Przed Synodem Biskupów Europejskich

W tych dniach miało miejsce w Rzymie I robocze spotkanie grupy biskupów europejskich związane z przygotowaniem nadzwyczajnego Synodu Biskupów poświęconego Europie.

Zapowiedzi tego Synodu, której dokonał Ojciec św. w Welchradzie, tudzież inne Jego przemówienia nawiązują do ostatnich wydarzeń europejskich, które są niejako doświadczeniem wyzwalania się ze zła skamieniałego w strukturach totalitaryzmu, a przy tym skruszonego bardzo widowiskowo jak rozpad lodu zanurzonego w gorącej wodzie.

Czy odzyskiwana wolność Europy jest wystarczająco czytelnym znakiem czasu dla rozpoznania działań Opatrzności Bożej?

Czy stanie się to dar twórczy, skarb odkryty w zakupionej roli, z której ewangeliczni robotnicy potrafią uczynić należyty użytek?

Podczas tygodniowych prac grupy roboczej biskupów i ekspertów nad tematyką przyszłorocznego synodu, wracała jak echo myśl Ojca Św., że ten Synod powinien stać się godziną „wymiany darów” między bratnimi Kościołami Wschodniej i Zachodniej Europy. Dar odzyskanej wolności jawi się jako pierwszy, ale też dar prawdy, tej ludzkiej, wolnej prawdy o sobie – do której jednak nie mamy prawa podchodzić w sposób redukujący – trzeba oświetlić światłem Objawienia – Ewangelii, aby mogła stać się pełną prawdą, godną człowieka nowego, odkupionego przez Chrystusa.

Z czym przybędzie na swój Synod, wyrosła z chrześcijańskich korzeni, Europa? Europa umiała w przeszłości podzielić się zdobyczami Ewangelii także z innymi kontynentami. Z czym na ten Synod europejski przybędzie Kościół żyjący na polskiej ziemi?

Nasz naród zrodził się i wzrastał w duchu Ewangelii. Prawdziwe zwycięstwa i klęski to były zwycięstwa moralne, a zaledwie ich obrazem bywały zwycięstwa lub klęski militarne, zresztą, niejednokrotnie przegrywane powstania bywały zwycięstwem wolności ducha, proklamacją godności narodu wolnego wewnętrznie.

Jakże chętnie przywołujemy światu na pamięć fakt, że w Polsce 10 lat temu „Solidarność” stała się forpocztą wolności dla innych narodów. Ryzyko ogromne wzięli wtedy na siebie robotnicy z Gdańska i tylu innych miast i wiosek. Na przemian zachłystywano się nimi i oskarżano, zamykano do więzień i wynoszono na ministerialne fotele.

Dzisiaj toczy się w Polsce i Europie nie mniej ważna bitwa o obraz społeczny życia ludzkiego i o to, czy będzie miejsce dla Boga i Bożego prawa w szkole i urzędzie, czy Ewangelia i Boże prawo będzie tylko historycznym wspomnieniem czy źródłem życia, wiary i motywacji także dziś.

Trzeba przypominać nieustannie, że Chrystus żyje i że domaga się życia ewangelicznego. Europa i Polska za mało liczy się z własnymi korzeniami, z których wyrosła. Niejednokrotnie kieruje się wprost barbarzyńskimi prawami, chociażby dla przykładu „prawem” zabijania dzieci poczętych. Ktoś musi się upomnieć o to życie i o prawo do życia poczętego człowieka. Są ludzie świeccy, którzy – jak Jan Paweł II i jak tylu biskupów i kapłanów – wzięli na siebie ciężar i zaszczyt walki o to podstawowe prawo.

Warto sobie przypomnieć, co na ten temat powiedział 26 sierpnia Ojciec Św. „Chodzi tutaj o pierwsze i podstawowe prawo człowieka. Jeśli nie jest szanowane to prawo, cały system praw człowieka ulega zakwestionowaniu w Polsce. Chodzi przecież o prawo najbardziej bezbronnego, któremu przede wszystkim należy się zabezpieczenie i oparcie w prawach ludzkich, w prawach państwowych, tak jak broni go Boże przykazanie «nie zabijaj» (…) Jakie społeczeństwo, jaki parlament może zaprzeczyć, że chodzi tutaj o istotne wartości ludzkie” (L’Osservatore Romano, nr 196/1990, s. 4).

Prawo do zabijania jest bezprawiem i zbrodni nie można okrywać prawodawstwem, bo jest to zgoda na hodowanie choroby moralnej alienacji, która jak rak zniszczy zdrową tkankę naszego jestestwa. Słyszeliśmy niedawno, że Król Belgów abdykował, nie chcąc podpisać prawa aborcji. Parlament sam przyjął to prawo, a potem przywrócono Króla. Czy jednak może katolicki król rządzić narodem, który godzi się zabijać własne dzieci?

Pytanie jest radykalnie aktualne także i w naszej sytuacji: czy może Premier katolik rządzić katolickim narodem, który zabija własne dzieci? Czy mogą uważać się za katolików senatorowie i posłowie, którzy milczą w czasie dyskusji nad projektem ustaw albo wręcz łamiących któreś z 10 Bożych Przykazań, jak to jest w wypadku przykazania „nie zabijaj” i „prawa” aborcji?!

Z czym przyjdzie Kościół polski na europejski Synod Biskupów? Oto bolesne dla mnie pytanie.

Co ofiaruje nasz naród Ojcu Świętemu wybierającemu się do Polski w przyszłym roku?

Fajerwerk oklasków i potok przemówień, a może powtórzą się lamenty o trudnościach i samochwalstwo o zdobytej demokracji, o odzyskanej wolności?

Czas już najwyższy, aby dokonać tej najważniejszej zmiany, aby zagwarantować prawo do poczętego życia. Prawo do aborcji to jedna z najsmutniejszych spuścizn stalinizmu.

W tej sprawie muszą nieustannie wołać wszyscy pasterze Kościoła i narodu, senatorowie i posłowie, dziennikarze i wszyscy przyznający się do Chrystusa. Nasz głos musi być słyszalny obok głosu Papieża, a właściwie jest to wołanie o zachowanie Bożego prawa – nie zabijaj!

Senator z naszej Zielonej Góry musi obok siebie w tej właśnie sprawie poczuć obecność wszystkich parlamentarzystów (senatorów i posłów), którzy mienią się ludźmi wrażliwego sumienia.

Życie ludzkie zaczyna się od chwili poczęcia i od tego momentu trzeba go bronić. Jest obowiązkiem sumienia każdego chrześcijanina bronić prawa Bożego w rodzinie, życiu, w Senacie i Sejmie, wszędzie!

Oto wezwanie o świadectwo nadziei, że zdobędziemy się na ofiarowanie daru duchowego dla przychodzącego do nas Papieża i potrafimy wyznać publicznie, że do tej pory przez dziesiątki lat żyliśmy jako naród w grzechu zakłamania i nieprawdy, zalęknienia i strachu, którego wyrazem jest bezprawie legalizujące aborcję. Teraz możemy i chcemy dać prawo do życia każdemu poczętemu dziecku. Więcej, chcemy mu stworzyć warunki do życia w rodzinie i w narodzie w atmosferze miłości.

Trzeba wyznać publicznie nasze narodowe słabości i wady, zaniedbania i grzechy, i powiedzieć, że pomimo wszystko wierzymy, iż Chrystus poszedł umierać nie za sprawiedliwych, ale za grzeszników, i dlatego właśnie w Chrystusie chcemy dokonać odrodzenia. Jemu, żyjącemu w Kościele, ufamy i niesiemy naszą wiarę i nadzieję na zmartwychwstanie.

2017-12-17T15:30:10+00:00 30 grudnia 1990|Słowo|