Pomiędzy nami idziesz Panie – homilia w Niedzielę Zmartwychwstania 2005

Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego, Przemyśl-katedra, 27 marca 2005 r.

 

„Ujrzał i uwierzył” (J 20, 8). Piotr nie dowierzał, przychodząc do grobu, a jednak podjął trud, usłyszawszy niepokojące nowiny od niewiast. Poszedł więc sam zobaczyć, jak to naprawdę jest z Jezusem, którego przed kilkudziesięciu godzinami złożyli w grobie. Był rozżalony, bo jego wyobrażenie o Jezusie rozsypało się jak domek z kart. Miał budować królestwo, miał spełnić wszystkie pragnienia i oczekiwania, a pozwolił się przybić do krzyża i umarł. Jednak to rozczarowanie, wątpliwości i wewnętrzne zmaganie nie przekreśliło Piotrowych tęsknot i zwyczajnej ludzkiej bliskości, jaka łączyła go z Jezusem z Nazaretu. Więc poszedł i niejako dotknął tego miejsca. To wystarczyło. Dosięgła go łaska Pana. Zobaczył w pustym grobie złożone prześcieradło i ten fakt, pozornie drobny, otworzył go na wielką zbawczą prawdę o zmartwychwstaniu.

Nie można lekceważyć żadnego ze znaków na naszej drodze do wiary. Każdy szczegół ma znaczenie, każdy może być początkiem zbawczej drogi, jeśli jest pokora, jeśli jest łaska, jeśli jest otwarcie się człowieka i chęć przyjęcia nowej, niespodzianej obietnicy Pana, którą On w sobie właściwy sposób potrafi wypełnić. To dlatego Piotr, zobaczywszy grób, wrócił inny. Zmartwychwstanie Chrystusa przemieniło jego człowieczeństwo. Zmartwychwstanie przemienia człowieka. Przemieniło też Chrystusa. Choć pozostał tą samą Osobą, to jednak Jego ciało było już inne. Wiekuiste. Nieśmiertelne.

Nim nastąpiło zmartwychwstanie, Piotr wierzył w Jezusa cudotwórcę, niezwykłego nauczyciela, który czynił znaki, uzdrawiał chorych, wskrzeszał umarłych. Ale po zmartwychwstaniu to już nie ten sam Piotr, co przed męką. Odchodzi od grobu przemieniony, wierzy w Jezusa Odkupiciela, Jezusa, który przyszedł realizować cel inny, niż się to Piotrowi do tej pory wydawało. Słyszymy to w jego katechezie, którą wygłosił w Cezarei, gdy mówił, że Pan Jezus, który został zabity, został posłany przez Boga, że Bóg Go wskrzesił i ukazał Go nam, abyśmy dali innym świadectwo o Jego wskrzeszeniu, o Jego zmartwychwstaniu, i aby każdy, kto w Niego uwierzy, w Jego imię otrzymał odpuszczenie grzechów (por. Dz 10,34-43). Takiego Jezusa Piotr zaczął głosić. Jest to i dla nas nauka, że dzisiejszego dnia, kiedy na nowo przeżywamy zmartwychwstanie, powinniśmy odejść przemienieni, o ile faktycznie uwierzyliśmy w zmartwychwstanie Jezusa Zbawiciela. Mówię o tym, bo i nam, jak Piotrowi, bliski był ten Jezus cudotwórca, który zaradzał naszym troskom, pokonywał naszych wrogów czy rozwiązywał nasze problemy. To zawsze żywa pokusa. Tymczasem trzeba nam pogłębiać wiarę, by od grobu Jezusa odchodzić innym, przemienionym, pogłębionym. Pamiętajmy, bracia i siostry, Chrystus jest Tym, który przyszedł pokonać grzech, otworzyć perspektywę nieba, perspektywę zbawienia.

To wydarzenie wielkanocne otwiera na zupełnie nowy uniwersalizm. Chrystus zmartwychwstaje dla wszystkich, bo i za wszystkich umarł. Nie przeciwko komukolwiek. Zmartwychwstaje dla ciebie, dla mnie, dla niewierzących. Chrystus chce nieść wielkie posłanie, że jest mocen, jak nikt inny z ludzi, odpuścić grzech, bo umarł, aby pokonać ten grzech i szatana swoją własną śmiercią.

Uniwersalizm chrześcijańskiej nauki polega na tym, że Chrystus troszczy się o każdego człowieka. Z Kościoła nikt nie jest wykluczony, nie ma żadnej sprawy, którą by wiara pomijała. To jest wielka idea, wielka prawda. Wszystko nas interesuje. Kościół nie może się zamknąć przed rzeczywistością tego świata, w którym żyje, bo Chrystus zmartwychwstały jest tu z nami. Za chwilę ponowi swoją ofiarę za ciebie, za mnie, za nas wszystkich. Teraz co prawda On jest pośród nas inaczej niż przed Wielkim Piątkiem i Wielką Niedzielą, przed zmartwychwstaniem, ale jest! Bez tego stwierdzenia nie ma sensu nasza wiara ani wielkanocny poranek, ani nasza obecność pod krzyżem. On jest w Kościele i nie zamyka się na rzeczywistość ziemską tego świata, na rzeczywistość, w której jesteśmy zanurzeni.

To jest wielkie posłanie, wielka szansa, ale i wielkie niebezpieczeństwo. Dlaczego? Bo bardzo niewygodnie jest przyjąć prawdę, że wiarę w Jezusa poznaje się po tym, jak ktoś żyje, jak się zachowuje w rodzinie, w biurze, w polityce, w nowych możliwościach, jak zarabia pieniądze, jakie ma tęsknoty. Niewygodnie też przyjąć tę prawdę, że Chrystus żyje i że będzie Sędzią. On zresztą już jest Sędzią w naszym sumieniu. On już osądza nasze czyny. Dziękujmy Mu za to! Dziękuj Bogu za dobre sumienie. Jeśli ono wyrzuca ci grzech, pokonuj go mocą Chrystusową. Nie wstydź się tego, że wyznajesz grzech i chcesz się poprawić. To jest właśnie najważniejsze w Chrystusowym Kościele. Nikt grzechu ci nie odpuści, tylko Chrystus, ale odchodząc od konfesjonału, od ołtarza, spod krzyża, trzeba zaczynać życie nowe, trzeba jak Piotr przemieniać wiarę, trzeba starać się i prosić o pomoc, by wiara zaczęła wydawać owoce. To jest to radosne, twórcze, można powiedzieć: wiosenne posłanie Kościoła dla dzisiejszego świata, dla biedy ludzkiej, dla trudności i kłopotów. Chrystus potrafi odmienić ludzkie życie, On się interesuje bezrobotnym i chce dać sens życia i biednemu, i temu, który uczciwie zarabia pieniądze. Interesuje się politykiem i działaczem społecznym, każdym z nas. Jednak potrzebuje świadków. Piotr i wszyscy apostołowie dają więc świadectwo. Także kobiety mówią o tym, co przeżyły. I tym sposobem niosą wiarę w Chrystusa zmartwychwstałego. Ma rację autor hymnu, który codziennie w okresie wielkanocnym odmawiany jest przez kapłanów podczas Nieszporów w całym Kościele:

Pomiędzy nami idziesz, Panie,
Po kamienistej drodze życia
I słuchasz słów zrodzonych z lęku
Przed jutrem pełnym tajemnicy.

Niebawem skończy się wędrówka
I dzięki Twemu zmartwychwstaniu
Wejdziemy w progi domu Ojca,
Byś tam wieczerzał razem z nami.

Pomiędzy nami idzie Chrystus. Jego zmartwychwstanie to zmartwychwstanie nasze, to nasza perspektywa, to przejście do nowego życia. Tajemnica śmierci, w którą zanurzony był Jezus i w którą zanurzeni będziemy my, to w istocie wejście w nadzieję naszego zmartwychwstania. Zmartwychwstaniemy, bo On zmartwychwstał, bo On pierwszy przeszedł drogę, którą my teraz idziemy. A On nie kłamie. On za to, co mówił, czego nauczał, oddał swoje życie. Tak, bracia i siostry, On jest pośród nas, by nas do zmartwychwstania doprowadzić i przeprowadzić przez różne choroby, kłopoty, nieszczęścia.

Pierwszy wniosek, który się nasuwa z dzisiejszego święta, to ten, że Dwunastu potrafiło rozgłosić prawdę o zmartwychwstaniu, budząc wiarę w całym świecie. Prości ludzie przechowali wielkie tajemnice Boże, wiarę przyjęli i ją przekazali. W tobie i we mnie, w każdym człowieku po dwóch tysiącach lat ta sama wiara żyje i pulsuje, nadając sens życiu. Dlatego nie wolno się nam zniechęcać. Wiara jest receptą na każdą sytuację życiową.

Dwunastu prostych ludzi, kilka zwyczajnych kobiet. Obok nich jest miejsce także dla nas, byśmy również uwierzyli i dawali świadectwo naszej wierze, byśmy ukazywali jej wartość w codziennych różnych sytuacjach. Przyzwyczailiśmy się myśleć, że Kościół powinien rozwiązywać różne nasze problemy doczesne, a Kościół tylko kieruje nasze „podania” do właściwych „drzwi”, do właściwych „szuflad”. Wybór zaś „drzwi” to kompetencja serca człowieka. To w sercu i w sumieniu jest rozwiązanie wszelkich problemów – nie na zewnątrz, ale w nas, w naszych sercach i sumieniach.

W „Niezbędniku inteligenta”, dodatku „Polityki” na tę Niedzielę Wielkanocną, postawiono kilku najwybitniejszym współczesnym pisarzom i myślicielom pytanie o najważniejsze idee XXI wieku. Co jest dzisiaj – pytano – największym zagrożeniem? Jak ludzie oceniają świat? Jakie idee mogą zaszkodzić współczesnym czasom i przyszłym wiekom? Pojawiły się różne odpowiedzi. Na pierwszym miejscu jako największe zagrożenie jawi się terroryzm, potem jest bezwzględna wiara w demokrację, dalej nienawiść do Ameryki, skorumpowane i chore ONZ, finansowa nieodpowiedzialność elit, która spowoduje krach finansowy, tolerancja nietolerancji, czyli agresja wobec inaczej myślących, i manipulacja człowieczeństwem, czego wyrazem jest choćby transhumanizm. Na ten ostatni temat wskazuje amerykański myśliciel Francis Fukuyama, który mówi, że manipulacje na człowieku są dzisiaj najgroźniejsze. Niestety, nikt nie zwróci! uwagi – i to jest bardzo smutne i znaczące – na fakt zagrożenia transcendencji, nadprzyrodzoności, sumienia, na wykreślanie ze świadomości ludzkiej Boga – Tego, który jest nie do przekreślenia; Boga, bez którego nie ma mowy o żadnym porządku; Boga, który jest Panem każdego człowieka. A jeśli Bóg nie będzie Panem narodów, niebezpieczne będą to czasy.

Tak myśli nie tylko Ameryka. Europa także nie jest tu bez winy. Tak zwane „elity intelektualne”, których wizja – wybaczcie, ale dla wierności prawdzie trzeba to powiedzieć -jest ograniczona tylko do wymiarów doczesnych, chcą człowieka zamknąć w ziemskim «tu i teraz». A tak się nie da! Człowieka nie można zamknąć jedynie w tym, co ma, i w tym, co je, bo człowiek to miłość, gotowość do ofiary, tęsknota za nieskończonością i realizowanie się tej nieskończoności. Człowiek to potęga ducha, którą przejawia w najtrudniejszych sytuacjach. Europa dzisiejsza próbuje o tym zapominać. Często zapomina o tym i nasza Ojczyzna. W ostatnim czasie byliśmy przecież świadkami wyrzucania Boga z konstytucji, a konstytucja bez nawiązania do Boga jako prawo uchwalone tylko przez ludzi jest prawem, które zrodzi nieszczęście. Silniejszy powinien liczyć się ze słabszym. Tymczasem słyszy się o targach między bogatymi w Europie, którzy debatują, czy wolno im wpuścić obywateli z biedniejszych krajów, czy można przed tymi biednymi otworzyć rynki pracy. Odpowiedź jest wymowna: nie! Dla Francuzów, dla Niemców będzie inne prawo niż dla innych, biednych europejskich narodów. O imporcie czy eksporcie też będą decydować ci, którzy „budują” Europę: bogaci. Tym sposobem znów będą równi i równiejsi. Znamy to od Orwella i Reymonta.

Brak odniesienia do transcendencji, do nadprzyrodzoności, do Boga, obróci się przeciwko samemu człowiekowi. Trzeba się przed tym bronić. Znany rewolucjonista z 1968 roku, przywódca studenckiej rewolty Daniel Cohn-Bendit, obecnie parlamentarzysta europejski, mówił niedawno w wywiadzie dla polskiej gazety, że w Europie następuje groźna erupcja religijności. On zaś – jak mówi – boi się religijności. I słusznie, bo człowiek manipulujący drugim człowiekiem, pragnący narzucać drugiemu swoje poglądy, musi się bać religijności. Musi się bać Boga! Dla Cohn-Bendita zagrożenie religijności to islam we Francji i katolicyzm w Polsce. Tak, bracia i siostry, słusznie człowiek ten boi się religijności i Boga, bo On go będzie sądził. Słusznie, że boi się Boga, bo Bóg prawdziwy jest Bogiem, który będzie sądził. Jest miłosierny, ale jako Bóg prawdziwy domaga się uczciwości, sprawiedliwości wobec drugiego człowieka, niezależnie od tego, kim on jest, niezależnie od tego, jak wielkim jest grzesznikiem, jaką reprezentuje rasę czy jaką wyznaje religię. Taka jest nauka Chrystusa, który pozostał w Kościele i to przypomina.

Ojciec Święty Jan Paweł II wielokrotnie wraca do tego tematu i często przypomina nam, że Kościół ma do zaoferowania Europie najcenniejsze dobro, jakiego nikt inny nie może jej dać – wiarę w Jezusa Chrystusa. W Chrystusa, który jest źródłem nadziei, który nie zawodzi. Tędy – przez Chrystusa – pójdzie odrodzenie Europy, odrodzenie i umocnienie człowieka. Tędy pójdzie prawdziwe braterstwo, jeśli Mu uwierzymy i pozwolimy, aby przemienił nas, byśmy nawróceni i umocnieni odeszli z tego miejsca.

W Santiago de Compostelli przed laty Jan Paweł II mówił: „Ja, biskup Rzymu i pasterz Kościoła powszechnego, z Santiago kieruję do ciebie, stara Europo, wołanie pełne miłości: Odnajdź siebie samą! Bądź sobą! Odkryj swoje początki! Tchnij życie w swoje korzenie! […] Możesz jeszcze być latarnią cywilizacji i bodźcem postępu dla świata” (9 listopada 1982). Te słowa to sianie w nas nadziei. W człowieku tkwi bowiem moc. Jeśli zjednoczymy się z Bogiem, jeśli zrozumiemy, że Chrystus za nas umarł i zmartwychwstał, odejdziemy stąd inni.

Warto podjąć trud spotkania Chrystusa. Będzie on skuteczny, jeśli podejmiemy trud wędrówki do grobu, jeśli przełamiemy własne opory i trudności, tak jak Piotr i Jan, którzy pobiegli do grobu i zobaczyli, że tam Go nie ma, że zmartwychwstał.

Zmartwychwstał, Bracie i Siostro, dla Ciebie, dla nas. Żyje tu pośród nas, przyjdzie, jeśli otworzysz serce, prosząc: „Odpuść mi grzechy, Panie, ratuj mnie przed wiecznym potępieniem, zbaw mnie, bo możesz!”. Może. Ale dopiero razem z tobą, gdy ty tego zechcesz, Chrystus zbawi ciebie i zbawi świat. Amen.

 

Za: Abp Józef Michalik, Z Chrystusem w roku liturgicznym. Kazania, red. ks. Witold Ostafiński, t. 1, Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 2011

2017-06-16T18:07:10+00:00 27 marca 2005|Homilia|