On pukał do drzwi naszych – homilia podczas Pasterki 2004

Przemyśl – katedra, 24/25 grudnia 2004 r.

 

1.

Potęga prostoty

Jest taka tradycja, że przy okazji wigilii i świąt Bożego Narodzenia obdarowujemy się podarunkami większymi lub mniejszymi. Każdy z nich ma nie tylko swoją cenę, ale i jakąś wartość uczuć, pamięci, serca. Wśród wielu upominków, jakie ostatnio dostałem, był jeden bardzo ciekawy – Elementarz Mariana Falskiego. Z takiego elementarza przed laty uczyłem się jako mały chłopiec. Ta książka sprawiła, że wróciłem na krótko do mego dzieciństwa, do podstaw, które są potrzebne, by człowiek zaczął myśleć, by umiał stawiać pierwsze litery i odczytywać ich sens. Nic z tych wartości, które w tamtym elementarzu się znajdowały, nie przepadło, nic nie straciło na wartości, żadna litera, żadne przeżycie. Dlaczego o tym mówię? Bo warto do podstaw naszej wiedzy wracać, bo bez nich nie zaistniałoby wszystko, co zaistniało potem. Warto także wracać do podstaw wychowania, do tego co fundamentalne, żeby nie uronić niczego z tego co najważniejsze.

Kościół prowadzi nas dzisiaj do Betlejem, prowadzi do przeżyć prostych, do podstawowych prawd wiary, by nam powiedzieć, iż są one bardzo ważne, gdyż Boże Narodzenie niesie przesłanie dla każdego człowieka. W swoim Traktacie teologicznym, napisanym językiem wolnym od akademickiej teologii, Czesław Miłosz przyznał, że tęskni za wiarą dzieci. Za prostotą. To dlatego z kolęd, które śpiewaliśmy, urzekających w swej prostocie i głębi, niczego nie moglibyśmy usunąć przy pisaniu traktatów teologicznych, bo tajemnica Boża w nich ukryta zostaje tajemnicą, którą ciągle przychodzi nam odkrywać.

Spróbujmy zobaczyć, co jest najważniejsze w Bożym Narodzeniu. Otóż najważniejsze jest Dziecię leżące w żłobie. Nagie. Tak jak każdy z nas, gdy przychodzi na świat. Jezus staje się człowiekiem z Maryi, z kobiety posłusznej Bogu i wiernej, wierzącej, niepokalanej. Jest ubogim wśród najuboższych, ale jest Bogiem. Dowodzi to nie upokorzenia Boga, ale Jego miłości. Te narodziny to bowiem dowód maksymalizmu Boga, maksymalizmu zainteresowania człowiekiem.

 2.

Bóg potrzebuje ludzi

Jezus przychodzi na świat w rodzinie. Ojciec Przedwieczny zapewnia Mu matkę i przybranego ojca. Wśród ludzi, w rodzinie, niezwykle ważne sprawy się dzieją. Toteż o rodzinę trzeba dbać. Trzeba podtrzymywać to wszystko, co naszą rodzinę buduje, i strzec się tego, co rodzinie zagraża. Trzeba się uczyć podporządkowania ojcu i matce i trzeba uczyć się miłości, oddania, nawet pewnej bezradności ojca i matki wobec dziecka, zwłaszcza w trudnościach. Najważniejszą rzeczą nie jest to, żeby dziecko miało piękną kołyskę czy wózek, samochód albo i pałac. Najważniejsze jest to, żeby – choćby przy żłobie – byli matka i ojciec. Tego nikt dziecku nie zastąpi, tego najbardziej ono potrzebuje.

Bóg potrzebuje ludzi do zrealizowania swoich planów. Największe Boże plany są uwarunkowane obecnością, współpracą, miłością, oddaniem człowieka. Uwarunkowane są, mówiąc wprost, twoim, bracie i siostro, oddaniem. Bóg ciebie potrzebuje do największych planów. A czy nie największym planem jest zbawienie twoje i moje, zbawienie twego dziecka, twego sąsiada, każdego człowieka? Do tego potrzebuje Bóg mnie i ciebie. Nie może cię nikt w tym wyręczyć, bo ty tylko masz łaskę chwili, łaskę miłości, łaskę otwarcia serca drugiego człowieka, gdy obok niego się znajdujesz.

Zastanówmy się, jakie muszą zaistnieć warunki, byśmy mogli skorzystać z darów Bożego Narodzenia, byśmy mogli dobrze przeżyć tegoroczne Boże Narodzenie.

Pierwszy z dwóch najważniejszych warunków: nie przegapić tego ważnego momentu, tej tajemnicy, przez którą Bóg tu i teraz ma coś do powiedzenia każdemu z nas. Na to zwracają uwagę ludzie o wrażliwych sercach. Ernest Bryll, poeta i baczny obserwator życia, napisał kiedyś:

On pukał do drzwi naszych, a my zatajeni,
Z zaciśniętym oddechem siedzieliśmy w ciszy
I każdy z nas udawał – pukania nie słyszy.

Tak, człowiek nieraz udaje, że nie słyszy pukania, wołania drugiego człowieka o pomoc: udaje, że nie widzi Bożego działania w życiu i odchodzi albo lekceważy przechodzącą wielką Bożą miłość i wielką szansę swego człowieczeństwa. Nie udawajmy, że się nic nie dzieje, nie udawajmy, że nie widzimy; to bardzo ważna sprawa, żebyśmy zauważyli, nie przegapili, nie zmarnowali tej właśnie chwili, gdy obok przechodzi Bóg.

Drugi warunek. Otóż patrząc na Boże dzieła i wydarzenia historyczne związane z wiarą, trzeba porządkować nasze myślenie, życie, nasze relacje z drugim człowiekiem. Nie trzeba się wstydzić tego, że jest coś do uporządkowania. Nawet w najlepszym domu, w najlepiej utrzymanym pokoju przed świętami robimy porządki. Przeglądamy różne rzeczy, zastanawiamy się czy są potrzebne, myślimy, czy ich nie usunąć, by zrobić miejsce innym. bardziej potrzebnym. Porządkować to wprowadzać dynamikę ruchu, dynamikę przemiany w swoje wnętrze, w swoje myślenie, w relacje z ludźmi. Co więcej, trzeba mieć wówczas odwagę tworzyć, konstruować na nowo. Wtedy życie jest twórcze. W tym zmaganiu możemy liczyć na Bożą pomoc. Nie udawajmy, bracia i siostry, analizując dzisiejszy świat i wydarzenia, o których słyszymy, które widzimy, nie udawajmy, że nic się nie dzieje. Nie udawajmy, że nie zauważamy, iż przez ten świat przesuwa się front, na którym toczy się walka o zasady moralne.

3.

Odwieczna batalia dobra ze złem trwa

W ostatnich dniach słuchałem ze zdumieniem wykształconej kobiety, która mówiła, że Kościół katolicki to taka społeczność, która spowodowała poniżenie kobiety, zwłaszcza w Polsce, bo Polacy to naród chrześcijański. Jak to możliwe, pytałem, aby wykształcona osoba nie przeczytała Ewangelii, a potem czyniła się prokuratorem sadzającym na ławie oskarżonych Kościół? Okazuje się, że jednak możliwe, mimo że nie znajdziemy ani jednego miejsca w Ewangelii, w którym Chrystus potępiałby kobietę albo ją lekceważył. Wprost przeciwnie, Pan Jezus ratuje kobietę przed ukamienowaniem, odpuszcza jej jawne grzechy, a nawet dopuszcza do tego, aby świadczyła o Jego zmartwychwstaniu. To ona pierwsza, Maria Magdalena, zostaje wybrana jako posłanka wiary. Z inną kobietą Jezus rozmawia przy studni: prosi o wodę, wyjaśnia Pisma, próbuje uświadomić jej pewne sprawy i doprowadzić do nawrócenia. „Miałaś pięciu mężów – zauważa – a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem” (J 4,18). Nie gani jej jednak; co więcej, powiada: „O, gdybyś znała dar Boży i wiedziała, kim jest Ten, kto ci mówi: «Daj mi się napić», poprosiłabyś Go, a dałby ci wody żywej” (J 4, 10), która jest źródłem tryskającym ku życiu wiecznemu (zob. J 4, 14). I ta kobieta pobiegła do swoich, i ona stała się apostołem. Podobnie jak Marta i Maria, u których Jezus przyjmuje gościnę. Całe zbawienie, bracia i siostry, jest uwarunkowane przyjęciem woli Bożej przez niewiastę. Przed Niewiastą, Kobietą, Maryją klękamy, uważając Ją za pośredniczkę na drodze zbawienia.

Słyszymy tymczasem o pewnej polskiej kobiecie, która ma się za artystkę, a znieważa bluźnierczo znak Chrystusa. Organizowane są potem wystawy i są oglądający, którzy zachwycają się tym „artyzmem”. Dlaczego? Bo czegoś takiego jeszcze nikt nie narysował, bo tego jeszcze nikt nie powiedział, bo takiego głupstwa lub takiego morderstwa jeszcze nikt nie dokonał, więc dokonajmy teraz my… To nie jest postęp, to nie jest rozwój, to utrata poczucia smaku i szacunku dla tego, co dla innych święte. Nie udawajmy, że tego nie widzimy! Lekceważy się największe świętości! Atakuje się tradycje, rodzinę. I wcale nie będzie wyrazem postępu wprowadzenie możliwości prawnej adopcji przez ludzi żyjących w związkach jednopłciowych. Przekreślanie moralności doprowadziło cywilizację grecko-rzymską do upadku. Wystarczy pooglądać dawne ryciny czy wazy, którymi się od etruskich czasów szczyci ludzkość, żeby zrozumieć, na czym polegała klęska tych wielkich kultur. Otóż życie codzienne odłączono od przekonań etycznych, od moralności, a skoro fundamentami potrząśnięto, te uległy zniszczeniu.

Warto i trzeba powiedzieć o tym, że człowiek ma przed sobą dwie perspektywy. Pierwsza: ku zniewoleniu. Druga: ku otwarciu. „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (Ga 5, 1). Ku wolności i przełamywaniu samego siebie, pokonywaniu siebie, ku wolności ciała i ducha wyswobodził nas. Po to przychodzi na świat, dlatego z nami się łączy. Nie udawajmy, że nie wiemy, co dzieje się w Europie, która wykreśla z konstytucji prawo do historycznej prawdy, że my wszyscy z Ewangelii i Dekalogu. Z Boga objawionego czerpała ludzkość i trzeba, żeby czerpała siły dalej. Rocco Buttiglione, włoski polityk, miał odwagę powiedzieć, że nie ingeruje w sprawę wolności człowieka przekraczającego przykazania Boże, ale ma prawo uważać za grzech przekroczenie Bożego prawa. Buttiglione mówił, iż rozumie takiego człowieka, współczuje mu jako grzesznikowi, lecz nie może nie mówić, że przekraczanie Bożego prawa nie jest wypaczeniem sumienia i brakiem odpowiedzialności. I dla takiego człowieka, mimo iż jest światowej sławy profesorem, intelektualistą władającym biegle siedmioma językami, nie ma miejsca na scenie europejskiej polityki. Musiał odejść, bo miał odwagę powiedzieć jasno, co jest dobrem, a co złem.

Trzeba, byśmy przed żłóbkiem Chrystusa powiedzieli, że jesteśmy za wolnością człowieka, albowiem Chrystus przyszedł, żeby ją nam przywrócić. Ale nie jesteśmy za wolnością bez etyki. Nie jesteśmy za taką wolnością, która depcze prawo Boga albo prawo drugiego człowieka. Nie jesteśmy za wolnością wybujałego egoizmu, narzucającego innym swoje przekonania. Nie jesteśmy! Choć żyjemy w czasach, kiedy triumfuje przyzwolenie dla wszystkiego, co złe, co wiąże się z brakiem przyzwolenia dla dobra, dla bycia prawym, uczciwym. Dziś z jednej strony urządza się manifestacje w obronie zabijanych zwierząt, protestuje się na różne, nierzadko drastyczne sposoby przeciw ekologicznym nadużyciom, co jest słuszne, ale z drugiej strony depcze się prawo do życia dziecka poczętego, najważniejsze prawo. Potrzeba nowej wiedzy, potrzeba pamięci o czasach, które odeszły od wiary i zapłaciły za to najwyższą cenę. Powinniśmy wyciągnąć z tego wnioski.

Na koniec chciałbym krótko powiedzieć o tym, co uczyni nas lepszymi: o drodze wyjścia, drodze nadziei, wielkiego odrodzenia, na którą zaprasza Kościół w Roku Eucharystycznym. Trzeba tylko, byśmy odkryli narodzenie Pana, odkryli Jego obecność w żłóbku i w Najświętszym Sakramencie, by ten rok okazał się rokiem modlitwy i łaski, bo bez Bożej łaski i pomocy z góry marna przyszłość czeka nasz kontynent i nasz świat, marna przyszłość czeka rodzaj ludzki.

Jakiś czas temu czytałem ciekawą książkę – Bóg szukający człowieka. Jest to książka napisana przez Żyda, Abrahama Joshuę Heschela, rabina, filozofa, myśliciela. Człowieka wierzącego. „Za porażki religii należy winić ją samą – pisze Heschel – nie należy winić czasów i ludzi. Religia przeżywa kryzys nie dlatego, że została odrzucona, ale dlatego, że stała się miałka, nudna, duszna i mdła. Kiedy wiara staje się jedynie dziedzictwem, tradycją, a nie żywym zdrojem, kiedy religia przemawia jedynie z pozycji autorytetu, a nie głosem współczucia, miłosierdzia, życzliwości, jej przesłanie traci sens”.

Oto droga do wyzwolenia, do radości wiary. Oto wielka mądrość płynąca z obserwacji rabina, który życie przeżył po to, żeby mówić, iż istnieje dynamizm wewnętrzny w religii, czyli w relacji człowieka z Bogiem. Ale musi to być dynamizm walki wewnętrznej, zwycięstwa i promocji dobra, nie jakieś wygodne zmęczenie. Potrzebni jesteśmy Bogu do zrealizowania Bożego Królestwa.

Dobrze, nie będzie więcej narzekania. Religia będzie przeżywać renesans, bo człowieka nie da się zadeptać złem; człowiek tęskni za dobrem i cieszy się, ilekroć uda się to dobro zrealizować. To pokazuje, że każdy człowiek jest obrazem Boga. Trzeba tylko, żebyśmy pokazali na zewnątrz, iż wierzymy, że Chrystus nie na darmo przyszedł na świat, że Jego przesłanie ze żłóbka i z Kalwarii jest potrzebne światu i jest potrzebne mnie. Amen.

Za: Abp Józef Michalik, Z Chrystusem w roku liturgicznym. Kazania, red. ks. Witold Ostafiński, t. 1, Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 2011

2017-06-16T18:00:10+00:00 24 grudnia 2004|Homilia|