„Maryjo – zawsze z Twoim Synem”

Łódź, 11 września 2010 r. „Peregrynacja tego Obrazu staje się coraz mocniej tradycją polskiego duszpasterstwa, tak bardzo bliskiego Chrystusowi, bo tak bardzo maryjnego” – mówił abp Józef Michalik podczas zakończenia peregrynacji Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej w Łodzi. Przypomniał, że peregrynację zawdzięczamy wielkiemu Prymasowi Tysiąclecia słudze Bożemu Stefanowi Wyszyńskiemu, który – jak zaznaczył abp Michalik – miłował Matkę Jezusa w szczególny sposób, a w Jej sercu kochał Polskę w sposób wyjątkowy.

Drodzy Czciciele Najświętszej Maryi Panny.

1. W dniu dzisiejszym archidiecezja Łódzka, a z nią cały Kościół w Polsce, staje przed świętym wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej aby podziękować Niepokalanej za dar Jej Nawiedzenia. Peregrynacja tego Obrazu staje się coraz mocniej tradycją polskiego duszpasterstwa, tak bardzo bliskiego Chrystusowi, bo tak bardzo maryjnego. Zawdzięczamy ją wielkiemu Prymasowi Tysiąclecia słudze Bożemu Stefanowi Wyszyńskiemu, który miłował Matkę Jezusa w szczególny sposób a w Jej sercu kochał Polskę w sposób wyjątkowy. Ten Obraz to znak, że Wędrująca Matka i Królowa Polski uznaje nas za swój lud i idzie do naszych kościołów, parafii i domów, aby być z nami przez dzień lub dwa w swoim świętym Znaku- w Obrazie, ale przecież duchowo jest z nami nieustannie, bo i my codziennie się do Niej zwracamy z modlitwą prośby i dziękczynienia.

Wschodnia legenda o śmierci apostoła Andrzeja opowiada, że kiedy ten święty znalazł się w niebie, anioł Pański oprowadzał go po wszystkich wspaniałościach Królestwa niebieskiego. Jednak spacerujący święty apostoł myślał tylko o tym, aby jak najszybciej spotkać Maryję. Zaniepokojony, że nigdzie Jej nie widzi nie wytrzymał i spytał swojego Przewodnika: gdzie Ona jest? Nie ma jej tutaj – usłyszał odpowiedź. Ona wciąż jest na ziemi, aby ocierać łzy z oczu swych płaczących dzieci, aby pomagać w rozwiązywaniu trudnych sytuacji, aby pocieszać największych nieszczęśników a grzesznikom ukazywać Miłosiernego i przebaczającego Jezusa.

Tak! To prawda; Matka Najświętsza jest przez Boga na zawsze włączona w dzieło zbawienia. Jest zainteresowana i zatroskana o każdego z nas – tak jak Jezus, Jej Syn, który nas ponad miarę umiłował. Ale poczynając od 12 września 2009 roku aż do dnia dzisiejszego Matka Pana była obecna w archidiecezji łódzkiej w szczególny sposób, ponieważ myśmy byli z Nią związani inaczej, pełniej, godniej. Ponieważ czekaliśmy na głębsze z Nią spotkanie, walczyliśmy z grzechami, które wyznawaliśmy na spowiedzi, dziękowaliśmy i upraszaliśmy nowe łaski za Jej wstawiennictwem. A modlitwą obejmowaliśmy Kościół i świat cały.

Arcybiskup Metropolita Łódzki zrobił wszystko, aby Czas Nawiedzenia był czasem łaski. I dlatego w liście do diecezjan z dnia 26 sierpnia 2009 roku pisał: Nawiedzenie Matki Bożej trzeba poprzedzić osobistym przygotowaniem: rekolekcje, sakrament pokuty, podjęcie ważnych postanowień … gotowość do czynienia tego wszystkiego, czego oczekuje od nas Chrystus.

A Chrystus oczekuje – jak przypomniał nam dziś w liturgii święty Paweł: abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej, … abyście się przemieniali przez odnawianie umysłu i abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża (Rz 12, 1n)

Próbą odpowiedzi na tę zachętę świętego Apostoła i na wskazanie Maryi z Kany Galilejskiej: Zróbcie wszystko cokolwiek wam powie Jezus było hasło duszpasterskiej całorocznej pracy aby iść przez życie Zawsze z Twoim Synem Maryjo.

2. Drodzy Bracia i Siostry

Archidiecezja łódzka po Nawiedzeniu Matki Bożej nie jest już taka jak była dotychczas, Nie chce i nie może pozostać taka sama. Dojrzewają nowe owoce, zrodzi się nowe dobro, bo miłość jest twórcza a Bóg jest miłością i nas umiłował – śpiewaliśmy przed Ewangelią. I mimo, że na pozór może zabraknąć wina, to trzeba iść do Matyi, z ufnością i całkowitym zawierzeniem i czynić co Ona i co Jezus nam powie.

Mam tu przed sobą ciekawy, tajny dokument Komitetu Centralnego PZPR z marca 1966 r., kiedy to Polska przeżywała swoje Tysiąclecie chrześcijaństwa. Dokument jest szeroką i agresywną analizą duszpasterstwa w Polsce. Zawiera też mocną krytykę Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Autor z oburzeniem cytuje kazania Kardynała, a już zdenerwował go zwłaszcza fragment, w którym Sługa Boży Prymas Tysiąclecia mówi, że „Millenium, a więc peregrynacja Matki Bożej i nowenna, winna całą Polskę przeobrazić wewnętrznie, bo los komunizmu rozstrzygnie się w Polsce. Jeśli Polska się uchrześcijani, stanie się tak wielką siłą moralną, że komunizm sam przez się upadnie. Losy komunizmu rozstrzygną się nie w Rosji lecz w Polsce przez jej katolicyzm. Polska pokaże całemu światu, jak się brać do komunizmu i cały świat będzie jej wdzięczny za to” (tekst z przemówienia do księży, wrzesień 1957 r.).

Idą czasy nowe i trzeba nowych ludzi, ludzi odnowionych mocą Bożą, aby we właściwy sposób sprostać wymaganiom Diecezja Łódzka to pierwsza diecezja w Polsce, którą w 1920 roku, na znak nowych czasów, powołano do życia po stuletniej niewoli. 90 lat istnienia diecezji to chlubna karta Kościoła w Ojczyźnie, którą zapisywali wierni świeccy, kapłani i zakony.

Pierwszy biskup łódzki ks. Wincenty Tymieniecki, to przecież najpierw gorliwy proboszcz wyrosły z tego ludu, który potem zaistniał jako wielki społecznik, przyjaciel robotników i kolejarzy, fabrykantów polskich i żydowskich, u których szukał pomocy i doznawał wsparcia w organizowaniu diecezji i w budowaniu kościołów. A czasy to przecież były niełatwe. Wtedy także działały wrogie Kościołowi loże masońskie i organizacje komunizujących socjalistów nasyłanych z sąsiedztwa.

Młoda diecezja łódzka zgromadziła przez pierwsze lata niemały, duchowy potencjał skoro przetrwała niezwykle trudny czas II wojny światowej, kiedy musiała złożyć wielkie ofiary. W całej Łodzi czynne były tylko cztery kościoły, wymordowano Żydów, zginęło wielu rodaków, zamordowano 155 księży czyli 1/3 duchowieństwa. Wielu innych rozproszono.

Po odzyskaniu niepodległości już w 1945 roku rozpoczęto propagandę mitu o „czerwonej Łodzi”, która jeśli była czerwona, to krwią swoich ofiar i trudów, które wierzący lud musiał tu znosić. Przykładem jest fakt, że pierwszy kościół w Łodzi zbudowany od fundamentów można było poświęcić dopiero w 1976 roku czyli w 31 lat po zakończeniu II wojny światowej. (Był to kościół Matki Bożej Bolesnej).

Łódź i diecezja sprostała jednak i tym trudnym czasom. Często stawała się laboratorium zmagań, z których czerpała cała Polska i czerpał Kościół w naszej Ojczyźnie.

To przecież biskup Michał Klepacz jako Przewodniczący KEP przeprowadził Kościół w Polsce przez niebywale trudny okres uwięzienia Kardynała Stefana Wyszyńskiego. A biskup Klepacz to wielki humanista i syn Kościoła, który był w bliskim kontakcie z licznymi ludźmi kultury chrześcijańskiej i chrześcijańskimi społecznikami nie mniej niż on sam nękanymi w tych niełatwych czasach.

Wielkie świadectwo dobroci serca i mądrości duszpasterskiej dał kolejny biskup łódzki Józef Rozwadowski, któremu Kościół w Polsce zawdzięcza organizację i pogłębienie duszpasterstwa rodzin. Także biskupi pomocniczy diecezji łódzkiej mają swoje szczytne miejsca w historii Kościoła w Polsce.

Owoce trudnej pracy duszpasterzy są dziś dobrze widoczne. To przecież tylko w ostatnich latach posługi Arcybiskupa Władysława w archidiecezji powstało ponad 60 nowych kościołów ( w samej Łodzi ponad 20). A do Kościoła katolickiego przyznaje się tu dziś 93,4% mieszkańców, 68,8% deklaruje, że przynajmniej raz w roku przystępuje do spowiedzi, co oznacza, że żyją tu ludzie sumienia, uznający drogi miłosierdzia Bożego i nadziei zbawienia.

A zatem jest za co razem z Maryją i św. Maksymilianem i św. Faustyną dziękować Panu Bogu. Warto i trzeba uczynić ten dzisiejszy dzień dniem wielkiego dziękczynienia. Także za świadectwa pracy kapłanów i za wasze – Bracia i Siostry przywiązanie do Kościoła, bo w ten sposób dostarczacie motywów do jeszcze większej gorliwości waszym Pasterzom.

Drodzy Bracia i Siostry.

Idą czasy nowe i przyjdą nowe zadania, nowe możliwości i wyzwania. Bóg się nie zestarzał i nie zostawił ludzi samym sobie, jak chcą przekonywać niektóre ugrupowania oświeceniowe, których nie brak i w Polsce. I Kościół się nie zestarzał, nabrał tylko nowych doświadczeń. I z nową mocą pragnie głosić, że Bóg jest Stwórcą rzeczywistości ziemskich, że jest konkretnym w Jezusie Chrystusie historycznym Zbawicielem człowieka, ale Boga nie można znaleźć w pustce, w świecie złudzeń czy pozorów. Boga prawdziwego można znaleźć tylko przez wiarę. A prawdziwa wiara mówi łącznie o istnieniu Boga i o życiu wiecznym, mówi o związku każdej myśli, pragnienia i czynu z Bogiem i z życiem po śmierci.

W czasach dzisiejszych, kiedy załamanie się aprobaty dla Dekalogu staje się zjawiskiem społecznym, niepodobieństwem wydaje się możliwość spotkania Boga żywego, dopóki nie odbudujemy w sobie elementarnego szacunku dla życia ludzkiego, dla ludzkiej seksualności i małżeństwa, dopóki nie odbudujemy elementarnej uczciwości w stosunkach międzyludzkich oraz postaw solidarności i czynnej życzliwości, zwłaszcza wobec ludzi słabych, cierpiących, zagubionych i krzywdzonych. (O. Jacek Salij, Idziemy, 6.09. 2009).

To bałagan moralny, życie poza przykazaniami Bożymi staje się dziś szczególnie groźną przeszkodą w rozpoznawaniu Boga i powierzaniu Mu siebie, swego życia, swoich nadziei.

Ale i dzisiaj szlaki do Boga są otwarte i trzeba pomagać ludziom w ich odnalezieniu.

W Rzeczypospolitej (8. 09. 2009) umieszczono ciekawy wywiad z socjologiem, profesorem Ireneuszem Krzemińskim, którego na koniec redaktor zapytał o wiarę. Jak to się stało, że wyszedł z ateistycznego domu, w którym jednak obchodzono wszystkie chrześcijańskie święta, ale dzisiaj profesor jest wierzący i praktykujący, ba! modli się cztery razy dziennie modlitwą brewiarzową? – Po prostu Przyszedł do mnie Pan, – odpowiedział Profesor, … bo to Bóg przychodzi do człowieka, nie odwrotnie. Pan Jezus do każdego przychodzi osobno, bo traktuje nas indywidualnie … i wcale to nie było przeżycie tylko intelektualne. Intelekt wtedy stanął mi dęba … nastąpił moment spotkania. Takiego momentu nie można przegapić. Trzeba go przyjąć i utrwalać, i pogłębiać przez modlitwę.

Warto pamiętać także, że Bóg, że Chrystus nie działa metodą nacisku, ale wydobywa z nas to, co w nas najlepsze. Dlatego w życiu wiary ważne jest wszystko, to co wewnątrz, co w sercu i to co na zewnątrz, każde nasze słowo i czyn, pragnienie i myśl.

W życiu ludzi wierzących ważne są także znaki wiary, ujawniane również w życiu społecznym, publicznym. Ważny jest budynek kościoła i przydrożny krzyż, przywołujący pamięć o Ukrzyżowanym za nas Zbawicielu. Co ciekawe, że nam, chrześcijanom nie przeszkadza znak innej religii ustawiony przy ulicy, na budynku, nie przeszkadza, a raczej budzi szacunek odwaga Żyda, który umieszczona na piersi gwiazdę Dawida, nie przeszkadza półksiężyc wyznawców muzułmańskich.

Nie wiem jak wytłumaczyć konsekwentną walkę o wyeliminowanie krzyża z sal szkolnych przez sąd UE w Strasburgu, jak wytłumaczyć niechęć do przywołania w konstytucji Europy historycznej prawdy o wkładzie i obecności chrześcijaństwa w Europie, zdumiewa mnie konsekwencja z jaką te zmagania są prowadzone także w Polsce przy okazji tak zwanego krzyża na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

Warto może zauważyć, że to może nie tylko ludziom z postkomunistycznej partii przeszkadza krzyż i religia w polskiej szkole. Zdumiewająca rzecz, że nie są w tym oryginalni, bo już przed rokiem gazety informowały, że Wielki Mistrz Wielkiego Wschodu Włoch Aldo Chiarle wystosował do tamtejszych gazet apel o usunięcie religii ze szkół i krzyża z miejsc publicznych (Nasz Dziennik, 15. 11. 2009).

A była redaktor Tygodnika Powszechnego Halina Bortnowska w Gazecie Wyborczej (12.11.2009) także ogłosiła już przed rokiem, że powinno się usuwać krzyże ze ścian, bo w szkole najbardziej osobiste jest wnętrze plecaka. Tam może się znaleźć miejsce na mały znak własnego wyznania, na święty tekst, coś, co o wierze przypomina.

Nie! Bracia i Siostry – krzyż nie może być wstydliwie chowanym przedmiotem co o wierze przypomina. Krzyż to święty znak, który mnie samego oznacza, to mnie przecież Chrystus przez swój krzyż odpuścił grzechy i włączył do Kościoła, i posłał głosić Ewangelię całemu światu i mam obowiązek to czynić pokornie lecz zdecydowanie i otwarcie, i w dodatku wszystkim ludziom. Mam też obowiązek pamiętać, że wiarę w moc krzyża sprawdza życie według wskazań Ukrzyżowanego. I dlatego trzeba upominać się o chleb dla głodnych i czas na odwiedziny chorych. Trzeba upominać się, a nawet walczyć o konkretną pomoc ludzi oraz państwa i narodu dla powodzian. Trzeba domagać się od telewizyjnych i prasowych redaktorów tej głębszej, mądrej, ludzkiej wrażliwości.

Świat może być tylko ubogacony, a nie pomniejszony przez chrześcijańskie świadectwo krzyża. Przypomniał to Benedykt XVI w 2006 roku w przemówieniu do polityków chadecji, że w nowej Europie znakiem niedojrzałości, jeśli nie wręcz słabości byłaby walka z Ewangelią zamiast dialogu… można zauważyć, że pewne laickie nieprzejednanie okazuje się być wrogiem tolerancji i zdrowej, świeckiej wizji państwa i społeczeństwa.

Drodzy Bracia i Siostry,

Wszyscy pamiętamy, że pod Krzyżem Chrystusa stała Jego Matka. Przetrwała najgorsze i wiary nie straciła. Przeciwnie, uratowała wiarę Kościoła. Przy Maryi pod Krzyżem jest również i nasze miejsce. Czas próby i trudności, to czas wzrostu. Trzeba wytrwać. Przetrwamy i Krzyżowi wiary dochowamy, bo to jest znak naszej tożsamości, znak zbawienia.
Amen.

Abp J. Michalik

2017-06-19T17:08:46+00:00 11 września 2010|Homilia|