Ponad wszystko czuł się kapłanem Jezusa Chrystusa

Kazanie ks. biskupa Józefa Michalika wygłoszone dnia 13 października 1990 r. w kościele św. Andrzeja Boboli w Londynie w szóstą rocznicę śmierci ks. Jerzego Popiełuszki.

Wiara – jej wartość w życiu człowieka i narodu
Z prawdziwym uznaniem wobec inicjatywy Komitetu Organizacyjnego podjętej w imieniu Polskiej Misji Katolickiej pochylamy się dzisiaj nad historyczną postacią polskiego kapłana. Kapłana niewątpliwie najbardziej popularnego w ostatnich latach, ks. Jerzego Popiełuszki w 6 rocznicę jego śmierci.

W okresie dla siebie bardzo trudnym, kiedy nieprzyjaciele Kościoła i narodu skoncentrowali na nim bardzo niewybredne a wszechstronne ataki, kiedy wzywano go na niekończące się przesłuchania w Prokuraturze Warszawskiej, prowokowano i fałszowano wynikł rewizji, aby następnie oskarżyć go przed władzą kościelną i dyfamować w prasie, ks. Jerzy w liście skierowanym do swojej Władzy Duchownej podkreślał, że jest świadom, iż ataki skierowane są nie tyle przeciw niemu, co przeciwko Kościołowi. On, szary polski ksiądz, stał się tylko okazją do ich ujawnienia.

Ówczesny minister d/s prześladowania Kościoła w liście do Sekretarza Konferencji Episkopatu pisał: „Ks. Popiełuszko, wik. par. św. Stanisława Kostki w Warszawie… bez odpowiednich zezwoleń zastosował nagłośnienie otoczenia kościoła… dopuścił do aktywnego uczestniczenia w nabożeństwie kilku osób świeckich, z których jedna wzywała do modlitw w intencji ofiar stanu wojennego. W czasie nabożeństwa zbierano datki na poszkodowanych stanem wojennym… a nawet… toleruje się wzniesienie rąk w geście znaku »V«.” (min. Łopatka Adam do abpa Dąbrowskiego, 30 VIII 1982).

Od śmierci ks. Jerzego minęło tylko 6 lat. W historii Polski i Europy minęła cała epoka. Zasadnicze linie podziału i napięć, o których chcę mówić, nie zmieniły się, bo ten podział idzie przez serce człowieka, dotyczy głębi jego sumienia. Wprawdzie już nie oskarża się kapłanów za nagłośnienie kościoła, ani nie zabrania wznoszenia rąk z literą „V” oznaczającą nadzieję zwycięstwa, ale trwa mocna walka ducha, walka bardzo ważna o miejsce Kościoła w narodzie, w życiu społecznym i publicznym, w TV i szkole, w mentalności współczesnego człowieka. Wyrazem tej walki jest organizowana kampania antyreligijna z okazji powrotu religii do szkól; są próby utrzymania za wszelką cenę prawodawstwa z okresu stalinowskiego, bo z tego okresu pochodzi ustawa pozwalająca na zabijanie dzieci poczętych, jest przy tej okazji prowadzona manipulacja w TV i środkach przekazu, są oskarżenia przeciwko Biskupom i Kościołowi katolickiemu w Polsce, jakie niektórzy działacze lewicowi czynią na forum spotkań europejskich, szargając dobre imię naszego narodu poza jego granicami.

W naszych rozważaniach na temat odpowiedzialności za wiarę chcemy szczególnie posłużyć się przykładem i myśleniem ks. Jerzego Popiełuszki, który wybrany został z tysięcy kapłanów i obdarzony łaską męczeństwa. Łasce tej pozostał wierny do końca.

I. Czym jest Kościół
Ileż atramentu bezskutecznie zużyli teologowie, aby opisać, czym jest Kościół; ileż wysiłków wkładają wrogowie Chrystusa, aby go zniszczyć. A Kościół tymczasem jest ciągle żywym organizmem, pełnym słabości ludzkich i mocy Ducha Świętego, gdzie ludzie odszukują Chrystusa, odkrywają piękno Jego nauki i przeżywają fascynującą przygodę spotkania Jego przebaczającej miłości.

Aby odkryć Kościół Prawdziwy, gdzie żyje Chrystus, trzeba wiary. Każde inne spojrzenie będzie niepełne, a nawet może być nieuczciwe i krzywdzące. Bez wiary nikt nie ma prawa ani oceniać, ani sądzić Kościoła.

Na przykładzie historii dobrze widać, jakimi metodami próbowano zniszczyć Kościół: oszczerstwo, kłamstwo, prześladowania, zabójstwa. Zmieniają się tylko okoliczności i ludzie, a Kościół trwa, bo jego siła wymyka się metodom ludzkim.

Analizując sytuację powstałą po narzuceniu naszemu narodowi stanu wojennego, ks. Jerzy mówił na jednym z kazań: „Przemoc nie jest oznaką siły, lecz słabości. Komu nie udało się zwyciężyć sercem lub rozumem, usiłuje zwyciężyć przemocą… Najwspanialsze i najtrwalsze walki, jakie zna ludzkość, jakie zna historia, to walki ludzkiej myśli. Idea, która potrzebuje broni, by się utrzymać, sama obumiera…” (26 XII 1982).

A w ostatnim wygłoszonym tuż przed śmiercią kazaniu – modlitwie, bezbłędnie rozeznał sytuację narodu skazanego na niebezpieczne oderwanie od wartości moralnych, chrześcijańskich: „należy zdać sobie sprawę z niesprawiedliwości i krzywdy, jaką czyni się naszemu narodowi, gdy niszczy się w duszach dzieci i młodzieży wartości chrześcijańskie” (Bydgoszcz, 19 X 1984 r.).

Powiedzmy sobie szczerze. Zagrożenie, o którym wspominał ks. Jerzy i za które oddał życie, wcale nie minęło z oficjalnym upadkiem reżimu socjalistyczno-marksistowskiego w Polsce. Może dzięki jego bohaterskiej i męczeńskiej śmierci i wstawiennictwu u Boga przemiany nie były krwawe. Także i dzisiaj trzeba mądrości w rozeznawaniu sytuacji i odwagi w głoszeniu prawdy i obronie zagrożonych wartości duchowych. To zagrożenie to duch ideologii laickich, sekularyzm, próby zepchnięcia wiary i Boga do zakrystii, do prywatnego przeżycia. Tym niezwykle niebezpiecznym manipulacjom podlega nasze myślenie, ilekroć godzimy się na odłączenie motywacji wiary, Boga od naszej polityki, od kultury, od życia społecznego.

Jesteśmy wdzięczni Kościołowi, który ustami Jana Pawła II nieustannie nam przypomina te prawdy. Warto raz jeszcze wziąć do rąk i do serca niezwykle ciekawy ostatni dokument Papieża skierowany do świeckich – Christifideles laici. Dokument to bowiem napisany ręką Polaka – Emigranta znającego sprawy i ludzi całego świata. Papież woła w nim o apostolskie świadectwo, a więc o odwagę w głoszeniu Ewangelii przez ludzi świeckich.

II. Kapłan nauczycielem Kościoła
Dziękujemy Bogu za Miłość daną nam w osobie Jego Syna Jezusa Chrystusa i za posłanego do naszych serc Ducha Św., który poprzez wieki budzi proroków i daje siłę męczennikom świeckim, jak święty kanclerz Tomasz Morus, jak tylu Polaków oddających życie za wiarę i Ojczyznę na polach bitew, w obozach i zsyłkach. To wytrwanie do końca jest niewątpliwie dowodem siły danej ludziom przez Ducha Prawdy, który od Ojca pochodzi i który świadczy o Jezusie, a także i nam pozwala świadczyć, bo jesteśmy z Nim od początku (J 15, 26).

Dziękujemy Panu Bogu za męczeńską śmierć ks. Jerzego, którą potwierdził prawdziwość głoszonej nauki.

Męczeństwo nie jest sprawą łatwą. Wiemy dobrze, że trudne sytuacje czy prześladowania rodzą także tchórzy, kolaborantów i zdrajców. Kim był i skąd czerpał siłę ten chłopski syn ziemi polskiej spód Białegostoku?

Był przede wszystkim godnym uczniem swojej matki, która nawet w najboleśniejszych dla niej chwilach nie straciła męstwa. To pod jej kierunkiem ukończył uniwersytet dobrego wychowania i otrzymał mocną formację umiłowania prawdy i odwagi w wyznawaniu wiary.

Umiał korzystać z tej szkoły od początku drogi powołania. Jako kleryk został zabrany do wojska. Wtedy zaczęły się pierwsze konflikty z władzą państwową.

Ten hardy i nieugięty wobec uzbrojonych oficerów chłopak jest jednocześnie bardzo delikatny wobec kolegów i posłuszny wobec władzy kościelnej. Widać to z jego listów i z jego postawy. I taki już pozostał do końca.

Bez sprzeciwu, z całym oddaniem podejmuje wyznaczone mu kapłańskie obowiązki, mimo że niekiedy czuł się do nich nieprzygotowany i zagubiony. W swoim notatniku (wydany przez P. Sikorską) opisywał, z jaką tremą szedł na pierwszą Mszę św. wśród robotników: „jak mnie przyjmą w tym zakładzie – spotkały go oklaski – pomyślałem sobie wtedy: są to oklaski dla Kościoła, który przez trzydzieści parę lat bezskutecznie pukał do fabrycznych bram” (r. 1983).

Ludzie bezbłędnie wyczuli wartości duchowe tego Kapłana. Garnęli się do niego tłumami, a i on pozostał im wierny. Niestrudzenie użyczał im swego głosu, czasu i serca. Bronił przed oszczerstwami, kiedy nie mógł ich wybronić przed więzieniem, a przy tym bronił przed nienawiścią i samotnością, i karmił ich tym, czym sam żył: nauką Chrystusa.

Jego nabożeństwa gromadziły tłumy ludzi. Pogrzeb młodego maturzysty, syna poetki prześladowanej za „Solidarność”, Grzegorza Przemyka, zgromadził 60 tys. łudzi (19 V 1983). Te spotkania były nie tylko manifestacją, ale czasem intensywnej modlitwy i niejednokrotnie prowadziły do nawróceń.

Kazania ks. Popiełuszki stają się coraz głębsze. Zdumiewają umiarem i dojrzałością sądów, a także umiejętnością rozróżnienia najlepszych nowych wartości, które próbowano zniszczyć razem z zawieszeniem „Solidarności”. On jednak nieugięcie uważał i głosił, że: „Solidarność w narodzie rozrosła się jak mocne drzewo, które chociaż jest podcinane w swych korzeniach, wypuszcza nowe. I chociaż drzewem tym szarpią burze, chociaż urwano mu koronę chwały, to ono nadal trzyma się mocno ziemi ojczystej i czerpie z naszych serc i z naszej modlitwy soki, które pozwalają mu trwać i w końcu wydać dobry owoc” (29 VIII 1982 r).

W czasach napięć, kiedy Rząd postanowił skazywać na banicję osoby dla siebie niewygodne (por. wypowiedź Rzecznika Rządu; Życie W-wy, 5 IX 1984) ks. Jerzy domagał się dialogu z narodem (por. kazanie z 26 VIII i 9 IX 1984). Nie podburzał, nie jątrzył, ale bronił i nieustannie zachęcał do tego, aby zło zwyciężać dobrem. Na ten temat wygłosił także swoje ostatnie rozważanie modlitewne w Bydgoszczy: „Nie wolno walczyć przemocą. Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy”.

Zakończenie
Można by jeszcze wiele mówić o ks. Jerzym Popiełuszce. Trzeba zawsze pamiętać, że ponad wszystko czuł się kapłanem Jezusa Chrystusa. Z wiary i ze zjednoczenia z Bogiem czerpał swe siły. Jak każdy chrześcijanin żywił się Eucharystią I regularnie się spowiadał. Ostatni raz przyjął sakrament pokuty w przeddzień śmierci.

Podziękujmy dziś Panu Bogu za pokolenia kapłanów wyrosłych z naszego narodu. Kapłanów zjednoczonych w radości i bólach z ludem. Kapłanów, z których świat niejednokrotnie szydzi, ale których bardzo potrzebuje, aby szli pod prąd ludzkiego myślenia i byli świadomi, że świat „będzie ich nienawidził, ponieważ pierwej znienawidził Chrystusa” (J 16,18 n.).

Chciałbym bardzo serdecznie podziękować za zorganizowanie tej godziny modlitwy wokół pamięci kapłana męczennika, którą chcemy objąć wszystkich cierpiących za wiarę chrześcijańską, Chrystusową.

Tych prześladowanych przez rządy i władze, zamykanych do obozów pracy, szpitali psychiatrycznych, zabijanych i eliminowanych przez fundamentalistów arabskich, ale także zabitych w Libanie i Jerozolimie.

Obejmijmy szczerą modlitwą także tych prześladowanych w mass mediach za głoszenie 10 Bożych Przykazań, a zwłaszcza prześladowanych za obronę prawa do życia dzieci poczętych.

Chcemy modlić się o odwagę i wytrwanie, ale także o ducha tolerancji dla nas wszystkich, abyśmy broniąc prawdy i walcząc z grzechem, nie ranili człowieka-grzesznika, abyśmy potrafili naśladować Boga, który pierwszy toleruje grzech, kocha nas, grzeszników i Syna swego Jedynego oddaje za nasze nawrócenie.

W tymże duchu wsłuchujemy się także w słowa mądrości Bożej przeczytane przed chwilą: „Teraz jest czas, w którym pycha jest górą… a jednak brońcie Prawa, a nawet życie swoje oddajcie za Przymierze”.

„Aspekty” R. 6 (1990), nr 12

2017-06-16T19:13:03+00:00 13 października 1990|Homilia|