Motywy chrześcijańskiej nadziei – homilia w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego 2009

Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego, Przemyśl-katedra, 12 kwietnia 2009 r.

 

Przesłanie Zmartwychwstania Pańskiego jest bogate. Spróbujmy przez chwilę zatrzymać się nad treścią tej wielkiej nowiny, która płynie od pustego grobu. Zdumiewające jest świadectwo, które daje umiłowany uczeń Jezusa: był z Nim trzy lata, nie uciekł spod krzyża, a jednak, jak wyznał, miał trudności z wiarą. Dopiero kiedy wraz z Piotrem wszedł do pustego grobu, „ujrzał i uwierzył”. W sprawach wiary trzeba ujrzeć wpierw sercem, zobaczyć głębiej, by odkryć, kim jest Bóg zbawiający człowieka, pokonujący grzech; trzeba dużo wiedzieć; nie trzeba się bać wysiłku rozumu, zmagania się z logiką ludzką, która nie sprzeciwia się logice wiary, tylko wznosi nas na wyższe piętro poznania. W sprawach wiary człowiek musi całym sobą poznawać, bo człowiek to nie tylko rozum, nie tylko wola, nie tylko uczucie; to coś więcej – to obraz Boga i Nieskończoności. Benedykt XVI przez całe swoje naukowe życie, jako teologa, przypomina, że nie ma konfliktu między rozumem a wiarą. Jeśli rozum rozwiedzie się z wiarą, straci człowiek, stracą rozum i wiara. Nie bójmy się wysiłku intelektualnego. Lecz trzeba szukać całym sobą.

To jest pierwsze przesłanie: wiedzieć, szukać, dotykać Jezusa, zbliżać się do Niego. Drugie to wytrwać w trudnościach, nie dać się zniechęcić. Ewangelie okresu wielkanocnego będą nam w tym pomagać, malując przed nami obraz uciekających, zalęknionych ludzi. Magdalena, gdy tylko zobaczy grób pusty, przestraszy się, ucieknie, pobiegnie do uczniów z wiadomością: „Nie ma Go tam”. Uczniowie też nie próżnują. Przestraszeni uciekają do Galilei.

Wyspecjalizowaliśmy się wszyscy w ucieczkach. Uciekamy od trudności, jakby to był najlepszy sposób ich rozwiązania. Pan Jezus me biegnie za Apostołami, za Marią Magdaleną. Czeka na nich w Galilei. On uprzedza w wędrówce. Wytycza szlak i zachęca, byśmy za Nim szli. Dwaj uczniowie z Emaus poznali Go dopiero przy łamaniu chleba, choć towarzyszył im w drodze, wyjaśniał Pisma, a potem zasiadł z nimi do uczty. Wtedy jednak, gdy przełamał chleb, dał się rozpoznać. To tak, jakby szczera ludzka gościnność otwierała odkupione serca na Chrystusa. W tym otwieraniu się pomoże z pewnością i modlitwa, i pokorne uznanie, że Bóg jest większy niż nasze oczekiwania. Wytrwać w ludzkich trudnościach, wytrwać w miłości w naszych rodzinach, w Ojczyźnie, w narodzie, wytrwać w miłości do Boga, do Kościoła – to przesłanie Wielkiej Niedzieli. Wytrwać także na emigracji, bo wszędzie warto zachować wartości, z których bierze się nasza tożsamość.

Wielki współczesny poeta Zbigniew Herbert mówił, że walkę podejmuje się nie tylko dla wygranej, bo to byłoby zbyt łatwe, i nie tylko dla walki samej, ale z uwagi na wartości, za które warto dać życie. To, że jesteśmy w tym punkcie historii, jest możliwe dzięki temu, że wcześniejsze pokolenia wytrwały i zachowały te wartości. Jesteśmy dzisiaj tu w katedrze przy Chrystusie także i dlatego, że ktoś inny wytrwał i pomógł nam odkryć drogę do duchowego oddechu w Chrystusie.

Jest jeszcze trzecie przesłanie tej niedzieli: trzeba wziąć odpowiedzialność za spotkanego Boga, trzeba wziąć odpowiedzialność za wiarę. Człowiek dojrzewa, jeśli nie odsuwa od siebie odpowiedzialności. I to od najmłodszych lat. Sam Bóg pragnie w nas obudzić odpowiedzialność, dając nam swoje przykazania. W tym braniu odpowiedzialności za wiarę za wartości, w których żyjemy, trzeba zwrócić uwagę, że dzisiejsze święto rozbija dwa mity. Pierwszy mit to ten, że człowiek stara się zabić niewygodnego Boga, stawiającego mu wymagania. To tak, jakby pomyśleć że wystarczy zabić Boga, by problem się rozwiązał. Druga tendencja to – by Boga pogrzebać, zamknąć Go w grobie. Nie uda się ani jedno, ani drugie, bo Boga nie można żadnym sposobem zabić. Boga usuwa z serca ludzkiego grzech.

Jak niegdyś osądzano Jezusa, najniewinniejszego spośród niewinnych, dzisiaj osądza się Kościół, który głosi przebaczenie grzechów i zachęca do miłości nieprzyjaciół; ten Kościół, który zachowuje świadomość o istnieniu Boga sprawiedliwego, a jednocześnie Odkupiciela, który życie oddał za to, co mówił. Trzeba mimo naszej słabości mieć odwagę to mówić. Dlatego jesteśmy potrzebni światu.

Ostatnio słyszymy, że w niektórych krajach na zachodzie Europy, a przyjdzie to i do nas, na autobusach publicznej komunikacji umieszczono reklamy z hasłem: „Boga nie ma!”. Ciekawa rzecz… Skoro Boga nie ma, po co Go zwalczać? Obserwatorzy mówią, że takiego starcia cywilizacyjnego między dwiema antropologiami, czyli spojrzeniami na człowieka, jakie przeżywamy dzisiaj, nie było od czasów zimnej wojny, kiedy marksizm był narzucany siłą w poszczególnych krajach. Dzisiaj również rozpoznawalne są dwie wizje duchowe – jedna mówi o Bogu, o nieskończoności, o wymiarze duchowym człowieka, o odpowiedzialności za prawo naturalne, a druga głosi laicyzm, liberalizm moralny i promuje powszechny relatywizm. Papież Benedykt XVI mówi nawet już o dyktaturze relatywizmu. Ten zaś otwarcie głosi, że wszystko jest do zmiany, że o wszystkim może decydować człowiek według swoich upodobań. Tymczasem obiektywizm norm i wartości to rzecz podstawowa. Trzeba więc nam z odpowiedzialnością za prawdę przeciwstawiać się tym ideowym niebezpieczeństwom, które stają się coraz powszechniejsze. Ale od nas zależy, czy pozwolimy na to, by Boga, nadprzyrodzoność, prawdę o miłosierdziu Bożym – o tym, że mamy szansę na odrodzenie, na odpuszczenie grzechów, na zbawienie – zachować lub wykreślić z życia osobistego, społecznego i politycznego. Na nas wszystkich, mówię o tym teraz, kiedy jest jeszcze daleko do wyborów i nie będę oskarżany o popieranie jednej partii czy jednego człowieka, spada odpowiedzialność za przyszłość naszej Ojczyzny i naszej Europy. Spełnimy obowiązek sumienia, jeśli obiektywną etykę będziemy stosować we własnym życiu, domagając się także, aby była promowana przez poszczególne ugrupowania, partie czy poszczególnych kandydatów, których obdarzymy zaufaniem. Trzeba wiedzieć i pamiętać, kto jest za sprawiedliwością społeczną zgodną z Dekalogiem, a nie interesem partii, kto za obroną życia, kto za życiem według wiary. Warto na to zwrócić uwagę, bo porządku społecznego bez moralności nie da się utrzymać!

W dwudziestoleciu międzywojennym dokonania naszej Ojczyzny powstającej z wieloletniej niewoli były wyraźne i wydały niezwykłe owoce już w czasach II wojny światowej. Świadectwa patriotyzmu i poświęcenia z tego okresu są niezwykle piękne i liczne. Czy my dzisiaj budujemy przyszłość Ojczyzny na mocnych fundamentach, czy jesteśmy – jako naród -na drodze wzrostu moralnego, materialnego, kulturalnego? Widzimy upadek kultury ojczystego języka, co jest promowane przez niektóre stacje telewizyjne i pseudodziennikarzy. Tymczasem trzeba tworzyć atmosferę promocji dobra i piękna, życzliwości, a nie prowokacji czy moralnego brudu. Zadłużana przez liczne afery Polska, chociażby przez słynną aferę FOZ-u, ciągle musi zmagać się z trudnościami. Kolejne pokolenia będą musiały dźwigać to finansowe brzemię. A wystarczyłoby trochę dobrej woli, by odzyskać zdefraudowane przez aferzystów pieniądze i przeznaczyć je na spłatę długów, które niszczą państwo.

Wielkanoc to święto nadziei. Spójrzmy na życie z nadzieją, bo człowiek bez nadziei nie ma chęci, by się angażować w cokolwiek. Choć wiele już zrobiono, to jeszcze sporo przed nami. Nie wolno zamykać oczu na rzeczywistość, na choroby, z których powinniśmy być uzdrowieni. Troską musimy otoczyć młodzież. Wprawdzie i w naszym mieście podczas zawodów sportowych doszło do ekscesów z udziałem młodzieży, której rodzice nie dopilnowali, z którą nie umieli być razem, ale kilka dni później właśnie młodzi ludzie przez trzy dni modlili się, dając świadectwo kultury wyrosłej z wiary. Warto było posłuchać, jak na serio biorą sprawy społeczne, sprawy wiary i Boga. Te świadectwa, które dawali młodzi w siedmiu kościołach naszego miasta, były wzruszające. I budziły nadzieję.

Niedawno na KUL-u odbyła się ogólnopolska sesja dla nauczycieli i wychowawców. Dr Wanda Wawro w referacie, który opublikował „Nasz Dziennik”, wykazała na podstawie badań, że młodzi są, wbrew temu co się słyszy w mediach, otwarci na normy moralne. Nie boją się wymagań. Szukają Boga, czują potrzebę nieskończoności. Co ciekawe, podobne badania przeprowadzono niedawno w Niemczech. Badaniem objęto ludzi młodych w wieku od 14 do 29 lat. Co z nich wynika? Ano że 91% młodzieży uważa wierność małżeńską za cenną i ważną, mimo że ponad połowa małżeństw się rozpada. To dowód, jak mówią socjologowie, że doceniane są starania ojca i matki, pokonujących kryzys w swych relacjach. Zdumiewa i inny wskaźnik. Otóż 81% tej młodzieży stawia rodzinę na pierwszym miejscu w skali wartości, dla których warto pracować. To jest jakiś pozytywny przejaw, że myślenie człowieka mimo wszystko, nawet w takich krajach jak Niemcy, jest myśleniem zdrowym.

Kolejny motyw do nadziei to świeccy, którzy biorą odpowiedzialność za Kościół, angażując się w Akcję Katolicką, w różne stowarzyszenia i grupy apostolskie. W opublikowanych przez Stolicę Apostolską danych dotyczących naszej Ojczyzny można znaleźć informację, że w Polsce istnieją 4652 placówki charytatywne prowadzone przez Kościół. Powiem wprost: to każdy z was, bracia i siostry, prowadzi te placówki charytatywne, to każdy wspierający „Caritas” Kościoła pomaga biednym i interesuje się niepełnosprawnym, który już dzisiaj się nie wstydzi wyjść na ulicę. Z serca chrześcijańskiego narodu wydobywa się to dobro.

Kolejny przejaw nadziei to środki przekazu. Wymienię niektóre: nasze diecezjalne radio i nasze parafialne gazety; tygodniki: „Niedziela” i „Gość Niedzielny”; Telewizja TRWAM. Są też ludzie, którzy w telewizji publicznej potrafią dać piękne świadectwo o wartości pracy Kościoła. Jest to jednak w czasach dyktatury liberalizmu rzadkie. A przecież Kościół nie zachęca do nienawiści, nie zachęca do zła; promuje dobro, ale nie chce się od nikogo uzależnić, dlatego staje się często niewygodny, dlatego spycha się go na margines.

Inny motyw nadziei. Tak jest, bracia i siostry, że w najtrudniejszych czasach często dochodzi do obudzenia sumień. Można przeczytać relacje Marice’a Cailleta, Francuza, masona i lekarza, który niedawno się nawrócił i dał świadectwo swej wiary. Napisał książkę Byłem masonem, wydaną nie tak dawno. Jest ona dowodem, że nawet w środowiskach wrogich religii Pan Bóg puka do ludzkich serc.

Na koniec jeszcze jedno przesłanie nadziei, które wskazuje pewien mądry, wierzący Żyd Abraham Heschel: „Kiedy wiara staje się jedynie dziedzictwem, tradycją, a nie żywym zdrojem, kiedy religia przemawia jedynie z pozycji autorytetu, a nie głosem współczucia, miłosierdzia, życzliwości, jej przesłanie traci sens. Upadek religii nie wynika stąd, że została odrzucona, zlekceważona, ale stąd, że stała się nieistotna, zwietrzała, mdła, przygniatająca”.

A zatem, bracia i siostry – nie narzekajmy, że jest źle, że jest coraz gorzej; to my się nie angażujemy, to my stajemy się mniej religijni i mniej zaangażowani. Religia ma wielką moc, niesie wciąż ważne przesianie. Jeśli z Jezusem żyjemy, z Jezusem zmartwychwstaniemy i żyć będziemy. Nie bójmy się więc słabości i grzechu. Te kolejki przy konfesjonałach, których w tym roku było jeszcze więcej, to radość dla kapłańskiego serca, to dowód, że nasze sumienia są zdrowe, że rozpoznają grzech, że ufają Bogu. Każdy z nas ma się z czego nawracać. Trzeba tylko, żeby każdy z nas z Chrystusem umiera! dla grzechu i zmartwychwstawał dla życia. Amen.

 

Za: Abp Józef Michalik, Z Chrystusem w roku liturgicznym. Kazania, red. ks. Witold Ostafiński, t. 1, Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 2011

2017-06-18T20:37:33+00:00 12 kwietnia 2009|Homilia|