Najświętsza Eucharystia – szkołą kapłańskiej duchowości. Darem i zadaniem

Wiara jest wielkim światłem dla człowieka, dzięki któremu uzyskuje on szansę nowego oglądu rzeczywistości, w której żyje a także ma możliwość wglądu w Bożą rzeczywistość, bo jest zaproszeniem do kontaktu z Nadprzyrodzonością. Pan Jezus powie:, Kto widzi mnie, widzi i Ojca (J 14,9) i kto uwierzy i ochrzci się będzie zbawiony (Mk 16, 16), więcej, bo już w tym życiu znajdzie dodatkowe światło i pomoc do zrealizowania siebie i swoich oczekiwań.

 

Prawdziwa wiara przemienia człowieka

 

Warto jednak pamiętać, że w chrześcijaństwie nie chodzi tylko o wiedzę, dotyczącą Boga i rzeczywistości nadprzyrodzonej, nie chodzi nawet o to, aby wyjaśnić i zrozumieć kim jest człowiek według planów Bożych, ale chodzi przede wszystkim o to, aby człowieka przemienić, przebóstwić, doprowadzić do zjednoczenia z Bogiem i zbawić (por. K. Ruini, Veritā di Dio e veritā dell uomo, Cantagalli 2007, 50).

Św. Paweł powie, że Kościół realizuje zamysł Boży wszystko na nowo jednocząc w Chrystusie (Ef 1,10) i to właśnie w Kościele w jego imieniu, razem z Chrystusem realizujemy wielką naszą misję „nowego humanizmu”.

Perspektywy rozwoju człowieka, jakie kreśli Chrystus w Ewangelii są imponujące: Bądźcie doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski (Mt 5,48). Już Arystoteles przestrzegał: Człowiek bez poczucia moralnego jest najniegodziwszym, najpodlejszym i najdzikszym stworzeniem. Najgorsza bowiem jest nieprawość uzbrojona, człowiek zaś rodzi się wyposażony w broń, jaką są jego zdolności umysłowe i moralne, które jak żadne inne mogą być niewłaściwie nadużywane. (Polityka 1, 12).

Wszyscy chrześcijanie powołani są do pełni życia i doskonałości przez miłość (jak uczy Vat. II, LG, 40), a ta domaga się systematycznej współpracy człowieka z łaską Bożą. Postęp duchowy zmierza do coraz bardziej wewnętrznego zjednoczenia z Chrystusem… Bóg wzywa nas wszystkich do wewnętrznego zjednoczenia z Nim (KKK 2014). Postęp duchowy prowadzi do świętości, której nie można osiągnąć bez trudu wyrzeczeń i walki duchowej – maksymalizmu człowieczeństwa!

Św. Paweł wielokrotnie nalega na pamięć o naszym głównym zadaniu, jakim jest praca nad sobą i pełnienie woli Bożej: albowiem wolą Bożą jest wasze uświęcenie: powstrzymywanie się od rozpusty, aby każdy umiał utrzymać własne ciało w świętości i we czci, a nie w pożądliwej namiętności (1 Tes. 4,3). Bóg wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli (Ef 1,4n).

Wiara jest darem – wybraniem Boga i każdy chrześcijanin jest potrzebny, aby realizował zadania wyznaczone mu przez Stwórcę, a tym zadaniem jest świętość, bo tylko ta droga prowadzi do pełnego rozwoju człowieczeństwa.

Wezwanie do świętości dotyczy wszystkich wierzących, ale na wybranych uczniów i apostołów Pan Jezus zwraca szczególną uwagę i otacza ich troską modlitwy arcykapłańskiej. Wielokrotnie przedstawia nas Ojcu: Ja za nimi proszę, nie proszę za światem, ale za tymi, których mi dałeś, ponieważ są Twoimi (J 17,9). A zatem wybór kapłanów – apostołów jest wyborem Trójcy Przenajświętszej, i Jezus, który przyszedł wypełnić zbawczą wolę Ojca pragnie przedłużyć swą misję przez posłanie na świat apostołów. Skuteczność ich posługi zależeć będzie od ich świętości i dlatego prosi Ojca: Uświęć ich w prawdzie (J 17,17) i zachowaj w jedności, … aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty Ojcze we Mnie, a ja w Tobie, aby i oni stanowili w nas jedno (tamże 21). Św. Jan Paweł II na progu trzeciego tysiąclecia zachęcał: Trzeba rozbudzić w każdym wierzącym prawdziwą tęsknotę za świętością, mocne pragnienie nawrócenia i osobistej odnowy w klimacie coraz żarliwszej modlitwy…(Tertio millenio adveniente, 44).

Oto, do czego jesteśmy wezwani i gdzie tkwi podstawa naszej godności, cel i siła działania kapłańskiego. Być jedno z Trójcą Przenajświętszą to wielka Tajemnica wiary, Tajemnica fascynująca, ale i budząca grozę odpowiedzialności.

 

Modlitwa – środek realizacji powołania

 

Naszą misję realizujemy ludzkimi sposobami, bo Pan Jezus potrzebuje naszego człowieczeństwa (pełnego człowieczeństwa – odkupionego, przenikniętego łaską) do realizowania poprzez historię swojej misji. Uczestniczymy i wprowadzamy innych w misterium Chrystusa przez modlitwę i sakramenty.

Nasze kapłaństwo jest udziałem w kapłaństwie Chrystusa, a sprawujemy je skutecznie dzięki sakramentalnemu zjednoczeniu z Nim. Nasze patrzenie na rzeczywistość, w której żyjemy, powinno być Jego patrzeniem, a uczucia i czyny nasze w pełni zgodne z Jego miłością do Ojca i troską o zbawienie świata.

Modlić się to nie znaczy myśleć o Bogu, zamiast myśleć o innych sprawach… Modlić się, to znaczy myśleć i żyć w Bożej obecności… (Ks. Henri Nouven).

Dary Boże są jak królewskie talenty, które otrzymujemy, aby je twórczo rozwijać i zwrócić pomnożone. Zatem nieustannie mamy pogłębiać i ożywiać wiarę i nieustannie uczyć się modlitwy, która w bliskości Boga rozeznaje Jego wolę i podejmuje się jej wypełniania:  bo kto pełni wolę Bożą ten mi jest bratem, siostrą i matką (Mk 3,35).

Niewątpliwie najlepszym nauczycielem modlitwy jest sam Pan Jezus, który mówi, że zawsze powinniśmy się modlić i nigdy nie ustawać (Łk18,1). On nas wprost zachęca do natarczywości, nieustępliwości w kierowaniu próśb do Boga, który wreszcie wysłucha i spełni nasze dobre oczekiwania (por. tamże). Sam Jezus często się modli, odwołuje się w różnych sytuacjach do Ojca, usuwa się na ustronie i spędza noce na modlitwie, a przed rozpoczęciem życia publicznego idzie na pustynię, aby 40 dni i nocy spędzić na poście i modlitwie.

Jeżeli chcemy pomóc innym ludziom, jeżeli chcemy móc skutecznie dotykać ich sumień, nawracać do Boga, przekazywać wiarę, to wszystko musimy oprzeć na modlitwie. Kapłan jest człowiekiem modlitwy. I to takiej modlitwy jak Chrystusowa, który jest nowym Mojżeszem, zatroskanym o chwałę Boga i o zbawienie ludzi. Mojżesz gotów umrzeć za swój lud (por. Wj 32,32), a Chrystus za ten lud umiera na krzyżu.

Istnieje wiele sposobów modlitwy. Warunkiem dobrej modlitwy jest czyste, wolne od grzechów serce oraz zjednoczenie z Chrystusem w pragnieniu wypełnienia Jego powszechnej, uniwersalnej woli zbawczej.

Pragnienie całkowitego wypełnienia woli Bożej jest już początkiem narodzin miłości nadprzyrodzonej, będącej w stanie upodobnić nas do Syna Bożego.

 

Eucharystia – szczytem modlitewnej ofiary Chrystusa – Kapłana

 

Przyjaźń i miłość osób żywi się kontaktem, bliskością. Chrystus pozostał z nami w Eucharystii, aby nieustannie uobecniać swą zbawczą ofiarę przez nas. Jednoczy się z nami i oddaje ciało swe na pokarm. Czy może być większa bliskość z Jezusem poza Eucharystią?. Przecież to właśnie tu, w szczególny sposób podejmujemy Jego wolę: Bierzcie i jedzcie… bierzcie i pijcie, – to jest ciało moje, to jest krew moja… (por. Łk 22,19; Mk 14,22; Mt 26, 26 n.). Kto pożywa Jego Ciało i pije Jego Krew z wiarą, wzrasta w miłości i będzie żył na wieki.

 

W Eucharystii, we Mszy św. dotykamy (więcej: wchodzimy, uczestniczymy) Jego miłości do Ojca i do odkupionych grzeszników. Tu się dopełnia i uobecnia Jego wyniszczenie dla nas i to wymiarze niepojętym. To tutaj słyszymy dramatyczny fragment Jego rozmowy z Ojcem: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił (Mt 27,46). To „opuszczenie” jest wprowadzeniem nas w Tajemnicę Jego ofiary z miłości (nieskończona miłość i ofiara o nieskończonej wartości!). Ta Tajemnica pozostaje dla nas tajemnicą, ale przez to nie przestaje być dowodem Jego zaufania do nas, ludzi.

Kapłan codziennie sprawuje i wchodzi w tę wielką Tajemnicę miłości Chrystusa – jest z Nim zjednoczony formalnie w czasie wypowiadania Jego słów, ale trzeba zrobić wszystko, aby także wewnętrznie całym sobą, czyli gorącością swojej wiary być z Nim zjednoczonym… Jakże pomocny jest w tym momencie akt pokory: Panie, nie jestem godzien… a Bóg pokornym łaskę daje…”

W Komunii świętej jednoczę się z Chrystusem, staję się jedno z Nim, ale to nie tyle ja Go przyjmuję, co On mnie przyjmuje, przyjmuje takiego, jakim jestem, przyjmuje to znaczy akceptuje i kocha i chce upodobnić, przemienić w siebie (por. ks. T. Dajczer, Rozważania o wierze, rozdział o Eucharystii).

Im więcej jest we mnie pokory, wiary i miłości tym skuteczniejsza staje się Eucharystia w moim życiu. Wiara jest uczestnictwem w życiu Boga i w szczególny sposób realizuje się w sakramentach, bo jest wtedy aktem wiary Kościoła. A to właśnie dzięki jedności z Kościołem nasza wiara zyskuje wyższy stopień zjednoczenia ze zmartwychwstałym, żyjącym Chrystusem.

 

Celem Eucharystii jest też moje nawrócenie, odwrócenie się od własnej woli i przyjęcie woli Chrystusa, który pomoże mi pozbywać się egoizmu (i wszelkich złych skłonności), pozwoli umierać sobie, aby mógł we mnie wzrastać Chrystus (por. Ga 2,20).

W związku z tym powinienem oczekiwać i przygotować się (uwierzyć), że wkrótce Pan Jezus będzie krzyżował moje plany, o co przecież chodzi w gotowości przyjęcia Jego woli!.

Powinienem zatem stawać przed Bogiem w czasie Mszy św. i jak ten trędowaty z Ewangelii prosić, aby Jezus oczyścił mnie z trądu egoizmu, pychy, lęku o siebie, pośpiechu, niepokoju, smutku…, grzechu. To jest wejście na drogę prawdy o sobie, która wyzwala, oczyszcza, przynosi pokój i daje siłę do umierania sobie i życia w Chrystusie.

Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński zapisał w swoich więziennych notatkach (7.IV. 1955): Jak bardzo się czuję niegodny łaski ołtarza, do którego tak śmiało przystępowałem, ale przystępował, bo wiedział, że to w tym ołtarzu tkwi jego nadzieja i z tego ołtarza pragnie ciągle czerpać dary miłosierdzia dla swego ludu.

Teologowie powiedzą, że nie tylko Wcielenie i śmierć Jezusa jest Kenozą, ale i Eucharystia jest wyniszczeniem się Boga, ponieważ Jego największa świętość styka się z moją grzesznością i moją niegodnością. On jednak chce przychodzić i przychodzi, aby mnie przemieniać i uświęcać. On chce bym codziennie stawał się bardziej godnym Jego przyjęcia (por. ks. T. Dajczer, tamże), aby świat i wszyscy stawali się coraz bardziej godni jego przyjęcia.

Wiemy nie tylko dzięki św. Janowi Apostołowi, ale i z własnego doświadczenia, że: Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy (1J 1,8). Tak. Bardzo ważną sprawą jest znać prawdę o grzechu, o własnej niemocy wobec nałogów czy innych duchowych i moralnych uwikłań. Jeszcze większą tragedią jest przeżywanie duchowej pustki, zanurzającej człowieka w brak poczucia sensu życia.

Te wszystkie nasze bóle i uwikłana zna lepiej nawet od nas samych Pan Jezus, a jednak powiedział swoim uczniom:, Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a jak go wskrzeszę w dniu ostatecznym. (J 6,53 n.).

 

Św. Jan Paweł II w encyklice o Eucharystii mówi o swoim „wielkim i wdzięcznym zdumieniu wobec faktu ustanowienia Najświętszej Eucharystii i „tajemniczej równoczesności między tamtym Triduuum i wszystkimi mijającymi wiekami (n.5), między Wieczernikiem i Golgotą Wielkiego Tygodnia i każdą Mszą św., sprawowaną w najskromniejszym miejscu. To swoje „eucharystyczne zdumienie” św. Papież pragnie rozbudzić na nowo w nas kapłanach i w całym Kościele, który przecież żyje dzięki Chrystusowi eucharystycznemu… Kościół otrzymał Eucharystię od Chrystusa swojego Pana, nie jako jeden z wielu cennych darów, ale jako dar największy, ponieważ jest to dar z samego siebie, z własnej osoby w jej świętym człowieczeństwie, jak też dar Jego dzieła zbawienia (n.11).

Gdy w komunii  św. przyjmujemy Ciało i Krew Chrystusa, przekazuje On nam także swego Ducha. Św. Efrem pisze: Nazwał chleb swoim żyjącym Ciałem, napełnił go sobą samym i sowim Duchem. … A kto go z wiarą spożywa, spożywa Ogień i Ducha… Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy, spożywajcie z tym Ducha Świętego (Ecc. De Euch., 17). Skuteczność posługi kapłana płynie z tej rzeczywistości nadprzyrodzonej, którą Duch Święty – Boży Ogień – realizuje w słowach i znakach świętej naszej posługi. Jakże praktyczne i mądre jest spojrzenie naszego świętego Papieża na każdego z nas w świetle wiary: Kapłan jest tyle wart, ile jest warte jego życie eucharystyczne, a przede wszystkim jego Msza św. Msza św. bez miłości – kapłan bezużyteczny; Msza św. żarliwa – kapłan zdobywający dusze. Pobożność eucharystyczna zaniechana i niekochana – kapłan w niebezpieczeństwie, bezsilny i słabnący.  (JP II w roku 1987).

 

Ukonkretnić wiarę i miłość

             Dobre przeżywanie Mszy świętej to dobre, w atmosferze  oczekiwania i tęsknoty, każdorazowe przygotowanie i dziękczynienie i to nie tylko bezpośrednio przed i po Mszy i Komunii świętej, ale przygotowanie adoracyjne w ciągu dnia, czy wieczora. Św. Jan Paweł II nie żałował godzin na modlitwę i dlatego miał czas i siły na przyjmowanie i przebywanie z ludźmi.

Opowiadał niedawno kardynał z Rzymu, że papież Franciszek dwie godziny ranne poświęca na przygotowanie do Mszy św. i w swoich spontanicznych wystąpieniach często nawiązuje do Eucharystii: Poprzez celebrację eucharystyczną Duch Święty czyni nas uczestnikami życia Boga, zdolnego przemienić całą naszą śmiertelną istotę. Pan Jezus pociąga nas za sobą, by sprawować Paschę … Chrystus żyje w nas, a my żyjemy w Nim, Jego Krew uwalnia nas bowiem od śmierci nie tylko fizycznej, i lęku przed nią. Wyzwala nas również ze śmierci duchowej, którą jest zło, grzech… W Eucharystii pragnie przekazać nam tę swoją zwycięską miłość paschalną. (27.XI. 2017).

Każdorazowy kontakt z Chrystusem w Eucharystii czy to podczas Mszy świętej i Komunii św. czy nawiedzin Najśw. Sakramentu to umocnienie naszej wiary. Święta Matka Teresa z Kalkuty mówiła: Ilekroć patrzymy na krzyż, widzimy jak Jezus nas kochał, kiedy patrzymy na Eucharystię, widzimy jak Jezus nas kocha. W życiu świętych cześć i miłość do Eucharystii była nieodzownym motywem ich wzrostu w miłości do Boga i ludzi. Ulegali fascynacji miłością Jezusa, który pozostał z ludźmi, z grzesznym światem w Najśw. Sakramencie i dawali świadectwa tej wierze swoim życiem.

Św. Józef Sebastian Pelczar pisał: Do najwyższego stopnia posunęła się miłość Zbawiciela w Przenajśw. Sakramencie Ołtarza tak, że według słów św. Augustyna Pan Bóg, chociaż najmędrszy, więcej dać nie umie, chociaż najpotężniejszy, więcej dać nie może, chociaż najbogatszy, nie ma, co mógłby więcej dać.

W Ewangelii św. Marka jest przekazana relacja z odwiedzin w świątyni, gdzie do skarbony bogaci ludzie wrzucali poważne ofiary, zaś uboga wdowa wrzuciła dwa drobne pieniążki. Pan Jezus zauważył wartość jej ofiary, bowiem wrzuciła wszystko, co miała na swe utrzymanie (12,44). Pan Bóg w swoim Synu oddał nam Siebie, oddał wszystko co ma i dlatego Eucharystia – Chrystus Ukrzyżowany i Zmartwychwstały – tak bardzo fascynuje ludzi wierzących i świętych.

Ks. Pelczar jeszcze jako profesor UJ w Krakowie założył bractwo kapłańskie codziennej adoracji. Najśw. Sakramentu. W tej pobożności eucharystycznej widział drogę do wiary kapłańskiej i gorliwości pasterskiej. Szczególnie uwypuklał oddanie się Sercu Bożemu, apostolstwo i wynagrodzenie Mu za zniewagi. Niestrudzenie wyjaśniał, że Eucharystia jest niejako wysiłkiem miłości Jezusa, a nic nam jej nie zastąpi, nic z nią w porównanie iść nie może, bo ona nam daje Jezusa rzeczywiście obecnego – Jezusa zostającego z nami w nieprzerwanym stosunku miłości – Jezusa ofiarującego za nas nieustannie swe życie i śmierć – Jezusa oddającego się nam w sposób całkowity i niewysłowiony, tak, iż w Komunii jednoczy nas z sobą, a przez siebie z Ojcem, aby nas przemienić w siebie i żyć w nas.

           Ostatnie lata poprzez św. s. Faustynę kult Miłosierdzia Bożego, poprzez św. O. Pio z Pietlerciny i jego posługę przy ołtarzu i w konfesjonale, poprzez sł. Bożego ks. Dolindo z Neapolu, jego cierpienie, tęsknotę za Mszą świętą i ufność wobec Pana Jezusa („Jezu – Ty się tym zajmij”) zachęcają nas wszystkich do wejścia na drogę kontemplacji wiary i zjednoczenia z Chrystusem poprzez przeżywanie Mszy św. i Komunii z Panem Jezusem Eucharystycznym. Czy to możliwe? Czy realne w moim życiu?

Tak, ale trzeba by sobie – i warto wyznaczyć dłuższy czas, konkretne godziny (zacząć od jednej!) na adorację Najśw. Sakramentu. Wytrwać przed Panem Jezusem z wiarą i miłością (może bardziej z pragnieniem umocnienia i wiary i miłości) do Pana Boga z równoczesnym rozmodleniem o zbawienie powierzonych nam ludzi. Kapłan jest człowiekiem modlitwy albo nie jest kapłanem według Serca Bożego.

Pamiętajmy i starajmy się stosować w życiu starą, sprawdzoną zasadę: sancta sancte tractnda sunt – rzeczy i sprawy święte należy traktować święcie, sprawy najświętsze otaczajmy najwyższym szacunkiem. Nie przystoi zatem „ozdabiać” Mszy świętej własnymi „upiększeniami” ale pogłębiać szacunek do Tego, któremu służymy. To On przez swój Kościół określił formę kultu jakim chce być uwielbiony i nasze poprawki słów, wyrażeń czy gestów są zawsze nie na miejscu. Naszą misją jest być in persona Chrisiti , co nas przeraża ale i zobowiązuje. To On składa moimi dłońmi swoje Ciało i Krew na ofiarę Ojcu, to On wypowiada błogosławieństwo: niech was błogosławi (nie „nas” etc.).

 

Może na podsumowanie tych refleksji niech wystarczą dwie poetyckie refleksje znanych polskich księży:

 

– O sercu kapłana

Najpierw zielone malutkie
Tyle się wciąż spodziewa
Potem miłuje i krwawi
Wreszcie samotnie dojrzewa
I olbrzymieje cichutkie
I Boga innym otwiera
Aż znowu – w sobie malutkie
We Mszy dziękczynnej umiera

Ks. Jan Twardowski

 

-… nie wiedziałem do jakiego stopnia
Bóg boi się o tych, których kocha
zwłaszcza o tych, którym dał
zbyt wielkie serce
drży, żeby Mu nie zginęli
przypadkiem…

Ks. Janusz St. Pasierb

2018-02-20T12:39:30+00:00 20 lutego 2018|Inne|