Podołać wyzwaniom

Bogusław Kiernicki: Chciałbym spytać Ks. Biskupa o problemy, które stoją dziś przed Kościołem. Niedawne dramatyczne wypadki we Francji – schizma abp. Lefebvra – unaoczniły siłę napięć, których bazą jest m.in. różnorodność nastawień w łonie samego Kościoła. Myślę, że moglibyśmy pójść szlakiem, który wyznaczają główne dotychczasowe doświadczenia Ks. Biskupa: Rektor Kolegium Polskiego w Rzymie, Przewodniczący Sekcji d/s Młodzieży w Papieskiej Radzie d/s Świeckich i wreszcie od dwóch lat Ordynariusz Diecezji Gorzowskiej. Każda z tych funkcji to nowa perspektywa, nowe pole obserwacji…

Ks. Biskup Józef Michalik: Rozumiem, że zaczynamy od Rzymu, a więc możemy przejść od razu do najistotniejszych problemów Kościoła Powszechnego. Za pierwszy i podstawowy – za przyczynę wszystkich innych problemów – uważam zamęt, jaki wkradł się w samo rozumienie Kościoła. Wizja Kościoła – Chrystusa żywego w Historii, wskazującego człowiekowi drogi prowadzące do zbawienia i otwierającego perspektywy zmartwychwstania oraz życia wiecznego – coraz częściej rozmija się z ludzkimi oczekiwaniami. Rzeczywistość nadprzyrodzoną próbuje się wtłoczyć w przestrzeń zakreśloną przez czysto ziemskie wymiary. Oczekuje się więc od Kościoła, żeby zajmował się przede wszystkim krzyżem doczesnym człowieka, żeby był doskonałą instytucją społeczną, która wyzwoli człowieka od jego ciężarów, tych wewnętrznych – psychicznych i zewnętrznych – politycznych. Nieporozumienie to nie jest czymś nowym, ale rozprzestrzenianie jego w naszych czasach budzić musi szczególny niepokój.

B.K.: Czy można już wskazać konkretne konsekwencje tego faktu?

Ks. Biskup: Napięć, jakie się rodzą na tle opisanego zjawiska jest niestety dosyć dużo. Jeśli widzimy dziś jak odchodzą od chrześcijaństwa całe społeczeństwa, to ta utrata sensu Kościoła nie jest tego ostatnią przyczyną. Dalej… mamy do czynienia z czymś co nazwałbym zgubieniem własnego miejsca w Kościele. Najpierw przez poszczególnych ludzi – przejawiających wielką chęć do reformowania innych i duży dystans wobec własnych „talentów” – później grupy i całe stany. Zaraz po swoim wyborze, w pierwszym kazaniu do księży diecezji rzymskiej, Ojciec św. przypomniał im to w słowach następujących: „Nie myślcie, że przysłużycie się Kościołowi, jeśli rozpuścicie swój charyzmat kapłański w świecie”. A ten świat coraz bardziej oddala się od naszych ideałów. Rodzą się nowe struktury zła, społeczne struktury zła mające wyraźnie antykościelny charakter. Kultura europejska odchodzi swoich chrześcijańskich korzeni. To nie jest żadna abstrakcja…, żeby daleko nie sięgać, spójrzmy tylko po naszych mieszkaniach, gdzie tu jest miejsce na krzyż, obraz, choćby jakiś ślad po Niedzieli Palmowej. W ten sposób wraz z całą domową pobożnością i jej symbolami odchodzi z naszego życia sacrum – świętość.

B.K.: Współczesna kultura, w swym głównym nurcie, jest poważnym wyzwaniem dla chrześcijaństwa. Jaką perspektywę wyznacza ta nowa sytuacja dla Kościoła?

Ks. Biskup: Konieczność reewangelizacji całej już w zasadzie Europy jest dla mnie faktem bezsprzecznym. Nie można przecież popadać w jakiś czarny pesymizm, mówić, że wszystko stracone, wszystko zaczynać od początku. Jest więcej do obrony i kultywowania, niż mogłoby się zdawać na pierwszy rzut oka. Są przede wszystkim te korzenie – Ewangelia i Tradycja Kościoła – z których współczesne chrześcijaństwo może czerpać życiodajne soki. Chrześcijanie w swych ruchach, organizacjach, grupach potęgujących ich siłę są wystarczająco mocni, by utrwalać i odbudowywać społeczne struktury dobra. Na tej drodze trzeba być jednak ostrożnym, by nie popełnić błędów „francuskich”. Bo remedium na współczesne bolączki Kościoła nie jest ani integryzm, ani modernizm, ale postawa zakorzeniona w tradycji i otwarta równocześnie na autentyczne potrzeby i wartości, które przynosi czas współczesny.

B.K.: „Społeczne struktury dobra”… weszliśmy chyba w ten sposób w domenę świeckich. Jakie oczekiwania – nadzieje i obawy – wiąże Ks. Biskup z coraz większym znaczeniem tej formacji w Kościele?

Ks. Biskup: Problem świeckich to rzeczywiście problem wagi pierwszorzędnej. Świadczą o tym chociażby dwa Synody Rzymskie. Jeszcze przed wojną światową teolog i filozof Romano Guardini napisał, że nadchodzi wielka epoka w Kościele, bo budzi się laikat, olbrzym, który do tej pory spał. My dziś żyjemy w czasie, który weryfikuje ten pogląd, przynajmniej w perspektywie naszego pokolenia. Werdykt uzależniony będzie od odpowiedzi na parę pytań. Z jednej strony, czy nie będzie się traktowało świeckich tylko jako problemu do teoretycznych rozważań; z drugiej, czy rozwój ich odpowiedzialności będzie równoległy z pogłębieniem religijnej duchowości, i w ogóle z całą ich chrześcijańską formacją, także z pobudzeniem powołań świeckich do kapłaństwa, do życia kontemplacyjnego. Jest chyba najzupełniej zrozumiałe, że jeśli nastąpi ożywienie religijne w rodzinie, czy w innych wspólnotach, pojawi się również chęć pójścia za Chrystusem dalej, głębiej. Jeszcze nie tak dawno dość powszechnym sprawdzianem organizacji katolickich był fakt powołań. Do dziś starzy działacze mówią: „O, proszę Ks. Biskupa, a z naszej organizacji to wychodzili księża”. Taki ich dowód „sensus ecclesiae” – poczucia jedności Kościoła.

B.K.: Analogicznie do sytuacji, o której wspomniał Ks. Biskup a propos kazania Ojca św. do księży rzymskich, także świeccy mają podobne problemy ze swoim charyzmatem. Z tym, że ci ostatni często najchętniej nie wychodziliby poza obszar zakreslony zapachem kadzidła.

Ks. Biskup: Zaangażowanie świeckich nie może iść w żadnym razie w kierunku zastępowania księży w funkcjach typowo kapłańskich. Klerykalizacja laikatu jest zagrożeniem przede wszystkim dla niego samego. Na szczęście zaczęto to sobie uświadamiać. Wybrzmiało to dobrze w apelu ostatniego Synodu, podczas którego nawet świeccy proponowali, żeby więcej mówić o świecie, żeby pozbyć się kompleksu światowości. Kościół nie jest bowiem ucieczką od świata, gdzie świecki ma stawać się bardziej chrześcijaninem, …świętym, sięgać po najwyższe ideały.

B.K.: Jak na tym tle postrzega Ks. Biskup młodzież, pokolenie, które wprowadzi Kościół w wiek XXI-szy?

Ks. Biskup: Na pewno wiele ważnych znaków pochodzi od młodzieży. W swych poglądach, w sposobie ich przeżywania jest ona często bardzo radykalna, wnosi jednak z sobą dużo autentyczności. To ona przede wszystkim dokonuje na nowo odkrycia teologii wspólnoty. „Communaute” to bardzo modne dziś słowo wśród katolików, zwłaszcza młodych. Niestety, zapomina się czasami, że wspólnoty nie da się ograniczyć do paru „swoich”, że w sensie chrześcijańskim chodzi tu o całą wspólnotę Kościoła. Wspólnotę nie tylko z dzisiejszymi ideami, czy z tym konkretnym Ojcem św., ale koniecznie z korzeniami – z tradycją, z Chrystusem, do którego sięgamy poprzez ludzi żyjących poprzez wieki w Kościele. Potrzeba tradycji w Kościele jest dla mnie rzeczą podstawową. Odnalezienie się w niej, wpisanie się w nią to jedno z podstawowych zadań, jakie stoją przed młodzieżą.

B.K.: Przejdźmy teraz na grunt polski. Przykład Kościoła polskiego jest często przywoływany w różnych debatach, tu na Zachodzie, jako dowód żywotności Kościoła zakorzenionego w tradycji.

Ks. Biskup: Z Polską, z Kościołem polskim nie straciłem kontaktu w czasie mojego paroletniego pobytu w Rzymie. Przecież po powrocie, po objęciu nie znanej mi wcześniej bezpośrednio diecezji, musiałem tę polską rzeczywistość odnajdować trochę na nowo. Nie wpłynęło to jednak na zmianę wcześniej ukształtowanych poglądów w kwestiach zasadniczych dotyczących naszego Kościoła, Jego chrakteru, przymiotów siły i słabości. Zacznę od tych ostatnich. Nie żebym uważał, że to właśnie słabości decydują o Jego charakterze, ale żeby podkreślić, że nie traktuję ich jako mało znaczącego dodatku do obrazu „Polonia semper fidelis”. Jeśli zdamy sobie sprawę, że religia to nie tylko kwestia wyznania, ale wyraz całego życia, to stanie przed nami w całej pełni główny problem polskiego katolicyzmu. Przywołajmy chociażby, jeszcze raz, te nasze grzechy główne: zabijanie nienarodzonych, pijaństwo, to podwójne myślenie: kościół – dom, dom – zakład pracy, dom – szkoła… Najogólniej można by rzec, że mamy do czynienia z daleko posuniętym zatraceniem odpowiedzialności za prawo Boże, tak w życiu prywatnym, jak i publicznym. I podobnie jak w innych krajach Europy zjawisko to jest odbiciem zaniku myślenia katolickiego, katolickiej kultury, ustępującej pola kulturze laickiej kształtowanej przez szkołę, organizacje, instytucje kulturalne, a w szczególnie skuteczny sposób przez telewizję. Za tym idzie egoizm, a stąd już jeden krok do zabicia poczętego życia, porzucenia własnej rodziny, rozbicia cudzej, obojętność na sprawy publiczne, zapoznanie patriotyzmu jako obowiązku także moralnego.

B.K.: W takim razie, jakie są znamiona siły tego Kościoła?

Ks. Biskup: Od czego zacząć… Chyba od tego, że Kościół nasz ustrzegł się od krańcowości. To bardzo ważne, w naszych warunkach strata energii na eksperymenty byłaby luksusem, który mógłby wiele kosztować. To spokojne polskie aggiornamento po Soborze Watykańskim II było prawdziwym błogosławieństwem. Zachowana żywa tradycja Kościoła polskiego, w tym tak trudnym okresie naszych dziejów, pokazała swoją moc i wartość. Równocześnie nie nastąpiło przecież jakieś hermetyczne zamknięcie w formach tradycyjnych. Myślę dalej, że największą naszą siłą, patrząc trochę od strony ludzkiej, jest to, że Kościół pozostał jedno z Narodem. Obydwie „strony” mogą mieć do siebie takie czy inne pretensje, wykazywać swoje braki, „ubolewać” nad sobą, nie podważa to jednak tej głębokiej jedności.

B.K.: U jej głębokich podstaw lezy wspólne doświadczenie historyczne, ale czy tylko?

Ks. Biskup: Trzeba powiedzieć sobie szczerze, że w dużej mierze było to funkcją zachowania jedności w samym Kościele hierarchicznym, zaczynając od jedności w Episkopacie i jego stosunku do Stolicy Apostolskiej, idąc dalej, respekt księży dla autorytetu biskupów i wiernych dla ich księży. Poza tym istniało i istnieje wzajemne poczucie nieodzowności w tych naszych relacjach Kościół – Naród. Bardzo dobrze widać to już na najniższych szczeblach ksiądz nie wybuduje kościoła, nie zrobi remontu, nie podoła katechezie, jeśli nie pomogą mu wierni; tak samo wierni nie ruszą wielu spraw, nie tylko religijnych, jeśli nie stanie obok nich ksiądz, który może być ich przedstawicielem lub pośrednikiem, a zawsze musi być ich obrońcą.

B.K.: Czy mógłbym prosić teraz o ukonkretnienie tego obrazu Kościoła polskiego właśnie na przykładzie diecezji gorzowskiej?

Ks. Biskup: Centrum duchowym naszej diecezji jest sanktuarium maryjne – cudowny obraz Matki Bożej cierpliwie słuchającej – w Rokitnie. Tu spotykają się wierni na ogólnodiecezjalnych uroczystościach religijnych, tu podążają w pielgrzymkach, uczestniczą w rekolekcjach, w dożynkach (wspólnota nasza ma charakter wyraźnie wiejski), tu odbywają się największe odpusty. Znaczenie Sanktuarium może jeszcze wzrosnąć wraz z koronacją obrazu, przewidzianą na czerwiec 1989 r, i akcją duszpasterską przygotowującą do tego wydarzenia. Podobnie jak w całej Polsce szczególną rolę wśród wiernych odgrywa kult Matki Bożej Częstochowskiej. Do Niej też podążają co roku dwie piesze pielgrzymki, w tym jedna specyficznie chłopska.

B.K.: Są to przejawy religijności tradycyjnej, której znaczenie jest tak przez Księdza Biskupa podnoszone. Jakie sa natomiast nowe pola, nowe formy, w których wyrażają się aspiracje katolików, ich wrażliwość, ich sposób przeżywania wiary?

Ks. Biskup: Diecezja nasza nie należy pod tym względem do jakichś przodujących, ale trudno byłoby nas posądzać, nie wiem…, o zapóźnienie czy coś takiego. Zresztą trochę sztuczne jest rozróżnienie: formy tradycyjne – formy nowe. To wszystko się tak przeplata, że w normalnym zyciu jest prawie nie do rozdzielenia. Skoro jednak już to robimy to wymienić trzeba, silne zwłaszcza wśród młodzieży: Ruch Światło-Życie z ich oazami, Ruch Wiara i Światło (muminki, od których bije tyle ciepła) czy ruch charyzmatyczny. Szczególną uwagę zwróciłbym dalej na wspólnoty, które zakorzeniając się równocześnie w dwóch rzeczywistościach, w Kościele i w świecie, kładą mocny akcent na ten ostatni. Jest to czesto skomplikowane, ale dla mnie to główna droga świeckich, mówiliśmy zresztą o tym przed chwilą. Te wspólnoty – duszpasterstwa, kluby, towarzystwa – są bez wątpienia pewnym znakiem czasu. Szczególną nadzieją napawają mnie inicjatywy wychodzące od młodych. Jest ich niemało. Przed dwoma laty duszpasterstwo młodzieży zorganizowało na przykład bardzo udany „Tydzień w obronie poczętego życia”! Z Duszpasterstwa Akademickiego wyszły tak ważne inicjatywy jak „Tygodnie Katolickiej Nauki Społecznej” czy pismo „Aspekty”. Nie można także pominąć różnych młodzieżowych grup nieformalnych, które niejednokrotnie stawały w obronie wolności sumienia – zwłaszcza wobec nadużyć występujących w tym względzie w wojsku oraz angażowały się odważnie i odpowiedzialnie w problematykę ekologiczną. Te inicjatywy są mocną i odważną odpowiedzią na czas, jaki nasz naród i Kościół przeżywają. W sensie doczesnym są one, tak mi się wydaje, próbą przełożenia doświadczeń, czy pewnego, społecznego i moralnego przesłania czasu Solidarności na nowy okres, w oparciu o katolicką naukę społeczną, w oparciu o refleksję nad historycznym doświadczeniem Narodu.

B.K.: Dziękuję za rozmowę.

2017-12-16T21:40:21+00:00 21 listopada 1988|Wywiad|