Odwaga życia miłością

Częstochowa, 29 listopada 2010 r. Homilia na rozpoczęcie rekolekcji Papieskiej Rady „Cor Unum”.

Drodzy Bracia i Siostry,

pozwólcie, że najpierw wyrażę moją radość, że tegoroczny Adwent, czas przygotowania na przyjście Chrystusa, możemy zacząć tu, na Jasnej Górze, u stóp Matki Najświętszej, którą Polacy darzą nadzwyczajnym zaufaniem i nadzieją na wszelką pomyślność.

Witam całym sercem wszystkich Pielgrzymów, a szczególnie uczestników rekolekcji zorganizowanych przez Papieską Radę „Cor Unum”, której przewodniczy J.E. Ks. Abp Robert Sarah. Wasza Ekscelencja przez ten pobyt w naszym Sanktuarium kładzie niejako duchowy fundament pod rozpoczętą niedawno posługę przewodniczenia tej Papieskiej Dykasterii, fundament to bezpieczny i obiecujący, bo dokonuje się pod okiem Matki naszego Pana i Zbawiciela, Matki Pięknej Miłości.

Serdecznie witam wszystkich uczestników Rekolekcji, dziękuję Organizatorom za podjęty trud, ale wraz z Ks. Dyrektorem Caritas Polska, pragnę szczególnie podziękować Człowiekowi, który ostatnie lata swego dynamicznego życia całkowicie oddał Papieskiej radzie „Cor Unum” i sprawie Caritas w służbie Stolicy Apostolskiej, to Ks. Kard. Paul Josef Cordes, który odbywa tu z nami kolejną przygodę swego serca. Kocha Kościół i Matkę Chrystusa, której chciał koniecznie na to wieńczące jego prace spotkanie, przyprowadzić tych, którzy są dla niego najważniejsi: ludzi zaangażowanych w dzieło czynnej, kościelnej miłości miłosiernej. Dziękujemy Księdzu Kardynałowi za ten przykład wiary i przywiązania do Najświętszej Maryi Panny, dziękujemy za mądrość i odwagę wierności Kościołowi zawartą w licznych jego książkach.

Rekolekcje, to czas refleksji i modlitwy, czas dystansu do dotychczasowej drogi i wsłuchiwania się w głos sumienia, aby na nowo, lepiej i pełniej podjąć czekające nas zadania życiowe. Rekolekcje to czas pogłębienia wiary.

Posłuchajmy zatem, co mówi do nas Pan w ten pierwszy poniedziałek Adwentu. Najpierw słyszymy, wyraźną zachętę, którą wyśpiewaliśmy w psalmie responsoryjnym: „Idźmy z radością na spotkanie Pana”. A zatem, uwolnijmy się od smutku, zastawmy wszelkie trudności, zaufajmy Bogu, On jest blisko nas, bliżej niż myślimy, uradujmy się z faktu, że możemy tu być razem, że pozwala nam być przydatnymi w jego sprawie, że mimo naszych słabości, braków w wierze i grzechów, pozwala nam odkrywać sprawę najważniejszą, że „Bóg jest miłością” i nam słabym ludziom pozwala to rozpoznać, a nawet więcej, pozwala czynić miłość. Mała to i słaba cząstka, może zaledwie cień Jego Miłości, ale źródło jest jedno. On sam jest Miłością. Poza Nim nie ma miłości.

Nie ma prawdziwej miłości bez relacji do drugiej osoby, bez zainteresowania, życzliwości, gotowości do pomocy. Prawdziwa miłość jest bezinteresowna i ofiarna.

Najbardziej przekonywującym i najbardziej ludzkim nauczycielem miłości jest sam Bóg, Jezus Chrystus, który stał się dla nas człowiekiem. Dzisiaj widzimy Go jak w drodze do Kafarnaum spotyka się z setnikiem, który współczuje swemu cierpiącemu słudze i prosi o pomoc, prosi o uzdrowienie sparaliżowanego sługi.

Setnik doznaje łaski, o która prosi, bo ma dwie cechy; „wielką wiarę” , a także jest pokorny. Prosił o pomoc mimo, że wie, iż nie jest godny, aby Jezus – niezwykły nauczyciel i cudotwórca – wszedł pod jego dach.

A zatem, pokora i wiara, to nierozłączne drogi do odkrywania tajemnic Bożej mocy, to droga do Prawdy o ludziach i o Bogu, który jest wielkim Misterium Miłości.

„Bóg jest Miłością”, to temat pierwszej encykliki Benedykta XVI, to program jego pontyfikatu. Głosić miłość i czynić miłość , ale najpierw odkrywać miłość, to najwspanialsza droga rozwoju nas jako ludzi. Papież mówi nawet, że te słowa z I listu św. Jana Apostoła (4,16) „wyrażają ze szczególną jasnością istotę wiary chrześcijańskiej, chrześcijański obraz Boga i także wynikający z niego obraz człowieka” (C. in V., 1).

Może zbyt mocno tkwi w nas obraz Boga Stworzyciela, Boga Wszechmocnego, Boga Sprawiedliwości i Sądu, a Kościół chce abyśmy dziś wrócili do obrazu Boga – Miłości, który zawsze pozostaje jako wielka Tajemnica – Misterium fidei, ale tajemnicą tak bardzo bliską. Dla św. Augustyna było oczywiste, że „Jeśli widzisz miłość, widzisz Trójcę” (De trinitate III, 8), a kto ma dar miłości ma Ducha Świętego, „kto nie ma miłości, nie ma Ducha Świętego” (św. Augustyn, Komentarz do ew. Jana IX, 8). W swej książce: Popolo e casa di Dio in sant’Agostino, Kard Josef Ratzinger, poszedł jeszcze dalej, mówiąc, że „Kościół i Miłość tak bardzo umiejscawiają się razem (stają obok siebie), że w pewnym sensie mogą być wzięte jako tożsame”.

Caritas zatem, jest ścisłym zadaniem Kościoła, jego obrazem, „nie jest dla Kościoła rodzajem opieki społecznej, która można by powierzyć komuś innemu, ale należy do jego natury, jest niezbywalnym wyrazem jego istoty… i kto by usiłował uwolnić się od miłości, będzie gotowy uwolnić się od człowieka jako człowieka” (por. C. in V. 25, 28). „Caritas jest nie tylko czynnością pragmatyczną, ale wynika z głębi korzeni naszej łączności z Panem, który nam się oddaje, wynika z dynamiki miłości Boga, której doznajemy” – napisał Papież Benedykt XVI we wstępie do książki Kard. Cordesa, Niosący pomoc nie spadają z nieba (1 XI 2007).

Bezinteresowna miłość pomiędzy istotami ludzkimi może pochodzić wyłącznie z mocy, jaką daje nam miłość Boża. I to jest właśnie centralne twierdzenie pierwszej encykliki Benedykta XVI, że wszelka miłość pomiędzy istotami ludzkimi jest zakorzeniona teocentrycznie, czyli znajduje swe źródło w Bogu i że prawdziwe chrześcijaństwo jest niemożliwe bez miłości.

Trudne jest pytanie o moją miłość, o moją konkretną, codzienną miłość do Boga i ludzi. Trzeba jednak sobie stawiać to pytanie, pamiętając to, co kiedyś się powtarzało w naszych rodzinach, że „od prawdziwej miłości, muszą boleć ręce i nogi”.

Hans Urs von Balthasar w swoich przemyśleniach teologicznych znacznie wyprzedzał swoją epokę i mówił, że „ewangelizacja, mówienie o Bogu kobietom i mężczyznom trzeciego tysiąclecia nie może się odbyć bez rozważania piękna historii miłości ludzko-boskiej pomiędzy mężczyzną i kobietą, którzy zostali połączeni węzłem małżeńskim lub tajemniczymi, silnymi i niewidzialnymi więzami (znamy przecież historię, świętych, ludzkich przyjaźni!). Obraz samego siebie, jaki Bóg ukazuje nam w tych parach, w ludziach, których obdarzamy miłością jest prawdziwy, żywy i twórczy”.

Dzisiaj samo pojęcie miłości zostało bardzo zafałszowane, zredukowane fałszywie do egoizmu, przyjemności czy wprost grzechu czy wykorzystania drugiej osoby. Jeśli misja Kościoła ma się dziś udać, trzeba odkłamać miłość. Ukazać jej prawdziwe piękno i źródło, którym jest sam Bóg. Pamiętajmy jednak, że nie można kochać Boga, jeśli Go nie znamy, albo jeśli nie przeżyliśmy Jego miłości miłosiernej, przebaczającej grzechy i zdrady marnotrawnemu dziecku. Bogu trzeba i można zaufać. I człowiekowi trzeba ufać, jeśli chcemy iść do niego z miłością. Rosyjski pisarz Lew Tołstoj słusznie uważał, że „nie można kochać ludzi, których się boimy”. Ludzie dziś boją się siebie, zamykają się przed najbliższymi, szukają zabezpieczeń na przyszłość w ubezpieczalniach, paktach i traktatach, a nie potrafią zaufać miłości najbliższych. Dlatego rośnie samotność ludzi starych dla których nie ma miejsca u najbliższych, w domach ich dzieci.

„Miłość Chrystusa przynagla nas” (2 Kor 5,14) zachęcał św. Paweł do głoszenia ewangelii „abyśmy nie przyjmowali na próżno łaski Bożej” (tamże 6,1). Dzielenie się miłością, głoszenie ewangelii miłości jest zadaniem wierzących.

Richard John Neuhaus (+2009) amerykański kapłan, publicysta (konwertyta) zauważył w ostatnich latach bardzo duży rozwój sekt. W samej Ameryce Łacińskiej odeszło od Kościoła Katolickiego 38 milionów osób. Jaka jest tego przyczyna? „Gdyby porozmawiać z takimi byłymi katolikami – a jest ich bardzo wielu – to powiedzieliby: urodziłem się jako katolik. Wychowałem się w katolickiej rodzinie. Chodziłem do katolickiej szkoły. I nikt, nigdy nie zadał mi pytania: Czy poświęciłeś swoje życie Jezusowi?… to pokazuje nam niepowodzenie ewangelizacji” (R. Neuhaus, Prorok z Nowego Jorku, Fronda 2010, 139). Tak. Bez nawiązania osobistej więzi z Jezusem, więzi odwzajemnionej miłości, wiara się nie rozwija, słabnie i gaśnie.

Pamiętajmy także, że miłość Boga i bliźniego są jak naczynia połączone, że caritas zakrywa mnóstwo grzechów, że żaden dobry czyn nie będzie zapomniany. „Coście jednemu z tych braci moich najmniejszych uczynili, mnieście uczynili” zachęca Pan Jezus. Realizm słów Jezusa jest urzekający, bo niezwykle konkretny i bliski.

A zatem warto szukać i odkrywać piękno miłości czynnej. Polski poeta zachęcał: „śpieszmy się kochać ludzi, tak prędko odchodzą” (ks. Jan Twardowski).

2017-06-19T17:15:58+00:00 29 listopada 2010|Homilia|