Obraz młodzieży współczesnej (refleksje duszpasterskie)

Pierwszą trudnością, jaka się jawi przy próbie podjęcia naszego tematu jest określenie, kogo należy rozumieć pod terminem „młodzież”. Z różnych racji dokonuje się przesunięcia zarówno dolnej, jak i górnej granicy wieku. To nie tylko u Hebrajczyków puer liczył sobie do 30, ale i wg ustaleń ONZ sprzed kilku laty określono, że programy, manifesty i pomoce Międzynarodowego Roku Młodych obejmują młodzież w granicach 14-35 lat. – Jeśli chcielibyśmy zostać przy tak określonej granicy wieku, z koniecznością trzeba by dokonać podziału na podgrupy wiekowe, gdyż niemożliwą jest rzeczą identyfikować przeżycia, dokonania, potrzeby czy oczekiwania dojrzewającego psychicznie nastolatka i wychowującej już kilkoro dzieci trzydziestoletniej matki.

Skoncentrujmy przeto nasze – z konieczności ogólne – obserwacje na grupie przekrojowej, mieszczącej się w okresie przechodzenia od czasu przygotowania do (pełnej) samodzielności i czasu podejmowania odpowiedzialności za życiowe decyzje.

1. OBSERWACJA OGÓLNA

a) zróżnicowania lokalne

Nie bez znaczenia jest ilość (i jakość) młodzieży w poszczególnych społeczeństwach, które muszą się liczyć z postulatami młodych, ale też i korzystać z ich dynamizmu, a inwestycje kosztowne na „dziś” bez wątpienia będą procentowały „jutro”.

Na Forum Młodzieży w Częstochowie (7-10 VIII 1991) z zainteresowaniem słuchałem wystąpień młodych Latynosów, w których udowadniali (słusznie!), że oni nie są „nadzieją” Kościoła ani też jego „przyszłością”, oni są już dziś częścią Kościoła.

Mój kursowy kolega po kilku latach pobytu w Brazylii po powrocie do kraju dzielił się jako pierwszą obserwacją, że Europa jest starzejącym się kontynentem. Tu nie widać dzieci ani nie narzuca się liczebnie widok młodych ludzi.

Nie bez znaczenia jest okoliczność, że młodzież europejska stanowi mały procent społeczeństwa, wychowana nie wśród rówieśników, bez konkurencji do pracy i zabaw, ale otoczona pewnym luksusem protekcjonalizmu starszego pokolenia; niejednokrotnie wychodzi okaleczona uczuciowo (duchowo (?)), bo nie potrafi nawiązać kontaktu, więzi długotrwałych i angażujących z drugim człowiekiem.

Samotność jest powszechnie ujawnianą chorobą młodych ludzi Zachodu. Tymczasem Afrykańczycy, dzięki mocnym więziom rodziny wielopokoleniowej i wieloosobowej nie znają chorób sierocych (bo tam zasadniczą funkcję pełni rodzina, a nie wyizolowani rodzice), mają też dużą łatwość kontaktu zewnętrznego i wewnętrznego z drugim człowiekem. A co ważniejsze, cenią, kochają życie. Jest to bowiem dla nich wielka wartość. (Pamiętam relację jednego z biskupów afrykańskich na synodzie nt. rodziny, kiedy z bólem wołał o solidarność i pomoc przeciw koncernom międzynarodowym, które niosą dary i programy pomocy pod warunkiem, że Afryka przyjmie antykoncepcję).

Współczesna Europa (z wyjątkiem Irlandii) żyje i wzrasta w terrorze mentalności aborcyjnej, antynatalnej. Jest skoncentrowana przeciwko życiu.

W moim przekonaniu ten fakt jest już bardzo niebezpiecznie zbliżony do newralgicznego sensu istnienia człowieka. Lęk (zwłaszcza, że nieuzasadniony) przed nowym życiem we własnej rodzinie jest jednocześnie lękiem przed drugą osobą i jest chorobą egzystencji ludzkiej. Jest to zjawisko tym bardziej niepokojące, że nieomal powszechnie akceptowane (kto dziś ma odwagę mówić rodzicom, że ciężko grzeszą, jeśli bez poważnych racji nie chcą przyjąć kolejnego dziecka?).

b) wartości

Nie mniej ważne pytanie trzeba sobie postawić nt. hierarchi wartości, która dominuje naszą współczesną mentalność. Najbardziej opiniotwórcze są te powszechne, niekwestionowane przekonania, które formują nasze myślenie i postępowanie.

Co stoi na czele wartości przeciętnego Europejczyka? Czy naprawdę dobro najwyższe – Bóg?

(Pamiętam ile zgrzytu wywołało kiedyś przemówienie pewnego kościelnego dostojnika, który stwierdził, że życie jest najwyższym dobrem, którego trzeba bronić za wszelką cenę. Zapomniałem dodać, że jego wartość jest najwyższa, ale… wśród dóbr doczesnych, naturalnych).

Także brak jasnego uporządkowania dóbr wyższych, społecznych, koniecznych i drugorzędnych, przyjemnych i godziwych, będzie miał zasadniczy wpływ na ocenę moralną czynu oraz samowychowania człowieka, bez którego niemożliwy jest jego stały wzrost. Skarłowacieje człowiek, jeżeli nie będzie się nieustannie zdobywał na „pokonywanie siebie samego. „Człowiek urzeczywistnia siebie, przekraczając siebie” (Jan Paweł II, Warszawa 1991, Teatr Wielki).

„Natura ludzka polega na nieustannym wysiłku przekraczania granic zwierzęcości tkwiącej w człowieku i wyrastania ponad nią człowieczeństwem i rolą człowieka jako twórcy wartości. Bez tej misji i bez tego wysiłku wyrastania ponad samego siebie człowiek zapada z powrotem i bez ratunku w swoją czystą zwierzęcość, która stanowi jego śmierć” (Roman Ingarden, „Książeczka o człowieku”, Kraków, Wyd. Literackie, 1987, 25).

Pytanie o współczesne normy moralne jest niezwykle ważne. To właśnie tu najbardziej czytelne na zewnątrz staje się człowieczeństwo, jakkolwiek zawsze pozostaje margines szacunku do zachowań ludzkich uwarunkowanych tym, że nie znamy stopnia świadomości i dobrowolności czynu drugiego człowieka.

Podstawowe prawa moralne (naturalne) obowiązują bezwarunkowo wszystkich. Jak mamy sobie radzić w sytuacji, kiedy kwestionuje się samo prawo natury i odchodzi się od norm zobiektywizowanych Ewangelią, na rzecz subiektywnej interpretacji (słynny problem dewiacji seksualnych).

c) religia i jej wpływ

W obserwacji (analizie) aktualnej sytuacji najbardziej niepokojące (bardzo znamienne!) dla współczesności jest „odreligijnienie świata”.

Wielką i powszechną nieprawdą jest podział na to, co Boże i to, co świeckie (sacrum i profanum). Przecież cały świat Bogu zawdzięcza swe istnienie i właściwie nie ma żadnego bytu ani sytuacji wolnej od związku z Bogiem. Oddzielenie sacrum od profanum musi zachować swe proporcje – inaczej będzie śmiercionośnym oderwaniem się od źródła swego istnienia, tożsamości i rozwoju. (A jednak zauważa się spadek poczucia sacrum oraz zaniżenie praktyk religijnych w społeczeństwach – por. ks. J. Mariański, Moralność w procesie przemian. Przedmowa ks. W. Piwowarskiego, Warszawa, PAK 1991, 6).

Nasze myślenie niesie w sobie długoletnią chorobę porewolucyjną (od czasów rewolucji francuskiej) pogłębioną jeszcze przez ateistyczny marksizm, który przez dziesięciolecia pracowicie rozbijał transcendencję Boga i transcedencję człowieka (por. myśl Hansa Georga Gademera o zakwestionowaniu przez myśl oświecenia autorytetu i tradycji, które decydowały o tożsamości Europejczyka. Za A. Bronk, Rozumienie. Dzieje. Język. Filozofia hermcneutyczna H. G. Gadamera, Lublin, RW KUL, 1988,217; 238. O „zasługach” oświeceniowego humanizmu i sowieckiego totalitaryzmu oraz triumfie ducha technologicznego zrodzonego z sukcesów nauki w zakwestionowaniu transcendencji zob. L. Kołakowski „Szukanie barbarzyńcy” w: Cywilizacja na ławie oskarżonych, Warszawa 1990 Res Publika, 26, 32-33).

Pozbawić człowieka Boga to pozbawić go motywów bardzo zasadniczych dla jego życia i rozwoju duchowego, to zredukować w nim wizję drugiego człowieka (który także jest dzieckiem Bożym), to odciąć mu wreszcie dostęp do łaski i osobowego zjednoczenia z Bogiem (jako podstawy samowychowania) zob. Jan Paweł II:

„(…) być człowiekiem prawego sumienia, być odpowiedzialnym, być człowiekiem, „dla drugiego”.

To wszystko stanowi sam wewnętrzny rdzeń tego, co nazywamy wychowaniem: a przede wszystkim tego, co nazywamy samowychowaniem. (…) „Posiąść swoją duszę” – oto owoc samowychowania”. (List apostolski Ojca świętego Jana Pawła II do młodych całego świata z okazji międzynarodowego Roku Pokoju Młodzieży, nr 13).

W Polsce trzeba też uwzględnić „kompleks” inteligencji wobec ludu, odwzajemniony zresztą niejednokrotnie (np. obecnie reakcje środowisk „inteligenckich” na fenomen prezydentury).

Czyż fenomen nowych kultów, poszukiwanie niezwykłości, wędrówki młodych za religiami Wschodu, atrakcyjność „mistyki profeńskiej” (zob. Huxley, Drzwi percepcji. Niebo i piekło, Warszawa 1991) nie są, przynajmniej w części, reakcją na tę sytuację i poszukiwaniem jakże bolesnym i ryzykownym, gdzie młoda, wrażliwa psychika i duchowość zamiast Boga w Jezusie Chrystusie odkrywa i wybiera satanizm czy samoudręczenie.

Anglikański prymas Anglii przytoczył kiedyś bolesny wyrzut młodego chrześcijanina, który mu posłużył za przestrogę: „w waszych kościołach mówiliście o wszystkim, o polityce i akcjach charytatywnych, o sprawiedliwości i wyzysku, ale zapomnieliście mówić o Bogu, przestaliście uczyć nas modlitwy”.

d) przenikanie problemów i zachowań

Powszechna przenikliwość informacji zdołała upowszechnić także współczesne mody i choroby obyczajowe i kulturowe. Z tym, że wyraźnie zauważalny jest wpływ Zachodu (USA) z ich powierzchownością, spłyceniem etyki i konsumpcjonizmem, z całym bagażem kultury masowej.

Już od dawna jawi się obrazoburczość reklamy, która dla uzyskania patentu „nowości” nie cofa się przed bluźnierczym nadużyciem symboliki religijnej (np. w erotyce, pornografii czy pojedynczych obrazów bądź całych filmów).

Z drugiej strony zauważa się poszukiwanie innej koncepcji życia, tęsknota za nieosiągalnym i wędrówki tysięcy młodych w poszukiwaniu mistrzów – guru, nowych duchowności czy religii. Także powierzchnia polska jest już naszpikowana licznymi osobliwościami, które będą się raczej powiększać uwzględniając nieodpowiedzialne i merkantylne nastawienie TV i innych środków przekazu.

e)    nowe zjawiska

Trudno byłoby dokonać adekwatnego zestawienia nowości na rynku młodzieżowych postaw. Zresztą to, co dziś uważa się za nowe, niejednokrotnie rodziło się długo, zanim zaistniało jako szerszy fenomen. Warto jednak obserwować życie, aby włowić elementy najbardziej decydujące i z nimi nawiązywać twórczy dialog.

W powszechnym odczuciu w społeczeństwie panuje bierność, pasywizm. Przyzwyczajeni, że Jezus mówił do tłumów i karmił chlebem tysiące mężczyzn „nie licząc kobiet i dzieci” zapominamy, że w niektórych momentach stwierdzali „twarda jest ta mowa” i odchodzili od Niego.

Nie jest to obraz w pełni potwierdzony, bo jednak w większości środowisk znajdują się ludzie aktywni i to w proporcjach nawet pocieszających. Zauważamy tysiące młodych pieszych pielgrzymów przez szereg dni wędrujących do Częstochowy. Czy da się to wytłumaczyć modą, czy może to znak, że angażują się w to, co im pokazano jako autentyczne, co potrafią autentycznie wykonać i w czym się jakoś samopotwierdzają i odnajdują. Fenomen pielgrzymek pokazuje zresztą jeszcze inną stronę medalu – sprawdza księdza przewodnika w jego typowo pasterskiej roli. Tu zasadniczo on zdaje swój egzamin i to dopiero po kilkukrotnych pielgrzymkach.

Wszystkie partie polityczne, stowarzyszenia i organizacje przeżywają swój kryzys także na Zachodzie. Nie potrafią poderwać mas, nie znajdują języka wspólnego z młodymi. Dotyczy to również kościelnego życia asocjacyjnego i organizacyjnego (niechęć do struktur czy systematycznego wysiłku?).

Natomiast dużą popularnością cieszą się ruchy duchowości, gdzie i przynależność jest całkowicie luźna, prawie anonimowa, ale jednocześnie wymaganie autentyczności życia bardzo radykalne – zwłaszcza w wymiarze zauważania drugiego człowieka. Bardzo ważną sprawą jest u nas, aby przynależność do małych wspólnot i grup nie zerwała więzi z wielką wspólnotą hierarchicznego Kościoła.

Ciągle szansą i niebezpieczeństwem jest wpływ TV, która informując bardzo zdecydowanie formuje lub deformuje (manipulując informacją) oceny, osądy ludzi, wzbudza niejednokrotnie niesłuszne lęki i obawy wobec przeciwników politycznych czy ideologicznych. A przy tym pogoń za sensacją powoduje, że TV koncentruje się na ekstrawagancjach negatywnych, a nie dostarcza wzorców pozytywnych, które jedynie są twórcze i wychowawcze.

Indywidualizm życia (zatomizowanie) wtrąca człowieka w anonimowość mimo przebywania w dużej zbiorowości ludzkiej (jest w tym coś przeciwnego naturze!). Stąd bierze się również indywidualizm (subiektywizm) podstawowych pojęć a co za tym może pójść również i postaw. Przykładem może być koncepcja wolności jako dobra najwyższego i prawa człowieka. Wolność nie regulowana sprawiedliwością łatwo przecież może wejść w kolizję z prawem do wolności drugiego człowieka. Podobnie prawa osoby w relacji do praw społeczeństwa, wspólnoty, itd.

Wytworzony (narzucony) model kobiety emancypowanej, czyli pracującej na pełnym etacie poza domem, robiącej karierę zawodową, model w Polsce wymuszony dodatkowym przymusem ekonomicznym w poprzednich latach spowodował, że matka odeszła od domu (i wcale nie zamierza doń wrócić!), a dzieci powierza się wychowaniu opłacanych opiekunek, powoduje, że dziecko wchodzi w życie nie tylko uczuciowo „nie dogrzane”, ale i niewychowane i to w najbardziej podstawowych sprawach (zdarza się nawet wśród młodzieży najlepszej, przychodzącej do seminarium) np. w braku szacunku do danego słowa, dokładności i precyzji w pracy, punktualności, osobistej sprawności i higieny, itd.

Niemniej trzeba podkreślić, że w Polsce (w odróżnieniu od innych społeczeństw) rodzina nie ma żadnej konkurencyjnej grupy w przekazywaniu uznanych wartości i norm etycznych. Młodzież po prostu identyfikuje swe poglądy etyczne z rodzicami (por. ks. J. Mariański, Moralność w procesie przemian, Warszawa 1990, 377).

Jednakże wychowawcy i socjologowie już zauważają wzrost i zaostrzenie się konfliktowości, w której wzrastają młodzi, dodając jeszcze do niej swój wkład (por. II. Wistuba, Zaostrzony współcześnie konflikt pokoleń, Katecheta, 6/1989, 249).

2. POSTAWY MŁODYCH

a) wobec Boga

Spróbujemy popatrzeć jak na zarysowanym tle wygląda zachowanie przeciętnego młodego człowieka jako świadka wiary, w jego relacji do drugiego człowieka i otoczenia oraz w relacji do samego siebie.

Jedną z najważniejszych prawd w chrześcijaństwie jest poznanie Boga Zbawiciela w Jezusie Chrystusie i nawiązanie z Nim osobowego kontaktu wiary. To właśnie tu transcendencja Bożej nieskończoności nabiera wyrazu ludzkiego w Bogu – Człowieku. Jezus nieustannie weryfikuje nasze pojęcie o Bogu i prowadzi nas do Niego w swoim Kościele.

Przeprowadzane badania niezmiennie od dziesiątków lat w Polsce ukazują, że ponad 90% młodzieży ceni wartość wiary w życiu człowieka, co świadczy o trwałości religii wśród naszej młodzieży i stwarza dobrą podstawę oddziaływania Kościoła (por. ks. J. Mariański, Religijność w procesie przemian, Warszawa 1991, 324).

Powierzchowne poznanie Jezusa spłyca całą perspektywę wiary i dlatego już niekiedy słyszymy z ust młodych ludzi hasło „Jezus – tak, Kościół – nie!”.

W Polsce sytuację dodatkowo komplikuje okoliczność, że wobec Kościoła żywione są oczekiwania, których tenże spełnić nie może, np. na płaszczyźnie społecznej, gospodarczej, politycznej, kulturalnej czy charytatywnej. Stąd widać konieczną i pilną potrzebę ukazania właściwej, zasadniczej funkcji Kościoła, który inspiruje tylko rzeczywistość ziemską (jak drożdże ciasto – Vaticanum II). Dramatyczność postkomunistycznej sytuacji polega m. in. na tym, że ta „inspiracja” była jedyną realnością (drożdże jednakże nie mogą zastąpić ciasta!).

Nie można także mierzyć żywotności wiary wyłącznie akcjami czy dokonaniami dobroczynności bądź sprawnością administracyjną danej grupy.

Niewątpliwie najważniejszym sprawdzianem jest życie sakramentalne młodych. Ale i tu stajemy wobec zawikłań indywidualizmu i subiektywizmu współczesnego świata, szczególnie rażącego w wielu Kościołach lokalnych na Zachodzie Europy, gdzie zaniechano sakramentu pokuty (młodzież sama bardzo często go na nowo odbudowuje, np. wspólnoty charyzmatyczne, neokatechumenalne i inne), a uczestnictwo w niedzielnej mszy św. ograniczono do przeżycia wspólnotowego, odcinając odeń zobowiązanie moralne kościelnego przykazania.

Tak więc widzimy, że teologiczne rozważania nt. grzechu ciężkiego czy śmiertelnego tylko pozornie są dysputą akademicką. W rzeczywistości to one w zasadniczy sposób formują życie wiary a także ukierunkowują lub utrudniają odnalezienie drogi do życia wiecznego.

Obserwacja postaw młodzieży oraz reakcji na te ich zachowania każe stwierdzić, że panuje wyraźna tendencja do zacierania granic między dobrem i złem, a nawet następuje proces „alienacji moralnej”, gdy zło, grzech jest ukazywany jako normalne zachowanie człowieka (np. nieczystość, brak szacunku wobec przełożonych, kradzież, kłamstwo, itd.).

Niejednokrotnie zafałszowanie języka i treści podstawowych pojęć moralnych (np. miłości zredukowanej wyłącznie do sfery biologicznej, sprawiedliwości klasowej bez odniesienia do sumień i wyższego celu człowieka itd.).

Podstawowym zadaniem pozostaje stała formacja wiary, która dokonuje się w rodzinie, w parafii, w grupie, środowisku rozumianym szeroko, ale szczególnie duże nadzieje łączą się z katechezą.

Katecheza w swojej nowej formie, tj. w szkole, stała się szczególnym błogosławieństwem dostarczania prawdy nam wszystkim. Po pierwsze dowiedzieliśmy się  sami jak nikły procent młodzieży uczestniczył regularnie w katechezie parafialnej, a była to młodzież najlepsza. Cala reszta oddalała się nieustannie od formacji wiary i Kościoła, wracając do niego dopiero po wielu latach z okazji katechizacji przedmałżeńskiej.

Obecnie, po pierwszym zrywie frekwencji (wg statystyk przeprowadzonych w połowie ubiegłego roku ok. 90% młodzieży uczęszczało na katechizację), przy wyzwalanej fali antyklerykalizmu ateistów zasiedziałych w środkach przekazu i różnego rodzaju deistów, przy sporym wkładzie zasiedziałego relatywizmu i niechęci propagandowej (o dziwo!) przez niektóre tzw. „tygodniki katolickie” oraz gnuśności niektórych duchownych, należy oczekiwać, że część młodzieży oddali się od katechezy. Szczególnie bolesny to fakt, iż właśnie ta część młodzieży najbardziej prawdy Bożej, dobrej nowiny o zbawieniu potrzebuje.    Katecheza nie może być jedynym środkiem formacyjnym, musi prowadzić do czegoś nowego, głębszego. Młodzież na tę nowość propozycji oczekuje. Tragedią będzie, jeśli zmęczony ksiądz nie da tej oczekiwanej nowości. „Dobra nowina” o zbawieniu ma w sobie niezwykły dynamizm – trzeba w nim samemu zasmakować, aby umiejętnie obudzić zapotrzebowanie wśród innych. Tu jest miejsce na grupy modlitewne i apostolskie wśród młodzieży.

Nowe koncepcje duszpasterskie, jeśli mają być formacyjnie skuteczne, muszą być zakorzenione w wielu środowiskach. Przede wszystkim w parafii i seminarium. Tu muszą ze sobą rezonować.

Odkrywania różnorodnych duchowości chrześcijańskich kleryk powinien zacząć się uczyć w seminarium i na parafii, bo to jest najbezpieczniejsze miejsce na poznanie Odnowy w Duchu Świętym, Fokolarynów, Neokatechumenów, Oazy…

b) drugi człowiek

Grupa, środowisko jest szczególnie ważnym miejscem formacji ludzkiej. Trzeba powiedzieć, że tylko mała część młodzieży trafia do grup duchowości chrześcijańskiej.

Jeszcze trudniej jest zorganizować i utrzymać organizację katolicką. Wśród przyczyn na pierwszym miejscu widzę brak doświadczenia i przekonania starszych, brak wzorców i sprawdzianów przydatności.

Doświadczenia krajów zachodnich pokazują, że młodzież – z natury krytyczna i niecierpliwa – angażuje się łatwiej w programy konkretne, sprawdzalne niejako od zaraz, a nie długofalowe.

Nie wolno jednak zapomnieć o roli grupy w środowisku młodych. Jest ona koniecznym wprost punktem odniesienia i oparcia. Jeśli młody człowiek nie znajdzie grupy pozytywnej, rozwojowej, łatwo wyszuka grupę dekadencką, niebezpiecznie radykalną bądź nihilistyczną, która go porani, a może nawet zniszczy.

Warto też zwrócić uwagę, że w Polsce zaniża się nieustannie procent młodzieży studiującej oraz uczącej się w szkołach średnich z maturą. Jest to niewątpliwie owoc zmaterializowania społecznych oczekiwań. Sprawdzianem sprawności człowieka, jego inteligencji, nawet przydatności społecznej staje się poziom zarobków, zgromadzonych majętności, a nie owoc dużej pracy. Twórczy i odkrywczy intelektualista bywa wprost ośmieszany! (wystarczy prześledzić rynek wydawniczy, jaką proponuje literaturę młodzieży – świat iluzji zdominowany przez super bohaterów wywiadu lub sprawnych morderców – maszyny do zabijania „czerwonych bestii” – McLain, Follet, King, Maxwell, bądź literaturę erotyczną z pogranicza pornografii zawartą w bezwartościowych powieściach brukowych).

Brakuje także wzorców spędzania wolnego czasu. Udział tak liczny młodzieży w pieszych pielgrzymkach czy letnich oazach jest także wyrazem sytuacji, że jedynie Kościół nie zrezygnował z uporządkowanych i twórczych wakacji ofiarowanych młodym (a dzieje się to za szczególnym zaangażowaniem najofiarniejszych młodych księży i zakonnic).

c) wobec siebie

Jak młody człowiek ocenia siebie, jak siebie widzi, czy jest to obraz prawdziwy i czy potrafi od siebie wymagać?

Odpowiedź na te pytania jest niezwykle ważna. Od tej wewnętrznej, twórczej umiejętności właściwie zależy wszystko, cały wewnętrzny wzrost lub stałe duchowe karłowacenie człowieka.

Na szczęście, młodzi ludzie dzisiaj są bardzo szczerzy, radykalnie otwarci w obnażaniu prawdy o sobie i tegoż oczekują od innych. Jest to niewątpliwie droga do stawiania im wymagań oraz zdobycia autorytetu wśród nich za cenę autentyzmu. („(…) autorytetu nie można udzielić, lecz trzeba go sobie zdobyć. Prawdziwą jego podstawą jest akt wolności i rozumu, który zasadniczo przypisuje autorytet drugiej osobie, że uznaje, iż widzi ona więcej, jest bardziej wtajemniczona i stąd wie lepiej” – myśl H.G. Gadamera relacjonowana przez A. Bronka w: Rozumienie. Dzieje. Język. Filozoficzna hermeneutyczna H.G. Gademera, Lublin 1988, RW KUL, 234). A tych widzących dalej i lepiej młodzież potrzebuje i ich bardzo szuka.

Daje się zauważyć ciekawe zjawisko, że najwyższą popularność właśnie wśród młodych mają ludzie sprawdzeni przez życie: Jan Paweł II, brat Roger z Taize, Matka Teresa z Kalkuty, Jean Vanier, Chiara Lubich, Kiko Arguello i inni. Oni gromadzą wokół nie tylko tłumy słuchaczy, ale też i grupy zaangażowanych na stałe młodych ludzi, którzy na serio traktują otrzymane posłannictwo wiary.

Nie można zamykać oczu również na drugą, wcale pokaźną procentowo grupę młodzieży uwikłanej w zwątpienia czy nałogi. Czy potrafią z nich wyjść? Jaki będzie Kościół jutra z dużym balastem także tej dorosłej młodzieży?

Niepokojąco wyglądają statystyki ujawniające procent narkomanów i alkoholików. A może bardziej przeraża nasza bezsilność wobec nie tyle liczb, co ukrytych za nimi tragedii (W 1991 roku na głowę Polaka przypadało ok. 9 litrów spirytusu, mamy 4 mln pijaków i 1 mln alkoholików. Połowę całego alkoholu wypija te 5 mln ludzi uwarunkowanych, 90% z nich to mężczyźni przed 35 rokiem życia. Dane pochodzą z obrad kursu trzeźwości w Zakroczymiu – „Słowo Powszechne” 21 VIII 1991).

Społeczeństwo 38-milionowe, które w swym łonie ma 5 mln alkoholików jest poważnie chore! A jest to tylko jeden z wielu naszych bólów, które koniecznie trzeba uwzględnić w kreślonym obrazie polskiej rzeczywistości.

Inny niepokojący problem to wysoki procent małżeństw zawieranych z przymusu ojcostwa i macierzyństwa przedwczesnego, co przestało razić w społecznym odbiorze, a co jest niepokojące także i z tej racji, że te małżeństwa są bardzo nietrwałe. Odłączenie współżycia seksualnego od małżeństwa i ojcostwa przynosi coraz dalej idące skutki w obyczajowości europejskiej. Warto jednak zauważyć, że jeśli wg badań przeprowadzonych wśród młodzieży w Warszawie w 1974 1,5% ankietowanych uważało, że życie seksualne przed ślubem jest niegodziwe, zaś 26,9%, że jest konieczne, a 66%, że dopuszczalne, to w roku 1986 procenty te uległy zmianie: 31,9% akceptuje czystość przedmałżeńską, 47,7% ją odrzuca, 20,4% nie ma urobionego zdania (por. ks. J. Laskowski, Opinie młodzieży o czystości przedmałżeńskiej, „Chrześcijanin w świecie”, ODiSS 4/1986, 33).

Tragicznie też brzmią cyfry dokonywanych aborcji (ok. 500 tys. rocznie!), stan więc naszej moralności musi budzić niepokój i próby zaradzania złu. Potrzeba formacji religijnej i moralnej (ale nie tylko!) jest tu ciągle postulatem bardzo żywym i to niezależnie od wykształcenia ogólnego. Okazuje się np., że kobiety z wykształceniem akademickim częściej niż pozostałe opowiadają się za gotowością ponownego przerywania ciąży (por. ks. Cz. Gac, Świadomość istoty i wartości nadprzyrodzonej ludzkiego życia u kobiet poddających się zabiegowi przerwania ciąży, „Katecheta” 6/1989, 243).

Jednakże udział młodzieży zarówno akademickiej, uczącej się, jak i pozaszkolnej w obronie prawa do życia poczętego człowieka jest w ostatnich latach w Polsce jasno widoczny. Pokazuje to, że nie trzeba bać się problemów trudnych i że dobro i prawda broniona przez jednego człowieka znajduje niebawem nowych zwolenników.

Na ogół ocenia się, że religijność polska jest wysoko postawiona i sprawna na płaszczyźnie ogólnonarodowej (identyfikacja zewnętrzna), ale mało skuteczna, nie zweryfikowana w życiu codziennym (por. ks. J. Mariański, Religijność w procesie przemian, Warszawa 1991, 6; 332).

I ta codzienność jest właściwie płaszczyzną wzrostu bądź zagrożenia wiary we współczesnym społeczeństwie. W tę codzienność musi wejść nadprzyrodzoność, której potrzebuje człowiek współczesny. Nie bez znaczenia jest fakt, że papież całe swe nauczanie w czasie IV pielgrzymki w Polsce skoncentrował na Dekalogu. A więc życie z wiary, życie wiarą określone 10 Przykazaniami Bożymi jest najpilniejszym postulatem naszych czasów (grzech jest bowiem także najgroźniejszą chorobą, która jedynie skutecznie może być przekreślona odkupieniem i łaską).

3. KTÓRĘDY DO MŁODZIEŻY?

Odpowiedź na to pytanie jest indywidualna. Każde sformułowanie może zabrzmieć banalnie albo zbyt pretensjonalnie. Najpiękniejsze odpowiedzi są najprostsze. A więc: przez umysł i przez serce. Być z nimi i pokochać ich takimi jacy są dziś, ale w drodze do bycia lepszymi jutro. Szanować ich sumienie, bo to jest miejsce spotkania Boga w człowieku. Widzieć jednostkę, osobę, ale formować przez grupę, wspólnotę, stowarzyszenia czy nową organizację. Może tędy prowadzi dziś droga do młodego człowieka?

Bez modlitwy z nimi i za nich ten zabieg się nie uda.

2017-12-17T15:02:17+00:00 01 lutego 1992|List pasterski|