje dziś świętych Maksymilianów, którzy nigdy nie kłamią i nie promują własnych interesów, ale będą nas uczyć miłości do Chrystusa na wzór Niepokalanej i wprowadzą na drogę całkowitego oddania Bogu, pełnienia Jego woli i wprost wyniszczenia z miłości do ludzi. Trudna to droga, ale twórcza, bardzo dziś potrzebna i za łaską Bożą możliwa.

Kardynał Jozefh Ratzinger 12 października 1981 roku, tuż po kanonizacji świętego Maksymiliana Kolbego, wygłosił w Rzymie w Bazylice 12 Apostołów homilię. Rozpoczął ją od analizy sytuacji Kościoła po Soborze Watykańskim II i stwierdził z niepokojem, że „sytuacja Kościoła chwilami przypomina nie tyle nowe Zielone Świątki, co skargę, jaką ojciec Kościoła Bazyli wyraził w IV wieku, także w okresie posoborowym. W jednym ze swoich pism stwierdził, że sytuacja Kościoła podobna jest do bitwy morskiej, rozgrywanej nocą, do potyczki w ciemności, gdyż nie można już odróżnić przyjaciela od wroga, a z obydwu stron unosi się nieznośna wrzawa”.\

Mocne to słowa, które watro wziąć do serca. Jakże trudno dziś nam wszystkim „odróżnić przyjaciela od wroga”, nieznośną wrzawę od słusznego wołania o ratunek. Potrzebne jest, konieczne, głębsze wyciszenie i modlitwa. Potrzebny jest czas medytacji nad Słowem Bożym. Potrzebne wspólne działanie Akcji Katolickiej, ruchów duchowości i grup modlitewnych. Potrzebne są pisma katolickie, ale prawdziwie na 100 procent katolickie, wiernie nauce i dyscyplinie Kościelnej, a nie takie, które gonią za sensacją, a każdego załamanego księdza czy zakonnika promują na bohatera. Nie! Z dramatu niewierności nie wolno się naigrawać, trzeba współczuć, ale nie wolno zamazywać sumień i słabości ludzkiej, nazywać bohaterem czy odwagą.

Drodzy Braci i Siostry

Kościół i ludzie potrzebują dziś świętych Rycerzy Niepokalanej – Maksymilianów zatroskanych o nawrócenie grzeszników i modlących się o nawrócenie prześladowców Kościoła, Boga i religii.

Kapłani, zakony i świeccy spełnią swą rolę jeśli więcej czasu poświęcać będą na kontemplację Chrystusa w Eucharystii. Jeśli nasze przygotowanie do Maszy Świętej nie będzie tylko pragnieniem godnego jej celebrowania i uczestnictwa, ale wysiłkiem, trudem współpracy z Łaską ku zanurzeniu się w samą istotę ofiary Chrystusa, w której powinniśmy odnajdywać swój udział, w której potrafimy usłyszeć zdrowy oddech modlitw tradycji wieków i rozświetlić mroki naszych zwątpień wiarą w moc Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego Zbawiciela.

Trzeba iść naprawdę w głąb i bardzo zabiegać o to, aby dziękczynienie po Mszy Świętej przedłużało się aż do chwili, kiedy zrozumiemy i odczujemy, że się nawracamy, że zaczynamy stawać się innymi ludźmi, że „żyję ja, już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus” (Gal 2, 20).

Amen.

2017-06-18T20:10:21+00:00 21 października 2007|Homilia|