Polskie świąteczne tradycje nośnikiem wiary – homilia podczas Pasterki 2009

Przemyśl-katedra, 24/25 grudnia 2009 r.

Ks. Jan Twardowski w jednym ze swoich wierszy pyta – dlaczego jest święto Bożego Narodzenia? Dlaczego wpatrujemy się w gwiazdkę i śpiewamy kolędy? – dlatego, żeby się uczyć miłości do Pana Jezusa, żeby podawać sobie ręce, uśmiechać się do siebie, żeby sobie przebaczać. Dlatego też przychodzimy dziś w noc bożonarodzeniową, żeby głębiej przeżyć naszą wiarę. Odczuć przybliżające się do nas zbawienie. Przybliża się dzięki temu, że teraz Bóg przemówi ludzkim językiem. To przemówienie Boga, który stał się człowiekiem, postawi nas wobec pewnych wymagań, bo człowiekowi nie można narzucić tego, co by się chciało. Nawet Bóg szanuje człowieczeństwo człowieka. Czeka na naszą współpracę, że dobrowolnie odpowiemy na Jego gest, że Jego dary przyjmiemy świadomie. Anioł według ewangelii św. Łukasza mówi – nie bójcie się – nie tylko do przestraszonych pasterzy, ale do każdego z nas. Nie bój się, nie lękaj się tej wiadomości, że Bóg-Człowiek przychodzi na ziemię. Nie bój się, bo przychodzi jako Zbawiciel, nie bój się, mimo, że jest noc, pójdź i szukaj Go. Idźcie, znajdziecie Niemowlę położone w żłobie – to będzie znak, że Bóg potrzebuje pomocy. Ewangelista mówi, że poszli szukać pośpiesznie. To i dla nas wskazówka, byśmy ochoczym sercem szukali Boga i nie przerażali się, jeśli niekiedy jest to proces trudny. Bo jakże zrozumieć, że Bóg wszechmocny oddaje się ludziom i potrzebuje ich pomocy. Tak! Bo taka jest godność człowieka, Bóg stworzył świat i powierzył go człowiekowi i teraz czeka na naszą pomoc w zrealizowaniu Jego zamiarów.

Św. Paweł mówi, że w tę noc dzisiejszą ukazuje się łaska Boga, która niesie zbawienie wszystkim ludziom, nikogo nie wyklucza. Dla każdego z nas dzieje się coś ważnego w Betlejem, każdy z nas może skorzystać na miarę otwarcia swego serca. Apostoł dodaje, że warunkiem jest wyrzeczenie się bezbożności i żądz światowych. Chrystus przynosi zbawienie wszystkim ludziom. Jezus powie nam, że Bóg jest Ojcem i zachęci nas do miłości każdego człowieka, także nieprzyjaciół.

Ostatnio Ojciec święty Benedykt XVI zatwierdził dekret o heroiczności cnót księdza Jerzego Popiełuszki. Po raz kolejny będziemy patrzeć, jak za miłość do robotnika, do prostego człowieka zamordowano niewinnego księdza. To bolesna historia księdza Jerzego, która promieniuje na całą historię naszej ojczyzny, bo przecież przeżyła ją także kopalnia „Wujek” – w 1981 roku i Gdańsk w 1970, Poznań w 1956 i Powstanie Warszawskie w 1944 i wcześniejsze powstania, które były dobijaniem się o wolność Ojczyzny i Kościoła w Polsce. Tego nie można odłączać, bo myśmy się urodzili jako Polacy i jako chrześcijanie 1000 lat temu, mimo, że czasem i polskość w nas kuleje i czasem wiara jest słaba. Jedno musi wspierać drugie, żebyśmy się mobilizowali i przynosili dobry owoc na życie wieczne.

Ewangelia nie jest teorią, ale bardzo ważną drogą życia także dziś. Trzeba sobie postawić pytanie – czy jest dziś miejsce dla Jezusa, dla Ewangelii w moim sercu ale i w sercu naszego narodu, naszych rodzin, naszego życia społecznego? Polacy zdają egzamin z odpowiedzialności za Ojczyznę krok po kroku, dzień po dniu. Zdajemy go różnie.

Kilka dni temu miałem wizytę ludzi z Neokatechumenatu, którzy przynieśli mi nagrany program internetowy, mówiący o demografii. Okazuje się i trzeba żebyśmy w sumieniu przyjęli tę wiadomość – że Europa wymiera a reaguje w najbardziej niewłaściwy sposób promując aborcję, wolne związki t. zw. „partnerskie” i wszelki luz moralny. To nie jest droga do przyszłości Europy czy świata, tak jak nie jest drogą posługiwanie się niesprawiedliwą wojną i wysyłaniem na nie żołnierzy. Niestety i Polska włącza się w niesprawiedliwość wojenną, w wątpliwe pakty i akcje, trzeba przemyśleć i przedyskutować te ważne sprawy.

Także demograficznie umiera Polska. Obliczono, że jeśli jest mniej niż dwoje dzieci w jednej rodzinie, to znaczy, że naród wymiera, a jeśli w społeczeństwie przyrost naturalny zejdzie poniżej 1,3 dziecka na jedną kobietę, to naród się już nie podniesie. W Polsce na jedną kobietę wypada 1,2 dziecka. To świadczy, że w narodzie zamiera woła życia, miłość do dziecka, do ofiary i do polskiej ziemi i to z różnych racji. Nie są to wyłącznie racje bytowe, materialne, ale także inne.

Dyskusja na temat sztucznego poczęcia in vitro, czyli poczęcia poza prawami natury, jest też jednym z problemów, który trzeba rozwiązać zgodnie z prawdą i sumieniem. A publiczna obecność krzyża, na ścianach szkół europejskich, w naszych urzędach czy przy naszych drogach, to także głęboka symbolika wiary obecnej w codziennym życiu. Trzeba powiedzieć, że Europa, która wyrosła z krzyża zaczyna krzyż eliminować, jako znak niewygodny. Na szczęście Polacy zareagowali, bo ktoś dotknął istoty naszego myślenia, i dobrze, nie trzeba się wstydzić przypominania, że krzyż stoi w środku naszego myślenia. Odpowiedzią na pytanie jaka jest nasza wola daje nam obudzenie społeczne w tej sprawie. Złożono przecież ponad 120 tysięcy podpisów przeciwko manipulacjom natury, w sprawie in vitro. Głównie Akcja Katolicka zaangażowała się w naszej archidiecezji i w innych diecezjach To jest przejaw przebudzenia społecznego, pozytywny, bardzo ważny znak. Są ludzie w Polsce i trzeba, żeby było ich jak najwięcej, którzy się wypowiadają i odważnie wskazują na błędy polityki, na brak moralnego pogłębienia projektów ustaw. To znak błogosławionego oporu przeciwko złu, którego przykład zostawił nam Jan Paweł II broniąc poczętego życia w czasie całej swojej posługi.

Jest wiele znaczących inicjatyw, jak chociażby ta prezentowana na łaniach Naszego Dziennika – „Przestańcie szkodzić Polsce”. Zebrano 34 tysiące podpisów ludzi głównie z wyższym wykształceniem – pod pismem skierowanym do rządzących. To świadczy, że naród ma jeszcze w sobie siły, trzeba jednakże, żeby nasz naród zaczął mądrze od siebie wymagać i stawiać kroki ku odrodzeniu.

Ewangelia dzisiejsza zachęca- pójdźmy do Betlejem, zobaczmy, że to Dziecko to Bóg i że z wiarą można o wiele więcej zdziałać, bo wtedy człowiek nie jest sam i korzysta z dodatkowej, Bożej mądrości. Jeśli wysiłki są oparte na fundamencie dobra, jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu nie tylko w życiu osobistym ale i społecznym, politycznym, wtedy okaże się, że wszystko powoli znajdzie się na swoim miejscu i każdy dzień będzie trwałym rozwojem.

Nie można nic pozytywnego zbudować, jeśli ma się propozycje ciągle na „nie”. Opozycja w każdym państwie i środowisku społecznym jest potrzebna, żeby przestrzegała przed niebezpieczeństwami i pomagała realizować dobro. Mija 20 lat pełnej wolności, a Polska nadal nie ma autostrad, nie ma rozwiązanego problemu biopaliw, pustoszeje więc wieś bez perspektyw zarobku, obniża się liczba obywateli, bo coraz więcej młodych emigruje za granicę.

Emigracja to kolejne nowe duszpasterskie wyzwanie. Jestem pełen niepokoju o jedność rodzin, widząc wyjeżdżających pojedynczo młodych małżonków. To jest godzina próby, żeby małżeństwa zachowały wierność, żeby rozdzielenie nie było zbyt długie, żeby nie stygła miłość do dziecka czy małżonka, żeby nie narażać przyszłości rodziny.

Patrząc na oblężone konfesjonały trzeba dziękować Bogu za wierność sumieniu tylu ludzi, trzeba pochwalić emigrantów wracających do kraju, do rodziny, że przychodzą najpierw do konfesjonału. Chcą święta Bożego Narodzenia czy Wielkanocy przeżyć w Bożej atmosferze. To jest droga do zachowania tego co najważniejsze, do uratowania tożsamości, do tego, żeby imię chrześcijanina znaczyło coś pięknego, coś godnego także na zewnątrz. Nie bójmy się wymagań, które stawia nam Bóg.

Nie ma polskiej wigilii, bez pasterki, bez opłatka, bez pustego miejsca pozostawionego przy stole, bo to jest interpretacja ewangelii. W Betlejem nie było dla Jezusa miejsca, w naszym domu jest miejsce dla Niego, kiedy przychodzi w osobie samotnego człowieka. Nie ma prawdziwej Polski bez krzyża, bez chrztu świętego, bez woli poprawy i wzrostu duchowego. Nie ma świąt Bożego Narodzenia bez przeżytych spotkań z Chrystusem i najbliższymi, bez spowiedzi i Komunii Świętej.

Europa mówi dziś „nie” krzyżowi, ewangelii, rodzinie, małżeństwu, które się składa z mężczyzny i kobiety. Mówmy „tak” w tych wszystkich sprawach. Miejmy odwagę Panu Bogu powiedzieć „tak” na Jego przykazania. Mówmy ciągle „tak” tradycji polskiej, której nauczyliśmy się od naszych ojców, a która jest nośnikiem kultury naszego narodu. To jest droga rozwoju i entuzjazmu wiary.

Chciałbym zakończyć przestrogą i zachętą. W tych dniach ukazała się książka znanego psychiatry i teologa ordynatora szpitala w Kolonii Manfreda Lutza. Przytacza w niej różne sytuacje i wydarzenia mówiące o roli wiary, o roli Pana Boga w naszym życiu. Opisuje eksperyment cesarza Fryderyka II z XIII wieku, który chciał zbadać jaki jest prajęzyk ludzi: który – łacina, greka, germański, hebrajski jest najważniejszy. Kazał wychowywać dzieci bez werbalnego kontaktu z drugim człowiekiem. Okazało się, że wszystkie dzieci poddane temu eksperymentowi – wymarły. Człowiek nie może rosnąć bez kontaktu z drugim człowiekiem. Musi mieć kontakt osobowy, czuć ciepło serca, wymiany myśli i uczuć, żeby mógł się rozwijać. To jest także wskazanie dla nas, że wiara umrze, jeśli nie będzie kontaktu osobowego z Bogiem. Poniesiemy stratę. Dlatego bracia i siostry – nasza modlitwa, rozmowa z Bogiem, nasze przebywanie z Nim, nie jest czasem straconym. Jest czasem przyjmowania wielkich Bożych świateł, umocnienia Jego łaską. Jest przebijaniem się człowieka przez ciemność własnego sumienia i grzechu i wyzwalaniem się z niewoli do wolności dzieci Bożych. Przyjmijmy zatem narodziny Jezusa w Betlejem jako okazję do nawiązania z Nim kontaktu przez modlitwę wiary i nadzieję na jej umocnienie. Amen.

2017-06-19T14:30:53+00:00 24 grudnia 2009|Homilia|