„Prymas Tysiąclecia – Jego wielkość”

Zuzela, 6 sierpnia 2001 r. Kazanie abp Józefa Michalika wygłoszone w 100-lecie urodzin kard. Stefana Wyszyńskiego.

Drogi Biskupie Stanisławie, pasterzu Kościoła łomżyńskiego,

Czcigodni Konfratrzy, moi drodzy rodacy, Bracia i Siostry,

Drodzy radiosłuchacze zasłużonego dla chrześcijańskiej formacji, rozmodlonego Radia Maryja,

Zapraszam dziś wszystkich do odbycia duchowej pielgrzymki do Zuzeli, miejscowości i parafii położonej na Mazowszu, na terenie diecezji Łomżyńskiej, gdzie 100 lat temu, 3 sierpnia 1901 roku urodził się Stefan Wyszyński. Z pewnym nabożnym humorem już jako Maryjny Prymas, tak o tym mówił: „urodziłem się w swoim domu rodzinnym pod obrazem MB Częstochowskiej i to w sobotę, żeby we wszystkich planach Bożych był ład i porządek” (5.08.1974 r.)

W tejże parafii, w starym kościółku w Zuzeli został ochrzczony przez proboszcza ks. kan. Antoniego Lipowskiego.

Po kilku latach rodzice przenieśli się do niedalekiego Andrzejewa, gdzie ojciec Stefana nadal pełnił funkcję organisty. Tu dziewięcioletni Stefan stracił matkę, której grób będzie wiernie, aż do swojej śmierci, odwiedzał.

Tu w Zuzeli przyjmował kolejne sakramenty święte i chodził do szkoły powszechnej, jak się wtedy mówiło. Gimnazjum rozpoczął w Warszawie, przez dwa lata kontynuował je w Łomży, a stamtąd poszedł do Liceum – Niższego Seminarium Duchownego we Włocławku, gdzie tez przyjął święcenia kapłańskie.

O tych latach dziecięcych i młodzieńczych mówił z ciepłą sympatią, zwłaszcza gdy odwiedzał te strony i miał okazje publicznie przemawiać podczas uroczystości kościelnych w Zuzeli, Andrzejewie czy Łomży. „To w Łomży, kształtowało się moje powołania kapłańskie… Św. Brunon z Kwerfurtu, stoi u kolebki chrześcijaństwa na ziemi łomżyńskiej. Może jemu zawdzięczamy, że ziemia ta już bardzo wcześniej została ogarnięta miłującymi ramionami Kościoła i dochowuje wierności Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, z tak przedziwną stałością i zapałem, iż można o niej w całej Polsce mówić, jako o ziemi najbardziej religijnie żywej i gorliwej w modlitwie i wierności”.

Tak, dzisiaj przychodzimy podziękować Panu Bogu za tak wielkiego syna naszej łomżyńskiej ziemi, naszej polskiej, katolickiej rodziny, za tego kapłana z szeregów kapłanów Kościoła Katolickiego, który jak niejeden z nich tak często bywał niewygodny wrogom prawdy i łaski, i doznawał dla imienia Chrystusowego obelg i zniewag, ale nieustannie służył wszystkim, a za prześladowców się modlił.

Przechodzimy dziś wspólnie się modlić – dzięki Radiu Maryja uczynimy to jako wielka ogólnopolska rzesza wierzących, prosząc Wszechmogącego Ojca o wyniesienie do chwały ołtarzy tego Sługi Bożego, aby swoim przykładem, swoja mądrością wiary i miłością do Kościoła i Ojczyzny mógł skuteczniej jeszcze usługiwać naszym czasom i ludziom. A czasy są coraz trudniejsze dla ludzi prostych i uczciwych, przywiązanych do tradycji narodu chrześcijańskiego krzywdzonego dziś niejednokrotnie przez własnych swych synów, którzy lekceważą dobro narodu, depczą sprawiedliwość, a na szpaltach swych gazet bezkarnie naciągają prawdę, atakują Polskę i od dziesiątków lat lansują niemoralność i grzech. Polska ma dzisiaj w świecie coraz więcej przyjaciół i to wśród wszystkich narodów. Wielka to zasługa takich ludzi jak obecny Papież czy Prymas Tysiąclecia. Kardynał Wyszyński przestrzegał jednak, żebyśmy nie zapominali, że w „aparacie międzynarodowym są zmobilizowane potworne siły, które zawsze czyhać będą na wolność naszego narodu”.

Ojciec Święty Jan Paweł II nazwał kard. Stefana Wyszyńskiego „Prymasem Tysiąclecia”, przez to samo powiedział, że taki Prymas zdarza się raz na 1000 lat. I oto do takiego nauczyciela wiary przychodzimy dziś po lekcję mądrości, świadomi, że owoc i skutek tej lekcji zależy nie tylko od Mistrza – który jest wielki, ale i od uczniów – którzy jak to bywa z uczniami, bywają nieuważni i roztargnieni, niepojętni i nie zawsze pilni. Potrzebne będą powtórki, sprawdziany i zachęty (wybaczcie przeto, że i dzisiaj niekiedy posłuchacie o znanych wam sprawach).

1. Źródła wielkości człowieka.

Postawmy więc sobie pytanie: jak to się dzieje, że jedni ludzie dochodzą do prawdziwej wielkości, a innym to się jednak nie udaje?

Odpowiedź dostarczyć nam może właśnie ks. kard. Stefan Wyszyński. Skąd wzięła się jego niezwykłość? Skąd się bierze niezwykłość Matki Teresy z Kalkuty, wielkość i autorytet Jana Pawła II, bądź też heroizm o. Maksymiliana Kolbe?

W tych ludziach zaistniała harmonia, współpraca i prawdziwy rozwój tego, co ludzkie i tego, co Boże. Szczera współpraca człowieka z Bogiem przynosi owoce nieoczekiwane, trwałe i piękne. Tak może być w życiu każdego człowieka, nawet grzesznika, jeśli się nawróci i otworzy na działanie łaski Bożej. Cyprian Norwid zauważył, że „ludzkość bez Boskości, sama siebie zdradza”. To co ludzkie w człowieku także wyszło z ręki Stwórcy i w harmonii z Nim rozwija się najpełniej.

Obserwatorzy życia mówią, że na geniusz składa się 10% talentu i 90% pracowitości. To dlatego manuskrypty wielkich poetów noszą ślady licznych poprawek, są wielokrotnie przepisywane i dojrzewają w rozlicznych zmaganiach.

Oto uzasadnienie dlaczego do częstej spowiedzi świętej i do codziennej Komunii św. przygotowuje się kapłan i biskup i każdy chrześcijanin. Przegotowywał się do niej w trudzie codziennym i mozole ks. Stefan i kardynał Prymas Wyszyński. Ślady tej pracy nad sobą są wielorakie, a i owoce niezwykłe. Z dziennika duszy i z zapisków więziennych Wielkiego Prymasa można się wiele nauczyć.

Ks. kard. Stefan Wyszyński to przede wszystkim autentyczny człowiek, zdrowa, bogata i otwarta osobowość. To człowiek wierny swoim obowiązkom aż do końca, potrafił być wierny w przyjaźni z ludźmi i z Bogiem.

Ci, którzy go znali z bliska wiedzą, że kiedy zaufał komuś niełatwo zmieniał zdanie. Jeżeli kogoś „postawił” na jakimś miejscu konsekwentnie stał za nim. W jego osobowości natura harmonizowała z łaską. To człowiek bardzo wszechstronny, otwarty na wielość zainteresowań i na wielu ludzi. Kochał wielkich i niezwykłych, małych i skromnych. Był cały dla wszystkich.

Pan Bóg pozwolił mi poznać tylko jeszcze jednego człowieka, który w tym dorównuje Prymasowi Tysiąclecia.

A przy tym był to człowiek bardzo pokorny i wewnętrznie wolny. To było źródłem jego krytycyzmu wobec siebie i innych oraz fundamentem jego wewnętrznej siły. On zawsze i przede wszystkim liczył bardziej na Boga i ludzi niż na siebie. Z tej perspektywy niezwykle trafnie i oryginalnie oceniał świat i otoczenie.

Po powrocie z trudnych rozmów z głównym przedstawicielem ateistycznej, bezwzględnej przecież władzy Prymas dzielił się refleksją: „Tam tylko ja jestem wolny. Oni się boją, bo nie wiedzą, co im wolno”.

Wytaczał ludziom drogi wolności słowem i przykładem. Gotów był do dialogu, rozmów , układów i porozumień, ale we właściwym momencie, kiedy „władcy” przekraczali granice, miał siłę powiedzieć „non possumus” – nie możemy.

Zachęcał do odważnego poszukiwania dróg wolności, do twórczego szukania rozwiązań. To było ewidentne w życiu i w słowach tego wielkiego, chrześcijańskiego humanisty…

„Pamiętajcie, tylko orły szybują nad graniami, nie lękają się przepaści, bo orły to wolne ptaki”. Mądry i dalekowzroczny nauczyciel narodu, za niezwykle ważną sprawę uważał stworzenie warunków dla wolności, dla manifestacji wiary, aby nie pozwolić przekonań religijnych zamknąć do zakrystii, do anonimowości. Katolik anonimowy, to żaden katolik, bowiem wiara zdaje egzamin w życiu, w wyborach sumienia i świadectwie. Przypominał rolę integralnej formacji konkretnego człowieka, każdego człowieka. „Człowiek – mówił – traci swą osobistą suwerenność już wtedy, gdy jest wewnętrznie rozżalony, gdy zaistniał rozkład religijny, moralny, rodzinny, obyczajowy”.

Eklezjalne otwarcie Prymasa sprawiało, że przeżywał i angażował się w sprawy Kościoła powszechnego oraz innych narodów. Mówił często o misjach, o odpowiedzialności za ewangelizację, współczuł cierpiącym sąsiadom z „Kraju Ikony”, jak nazywał Rosję – bliskim nam przez szczere współczucie wobec prześladowanych za wiarę. Z potrzeby serca zaangażował się wraz z innymi biskupami Soboru Watykańskiego II w nawiązaniu braterskich stosunków z sąsiadami, z którymi nie zawsze poprawnie układały się dzieje.

Napisał słynny list do biskupów niemieckich ze słowami: „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”, świadomy, ze każdy biskup i każdy chrześcijanin zawsze powinien naśladować Chrystusa w przebaczaniu i pokornym budowaniu pokoju i zgody, w doszukiwaniu się własnych win bardziej niż w robieniu rachunku sumienia innym. Dzisiaj te słowa biskupów polskich weszły do kanonu relacji miedzy narodami. Trzeba jednak czuwać, aby nie straciły swej religijnej treści, aby nie stały się deklaracją dyplomacji i polityki.

Prymas był również nieprzeciętnym mówcą; to w czasie jego kazań i przemówień dowiadywaliśmy się jak wielkie dary naturalne miał do dyspozycji. Dorobek jego argumentacji przekonywał, a raczej pozyskiwał słuchacza. Dziesiątki ton propagandy okazywały się bezowocne po jednym jego przemówieniu. Dysponował też wyjątkowo subtelnym poczuciem humoru sytuacyjnego. Stosował go także do siebie. Sprawiało to, że przebywanie w jego obecności nie męczyło, a wprost stawało się umocnieniem i odpoczynkiem.

2. Naród – Ojczyzna

Ksiądz Prymas nie unikał tematów ważnych, chociaż trudnych. Wiedział, że na jego słowo czeka naród, że przyjmują je ludzie, że Polacy utożsamiają się z jego myśleniem i jego słowem, chociaż często nie starcza im wytrwałości i męstwa, aby dochować wierności do końca. Dokładnie jak w ewangelii, gdzie ciernie i chwasty zagłuszają wzrost ziarna ewangelii (por. Mt 13,22).

Pamiętam uroczystość w Łomży w roku 1975. Po wykładzie socjologa Ksiądz Prymas uważał za konieczne uzupełnić wizję Kościoła i jego pracy o wymiar nadprzyrodzony i teologiczny tej rzeczywistości bosko-ludzkiej, której bez wiary zrozumieć niepodobna. Obecni na tej uroczystości dwaj księża niemieccy (z Kwerfuru i Magdeburga) stwierdzili z satysfakcją, że dopiero teraz, patrząc na słuchaczy i słuchając mówcy, zrozumieli co to znaczy Pater Patriae – Ojciec Ojczyzny.

Przede wszystkim był dobrym synem Ojczyzny. Zrodzony i wyrosły w trudnych czasach niewoli rosyjskiej, ks. Stefan Wyszyński kochał wolność i kochał naród. Ojczyznę nazywał matką. I przypominał, że o matce nawet ubogiej, przygarbionej i pomarszczonej cierpieniem nie godzi się źle mówić wobec obcych. Jaj zawdzięczamy wszystko, co mamy na ziemi i należy ją darzyć szczerą i ofiarna miłością.

Od dziecka uczył się historii Polski tu z Zuzeli. Pierwszym nauczycielem był jego ojciec, który w długie, ciemne wieczory, gdy już nie było obawy, że przyjdzie ktoś obcy, wyciągał z ukrycia książkę z 24 ilustracjami z historii Polski i tłumaczył dzieciom jej dzieje.

Po wielu latach Prymas przejmuje na siebie powinność nauczyciela ojczyzny i stwierdzi bardzo mocno: „Naród, który odcina się od historii, który się jej wstydzi, który wychowuje młode pokolenie bez powiązań historycznych – to naród renegatów. Nie wolno tworzyć «dziejów bez dziejów», nie wolno zapomnieć o tysiącleciu naszej ojczystej i chrześcijańskiej drogi, nie wolno sprowadzać narodu na poziom «zaczynania od początku»”.

Dzisiaj jesteśmy świadkami odwrotu od historii Polski. Niektóre środowiska intelektualne – zwłaszcza te liberalne – za wszelka cenę próbują odciąć się od tradycji i historii. Według niech nie do przyjęcia jest treść słów „naród katolicki”, „Polak – chrześcijanin; -katolik”, jakby zapominali o tym, że religia katolicka poprzez Kościół prowadzi do Bożego Syna, Odkupiciela ludzi Jezusa Chrystusa, mówi o godności i odpowiedzialności każdego człowieka, domaga się szacunku wobec innego narodu lub innej religii. Prymas Stefan Wyszyński pragnął aby cały nasz naród był katolicki nie tylko z chrztu, ale i z ducha, z przekonania i moralności, naród ukształtowany kulturą ewangelii, szanujący inne narody, ale szanujący siebie.

Realizował to pragnienie na wiele sposobów. Szczególnie poprzez pobożność maryjną, pod okiem i sercem Matki Najświętszej. Wskazywał niestrudzenie drogi jedności narodu poprzez odniesienie do Jasnogórskiej Królowej Polski. Maryja była dla niego niezwykle ważna, wprost egzystencjalnie ważna. Bez Niej nie mógłby żyć, bez Niej nie chciał rozumieć niczego. Czuł się Jej synem i tego dziecięctwa duchowego uczył nas wszystkich.

Komuniści bali się każdej siły, rosyjskiej, amerykańskiej, prasowej. Paraliżowała ich również siła duchowa, nie mogli zaakceptować drogi, która podnosiła na duchu naród, jednoczyła nas nie wokół Bieruta, Gomółki czy Gierka, ale wokół Jezusa i Maryi. Dlatego aresztowali po kolei: najpierw Prymasa, a potem obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Nie znali Boga ani Maryi i bali się nie w tym „miejscu” gdzie się bać powinni. Nie lękali się sądu Bożego ani utraty zbawienia. Bali się utraty władzy. Ale i tak zwani postępowi intelektualiści katoliccy również nie rozumieli wymagającej maryjnej pobożności. Ośmieszali ją oskarżeniami o ludowość – tak jakby chrześcijaństwo było religią elit, a nie religią uniwersalną, religią pokornej miłości Jezusa do Ojca i do wszystkich ludzi.

Subtelnie przemyślana strategia zaprowadziła kontestatorów Prymasa nawet na Sobór, do Rzymu, gdzie rozdawali protesty i memoriały przeciwko Prymasowi i Biskupom polskim. Ksiądz Prymas boleśnie to odczuł, cierpiał nie tyle nad urażoną godnością własną, ale dlatego, ze widział brak jedności, niebezpieczeństwo rozłamu, a nade wszystko widział grzech nieprawdy, kłamstwa, który jest zawsze obrazą Boga i zwiastunem działalności ojca kłamstwa.

Miłość do Ojczyzny, zdrowy patriotyzm, którym Ksiądz Prymas żył i nim niejako oddychał, to w pełni świadome zaangażowanie na rzecz Ojczyzny i chrześcijańskiego narodu, któremu przewodził w drodze do zbawienia. Tak rozumiał swą posługę od kapłańskiej młodości, kiedy studiował katolicką naukę społeczną i organizował chrześcijańskie związki zawodowe we Włocławku. Nie bał się robotników, szedł do niech i im bliżej poznawał ich problemy, tym stawał się im bliższy. Jego książka „Duch pracy ludzkiej” do dzisiaj nic nie straciła ze swej aktualności.

Dwa miasta w powojennej Polsce miały wybitnych księży społeczników, zaangażowanych w struktury związkowe w duchu nauki Kościoła: Wilno z ks. Aleksandrem Mościckim (późniejszym biskupem pomocniczym w Łomży) i Włocławek z ks. Stefanem Wyszyńskim, który ponadto założył Chrześcijański Uniwersytet Robotniczy i sporo pisał pod pseudonimem „dr Zuzelski”.

Zaangażowany społecznik był jednocześnie wielkim teologiem – mistykiem: to było fundamentem jego mądrości pasterskiej, dzięki której rozeznawał czasy, problemy i ludzi. Uczył, przestrzegał i usługiwał z ambony, na Konferencjach Episkopatu, czy w ścisłych kontaktach z rodzącą się, wielka ideą „Solidarności”: Robotnika i rolnika się nie bał, ufał mu, obawiał się jednak niewierzących ideologów robotniczych lub inteligenckich i przestrzegał przed nimi.

W nauce społecznej Prymasa centrale miejsce zajmuje człowiek: „Człowiek jest najważniejszą na świecie istotą, jest centrum, ku któremu powinny się kierować wszystkie sprawy ziemskie”.

Umiał bezwzględnie stawiać diagnozę wobec społecznych chorób, będących przyczyną powszechnej niedoli. Kazania jasnogórskie i świętokrzyskie są tego przykładem. „Nie da się – uczył – usprawiedliwić pensji dyrektora przedsiębiorstwa, gdy przekracza ona – mówiąc nawet przesadnie – tysiąc razy odpowiedni zarobek robotnika. Taka pensja zawiera w sobie niezmiernie wiele utraconych zarobków bezrobotnych pracowników – taki stan jest godny najostrzejszego napiętnowania”.

Wśród priorytetów życia społecznego stawiał rodzinę, bo ona „stoi na straży życia narodu. Bez mocnej, czystej, zwartej rodziny nie ma narodu”. Rozumiemy teraz lepiej dlaczego atak współczesnego sekularyzmu skierowany jest przeciwko zwartej, czystej rodzinie, którą zakłada mężczyzna i kobieta, w której jest miejsce dla wielu dzieci, dla kolejnego dziecka.

„Kościół wytrwale broni rodziny, będzie mówił o prawach rodziny do bytu ekonomicznego, bo zabezpieczenie jej praw bytowych jest podstawą dla dobrobytu narodu i państwa, a nie na odwrót. Wtedy , gdy rodzina zabezpieczona jest w swoim bycie. gdy jest w dostatku, wtedy w dobrobycie są naród i państwo”.

Najważniejsze jest jednak to – uczył Prymas – „aby między prawdą ewangeliczną a życiem naszym codziennym nie było rozbieżności”.

W jednej z ostatnich już homilii ksiądz Prymas wśród przyczyn głębokiego kryzysu w jakim Polska się znalazła w latach 1980-1981, wymienia nade wszystko rozkład moralny społeczeństwa. Mówił wtedy, „że może jeszcze łatwiej się będzie nam dźwigać z niedoli gospodarczej, ale z tej straszliwej fali rozkładu moralnego, która nas ogarnęła, wydobywać się będziemy z wielkim trudem… Trzeba zacząć od naprawy człowieka. …Nie trzeba się oglądać na innych, na tych lub owych, może na polityków, żądając od nich aby się odmienili. A wtedy, gdy wszyscy będziemy się odradzać i politycy będą musieli się odmienić, czy będą chcieli czy nie. Nie idzie bowiem w tej chwili w ojczyźnie naszej tylko o zmianę instytucji społecznej, nie idzie też o wymianę ludzi, ale idzie przede wszystkim o odnowienie się człowieka, aby człowiek był nowy, aby nastało «nowych ludzi plemię»” (2.02.1981, „O moralna odnowę narodu”).

Minęło 20 lat od wygłoszenia tej homilii, ale słowa Prymasa Tysiąclecia się nie starzeją. Polska czeka na prawdę o nas samych i na odnowę każdego z nas; mamy się odnowić, a raczej odnawiać nieustannie ja i ty, polityk i robotnik, właściciel supermarketu i pracownica, młodzieniec i emeryt, redaktorzy Gazety Wyborczej i założyciele partii – wszyscy! Bez nawrócenia nie ma odnowy, bez nawrócenia, bez zerwania z kłamstwem fałszywych obietnic nic nie przyniosą zbliżające się kolejne wybory do parlamentu czy samorządu.

Martwa jest Konstytucja, która nie przywołuje Boga jako najwyższego Prawodawcy, martwe są słowa i obietnice, które rodzą usta bez odniesienia do sumienia człowieka, który je wypowiada. Ciężkie są czasy, kiedy nieuczciwość chodzi bezkarnie po ulicach wiosek i miast, a doszła tam zrodzona w zmartwiałych sumieniach.

Zakończenie

Powróćmy na koniec do pytania: Skąd się brała wielkość Prymasa Tysiąclecia, którą ukazywał w nauczaniu i w życiu, w radości i cierpieniu, podczas odpoczynku i w więzieniu, w czas oskarżeń prasowych i wtedy kiedy ci sami oszczercy przysyłali mu róże na urodziny?

Był człowiekiem wielkiej pracy, a więc i nieustannego doskonalenia siebie. Nie szczędził też trudu dla innych. Ten dostojny hierarcha wierny prawdzie i łasce był jednocześnie bardzo pokorny, gwarantował bowiem innym prawo do obecności obok siebie i prawo do słowa, do opinii różnej niż jego własna.

Inspirowany ewangelią i nauką Kościoła kochał Chrystusa, Matkę Najświętszą i Kościół całym sercem… i dlatego kochał ludzi, nawet tych. którzy go nienawidzili i krzywdzili. Kochał miłością nadprzyrodzoną, Bożą, sięgającą po mądrość o perspektywach wieczności i dlatego nakreślał plany dalekosiężne, trudne. Był autorem Wielkiej Nowenny i Zawierzenia Matce Najświętszej, co realizował całe życie.

Znał jednak siłę kłamstwa, dlatego tuż przed więzieniem ostrzegał: „gdy będę w więzieniu, a powiedzą wam, że Prymas zdradził sprawę Bożą – nie wierzcie! Gdyby mówili, że Prymas stchórzył…, gdy będą mówili, że Prymas działa przeciwko Narodowi i własnej Ojczyźnie – nie wierzcie! Kocham Ojczyznę więcej od własnego serca i wszystko, co czynię dla Kościoła, czynię dla niej”. I dzisiaj nie wierzcie, gdy będą oskarżać Kościół, księży i ewangelię. A będą!

Najpiękniejsze świadectwo – i najbardziej znaczące – dał o kardynale Stefanie Wyszyńskim Jan Paweł II: „Ks. Prymas odzwierciedla siłę fundamentu tego Kościoła, którym jest Jezus Chrystus. Na tym polega jego własna siła” (2.06.1979 r.). „Zawsze byłem przekonany, że Duch Święty powołał Waszą Eminencję w wyjątkowym momencie dziejów Ojczyzny i Kościoła… Patrzyłem na to trudne, ale jakże błogosławione wezwanie od czasów mojej młodości i dziękowałem za nie Bogu jako za łaskę szczególną dla Kościoła i Polski. Dziękowałem za to, że „taką moc dał Człowiekowi…” (Jan Paweł II, 30.10.1979).

I my chcemy patrzeć i dziękować Bogu za moc i mądrość, którą daje ludziom i chcemy czerpać nadzieje, że ich wstawiennictwo przed Bogiem będzie skuteczne w zachowaniu wiary i miłości do Chrystusa i Kościoła i dziś, i jutro, i na zawsze.

Na wielkość Prymasa Tysiąclecia składa się wiele elementów: jego zdolności, gorliwa praca, dary naturalne i działanie Boże. To ostatnie było szczególnie czytelne w jego życiu. Jest jeszcze jeden ważny element, na wielkość Prymasa złożyła się współpraca ludzi najbliższych, zafascynowanych nim współpracowników, jedność biskupów, księży i świeckich, współpraca, modlitwa i oddanie Instytutu Jasnogórskich Ślubów Narodu. Te oddane niewiasty służyły Jemu, a z Nim Kościołowi – bezgranicznie. To dzięki tym ludziom zafascynował się nim naród, kochał go i ufał.

Księże Kardynale Stefanie, Sługo Boży, Sługo Maryi okaż moc Twego wstawiennictwa i módl się za nami, módl się za naszą Ojczyznę, o uzdrowienie sumień, o mądrość, moc i prawość dla rządzących, o świętość kapłanów, biskupów i wszystkich ochrzczonych.

Amen.

2017-06-18T19:44:14+00:00 06 sierpnia 2001|Homilia|