O wartości kapłańskiego celibatu. List do kapłanów, diakonów i alumnów

Drodzy Konfratrzy,

Kapłaństwo jest wielkim darem Boga i włącza człowieka w jego zbawczy plan. Sam Ojciec wybiera indywidualnie każdego z nas i daje Jezusowi (por. J 17, 6), aby posługiwał na drodze zbawienia, aby jednoczył z Chrystusem, aby uwalniał, wiązał i rozwiązywał i nowe życie niósł w świat, rodząc synów i córki dla Królestwa Bożego.

Kapłan jest pośrednikiem na drodze do zbawienia i głosem Boga wobec ludzi, stąd często bywa utożsamiany z Kościołem – Ciałem Pana. Słuszna jest przeto troska o to, aby przez całe życie pogłębiać świadomość naszej godności, ufając tu bardziej łasce Pana i pomocy ludzkiej niż sobie. Nie żałujmy przeto czasu na modlitwę i rozmowę w sprawach związanych z posługą kapłańską, z jej potrzebą, pięknem, ale i słabością. W tym duchu przyjmijcie ten list jako wyraz niepokoju, troski i nadziei na większą naszą wszechstronną wierność przyjętym w kapłaństwie zobowiązaniom. Tekst listu niech posłuży do osobistej refleksji i będzie wykorzystany podczas najbliższych spotkań dekanalnych. Zachęcam abyście wracali w Waszych indywidualnych medytacjach do spraw tu zaledwie zarysowanych. Czasy, w których żyjemy, wymagać będą coraz większej wewnętrznej determinacji w stawianiu sobie wymagań na drodze naszej wzajemnej jedności, jedności z Chrystusem i Kościołem, który w Sakramencie Eucharystii karmi nas Ciałem Pana i jest w stanie zaradzić wszelkim niedolom.

Kapłański ślub celibatu

Kolejny rok pracy duszpasterskiej i zaistniałe wydarzenia motywują do podjęcia refleksji na temat zaobserwowanych zjawisk i zwrócenia się do księży z prośbą o podobną refleksję, której uwieńczeniem powinno być głębsze zwrócenie uwagi na szanse naszego zaangażowania, na potrzebę entuzjazmu i maksymalizmu w codziennym posługiwaniu oraz na istniejące zagrożenia, paraliżujące bliskość Chrystusa pośród nas. Nigdy nie zapominajmy, że ponad wszystko silniejsza jest moc Bożej łaski, którą przybliża nasza wiara, pokorna prośba – modlitwa, szczera pokuta i ofiara z miłości.

Gotowość i pragnienie pełnienia woli Bożej, mimo naszych słabości, jest ważnym kryterium naszej wiary i wewnętrznej prawości i powinna być stałą troską naszego życia. Wolę Bożą trzeba wcześniej poznać, niekiedy długo ją rozeznawać, szukając inspiracji wśród Bożych przykazań, w Objawionym Słowie Bożym i w nauce Kościoła, w rozmowach z ludźmi. I o ile wypełnienie woli Bożej stoi u podstaw naszej wewnętrznej radości, potwierdzając naszą więź z Bogiem, o tyle grzech zawsze jest nie do pogodzenia z wolą Bożą, rujnuje nasz wewnętrzny pokój i paraliżuje działanie.

Obserwacje budzące nadzieję

Obserwacja naszego życia kościelnego dostarcza wielu motywów do nadziei i wdzięczności za konkretną, ofiarną pracę kapłańską i jej owoce, za trud przekazywania wiary i posług sakramentalnych. Ważnym i perspektywicznie twórczym jest wysiłek mądrego zaangażowania świeckich w trud systematycznego pogłębiania wiary, co ma miejsce w Akcji Katolickiej, Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży, w Stowarzyszeniach i Ruchach Młodzieży, w Kręgach Rodzin i Oazach, w RAM-ie, na Drodze Neokatechumenatu, u Fokolarynów, Charyzmatyków i we wszystkich innych wspólnotach i grupach duchowości, wymagających stałego kontaktu z księdzem w ciągu roku i w czasie formacji wakacyjnych. Kolejne pole pracy, i to angażujące, związane jest z budową, odnową i utrzymaniem porządku w kościołach i ich otoczeniu. Za to wszystko jestem księżom i wspierającym trudy kościelne świeckim, szczerze wdzięczny.

Ważnym wysiłkiem formacyjnym jest program księży proboszczów większych parafii, zabiegających o wytworzenie i utrzymanie atmosfery wspólnoty tam, gdzie pracuje więcej niż jeden ksiądz. Mądry duszpasterz robi wiele, aby wszyscy parafianie zachowywali kontakt z parafią i tworzyli wspólnotę, ale nie może w tym trudzie pominąć udziału i współpracy konfratrów. Atmosferę plebani tworzy przede wszystkim proboszcz, ale bez współpracy pozostałych księży nie będzie to atmosfera braterska, rodzinna, życzliwa, ale to wymaga od wszystkich księży zapobiegliwej wrażliwości i niemałych wysiłków, a często zapomnienia o sobie. Pokorna, służebna postawa owocuje nie tylko opinią dobrego, życzliwego proboszcza, ale „promieniuje” w parafii i tworzy styl naszych kapłańskich domów a także staje się fundamentem darów Bożego uznania i błogosławieństwa, co w naszym wypadku jest może najważniejsze!

Wikariusz lub wikariusze także współtworzą „ducha” plebani i parafii. Wasza świeża, ożywcza gorliwość, (a niekiedy twórcza wyrozumiałość?!) jest bardzo potrzebna i księdzu proboszczowi, i ludziom. Nie rezygnujecie zbyt łatwo z pomysłów duszpasterskich, zwłaszcza wśród młodzieży męskiej i żeńskiej, ale informujcie o nich i włączajcie w ich realizację księdza proboszcza oraz kolegów. Oni też mają swoje doświadczenia (niekiedy urazy, powodujące onieśmielenie) i ucieszą się gorliwością i owocami pracy księdza – kolegi i niejednokrotnie będą gotowi włączyć się z konkretną pomocą, jeśli zobaczą dla siebie tam miejsce.

W pracy kapłańskiej, czyli duszpasterskiej trzeba się nieustannie rozsmakowywać, budząc entuzjazm wiary w ministrantach i ich rodzicach, w nauczycielach i uczniach. Jeśli sami nie „zakochamy się w Chrystusie” na wzór Apostoła Narodów, który mówił, że żyję ja, już nie ja, żyje we mnie Chrystus (por. Ga 2,20) to i innych nie zdołamy przekonać do piękna zjednoczenia z Nim. Człowiek naprawdę zauroczony Chrystusem nie porzuca Go po pierwszym grzechu czy niepowodzeniu. Owszem, bardziej cierpi, boleje, przeprasza, a powstawszy jeszcze bardziej ufa, miłuje, szuka z Nim kontaktu. Może warto sobie raz jeszcze uświadomić, że powołanie nie pochodzi od nas, to nie wyście mnie wybrali, ale ja was wybrałem (J 15,16), i że to wybranie trwa nieodwołalnie. Skoro je raz rozeznałem, odejście od niego będzie zdradą. Zawsze warto pamiętać, że Pan Jezus ukochał każdego z nas w sposób jedyny, trwały, że nawet jeśli ja Go zdradzam, On nieodmiennie kocha, trwa „zakochany” we mnie grzeszniku i cierpliwie zachęca: wytrwajcie w miłości Mojej (J 15,9).

Wiara i miłość do Chrystusa prowadzi natychmiast do pytania o dzieło Jego miłości, czyli o miłość do Kościoła. Przecież On się utożsamia z Kościołem, z tym dzisiejszym, któremu przewodzi Benedykt XVI i biskupi, z Kościołem, który niejednokrotnie jest bardzo słaby naszą słabością i grzechami ludzi, ale zawsze mocny obecnością Jezusa, który nieustannie przebacza, odpuszcza grzechy, ale też przeżywa niepokój i stawia wymagania; domaga się wierności, wytycza styl posługi prezbitera naszych czasów. Jeśli ksiądz nie „zamieszka w Kościele”, łatwo się znajdzie za jego drzwiami. Trzeba to przemyśleć, uznać całym sobą i o tym odważniej mówić, trzeba naprawdę zaniepokoić się zauważonymi wśród nas oznakami nawet małej, zewnętrznej niewierności Kościołowi, bo zawsze jest to niewierność wobec Chrystusa. Tu naprawdę, na zewnątrz widać jak trudno przychodzi nam umrzeć sobie, aby żyć dla Chrystusa.

Źródła niepokoju

Obserwacja naszych poszczególnych zachowań a także niepokój wiernych, dotyczący niewłaściwych postaw osób duchownych może niekiedy umykać uwadze. Ale kiedy fakty ulegają spiętrzeniu, nie powinniśmy przechodzić obok nich w milczeniu. Trzeba się zatrzymać i zastanowić.

Liczba odejść z kapłaństwa staje się niepokojąca. Trudno jest zatrzymać odchodzącego kapłana, zwłaszcza, gdy sprawy zaszły już za daleko i są zobowiązania poważne, długoletnie wobec osób trzecich. Trzeba jednak przestrzegać, przewidywać i przypominać póki czas, że złamanie przysięgi danej samemu Bogu nie jest bohaterstwem, jest słabością, którą powinniśmy sobie, kolegom w kapłaństwie i wszystkim ludziom, zwłaszcza tym „najbliższym” uświadamiać i zachęcać się nawzajem do nawrócenia i zerwania z grzechem, zachęcać do naprawienia szkód (moralnych i nie tylko), do pokuty i do wytrwania.

Wśród przyczyn odejścia bywa zmęczenie, wypalenie i potrzeba duchowego pogłębienia bądź odpoczynku czy refleksji, ale najczęściej to „zmęczenie” spowodowane jest konfliktem sumienia z racji niewłaściwego, uczuciowego związku z drugą osobą, co się przemienia powoli w związek stały i grzeszny, budzący dezaprobatę ludzi i niesmak samego zainteresowanego. Każdy grzech przeszkadza, blokuje życie duchowe, a nieczystość jako grzech tkwiący w ciele, szczególnie mocno blokuje mechanizmy duchowego rozwoju człowieka. A przy tym grzechy ciała tkwią i na zawsze „pozostają” w nas poprzez rany i blizny.

Zmagających się i uwikłanych w niewłaściwą relację konfratrów zachęcam całym sercem do posłuszeństwa sumieniu i zerwania z okazją do upadku, do podjęcia zobowiązań i przyrzeczeń danych Bogu samemu, wobec którego ustępują zobowiązania dane ludziom. Trzeba to wyraźnie powiedzieć sobie i zainteresowanej osobie, aby w niej obudzić sumienie i odpowiedzialność za niebezpieczeństwo lub za już dokonane zło. Decyzja musi być jednoznaczna i natychmiastowa, chociaż wychodzenie z grzechu bywa niekiedy procesem dłuższym i bolesnym, co jest konsekwencją tego, że zanurzanie się w zło także nie następuje w jednej chwili. Także jest jakimś procesem.

Drodzy Bracia! Wielcy święci przez wieki przestrzegali, że w dziedzinie czystości (podobnie zresztą jak i w innych dziedzinach) „paktowanie” z pokusą kończy się upadkiem. Iskrę padającą na sukno trzeba gasić natychmiast, odruchowo niemal, zanim wypali dziurę albo nawet wywoła ogień.

Człowiek jest całością integralną, o którego bogactwie i wartości stanowi i dusza, i uczucia, i wola, i umysł, i ciało. Nie da się rozwiązać problemów, trudności, które spowodowały załamanie lub rozbicie wewnętrzne tylko poprzez oddziaływanie na umysł lub uczucia, pomijając wolę czy ciało. Cały człowiek wtedy choruje i potrzebuje uzdrowienia. Wewnętrzna spójność tożsamości człowieka domaga się integralnego respektowania naszego człowieczeństwa, wymiaru nadprzyrodzonego wspólnie z cielesnym. Człowiek bowiem nie jest duchem wcielonym, ale raczej ciałem uduchowionym.

Sama modlitwa najczęściej nie wystarcza, chociaż bez niej nie potrafimy właściwie rozwiązać wielu problemów. Ale i asceza bez motywów nadprzyrodzonych może tylko „wysuszyć” nasze człowieczeństwo i najczęściej nie wystarcza.

Zerwanie okazji do grzechu trzeba natychmiast napełnić ofiarną na co dzień pracą, pokutą i miłością do Chrystusa i wszystkich spotkanych ludzi. Wielu z nich (wszyscy!) potrzebuje pomocy i ma do niej prawo w imię naszego powołania, dla wielu z nich nasze trudności, zmagania i wysiłek powstawania z upadku może stanie się zachętą, drogowskazem i pomocą do podobnego zerwania ze złem, do wejścia na drogę pierwotnej gorliwości.

Zawirowania życia moralnego są stałą niedolą naszego człowieczeństwa i kolejne osłabienie duchowe a nawet upadek nie powinien nas ani paraliżować, ani „rozbrajać” wewnętrznie, ale uświadamiać słabość natury, uczyć pokory i po raz kolejny motywować do gorliwszego szukania pomocy u Boga i bliźnich.

Rozeznać czasy

Z wielkim niepokojem obserwujemy w ostatnich latach niespotykaną dotychczas falę demoralizacji, i to w różnych dziedzinach: przemoc, nienawiść i nieuczciwość są wyraźnie promowane, jako „zwyczajne” wzorce zachowań. Obserwujemy napór nieczystości, którą chce się zatruć sumienia dzieci i młodzieży, dorosłych i wszystkich, my także nią oddychamy. Kolorowe pisma i TV, Internet a nawet uliczne reklamy zalewają seksem i prowokują wyuzdaniem. Promowany jest wulgaryzm i strategia systematycznego ataku na tradycyjną, zdrową moralność małżeństwa, rodziny i jednostki.

W tej atmosferze żyjemy na co dzień i trzeba mocno uważać, aktywnie szukać zdrowego pokarmu, aby jej nie ulec. Potrzebna jest nasza wrażliwość sumienia, którą przekażemy ludziom. Wbrew temu, co głoszą ludzie nieodpowiedzialni, nieczystość nie daje „pełni” życia, ale prowadzi do śmierci duchowej a w końcu osłabia i wyniszcza całe narody i społeczeństwa. Przykładów dostarcza nam historia dalsza i bliższa. To także problem naszych czasów, naszych rodzin, domów i każdego z nas.

Nauka Objawienia Bożego w tej dziedzinie jest bardzo jasna: Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani cudzołożnicy, ani mężczyźni współżyjący ze sobą, ani złodzieje ani chciwi, ani pijący, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą Królestwa Bożego. A takimi byli niektórzy z was. Lecz zostaliście obmyci, uświęceni i usprawiedliwieni w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa i przez Ducha Boga naszego (1 Kor 6,9 n).

Ostre upomnienie św. Pawła piętnuje grzechy ciała. Są różnorodnym nadużyciem darów natury, ale przecież wpisany w człowieka pociąg do mężczyzny czy kobiety można i trzeba opanować. Ta dynamiczna siła jest przecież Bożym darem: Jako człowiek nie jestem tylko zmagazynowaniem energii seksualnej, ale jestem też zdolny do oddania się innym. Cała seksualność jest oddana do naszej dyspozycji i staje się w ten sposób zjawiskiem ujawniającym spotkanie z drugim człowiekiem (V. Frankl). Czystość jest wartością dla wszystkich, ona porządkuje relacje międzyludzkie, powinna być przeżywana zawsze i wszędzie także między zakochanymi, między małżonkami, wśród młodzieży, a szczególnie powinna być czytelna i owocować w życiu osób konsekrowanych, dobrowolnie wiążących się ślubem czystości lub celibatu.

Drodzy Bracia, nie bójmy się własnej cielesności, która jest częścią integralną naszej godności, nie bójmy się Bożych darów złożonych w nas. Czystość, celibat jest darem wybrania, danym dla budowania Królestwa Bożego, (zawsze) jest darem wewnętrznej ofiary, jednoczącej z Chrystusem. Skoro Pan daje zadania i dary, udzieli i łaski do wypełnienia przyjętych zobowiązań, pomoże w rozwoju, ustrzeże od destrukcji, zniszczenia. Warunkiem jest bezwzględna szczerość, uczciwość wewnętrzna w ocenie siebie samego i pokorna, gorliwa modlitwa.

Pan Bóg zna i wie o naszych trudnościach, jesteśmy ważniejsi niż wiele wróbli (por. Mt 10,29-31) i Opatrzność Boża przychodzi z pomocą w potrzebie wobec wszystkich naszych trudności i zawikłań.

Dlatego ważne jest, abyśmy znaleźli czas na spokojną refleksję nad zapomnianą cnotą czystości, tak ważną w naszym życiu i w życiu naszych wiernych. Wielcy i święci papieże z niepokojem mówili o tej powinności pasterskiej: ci, którzy zostali nam powierzeni opuszczają Boga, a my milczymy, pogrążyli się w nieprawościach, a my nie wyciągamy pomocnej ręki (św. Grzegorz Wielki, homilia z L.G.t.4).

Wiemy, że ogromna większość księży i zakonników uczciwie zachowuje zobowiązania celibatu i żyje w czystości. Słabości i grzechy są częścią naszej ludzkiej niedoli, bezpieczniej jest uprzedzająco unikać okazji, zawsze też mamy możliwość powstania z upadków i czynienia pokuty. Wszyscy znamy cenę zwycięstwa nad słabością i wszyscy potrzebujemy pomocy łaski Bożej. Wystarczy jednak jedno czy drugie załamanie, aby posiać zgorszenie, aby zniechęcić do Kościoła zwłaszcza młodzież. Dobrze wiedzą o tym środki przekazu i przez lata całe nagłaśniać będą sprawdzone lub prawdopodobne odstępstwa duchownych czy zgorszenia dane młodym. Bólu w nas nie powinno wywoływać ujawnienie grzechu czy słabości popełnionej przez osobę duchowną, ale sam fakt zdrady Boga, przekreślenie Bożego przykazania, zranienie sumienia ludzi, którzy księdzu, zakonnikowi czy zakonnicy zawierzyli a teraz przeżywają dramat zgorszenia, niejednokrotnie oddalający ich nawet od wiary i Kościoła. Pamiętajmy o obowiązku naprawienia zła, o wynagrodzeniu wobec osób skrzywdzonych przez nasz grzech. Pierwszym obowiązkiem jest uznanie zła i przyjęcie odpowiedzialności za własną słabość. Wola naprawienia zła jest dowodem uczciwości i poprawności sumienia i zawsze budzi szacunek.

Tym, którzy przeżywają słabości i zmagają się z upadkiem pragnę dodać otuchy i zachęty, aby zerwali z iluzją i to w sposób zdecydowany, aby uczciwie przestali szukać okazji do złych spotkań lub do rozmiękczania sumienia przez oglądanie brudnych i prowokacyjnych programów w Internecie czy w złych pismach (niedopuszczalne jest ich przechowywanie, bo stanowiłyby okazję bliższą do grzechu, a spowiednik musiałby żądać ich usunięcia).

Często łudzimy się, że te grzechy pozostaną tajemne. Bezpieczniej jest z nimi zerwać natychmiast, póki nie stały się jawne, nawet wśród boleści wewnętrznych. Przypomnijmy sobie dramat Dawida i dramaty tylu innych sług Bożych, że grzechy ukryte w końcu stają się jawne, zgodnie z przestrogą Pana Jezusa: Nie ma nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome (Łk 12,2). Często, kiedy nie skutkuje upomnienie braterskie czy upomnienie przełożonego, Pan Bóg może posłużyć się nawet ludźmi nieżyczliwymi, aby potrząsnąć sumieniem kapłańskim. Oby to „potrząśnięcie” dotarło do nas wszystkich i obyśmy potrafili zeń skorzystać we właściwy, zbawczy sposób. Podwójnego życia nie godzi się prowadzić nigdy. Chrystusowe miłosierdzie otwarte jest dla wszystkich. Zawsze można się dźwignąć i zaczynać nowe życie w łasce. W księdze Apokalipsy odnajdujemy słowa pełne nadziei o stojących przed tronem Boga, przyodzianych w białe szaty, które opłukali i wybielili we Krwi Baranka (Ap 7,13n). Biała szata to symbol czystości. A i prorok zachęca: Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją (Iz 1,18).

Św. Jan od Krzyża, który w szczególny sposób rozeznawał drogi grzechu i łaski, domagał się radykalnej szczerości w podejściu do sumienia i mówił, że nawrócenie to zmiana podmiotowa, a nie tylko zmiana postępowania, i daje je Bóg. A więc dobrym pragnieniom musi towarzyszyć pokorna i usilna modlitwa o pomoc Boga samego, o umocnienie i odrodzenie nas mocą Jego łaski.

Zachować czystość

Zachowanie czystości w życiu kapłańskim i zakonnym jest możliwe. Fundamentem życia w czystości jest modlitwa o jej zachowanie, stała, codzienna modlitwa, budząca pamięć i wrażliwość sumienia, modlitwa, która otwiera nas na przyjęcie Bożej pomocy. Szczególnie modlitwa do Najświętszej Maryi Panny.

Św. Jan Vianney otrzymał łaskę uwolnienia od pokus przeciwnych cnocie czystości dzięki ślubowi, który złożył tuż po święceniach kapłańskich. Zobowiązał się bowiem odmawiać raz na dzień Regina Coeli i sześć razy modlitwę: Niech będzie błogosławione Najświętsze i Niepokalane Poczęcie Błogosławionej Panny Maryi Matki Bożej po wszystkie czasy. Amen. (F. Trochu, Proboszcz z Ars). Poszukajmy i naszej modlitwy o czystość. Na ile będzie pokorna i ufna, na tyle skuteczna. Nieustępliwie prosić, aby wreszcie doznać pomocy Bożej łaski – to historia wielu świętych!

Każdy grzech przeciwstawia się Bogu i naszej kapłańskiej misji, którą jest prowadzenie ludzi do zbawienia. Uznanie grzechu jest już początkiem zwycięstwa. Także w wymiarze chrześcijańskiej antropologii zbawienia, piękno duchowego rozwoju współtworzy człowiek wraz z Bogiem, nigdy przeciwko Bogu, który nas do końca umiłował.

Czystość łatwiej zachowują ci, którzy swoje myśli, pragnienia i serce (uczucia) wypełniają bez reszty i to nieustannie żalem za grzechy oraz miłością Boga i bliźnich. Bez „zakochania się” w Chrystusie i Kościele każdy wysiłek jest ponad siły. Poprzez zdrowy, silny związek wiary z Chrystusem, który naprawdę wziął nasze słabości i grzechy na siebie, wszystko staje się łatwiejsze i możliwe.

Odkryć duchowe ojcostwo

Celibat to nie suche wyrzeczenie się ojcostwa, ale troska o spotęgowanie sensu oddania siebie innym i ojcostwa duchowego, prowadzącego do zatroskania o innych, o poczęcie wiary i wzrost jej wśród ludzi, w każdym człowieku, a szczególnie w tym, do którego zostaliśmy posłani, który się od nas powinien uczyć Boga i życia według Bożych przykazań. Kapłaństwo to wielka i piękna misja pośrednictwa między Nieskończonością, szczęściem wiecznym i słabością (nędzą niekiedy) zagubionego człowieka. Pomagajmy ludziom odnaleźć godność, nadzieję życia w łasce, dziecięctwo Boże. Nie oszczędzajmy sił w tej wielkiej służbie, a wtedy jej „ciężar” stanie się radością.

Św. Józef był dla Jezusa ojcem w duchowym wymiarze, bo troszczył się o Niego, bo uczył się żyć na tej ziemi w cieniu Boga-Ojca, od którego wszelkie ojcostwo pochodzi. To ojcostwo duchowe sprawowali liczni święci, troszcząc się i ochraniając swój lud. Przykłady z ostatnich czasów mówią same za siebie. Ks. Prymas Stefan Wyszyński – czyż nie był uważany za Ojca Ojczyzny – pater patriae, a pozyskał ten tytuł mocą przepowiadania, życia i świadectwa. Wartość ojcostwa duchowego kardynała Karola Wojtyły zobaczyliśmy w nowym świetle, odkąd wybrano go na stolicę Piotrową, a przecież był nauczycielem miłości czystej i odpowiedzialnej od zarania swego kapłaństwa, a przez całe życie bronił życia zagrożonego niekiedy już od chwili poczęcia. Jan Paweł II to naprawdę wielki, zatroskany ojciec w Kościele naszych niełatwych czasów.

Stanąć w prawdzie

Zachowanie czystości domaga się pokory ciała, to znaczy uznania prawdy o naszym ciele – jest ono ważnym i wielkim darem Boga, składającym się na nasze człowieczeństwo: Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest… (por. 1 Kor 6,19). W ciele też uzupełniamy cierpienia Chrystusa… (por. Kol 1,24), ale pokora ciała domaga się troski o to nasze „gliniane naczynie”, w którym przechowuje się wielki skarb. Bez mądrej troski o ciało, bez mądrego odpoczynku, praktyki umartwienia zmysłów, języka, oczu, żądz i uczuć, bez samodyscypliny i wyrzeczeń, bez umiejętności wyborów i całkowitego zaangażowania w to, co robimy, nie wzmocnimy naszego ciała, nie zharmonizujemy rytmu jego reakcji z wymaganiami ducha. A umartwienie musi najpierw dotyczyć tego, co jest okazją do grzechu. Pan Jezus uczy: jeśli prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie (Mt 5,29).

Cóż mogę powiedzieć tym, którzy borykają się ze swoimi słabościami? Drogi Bracie, przemyśl swoje życie, i jeśli widzisz, że przekroczyłeś granicę, zerwij z okazją do grzechu. Napełnij serce pokojem. Sumienie ci mówi, co jest w twoim wypadku „słabym punktem” twojego życia, co prowadzi do rozmiękczenia odporności i upadku: osoba czy środowisko, które trzeba opuścić, mówiąc wyraźnie, że to nie jest droga właściwa, że jesteś za słaby, aby przetrwać w takiej sytuacji, że przekraczanie prawa Bożego niweczy twoją rolę ojca i przewodnika do zbawienia, że ty masz sumienie budzić, a nie usypiać. Bóg jest miłosierny, ale nie naiwny. Widzi czy naprawdę chcemy się nawrócić, zmienić, rozpocząć na nowo, czy chcemy odwlekać, a więc oszukiwać i Jego, i ludzi, i siebie?!

Może się zdarzyć, że uznasz za korzystne lub konieczne zmienić miejsce swojego pobytu, aby zerwać z bliższą okazją – nie wahaj się przyjść i powiedzieć o tym szczerze. Zyskasz tylko w oczach biskupa, a tym bardziej w oczach Bożych.

Ważną jest sprawą unikanie także dalszej okazji do grzechu: Internet, telewizja, dwuznaczna prasa etc. bywają naprawdę wielkim zagrożeniem, bo zaśmiecają naszą pamięć i wyobraźnię i umiejętne, bardzo umiejętne korzystanie z tych zdobyczy techniki i kultury jest częścią naszego umartwienia, a jednocześnie dowodem smaku i oszczędności czasu. Zanim włączysz Internet lub telewizor, postanów, jak długo będziesz z niego korzystał i co będziesz oglądał. Pamiętaj, że grzech króla Dawida rozpoczął się od ciekawości, od pożądliwego patrzenia. Pamiętaj, co mówi Chrystus: Kto patrzy pożądliwie, w sercu swoim cudzołoży (por. Mt 5,28).

Dużym zagrożeniem czystości jest nadużywanie alkoholu, jako że człowiek pod jego wpływem staje się podniecony, a mniej krytyczny i niezdolny do kontrolowania siebie. Nie jeden człowiek przekonał się na własnej skórze, że miał rację św. Paweł ostrzegając: nie upijajcie się winem, bo to jest przyczyną rozwiązłości (Ef 5,18). Wielcy święci, a wśród nich Jan Chrzciciel, często bywali abstynentami. Wyrzeczenie się alkoholu było kolejnym darem ich miłości do Boga, umartwieniem, które umacniało ich charakter. W abstynencji jednak najważniejsza jest intencja, bo ona nadaje wartość wyrzeczeniu i ofierze.

Umartwienie, wyrzeczenie powinno być stałą, codzienną praktyką naszego życia, pomocną w realizowaniu zwyczajnej „wspinaczki” naszego duchowego życia. Rozwój wiary na drodze ku Bogu i ludziom jest stały, albo go nie ma wcale (w każdym dniu, nieustannie powinienem odnosić do Boga moje sprawy, wydarzenia, trudy czy radości).

Potrzeba samodyscypliny

Przed laty w Stanach Zjednoczonych wynaleziono sposób na zachowanie czystości w wagonach kolejowych, do których kurz wciskał się przez różne szczeliny w czasie podróży. Najlepszym uszczelnieniem okazało się podniesienie ciśnienia powietrza wewnątrz wagonu. Codzienna praktyka umartwienia, ofiary w duchu wiary, z miłości do Boga albo w duchu przygotowania do ofiary Mszy świętej, „uszczelnia” naszą duszę, „podnosi w nas ciśnienie” miłości nadprzyrodzonej, budzi dobre uczucia, a co najważniejsze – konkretnie odnosi nas do Boga, jednoczy z Nim krok po kroku aż po ostateczne zjednoczenie woli.

Św. ks. Josemaria Escrivá – wielki współczesny teolog i duszpasterz – zachęcał, aby zaczynać dzień od „bohaterskiego” czynu rannego, natychmiastowego wstawania. Chwila bohaterska: Jest nią ustalona godzina wstawania. Bez wahania, jedna myśl nadprzyrodzona i … zerwij się! Oto umartwienie, które wzmacnia twoją wolę, a nie osłabia twej natury. (Droga 206). Jakie to proste, ale aby mogło być zrealizowane, trzeba umieć wcześnie iść spać. Tego wymaga higiena życia, odpoczynku i pracy.

Wiele słabości, a w konsekwencji i upadków, ma swoje źródło w nieuporządkowaniu naszej codzienności. W tym, że nie potrafiliśmy od pierwszego roku życia seminaryjnego tak wyrobić naszych zainteresowań, aby stały się twórczym i radosnym wypełnieniem czasu, ale takim, które nie boi się kontaktu z ludźmi i z Bogiem, bo wie, że ten kontakt jest ubogaceniem i to wzajemnym.

Św. Jan od Krzyża mówił, abyśmy pamiętali, że jeśli my szukamy Boga, tęsknimy za Nim, to On tym bardziej nas szuka i „tęskni” za kontaktem z nami. Prawdziwa miłość nie może się obejść bez wzajemności.

Zauważamy (bolesna to obserwacja!) od lat, że odejście kapłana z naszych szeregów z reguły potwierdza nieobecność na spotkaniach braterskich, na konferencjach rejonowych, dekanalnych i na corocznych rekolekcjach. Na siedmiu księży w ostatnich latach opuszczających kapłaństwo, sześciu nie uczestniczyło w spotkaniach formacyjnych, nie odbyło też rekolekcji. To ważna przestroga.

A jak wyglądają nasze zamknięte rekolekcje kapłańskie? Dobrze wiemy, bo liczby nie kłamią, że większość konfratrów je opuszcza, może lekceważy. Przecież corocznie nas obowiązują, a co dwa lata powinniśmy je odbywać w Seminarium. Nie dziwmy się, że słabniemy, skoro Duch Święty i łaska odkupienia nie jest przez nas oczekiwana i wymadlana, skoro nie stać nas na trzydniowy rachunek sumienia i wysiłek uporządkowania życiowej hierarchii wartości. Jeśli Bóg nie jest na pierwszym miejscu, nie będzie Go nigdzie w naszym życiu!

Wielką pomocą w życiu duchowym jest systematyczna, częsta spowiedź święta i to radykalnie szczera, pokorna i możliwie odbywana przed kierownikiem duchowym. Niech wstyd nie zamyka nam ust, bo sami wiemy, jaki szacunek budzą w nas szczere spowiedzi wiernych, z jaką troską towarzyszymy ich problemom naszymi modlitwami i to niekiedy przez lata całe. Sakrament pokuty, to sakrament miłosierdzia Chrystusa także dla nas otwarty. Św. Jan od Krzyża przestrzega jednak, że nawrócenie nie polega na zaprzestaniu grzechów, ale to jest wewnętrzna przemiana. Tak! Tu chodzi o to, aby w nas umarł stary człowiek, a narodził się nowy, w sprawiedliwości i świętości prawdy (por. Ef 4,24).

Gorliwość kapłańska

Jakże wielkiej roztropności i ostrożności potrzeba dziś w relacjach z dziećmi i młodzieżą. Tu każde nadużycie zaufania, które jest okazywane księdzu czy nauczycielowi, prowadzące do nieczystości, jest wielką krzywdą i ciężkim grzechem, przed którym przestrzegał Pan Jezus: Kto by zgorszył jedno z tych najmniejszych, lepiej by mu było kamień młyński uwiązać u szyi i wrzucić w głębokości morskie (Mk 9,42).

Także ukrywanie czy tolerowanie tego rodzaju nadużyć jest współuczestnictwem w złu i słusznie się spotyka z dezaprobatą społeczną.

Przypomnijmy sobie zalecenia Pana Jezusa o zwracaniu uwagi na zauważone zło, na konieczność upomnienia braterskiego, a gdy to nie skutkuje, na powinność odwołania się do pomocy Kościoła (por. Mt 18,15 n). Milczeć na zło nigdy się nie godzi!

Całą ewangelię głośmy ludziom i sobie, ewangelię o mocy odkupienia. Głośmy Chrystusa ukrzyżowanego za nasze grzechy i starajmy się pamiętać, że ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje z jego namiętnościami i pożądaniami (Ga 5,24), a błogosławieni czystego serca, bo oni Boga oglądać będą (Mt 5,8). Wszak nieczystość zamyka oczy serca, zaślepia i nie pozwala widzieć bardzo wielu spraw czystym wzrokiem sumienia. Czystość otwiera wolnością, uskrzydla umysł, uczucia i wolę. Nieczystość ogranicza, redukuje spojrzenie na drugiego człowieka i na wszystkie sprawy naszego życia.

Miejmy zatem odwagę zapragnąć czystości, mówić o czystości, ukazywać niebezpieczeństwo grzechów nieczystych i sposoby walki z nimi. Nie bójmy się we właściwy sposób, pozytywnie, nauczać o czystości przedmałżeńskiej i świętej czystości, koniecznej w małżeństwie, o pięknie wierności i zwycięstwa nad sobą. Odnosi się wrażenie, że dziś ten temat jakby znikł w naszym przepowiadaniu ze szkodą dla ludzi. Temat czystości trzeba jednakże ukazywać twórczo, w świetle jego wewnętrznej wartości, zgodnie z nauką ewangelii i wskazaniami Kościoła, z zachowaniem szacunku i Chrystusowego współczucia do człowieka uwikłanego w niewolę grzechu, z wykluczeniem wszelkiej pogardy czy wyniosłości, bo przecież i sami wiemy jak trudną, choć piękną bywa droga życia czystego: budzi zaufanie u ludzi, błogosławieństwo od Boga. Żyjąc klimatem czystości warto i trzeba przenosić go w nasze środowiska szkoły, plebani, rodzinnego domu czy grup młodzieżowych. We współpracy ze szkołą, samorządami, artystami i dziennikarzami a szczególnie przy współpracy naszych stowarzyszeń i grup duszpasterskich możemy uczynić wiele dobra. To jest szerokie i szczególne pole naszej pracy. Wołanie sytuacji i czasów przynagla nas do przeciwstawiania się degradacji tej ważnej dziedziny życia, będącej przedpolem do właściwego, twórczego i pełnego przeżywania miłości, będącej drogą do pokonywania egoizmu. Staje się ona drogą do zdrowych, mocnych relacji międzyludzkich, warunkiem kultury współżycia i promotorem cywilizacji miłości.

Teocentryzm w życiu kapłana

Trwałym fundamentem życia kapłana, „ziemią” po której chodzi pewnym krokiem, na której buduje trwale, może być i powinien być sam Bóg. Ten teocentryzm życia kapłańskiego jest niezbędny w naszym świecie całkowicie funkcjonalistycznym, gdzie wszystko sprowadza się do rezultatów, które można policzyć i zweryfikować. Kapłan powinien rzeczywiście znać Boga od wewnątrz i takiego nieść Go ludziom; tej właśnie priorytetowej posługi potrzebuje dzisiaj ludzkość (Benedykt XVI, 22.XII.2006).

Jeżeli ksiądz zagubi ten teocentryzm w swoim życiu, stopniowo zanika w nim gorliwość i modlitwa, cierpliwość wobec ludzi i wrażliwość na grzech, a serce napełniać się będzie egoizmem, rosnącą listą doznanych lub urojonych krzywd zamiast gotowości do ofiar. A dotyczy to każdej dziedziny naszego kapłańskiego życia.

Prawdziwy, autentyczny i twórczy celibat może być tylko teocentryczny (Benedykt XVI). Nie może oznaczać życia bez miłości, ale będzie wyrazem naszej miłości Boga, którą niesiemy ludziom, którą nieustannie przeżywamy. Celibat ma być świadectwem wiary, oparcia życia na Bogu. Wyrzeczenie się małżeństwa i rodziny nie oznacza „kawalerstwa”, ale zobowiązuje do ojcostwa duchowego! Celibat wymaga stałej uwagi samego diakona, księdza, ale i opieki ze strony biskupa, przyjaciół – kapłanów i świeckich, którzy wspólnie powinni wspierać to kapłańskie świadectwo. (Benedykt XVI, tamże). A zatem wrażliwość świeckich, ich obserwacje, uwagi i modlitwy mogą pomóc w tworzeniu atmosfery czystego życia kapłańskiego.

Do celibatu i ślubu czystości można się nie nadawać. Nie nadaje się człowiek oschły, martwy duchowo, taki, który nie mógłby być ojcem rodziny, bo ojcostwo to umiejętność dawania siebie, to troska o innych, a nie o własną wygodę, przyjemność czy sukces. Do celibatu nie nadaje się człowiek, który nie potrafi przeżywać swojej ludzkiej samotności, boi się własnej pustki zrodzonej z faktu, że jeszcze nie odkrył piękna życia dla innych, nie odkrył obecności Chrystusa w sobie, w bliźnich, w Najświętszej Eucharystii, że jeszcze nie odkrył duchowego wymiaru człowieczeństwa. Nie odkrył głodu książki i uroku samotnej wędrówki, wysiłku sportowego czy twórczej pracy fizycznej. Pokochać samotność, to w sposób twórczy umieć wypełnić ją Bogiem i ludźmi, to radować się każdą godziną, podarowaną mi na zrealizowanie zaległych „hobby”, lektur czy korespondencji.

Pierwsze zagrożenie czystości tkwi we mnie, nie na zewnątrz, a jest nim pustka mego serca, przeznaczonego do miłości. Skoro Bóg jest miłością (1 J 4,8), to trzeba nieustannie się pytać o miłość, pytać czym jest dla mnie i czy jest we mnie?. Jak ją rozumiem i w jaki sposób zamierzam ją realizować dziś, jutro, zawsze?

Kapłaństwo to służba

Chrześcijaństwo nie jest łatwe. Ono naprawdę wymaga zaparcia się siebie: Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za mną, ten nie może być moim uczniem (Łk 14,20). Także szczere, pełne kapłaństwo nie jest łatwe, ale jest możliwe i na ile trudne, na tyle fascynujące i piękne. Domaga się jednak narodzin nowego człowieka we mnie, a co u ludzi jest niemożliwe, możliwe jest u Boga (por. Łk 18,27).

Kapłaństwo w Kościele zostało ustanowione przez Chrystusa w powiązaniu z Eucharystią, kiedy podczas Ostatniej Wieczerzy zalecił: To czyńcie na moją pamiątkę (Łk 22,19). W Eucharystii zawiera się całe duchowe dobro Kościoła, sam Chrystus, i dlatego w Eucharystii tkwi moc do twórczego przeżywania naszego kapłaństwa, jego wzlotów i trudności. Adoracja Najświętszego Sakramentu (i to nie zdawkowa, przelotna, ale trwała) systematyczna, codzienna, powinna wyznaczać rytm naszej duchowości, naszego życia w obecności Boga, nawracania się i nawracania innych.

Każdy ksiądz powinien sobie wyznaczyć czas nawiedzin Najświętszego Sakramentu i adoracji jako drogi do skutecznego kapłaństwa, w którym wielbimy Boga, ale i orędujemy za ludźmi. To podczas adoracji powinny rodzić się moje programy duszpasterskie i programy konkretnej miłości pasterskiej wobec powierzonych nam ludzi. Jednym z podstawowych zadań będzie moje duchowe wyniszczenie, polegające na stałym ubogacaniu innych, ubóstwo i pokorny rachunek sumienia.

Dobrze wiemy, że bez uporządkowania mego stosunku do pieniądza, bez praktykowanego „dzielenia się” czy wprost wyrzeczenia, aby wesprzeć innych, naprawdę bardziej potrzebujących, cała moja „duchowość” jest złudzeniem. Zrozumieć to można tylko w bezpośrednim kontakcie z Bogiem, najpewniej w czasie adoracji Tego, który dla nas stał się ubogi, ale wnioski praktyczne wyciągnie tylko ten, kto uzyska pomoc Bożej łaski. Nasza moc płynie tylko z Jego łaski. To naprawdę bardzo praktyczne, doświadczone przez wszystkich stwierdzenie.

Kapłan żyjący w celibacie i czystości musi nauczyć się praktykować wyrzeczenie bogactw i pragnień luksusowych sprzętów, jednak nie dla pustego snobizmu „wyrzeczenia”, ale po to, aby swoim „ubóstwem ubogacać” myślenie innych oraz czynnie wspomagać bardziej potrzebujących, a tych nigdy wokół nas nie brakuje. Osierocona rodzina – pomagaj jej! Dziecko z wielodzietnej rodziny – wspieraj je comiesięczną, chociażby skromną sumą, samotna, chora osoba – czy wiesz o jej potrzebach? – (drogie lekarstwo, opał na zimę, cieplejsze buty etc.). Tych pól do praktykowania konkretnej pomocy jest wiele. Nie do pogodzenia z głoszeniem miłości będzie pazerność, drogie zagraniczne wycieczki, (jakże niekiedy gorszące ubogich ludzi), luksusowe samochody czy sprzęty, podczas gdy wokół nas tyle upokarzającego niedostatku. Jeśli uśpimy sumienie w jednej dziedzinie, będzie ono nieczułe i ślepe w innych. Nie jeden ksiądz boleśnie się o tym przekonał.

Aż cztery rozdziały w Rozmyślaniach o życiu kapłańskim (38-41) poświęca św. Biskup Sebastian Pelczar cnocie czystości i przestrzega zwłaszcza kapłanów młodych przed pułapkami przeciw cnocie czystości, mogącymi tkwić w zbytnim zbliżeniu do kobiet poprzez kontakty rozpoczęte także w dobrej intencji. Dzisiaj tę przestrogę trzeba poszerzyć, jak widać, także o wszystkich, a szczególnie o młodzież, bo niebezpieczeństwo czyha i drzemie nie tyle w młodej kobiecie czy mężczyźnie, ale we mnie. I to niezależnie od wieku, zawsze, od lat najmłodszych aż do najpóźniejszej starości. Wielu się o tym boleśnie przekonało i przekonuje!

Niekiedy chęć pomocy w trudnościach materialnych czy duchowych, niekiedy kierownictwo duchowe, które w pewnym momencie zaczyna przeradzać się w niewłaściwą relację, powinno być natychmiast zerwane. Są też typy osób (kobiet i mężczyzn) – przestrzega święty Biskup – zbyt zmysłowo reagujących na bliskość czy przyjaźń i wtedy potrzeba szczególnego przewidywania, dokąd tego rodzaju relacje prowadzą. Wystudzenie i zerwanie takiej relacji staje się obowiązkiem. Szczególne czuwanie i odpowiedzialność spada na nas wobec młodzieży tak łatwo darzącej nas zaufaniem, nadużycie którego byłoby szczególnym złem, słusznie karalnym także przez prawo cywilne.

Trwajmy w powołaniu

Pamiętajcie też, Drodzy Bracia, że żadna wiedza, żaden poziom cnoty, żadne doświadczenia, nawet natchnienia czy wizje, dopóki żyjemy w ciele, nawet starość, nie chronią nas przed pokusą i upadkiem. Tylko czuwanie i modlitwa wyprasza łaskę wytrwania bądź powstania z grzechu.

Jeśli wszyscy nie przejmiemy się zaistniałą sytuacją, nie zmienimy mentalności, nie zaczniemy się tym codziennie przed Bogiem niepokoić, nie zdołamy zatrzymać lawiny zła. Wspólny – z Panem Jezusem – podjęty wysiłek będzie zwycięski.

Módlmy się za siebie wzajemnie i za wszystkich księży i kleryków, ufając, że Pan Jezus łaski godnego wytrwania w powołaniu nie odmówi proszącym Go szczerze i że skutecznie pomoże rozpoznać i wypełnić wolę Bożą.

 

Przemyśl, 4 listopada 2008 r.

2019-05-22T22:20:24+00:00 04 listopada 2008|List pasterski|