Mistrzyni życia wewnętrznego

Maryja patrzy na Syna z wielkim skupieniem. Ewangelia notuje, że wszystkie słowa i wydarzenia przechowywała Ona w swoim sercu. Maryja patrzy i słucha w milczeniu, a gdy nadejdzie odpowiedni moment, gdy zaistnieje jakaś potrzeba – ingeruje, działa, dokonuje tego, co konieczne.

Oto Ona, Matka, obecna w życiu Kościoła i w życiu każdego z nas.

Jak my niewiele wiemy o naszych matkach. Wiemy tylko tyle, ile mam powiedziały, a może nawet nie zwracaliśmy tak bardzo uwagi na to, co mówiły. O ich macierzyństwie tak mało umieliśmy powiedzieć. Kobieta to tajemnica. Matka nawet dziecku nie zwierza tych najbardziej intymnych chwil poczynania się życia. Jest jakaś wielka, radosna tajemnica jedności, zamknięta między sercem matki a Bogiem, dotycząca początków nowego życia. Jest to tajemnica, którą najczęściej zabierają matki do grobu. Będą opowiadały o tym, że w cierpieniu, chorobie interweniowały, że byli ludzie, którzy pomogli w takich czy innych momentach zagrożenia życia ich dziecka, ale siebie będą wycofywały w cień. A przecież niezbędna, niezastąpiona jest obecność matki przy powstawaniu, podtrzymywaniu i chronieniu życia ludzkiego.

Przypatrując się tej Matce, Chrystusa i naszej, stwierdzić musimy, że o Jej udziale w naszym życiu duchowym, w naszym narodzeniu i odradzaniu się do życia Bożego, również wiemy niewiele. A Ona przecież jest, Ona ciągle słucha, obserwuje i interweniuje. Działa dyskretnie, z miłością, z szacunkiem do nas. I tylko uważne spoglądanie na Nią pozwala nam odkryć, że to Ona kieruje nas ku Bogu, że Ona kieruje łaską Bożą do nas.

Ludzie w rozmaity sposób wyrażają swą wdzięczność, gdy doznają od Maryi pomocy w jakichś niedomaganiach ciała, w chorobie, w cierpieniu. A ileż otrzymujemy od Niej pomocy w sprawach ducha, niejednokrotnie wcale tego nie zauważają.

Postawmy więc sobie pytanie: po co przychodzimy do tej Matki? Po co każdy z nas do Niej dzisiaj przyszedł?

Myślę, że przychodzimy, aby poznać wielkość Boga. Nieustanne wpatrywanie się w Nią prowokuje do zadumy nad Bogiem, który chciał się związać miłością słabej kobiety, który chciał się niejako uwarunkować Jej pokorną, cichą posługą.

Przychodzimy więc, aby od Niej, na Niej, przy Niej, dzięki Niej uczyć się wielkości Boga, patrząc Jej oczyma na zamierzone zbawienie, na Jezusa Chrystusa.

Spójrzmy, jak wiele jest pokory Boga w fakcie wcielenia. Jak wiele jest w tym zuchwałej miłości Boga do człowieka, do grzesznika. To przecież Nieskończony Bóg, Stwórca wszechświata, duchów niewidzialnych, Stwórca człowieka – godzi się na to, żeby się ograniczyć ludzkim ciałem. Człowiek jest istotą potrzebującą konkretów. Trudno o większy konkret, trudno o większy, bardziej namacalny dowód Bożej miłości, jak Jezus Chrystus, dany przez Maryję. Z Niej wziął ciało. Ba, uwarunkował zbawienie Jej zgodą.

Jaka to wielka, przerażająca prawda o Bożej miłości, miłości szanującej człowieka, wszystkich ludzi – i Maryję. Jej „tak” realizuje Boży plan, Jej „nie” byłoby przekreśleniem Bożego planu. Bóg podporządkowałby się Jej decyzji.

Oto wielka tajemnica wyczulenia Maryi na Bożą wolę i całkowitego, bezwarunkowego przyjęcia Bożej woli. Ta wierność Bogu, Jej zaślubiny z Bożą wolą są konsekwentne – aż do końca. Ta wierność Bogu jest w Maryi nieustanna. Ojciec św. w encyklice o Matce Bożej, Matce Zbawiciela (Redemptoris Mater), powie, że Maryja wzrasta w wierze. Z wiarą przyjęła posłanie Ducha Św. i zaakceptowała, że stanie się matką, ale potem zdumiona obserwuje, kontempluje Słowo Boże w Niej rosnące, nabierające siły i życia. Takie kruche, a to przecież Wcielony Bóg. I pozostanie wierna aż do krzyża. Choć będzie wiedziała, że po ludzku biorąc, łamią się nadzieje, Ona trwa, stoi pod krzyżem. Ona, Niewiasta mężna w wierze. To Ona przeprowadzi Kościół przez ten czas bardzo trudny, delikatny, kiedy Jezusa już nie ma, a Ducha Świętego jeszcze nie ma. Ona i teraz ciągle strzeże wiary Kościoła. Heroizm Jej wiary umożliwi realizację Bożego planu zbawienia aż do Wieczernika, a w dniu Zielonych Świąt da początek nowemu życiu – życiu Kościoła. Odtąd swą wiarą obejmie Ona każdego człowieka, prowadząc nas do wypełnienia czasów w dniu Sądu Ostatecznego, w dniu zmartwychwstania. Oto rola Maryi.

Fragment kazania wygłoszonego przez Biskupa Gorzowskiego podczas pielgrzymki sióstr zakonnych diecezji gorzowskiej do Rokitna 30 IV 1988 r.
2017-11-27T14:41:05+00:00 30 kwietnia 1988|Varia|