„Nie lękajcie się wziąć odpowiedzialności za Ojczyznę”

Słowo pasterskie Metropolity Przemyskiego do diecezjan z dnia 3 września 1997 r.    

Świadomość kończącego się drugiego tysiąclecia chrześcijaństwa każe postawić sobie pytanie o naszą wierność Ewangelii, o to czym wypełniamy życie codzienne, z czym stajemy u progu trzeciego tysiąclecia chrześcijaństwa. Ta okoliczność kieruje naszą myśl do źródeł wiary, a źródło to szczególnie mocno ujawniło żywotność „wody żywej” w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Oto w czasach schyłku kultury antycznej, kultury pogańskiej, w dobie demoralizacji i pogardy człowieka, przyszedł Chrystus i rzucił w ludzkie serca ziarno Ewangelii. Jak pszeniczny zaczyn obumierało ono w morzu krwi i ogniu prześladowań. Wzrastało w cichości domów, gdzie ochrzczeni z narażeniem życia pielęgnowali wskazania Dobrej Nowiny i karmili nią innych.

Dzisiejsza sytuacja ludzi wierzących nie jest aż tak dramatyczna, ale czyż zanik czystości obyczajów i miłości bliźniego, tolerancja niesprawiedliwości, przemocy i kłamstwa nie jest nawrotem do kultury barbarzyńskiej, która szczególnie przejawia się walką z Bogiem, Kościołem i Ewangelią. W Częstochowie Ojciec Święty powiedział niedawno, że żyjemy w czasach duchowego chaosu, zagubienia i zamętu, w których do głosu dochodzą różne tendencje liberalne i laickie. Często w sposób otwarty wykreśla się Boga z życia społecznego, wiarę chce się zredukować do sfery czysto prywatnej, a w postępowanie moralne ludzi włącza się szkodliwy relatywizm. Szerzy się obojętność religijna. Wielkie siły zła sprzysięgły się w walce o uśmiercenie prawdy o Jezusie Chrystusie Jedynym Zbawicielu świata. Potęga finansowa i krzykliwość wrogów Ewangelii wprowadzają w serca wierzących uczucie lęku i rezygnacji. W postępowych społecznościach, a nawet w chrześcijańskich narodach, nie tyle ateiści, co bezbożnicy i różni fałszywi prorocy, z etykietą rzekomej postępowości, w demagogicznych wystąpieniach , sprzeciwiają się prawu naturalnemu z jego podstawowym wymogiem szacunku i obrony życia ludzkiego. Bezradnie patrzymy na niszczenie korzeni, z których wyrastamy.

Biorąc pod uwagę powyższe okoliczności, uważam za obowiązek podjęcie refleksji nad odpowiedzialnością chrześcijan – obywateli Państwa za bliskie już wybory parlamentarne, które będą miały poważne znaczenie w formowaniu naszej egzystencji i przyszłości Narodu, Ojczyzny, a także Kościoła katolickiego. Każde wybory są znaczące, bo na okres kilku lat oddajemy władzę i społeczne pieniądze w ręce ludzi uczciwych lub nieuczciwych, mądrych lub niebezpiecznych. Oddanie władzy rządzenia wiąże się z całym życiem społecznym, z wychowaniem młodych i dobrobytem wszystkich, a nikomu nie może to być obojętne. Kościół, który prowadzi każdego człowieka i wszystkie narody do zbawienia, pragnie teraz przygotować ludzkość do godnego wejścia w trzecie tysiąclecie chrześcijaństwa i nie może milczeć w żadnej, ważnej sprawie. Trzeba więc, aby Polacy, a szczególnie ludzie wierzący, wybrali ludzi najlepszych, dbających szczerze o każdego człowieka w naszej Ojczyźnie i zatroskanych o Polskę.

Budowanie Polski wiernej swoim chrześcijańskim korzeniom jest nie tyle sloganem historycznym, co zadaniem niezwykle ważnym dla żywotności naszego Narodu. W pamiętne czerwcowe dni wielokrotnie słyszeliśmy, że nasza państwowość, nasza narodowa tożsamość wyrasta z Ewangelii. Wierność korzeniom oznacza nade wszystko umiejętność budowania organicznej więzi między odwiecznymi wartościami, które tyle razy sprawdziły się w historii, a wyzwaniami świata współczesnego, między wiarą a kulturą między Ewangelią a życiem – mówił Jan Paweł II, dnia 10 czerwca 1997 roku w Krakowie,

Każdy obywatel, także wierzący, jest odpowiedzialny za kształt życia społecznego. Jesteśmy wezwani, abyśmy poprzez mądrą teraźniejszość budowali przyszłość opartą na fundamentach Ewangelii. Wybory są ważnym aktem włączenia się w tę odpowiedzialność. Nie powinno się od nich lekkomyślnie uchylać. Nie wolno takich decyzji pozostawić innym, samemu będąc obojętnym, a potem narzekać, że jest źle. Nie lękajcie się zatem – mówił Jan Paweł II w Legnicy – brać odpowiedzialności za życie społeczne w naszej Ojczyźnie. To jest wielkie zadanie, jakie stoi przed człowiekiem: pójść do świata; kłaść podwaliny pod przyszłość, by była ona czasem poszanowania człowieka, by była ona otwarta na Dobrą Nowinę!.

Przypomnijmy, że ponad trzecia część społeczeństwa nie wzięła udziału w poprzednich wyborach. Dzisiaj zniechęcenie i obojętność mogą być nawet większe. Jednakże zdrowy rozsądek przypomina o obowiązku odpowiedzialności za losy Ojczyzny. Każe przezwyciężać obojętność i apatię. Jeżeli my, ludzie prostej, ale szczerej miłości do wolności, do porządku, pragnący, aby w prawach, w polityce i wszędzie nastała moralna uczciwość i szacunek do Boga i ludzi, przez rezygnację wyłączymy się z decydowania o kształcie życia społecznego, to nadal decydować za nas będą ci, którzy niekoniecznie dobro wspólne, dobro Polski mają za cel własnego działania, ale często dobro własnej partii lub korzyść osobistą.

Analiza sytuacji w naszym kraju skłania do pewnych refleksji. Polsce potrzebne są kontakty międzynarodowe i dobre relacje ze wszystkimi państwami, a jeszcze bardziej z narodami sąsiednimi; świat bowiem stał się zbiorem „naczyń połączonych”, rozwój i postęp, podobnie jak i zagrożenia obejmują wszystkie narody. Szanując innych, mamy też prawo do szacunku dla naszej tożsamości.

W ostatnich latach obserwowaliśmy jednakże wiele negatywnych zjawisk w polskim życiu politycznym, społecznym i gospodarczym. Pomimo głośnych obietnic, rządzący niewiele zrobili dla zwalczenia bezrobocia, nie poprawili doli ludzi starszych, którzy często po ciężko przepracowanym życiu, muszą utrzymywać się z niewielkich rent i emerytur. Młodym rodzinom, mimo przedwyborczych obietnic, nie ułatwiono nabycia mieszkań. Widzę, że rządzący pozostają obojętni na los rodzin, zwłaszcza wielodzietnych. Rolnicy nie są zachęcani do rozwijania swoich gospodarstw, do produkcji zdrowych pokarmów, bo nie ma ich potem gdzie sprzedać, a wprost nieustannie straszeni są widmem likwidacji małych gospodarstw rolnych, które rzekomo są nieopłacalne i nie pasują do wymyślonych planów. Politycy, jak gdyby nie chcieli pamiętać, o tej twórczej miłości chłopa do ziemi, o czym w Krośnie przypomniał Jan Paweł II, a to przecież ona w najtrudniejszych momentach dziejów naszych za-wsze stanowiła mocny filar, na którym opierała się narodowa tożsamość. Nikt nie umie im wiarygodnie odpowiedzieć, co się z nimi i ich rodzinami stanie, gdy te plany zaczną być realizowane. Pomimo upływu lat, rządzący Polską pozostawiają wiele nie rozwiązanych problemów. Także nie zawsze budzą wiarygodność ci, którzy podają się za obrońców interesów chłopskich. Interes chłopa czy robotnika to nasz interes, to interes naszych dzieci, rodzin, interes Polski.

Zdumiewająco uparte było dążenie parlamentu do uchwalenia prawa pozwalającego na zabijanie poczętego życia. Czyż można mieć zaufanie do władzy, która nie chroni każdego życia, co więcej otwiera furtki prawne i przeznacza nasze przecież pieniądze, na niszczenie tego życia, i to w sytuacji, kiedy ciągle brakuje pieniędzy na służbę zdrowia. Trzeba koniecznie przypomnieć słowa Ojca Świętego, który z bólem przestrzegał, że Naród, który zabija własne dzieci jest narodem bez przyszłości, oraz upomnienie, że cywilizacja, która odrzuca bezbronnych zasługuje na miano barbarzyńskiej. W świetle tych słów, słów gorzkiej prawdy, z trwogą zadajemy sobie pytanie: w jakim kierunku zmierza-my, do jakiej cywilizacji prowadzą władze polskie nasz Naród w ostatnich latach? Odpowiedź jest jedna: do cywilizacji śmierci. A Ojciec Święty prosił nas: wybierajcie życie, budujcie na polskiej ziemi cywilizację miłości.

W lipcu tego roku, gdy znaczna część Polski zalana była przez powódź, gdy miliony przeżywały wielkie tragedie, Parlament zajęty był uchwalaniem ustawy nakazującej skreślenie ze świadectwa szkolnego oceny z nauki religii. Jeżeli dodamy do tego „grę o Konkordat”, czy przy-pomnimy, że w Konstytucji nie przyjęto nadrzędności prawa Bożego nad prawem ludzkim, to słuszne jest pytanie: czy ludzie nie respektujący praw najwyższych, Bożych, nadal mogą i powinni rządzić Polską?

Jestem świadomy, że to moje przesłanie może spotkać się z zastrzeżeniami ludzi, którzy ciągle mają pełne usta zarzutów o tzw. mieszaniu się Kościoła do polityki. Odpowiadam zatem, że politykę rozumiem jako troskę o dobro wspólne. Jako pasterzowi Kościoła to dobro wspólne nie jest mi obce. Staram się je promować świadom, że nie jest to tylko kwestia dostatniej doczesności, ale i szczęśliwej wieczności. Wiem też, niestety, że wielu pragnie zamazania wartości i dobra wspólnego , i sytuacji, którą w dramatycznych słowach wyraził Jeremiasz kiedy pisał nawet pro-rok i kapłan niczego nie pojmując błąkają się po kraju (zob. Jr. 14,18).

Kiedy za czasów króla Kserksesa z poduszczenia wrogiego Zydom Amana, król podjął kroki w celu zniszczenia Narodu Wybranego, stary Mardocheusz wysłał do swej krewnej Estery list z takimi słowami: Nie myśl sobie w sercu że uratujesz się w domu króla, jedyna ze wszystkich Żydów, bo jeśli ty zachowasz milczenie w tym czasie, uwolnienie i ratunek dla Żydów przyjdzie z innego miejsca, a ty i dom ojca Twojego zginiecie. A kto wie, czy nie ze względu na tę właśnie chwilę dostąpiłaś godności królowej? (Est 4,13-14).

Również każdy z nas musi dziś pytać siebie o to, dla jakich celów pozwoliła nam Opatrzność żyć w tych czasach, dlaczego właśnie my dostąpiliśmy godności dzieci Bożych i czy przystoi tym dzieciom milczenie, gdy zagrożone są najistotniejsze wartości Ewangelii, a stwierdzenie to, nie jest gołosłowne; wszak jedna z posłanek bez żadnego zażenowania wprost ogłosiła, że jej partia na walce z Kościołem zbiła cały kapitał wyborczy.

Pytam zatem, czy chrześcijanin może stawać po stronie tych, którzy w bluźnierczym geście wyciągają rękę by zdeptać największe dla niego świętości?

Mówiąc o aktualnej sytuacji, trzeba dostrzec i to, że w życiu publicznym pojawili się ludzie i ugrupowania, które budzą nadzieję na lepszą przyszłość ojczyzny, na uporządkowanie życia społecznego i politycznego w oparciu o zdrową, ogólnoludzką hierarchię wartości, która przyzna-je miejsce Bogu, osobie ludzkiej i grupom. Optymizm budzą ci, którzy swojej wiary nie czynią tylko sprawą prywatną, ale starają się wnosić jej światło w życie publiczne. Są to jakby iskierki nadziei, które naszym poparciem trzeba rozniecać, aby rozjaśniały mroki polskiego życia społecznego. Dobra, godna poparcia partia polityczna, to tak, która nie rzuca obietnic bez pokrycia, ale szanuje dane słowo, troszczy się o interes publiczny i narodowy i daje rękojmię, że dane obietnice realizować będzie etycznymi metodami i środkami.

W sytuacji,, kiedy nie znamy łudzi lub ugrupowań należy poprzez kontakt z innymi rozpoznać poszczególne propozycje. Nie szczędźmy czasu dla rozpoznania ważkich spraw, decydujących o losie Ojczyzny.

Budowanie prawdziwej wolności, która jest fundamentem sprawiedliwości, jest pierwszym zadaniem władzy. We Wrocławiu Ojciec Święty wypowiedział na ten temat znamienne słowa: prawdziwa wolność wymaga ładu (…). Chodzi przede wszystkim o ład moralny, ład w sferze wartości, ład prawdy i dobra.

Kończąc, pragnę sobie i Wam bracia i siostry, przypomnieć słowa wielkiego papieża św. Grzegorza, który przestrzegał: „Jest śmiercią kapłana jeżeli głos jego staje się niesłyszalny wewnątrz i na zewnątrz świątyni”. To dlatego potrzebny jest głos pasterski, który rozpoznają wierni i uczynią go działaniem, bezpiecznie prowadzącym do porządkowania powierzonego nam świata. Świątynie nasze, na szczęście, napełniają się modlitewnym śpiewem wiernych. Niech głos chwalący Pana wychodzi na zewnątrz i ujawni się w naszym świadectwie wiary, przez udział każdego chrześcijanina w wyborach dokonanych zgodne z sumieniem.

W tym ważnym dniu zapraszam wszystkich kapłanów i wiernych do szczególnej modlitwy za Ojczyznę.

X Józef Michalik Metropolita Przemyski

2017-06-16T21:44:01+00:00 03 września 1997|List pasterski|