Przemieniać żar w ogień

Redakcja naszego Miesięcznika, w trosce o losy Spotkania Młodych na Jasnej Garze, pełnego entuzjazmu i radości, zaprosiła do wymiany myśli Osoby „uwikłane” w tworzenie Żaru tamtego Wydarzenia. Mając na uwadze, że w wielu wypadkach młodzież powróciła do środowisk, w których nie znajduje warunków sprzyjających wzrastaniu do pełnej dojrzałości dzieci Bożych postawione zostało pytanie: „Jak Żar tamtego Dnia przemienić w Ogień?”.


Na spotkanie przybyli:

–    Bp Józef Michalik, ordynariusz diecezji gorzowskiej, członek Papieskiej Rady d/s Świeckich, przewodniczący Komisji Episkopatu Polski d/s Duszpasterstwa Akademickiego, przedstawiciel Konferencji Episkopatu Polski w Komitecie przygotowującym VI Światowy Dzień Młodych w Częstochowie.

–    O. Jerzy Tomziński, przeor Jasnej Góry, członek Komisji Maryjnej Episkopatu Polski.

–    O. Jan Góra OP, duszpasterz akademicki w Poznaniu, członek sekcji liturgiczno-muzycznej w Kościelnym Komitecie VI Dnia Młodzieży w Częstochowie, autor hymnu Spotkania Młodzieży Świata: „Abba – Ojcze”, wiodący animator wraz ze scholą dominikańską liturgicznych i modlitewnych spotkań Światowego Dnia Młodych.

–    Ks. Stanisław Puchała – duszpasterz młodzieży akademickiej w Katowicach, jeden z animatorów liturgicznych i modlitewnych spotkań Światowego Dnia Młodych.

–    O. Jacek Toborowicz – duszpasterz młodzieży akademickiej, przedstawiciel Zakonu Paulinów i Sanktuarium Jasnogórskiego w Ogólnopolskim Komitecie VI Światowego Dnia Młodzieży, od września przeor klasztoru i proboszcz parafii w Wieruszowie.

–    Marek Malisiewicz – współorganizator „Jasnogórskich Czuwań Młodych” poprzedzających i dopełniających Spotkanie i członek sekcji Wschodu w Kościelnym Komitecie VI Światowego Dnia Młodzieży.

–    Ks. Zdzisław Zgrzebny – duszpasterz akademicki przy parafii św. Wojciecha w Częstochowie, członek sekcji d/s Światowego Forum Młodzieży poprzedzającego Światowy Dzień Młodych.

–    O. Zachariasz Jabłoński, wykładowca teologii pastoralnej WSD Paulinów w Krakowie, były duszpasterz akademicki, uczestnik pieszych pielgrzymek grup młodzieżowych z Warszawy i Krakowa, redaktor naczelny „Jasnej Góry”.

–  Zdzisław Sowiński, fotoreporter jasnogórski.

–  Krystyna Tymińska, sekretarz Redakcji „Jasna Góra”.

Zachariasz Jabłoński (Z.J.): Co zrobić, żeby Żar stał się Ogniem?

Ojciec Góra we wrześniu spotkał się w Rzymie z Ojcem Świętym i na ile się orientuję, przy tej okazji podjęty został temat Światowego Dnia Młodych. Mam nadzieję, że Ojciec będzie mógł podzielić się uwagami Jana Pawła II.

Jan Góra OP (J.G.): Ojciec Święty bardzo był zadowolony że – hymn spotkania „Abba – Ojcze” tak bardzo się przyjął i został podjęty przez młodzież.
Wypowiedział również kilka słów do studentów poznańskich na początek roku akademickiego 1991/92 m.in.: „Właściwie Jasna Góra była w tym roku wielką inauguracją wszystkiego co się nazywa duszpasterstwem młodzieży w Polsce, również duszpasterstwa akademickiego. Więc po prostu życzę Wam na początku tego nowego roku akademickiego, żebyście się podłączyli pod Jasną Górę i ciągnęli dalej… Bo na tym się nie można zatrzymać. Etap tak ważny, ponieważ miał wymiar europejski i miał wymiar światowy… (Cały tekst drukowaliśmy w „Jasnej Górze” nr 1/92, s. 3). Wyraźnie z tej wypowiedzi Ojca Świętego wynika, jakie znaczenie On sam nadaje temu Spotkaniu. Nic dodać, nic ująć. Sam Ojciec Święty pokazuje nam rangę tego wydarzenia. Teraz rzeczywiście trzeba iść dalej. Młodzież została bierzmowana… VI Światowy Dzień Młodzieży w Częstochowie był Pięćdziesiątnicą młodzieży świata, sakramentem chrześcijańskiej dojrzałości na progu trzeciego tysiąclecia. Był bierzmowaniem do nowych zadań, do budowania nowego świata, sakramentem nowej wyobraźni, nowej wiadomości, nowych sił…
Już raz Papież tak zrobił, kiedy podczas pierwszej pielgrzymki do Polski bierzmował dzieje Polski, i prosił Ducha Świętego, by w dzieje te wstąpił i odmienił oblicze ziemi… tej ziemi. Ta prośba rozpoczynała wtedy i kończyła pielgrzymkę papieską. Rozpoczynała w Warszawie na Placu Zwycięstwa, a kończyła na Krakowskich błoniach. I Duch Święty zstąpił, i narodziła się Solidarność i oblicze naszej ziemi zaczęło się powoli zmieniać… Powoli, z bólem i cierpieniem stanu wojennego, ale przecież rzeczywiście realnie…

Bp Józef Michalik (JM): Czy nie byłoby wskazane, żebyśmy określili ściśle o co w naszym spotkaniu chodzi, by nasza wymiana zdań poszła w kierunku tych oczekiwań.

Z.J.: W słowie wprowadzającym, a raczej prowokującym, podkreśliłem, że chcielibyśmy szukać sposobów, jak podjąć Żar. Mam nadzieję, że przedstawiciele różnych środowisk ujawnią, jak ta sprawa przedstawia się na ich terenie. Dopowiemy też coś o Jasnej Górze – Ojciec Przeor ma przecież wielkie doświadczenia. Jednym ze sposobów, które utrwalają Sierpniowe Spotkanie są Jasnogórskie Czuwania Młodych – zapewne Pan Marek, poinformuje nas o nich.

Marek Malisiewicz (M.M.): Czuwania Jasnogórskie Młodych zostały rozpoczęte rok temu. Były programem – propozycją młodych ludzi, którzy pojawili się u Ojca Jacka Toborowicza z prośbą, czy mogą podjąć taki szalony program, by w ten sposób duchowo przygotować się na Spotkanie z Ojcem Świętym. Przez kilkanaście nocnych czuwań, śledząc jak włączają się w nie poszczególne diecezje i środowiska, i jak uwidocznia się zrozumienie tego co jest przed nami, zrozumieliśmy, że czuwania są dla nas szczególną łaską. Wielu młodych chciało się na nią otworzyć. Później wielu z tych młodych ludzi wyłączyło się w różne służby: Jasnogórską Służbę Młodych, w pracę Recepcji Wschodu.
Po Jasnogórskim Spotkaniu Młodych Świata byliśmy przeświadczeni, że czuwania musimy kontynuować. Zwróciliśmy się z prośbą do ojców paulinów, do o. Jacka Toborowicza i do o. Jana Pacha, aby objęli opieką młodych, którzy chcą nadal trwać na czuwaniach. W pierwszą sobotę września przyszło nam przygotować pierwsze czuwanie. Na tym czuwaniu w szczególny sposób odkryła się Młodzież z Częstochowy, z parafii najbliższych Jasnej Górze. Ci młodzi wyznali, że nigdy nie byli na Jasnej Górze na czuwaniu. To co przeżyli w sierpniu, to szczególne poruszenie serca, ten ogień, bardzo ich przemienił. Teraz, przez kolejne miesiące, włączają się w czuwania, by w ten sposób wyrazić swoje dziękczynienie, za to że mogli w tak Wielkim Wydarzeniu uczestniczyć.

Z.J.: Jaka idea Was łączy?

M.M.: Staramy się wsłuchiwać w słowa Ojca Świętego, w Jego przesłanie i pamiętać je jako testament, orędzie, program do nas. Bardzo przeżyliśmy wielkie, sierpniowe bierzmowanie młodego pokolenia, wezwanie go do dojrzałego świadectwa w swoim środowisku, swojej parafii, w swojej grupie rówieśniczej. To był dla młodych wyjątkowy moment i wielu próbuje teraz głębiej wejść na drogę zawierzenia, którą ukazał Ojciec Święty, bo przecież młode pokolenie w szczególny sposób zostało przez Papieża zawierzone Maryi.

Jerzy Tomziński (J.T.): Na ostatniej Komisji Maryjnej w Warszawie ustalono, że w przyszłym roku ma być kommoracja – wspomnienie Sierpniowego Spotkania Ojca Świętego z młodzieżą na Jasnej Górze. Staje przed nami problem, jak przygotować młodzież polską na to spotkanie rocznicowe? Drugie pytanie – Ojciec Święty wyraźnie powiedział, że to jest początek – co teraz zrobić, żeby to żyło wśród młodzieży? Wydaje mi się, że trzeba dobrze zaplanować działania duszpasterskie. Pocieszającym znakiem zrozumienia młodych są nocne czuwania, ale czy to jest wszystko? Trzeba pamiętać, że laicyzacja czy liberalizm dosięga młodych. Ci, którzy uczą w szkole najlepiej o tym wiedzą. Co zrobić, żeby przygotować dobrze spotkanie młodzieży 15 sierpnia 1992 roku? Ale to jest tylko jeden etap, bo to spotkanie nie może się zakończyć, to musi iść dalej. Ja widzę, że z Centrum, czyli z Jasnej Góry musi iść posłanie. Młodzież i księża, w środowiskach akademickich, parafiach muszą mieć materiały duszpasterskie do spotkań. Ojciec Święty powiedział co młodzież ma robić. Zostawił jej Krzyż, Ewangelię, Ikonę. Trzeba będzie wykorzystać pełniej wydawnictwa katolickie, także nasz miesięcznik „Jasna Góra”, żeby zmobilizować młodych i dostarczyć im odpowiednie pomoce.

Bp J.M.: Mnie jednak w dalszym ciągu brakuje podsumowania VI Światowego Dnia Młodzieży. Wydaje się, że ta refleksja powinna się dokonać w dwu etapach: pierwszy – podsumowanie tego co było, zobaczyć co było dobre i jakim nakładem dobre, co było negatywne, co należałoby udoskonalić, i drugi etap – w jakim kierunku teraz pójść, czego oczekujemy, zebrać pewne inicjatywy, które są i które by się chciało promować, bo inicjatyw jest dosyć dużo. Myśmy sobie za mało uświadomili, co to się stało na Jasnej Górze, co zaistniało. Zrealizował się fenomen niezwykły, lecz jeśli on nie zostanie przyswojony, to będziemy ponownie otwierać wyważone drzwi. Wydaje mi się, że może nawet i tutaj, na tym spotkaniu, dobrze by było zobaczyć co zaistniało, gdyż każdy z nas ma własną wizję i doświadczenie.

Z.J.: Ksiądz Biskup rysuje program tego spotkania bardzo słuszny. Nam też nie chodzi o organizowanie samego święta, które będzie za rok, ale o to, żeby Żar Sierpniowy rozpalał serca.

Bp J.M.: Dobrze, to jest wielkie dzieło. Na czym ten Żar polegał, w którym miejscu Ogień nas rozgrzał, a w którym miejscu poparzył? Proponowałbym, żeby każdy z uczestników powiedział, z czego jest zadowolony, z czego nie. Bez tego etapu niemożliwe jest zobaczenie tego, co potem powinniśmy zrobić. To nie jest rzecz błaha, to jest rzecz niezwykła. Osobiście, boję się, żeśmy sobie nie uświadomili, i w Polsce, i w świecie, tego co na Jasnej Górze się stało. Stała się rzecz wielka. Na czym ta wielkość polega? Jakimś dodatkowym spojrzeniem byłoby dla nas obejrzenie taśmy filmowej, takiej czy innej. Niedawno telewizja pokazała rosyjską młodzież. Mimo, że byłem w środku i zetknąłem się z księżmi i laikami, dla mnie było to nowe odkrycie. Niech każdy z nas wypowie się teraz z czego jest zadowolony, a z czego nie?

J.G.: Denerwuję się recepcją wydarzenia wyłącznie na płaszczyźnie zjawiskowej, widowiskowej, socjologicznej… Udało się… wszyscy byli zadowoleni, pięknie było i dużo było ludzi. Było tak pięknie, wszyscy chwycili się za ręce i śpiewali – że dobrze by było to samo jeszcze raz powtórzyć, oczywiście w zmniejszonym wymiarze, ale powtórzyć… Tymczasem odgrzewana zupa jest niedobra. Trzeba iść dalej, nie powtarzać. Ewangelia musi być zawsze dobrą, ale zawsze nowiną. Iść dalej, trzeba dokonać recepcji wydarzenia w terenie. Trzeba uświadomić sobie przestrzeń świadomości. Co to znaczy, że młodzież została bierzmowana, umocniona, do nowych zadań, do budowania nowego świata. Trzeba umieć skorzystać z tej łaski. Z tą łaską trzeba współpracować…. i iść do przodu, a nie powtarzać to co zostało raz powiedziane. Jak mamy do czynienia z Duchem Świętym to mamy do czynienia z twórczością… Trzeba iść nową, inną drogą, jak Mędrcy ze Wschodu, trzeba śpiewać nową pieśń, a nie bez przerwy tylko powtarzać… Nuda jest bodajże największym wrogiem Pana Boga! Przekaz wydarzenia z Częstochowy jest wybitnie powierzchowny i żenujący. Nie zostało zrozumiane przesłanie papieża. Nie dotarliśmy do głębi tej treści, na którą wskazywało hasło wydarzenia: „otrzymaliście ducha przybrania za synów”. To nie jest sprawa jednego dnia i wielkiego święta. Synostwo Boże się odkrywa codziennie, do niego się dorasta, nim się żyje…
Szczytowym osiągnięciem VI Światowego Dnia Młodzieży było powszechne i głębokie zaangażowanie młodzieży. To nie był koncert, ale wspólna modlitwa, to nie był występ, ale wspólne działanie. To wszystko nie stało się jednak jednego dnia, ani jednej godziny. Na to pracowaliśmy od dawna, śpiewy ćwiczyliśmy od dawna, a konkretnie przez cały tydzień całymi dniami i nocami na samej Jasnej Górze. To przecież nie stało się samo, że nagle ludzie podnieśli ręce w braterskim uścisku, by kołysząc się wspólnie śpiewać. Nie, te ręce podnosiliśmy codziennie, całymi godzinami przez tydzień, ażeby gestem wesprzeć śpiew…. To nie zrobiło się samo. To zrobiła młodzież, z którą był Duch Święty.

Bp J.M.: Co wyszło, co nie wyszło? Najpiękniejsze wydarzenie dla Ojca, najbardziej smutne, żeby tak błyskawicznie to ująć.

J.G.: Najpiękniejsze wydarzenie, chwila, to oczywiście spotkanie z Ojcem Świętym już po wszystkim, 16 sierpnia rano, kiedy już przed odlotem na Węgry przyszedł do nas, do młodzieży tak zwyczajnie i, podziękował nam za nasz wkład. Przypomniały mi się lata studiów w Krakowie, kiedy to po każdej większej uroczystości kardynał Wojtyła szedł do kuchni podziękować siostrom za posiłek. Zrobił sobie z nami zdjęcie i pobłogosławił nas.
Oczywiście, że wielką radością dla mnie jest fakt, że tak powszechnie przyjął się hymn Spotkania, że Pan Bóg dał mi łaskę, że słowa, które napisałem podjęła młodzież całego świata, a później i inni chcieli śpiewać.

Największa jednak radość i satysfakcja umiejscawia się na płaszczyźnie moralnej, żeśmy wytrwali w jedności działania, żeśmy się na siebie nie poobrażali, żeśmy ze siebie nie zrezygnowali, że znalazło się miejsce dla każdego kto chciał dołożyć swoich cegieł do tej wspólnej budowli… Największym zwycięstwem jest zwycięstwo moralne i kompromis. Okazało się ostatecznie, że my wszyscy znosiliśmy cegły na plac budowy, a budował kto inny, sam Duch Święty. Dużą radością jest to, że udało się zaangażować sporą ilość młodzieży. Że oni się tam napracowali, a nie przyjechali na koncert, na gotowe. JA groziła nam taka koncepcja i do końca dawała o sobie znać…

– A co przykre, co smutne, co trzeba by poprawić, czy pogłębić na przyszłość?

Za dużo organizowali księża, za mało świeccy, młodzież. To był VI Światowy Dzień Młodzieży – nie księży, ale młodzieży. Jako duszpasterz musiałem wydzierać inicjatywę, mikrofon, aby przekazywać je młodzieży. Księża tak się uaktywnili, że byliby zrobili niemalże wszystko. Chcieli sami śpiewać, dyrygować, fotografować się z papieżem. Tylko to nie był ich dzień. Pierwszy plan powinien w czytelny sposób należeć do młodzieży. Trzeba im zaufać, trzeba im oddać te role. To są ich role. Ale starałem się zrozumieć księży, ich nadaktywność, oni inaczej nie potrafią…

Ks. Zdzisław Zgrzebny (Z.Z.): Dla mnie to też było pytanie podstawowe: „być świadomym tego co się dokonało!”. Z grupą młodych, którzy byli przy Forum (ośrodek katowicki, warszawski, krakowski) każdego miesiąca próbujemy spotykać się w Olsztynie koło Częstochowy na dwa, trzy dni, ażeby raz jeszcze popatrzeć na Spotkanie. Jestem mile zaskoczony, że ludzie z Rzeszowa jadą, żeby teraz, z wyboru być w tej grupie, w której znaleźli się na Forum, zupełnie przypadkowo, zupełnie nie wiedząc po co i jak to będzie. Najmilszym zaskoczeniem dla mnie był wieczór w czasie Forum, kiedy rzeczywiście dało się przełamać wszelkie bariery. Stał się on dobrą zabawą, a w pewnym momencie przez Apele przerodził się w modlitwę. Apel, ku zaskoczeniu wszystkich, stworzył piękny modlitewny nastrój. To było dla mnie największe zaskoczenie i przeżycie. Jeśli chodzi o plusy, to Forum potwierdziło, że w każdej sytuacji można się dogadać. Mam świadomość, sam nie byłbym w stanie zrobić Forum, gdyby nie Ojciec Jarosław Łuniewski OSPPK. Razem przygotowywaliśmy Forum i nie było problemu kto jest szefem. Kto był ten decydował o tym co trzeba w danym momencie robić.

Ks. Stanisław Puchała (S.P.): Obok tego, co działo się na Jasnej Górze, pragnąłbym zwrócić uwagę na to, co miało miejsce wcześniej na naszym terenie, w diecezji katowickiej. Bardzo nam zależało na tym, żeby to Spotkanie Młodzieży z Janem Pawłem II było okazją, by młodzi zaistnieli razem, we wspólnocie. Zauważyliśmy bowiem, że gdy katecheza została wprowadzona w szkołach, młodzież w pewnym stopniu odeszła od życia parafialnego. Równocześnie młodzi ujawnili potrzebę spotkań poza szkolą. Stąd postanowiliśmy już dużo wcześniej wprowadzić zapisy chętnych na Jasnogórski Światowy Dzień Młodych. W parafiach odbywały się spotkania, przygotowujące i formujące młodzież do udziału. Dziś, z perspektywy czasu, oczekiwałbym kontynuacji tego co wówczas zostało zapoczątkowane. Wydaje mi się, że ta kontynuacja jest za słaba. Włożyliśmy dużo pracy i czasu w organizację. Zaowocowało to zaangażowaniem młodych, a teraz, po tym wielkim, wspaniałym wydarzeniu jakby zabrakło nam sił.

Z.J.: Wasze zaangażowanie ujawniło się w czasie Jasnogórskiego Czuwania Młodych. W lutym 1991 r., mimo silnego mrozu, z diec. katowickiej przybyło kilka tysięcy przedstawicieli młodego pokolenia, najwięcej ze wszystkich diecezji w Polsce.

S.P.: Wielkim i radosnym doświadczeniem, obok radości bycia razem z Ojcem Świętym, była odczuwana już dwa, trzy dni wcześniej pogodna atmosfera modlitwy, towarzysząca gromadzeniu się młodych przed Jasnogórskim Szczytem, jak również zachowanie tej młodzieży w Częstochowie. Widziałem ogromną życzliwość, wielką radość i rozmodlenie dużo wcześniej, i wtedy pomyślałem, że to jest nowy, lepszy świat. Tak ich odebrałem. Były też trudne doświadczenia, wielkie napięcie, brak wspólnego języka, ale ja się temu nie dziwię, bo patrzę na to, jak mówił ks. Blachnicki, metafizycznie, tzn. była tu wielka sprawa, i w związku z tym zły też musiał działać.

J.G.: Komitet miał ambicję, by robić wszystko i za wszystkich. Ale to już nie te czasy… Dlatego do ostatniej chwili wszystko trzymał i rezerwował dla siebie, a w ostatniej chwili wszystko wypuszczał z rąk, bo nie dawał rady, nie wytrzymywał. Tak było z przygotowaniem liturgii. Gdybyż nam zaufano, gdybyż powierzono nam wcześniej to zadanie i odpowiedzialność, moglibyśmy się lepiej przygotować. Nie było źle co prawda, ale mogło być jeszcze lepiej. Czy zawsze będziemy musieli robić wszystko w takim napięciu i z takimi nerwami. Częstochowski Komitet chciał zrobić wszystko sam. Chciał zrobić bardzo dużo. I zrobił przerażająco dużo. Ogromnie dużo. Tylko nie zrobił tego co do niego należało: brakowało toalet, nawalało nagłośnienie…
Jasna Góra była w tych dniach prawdziwą wieżą Babel. Ażeby ludziom się nie wydawało, że oni są autorami tego wydarzenia. Ileż zabawnych epizodów, tak dzisiaj zabawnych, ale wtedy dramatycznych, przyszło nam przeżyć. Ostatecznie decydował sam Duch Święty, chociaż wcześniej tych ważnych było co niemiara. A im bardziej lokalny tym wydawał się ważniejszy. W wirze przygotowań zapominaliśmy chwilowo, że było to światowe spotkanie młodzieży, uniwersalne, otwarte… Miał sporo roboty Duch Święty, aby te nasze zaścianki i lokalności przeobrazić i przemienić w stronę uniwersalności, czy uniwersalizmu chrześcijańskiego.
Wyraźnie Spotkanie Jasnogórskie ukazało nam, że Kościół rządzony jest bardziej przez Ducha Świętego niż przez ludzi, którzy nie umieją się porządnie zorganizować do działania. Brakuje nam tej umiejętności. I może dlatego lepiej widać to rządzenie Kościołem przez Ducha Świętego. Niemniej jednak ludzie nie powinni zaniedbywać tego co do nich należy.

J.T.: Radość moja, osobista miała złożoną skalę rozpiętości. Młoda dziewczyna wyznała mi, że po raz pierwszy w życiu przekonała się, że można śpiewać, cieszyć się, radować bez wódki, bez seksu i bez narkotyków. Komendant policji powiedział, że to był najspokojniejszy dzień w Częstochowie.
Stała się rzecz wielka, przerastająca nasze siły. Pan Bóg się w to wdał. Natomiast mam pewien niedosyt. Byliśmy zwróceni ku młodzieży zagranicznej, a nasza polska młodzież została, jak gdyby, zepchnięta. Pielgrzymki polskiej młodzieży nie były dowartościowane. Niektórym z nich nie było dane wejść na Jasną Górę, a nawet dotrzeć na plac jasnogórski. Teraz powinniśmy się nimi zająć, to jest nasze zadanie.

Jacek Toborowicz (J.Tob.): Co się udało? Teraz, kiedy jestem na parafii, na Sierpniowe Spotkania patrzę z innego punktu widzenia. Stała się wielka rzecz, ale nic z tej wielkości nie przenosi się dalej. Trzeba bić na alarm w telewizji, w radiu, w prasie, szukać świadectw, wyświetlać filmy takie jak np. „Droga”. Młodzież, która go oglądała zaraz potem w szkole podjęła dyskusję. Trzeba ten film rozpowszechnić na kasetach. Niektóre miesięczniki opublikowały przemówienia Ojca Świętego i kilka zdjęć. Pojawiły się albumy. Może wyjdzie też album wydany przez Jasną Górę, ale to wciąż za mało. Musi być ciągle przypominanie i pogłębianie. Trzeba młodzieży udostępnić materiały, a także zorganizować dla nich specjalne spotkanie na Jasnej Górze w 1992 roku.
Go się nie udało? Wejście polskich pielgrzymek. Młodzi szli i mogli tylko wejść pod „dom Matki Bożej”. W przyszłym roku musimy im dać jakąś rekompensatę. Niech wchodzą nawet dzień i noc. Myślę, że z Komisji Episkopatu powinien iść jakiś impuls do kierowników pielgrzymek, ażeby wszyscy pielgrzymi spokojnie przeszli przez Kaplicę. Jasna Góra zrobi wszystko, by pielgrzymi mogli przynajmniej przez chwilę pomodlić się przed Matką Bożą. I to jest ten niedosyt, który widzę teraz z oddalenia, z parafii. Trzeba też zainteresować pielgrzymującą młodzież, by została na Jasnej Górze przez kilka dni, przez kilka wieczorów, by nie uciekała po jednej godzinie pobytu.

Zdzisław Sowiński: Uczestniczę już po raz czwarty w papieskiej pielgrzymce na Jasnej Górze. Największą radością było dla mnie to co mogłem robić. Obserwowałem, rozmawiałem z ludźmi. Było urzekające, że ci ludzie zachowywali się tak jakby byli u siebie, na każdym kroku była bardzo czytelna, ogromna życzliwość. Ale były też trudne chwile, kiedy miałem utrudniony dostęp i nie mogłem fotografować wszystkiego co się działo.

Krystyna Tymińska: Sierpniowe Spotkanie Młodzieży było dla mnie wielkim przeżyciem. Czymś niezwykle pięknym było doświadczenie braterstwa, atmosfera otwartości, wielka życzliwość, które pokonywały nawet bariery językowe. Ten klimat miłość emanował jeszcze przez najbliższe dni po wyjeździe Ojca Świętego. Wydaje mi się, że zetknięcie z młodymi świata stało się dla polskiej młodzieży doświadczeniem powszechności Kościoła, okazją otwarcia na zewnątrz. Chciałoby się, żeby tamte sierpniowe przeżycia nie stały się tylko wspomnieniem, do którego się wraca, ale, które niczego nie zmienia w życiu. Trzeba, by „sierpniowa lekcja” przyczyniła się do pogłębiania pobożności młodych. Musimy pomóc młodym przyswoić treści papieskiego przesłania ukazującego wielkość wybrania na Synów Boga. Powinniśmy zrobić wszystko, by Jasnogórskie Spotkanie Młodych nie było wydarzeniem, które minęło – jak to wcześniej określił Ks. Biskup. Stąd potrzeba konkretnych działań duszpasterskich, zaprogramowanych, długoterminowych.

Bp J.M.: Jeśli chodzi o mnie, to wydaje się, że pewne doświadczenia ogólnopolskie okazały się słuszne, inne zaś nieadekwatne i nie sprawdziły się. Jestem jednak przekonany, że młodzież polska zdała egzamin. Jeśli udało się przyprowadzić na Jasną Górę milion ludzi i włączyć ich w nabożeństwo to wielka zasługa księży, którzy prowadzili młodzież oraz młodych, którzy wytworzyli dobrą, modlitewną atmosferę. Obserwowałem młodych Francuzów, Hiszpanów, których próbowano włączyć w pielgrzymki piesze. To były niewypały, ci, którzy szli od początku nie chcieli rozmawiać z tymi, którzy się dołączyli. Uważali ich za turystów, a nie za pielgrzymów.
Dla mnie osobiście czymś niezwykłym był entuzjazm Ojca Jana, Ojca Tomasza i ks. Stanisława. Zgromadziliście młodzież i „jak psy siedzieliście im na karku”. Wasza grupa porwała innych. Drugą, ważną rzeczą było poznanie paulinów. Pokazali, że potrafią kochać Jasną Górę anonimowo. Cały wysiłek paulinów szedł w tym kierunku, żeby się udało. Nie żałowali siebie, nie narzekali na koszty, na trudy, chcieli, żeby się udało. W pierwszym dniu wstępnych przygotowań paulini się wycofali, bo za poważnie wzięli watykańczyków. Była błąkanina. Była Msza św. Mnie zaproszono z homilią. Już w czasie Mszy św. było widać jak to się wszystko rozłazi. Dlaczego się rozłaziło. Było to doświadczenie dla Ojców, nigdy gospodarz nie może wypuścić terenu z rąk. Później jeden z waszych ojców wziął to w garść. Wy jesteście u siebie, nawet gdyby przyjechał cały dom papieskich ceremoniarzy, oni są bezradni. Nie mają wyczucia, nie żyją duszą Sanktuarium. Natomiast było ładne, żeście zostawili, ale potem wróciliście.
Uważam też, że sama Częstochowa zdała egzamin. Przyjąć tylu ludzi jest czymś bardzo trudnym. Również niezwykłymi byli młodzi, którzy przyjmowali młodych ze Wschodu, Rosjan. Muszę przyznać, że klasę pokazała młodzież ks. Zdzisława. Watykańczycy patrząc na nich pytali: „Z jakiego instytutu, z jakiego zakonu są ci młodzi?” A to byli zwykli chłopcy, studenci, którzy dużo potrafią. Uzewnętrzniło się wiele dobrych rzeczy np. otwarcie mieszkańców miasta, otwarta postawa młodzieży.

Z.J.: W analizach antropologicznych nad fenomenem pielgrzymowania zwraca się uwagę, że w przestrzeń Sacrum wchodzi się powoli, niezbędny jest pewien okres czasu. Zatrzymanie się ludzi w Częstochowie na dwa lub trzy dni, ich udział w katechezach głoszonych w kościołach stacyjnych posłużył wyciszeniu się. Młodzi pielgrzymi zaczęli się modlić. W tym właśnie widzę jedną przyczynę, sukces, niezwykłości tego Spotkania. Duch Święty miał przygotowany teren. I pod Jasną Górą ujawnił się Kościół młodych. Szczytem pielgrzymowania ma być przeżycie wspólnoty pątniczej, udział w święcie pielgrzymów zgromadzonych na terenie Sanktuarium, przybyłych z różnych stron. Chciałbym, żeby ten zwyczaj ocalał. W ostatnich dziesiątkach lat wytworzył się styl raczej turystyki religijnej niż pielgrzymowania. Pątnicy przychodzą, uczestniczą w swojej Mszy Św., albo nie, i wyjeżdżają. Mam nadzieję, że rozpoczęty proces odkrywania Sanktuarium i święta pielgrzymów będzie kontynuowany i temu posłuży także obchód rocznicy VI Światowego Dnia Młodzieży.

J.Tob.: Widziałbym potrzebę uchwycenia młodzieży, która przyjdzie w pielgrzymkach, bo oni często naprawdę nie mają co robić na Jasnej Górze. Trzeba coś im dać, coś, co ich przytrzyma cztery, pięć godzin żeby nie uciekali z placu, nie uciekli na pociąg. Można spróbować organizowania im pogodnych wieczorów z tekstem Ojca Świętego?

Z.J.: Czego brakowało na Spotkaniu Młodych Świata? Podziwiam Ojców Dominikanów. Ujawnili swój charyzmat różańcowy. Tą modlitwą w różnej formie nasycili Święto Młodych. Natomiast brakowało prezentacji Jasnej Góry. Jo był też efekt, oddania przez paulinów terenu, za który są odpowiedzialni. Nikt nie przekazał dłuższej informacji o Jasnogórskiej Ikonie i Sanktuarium, o pielgrzymowaniu młodzieży. Jest faktem, że młodzież przeżyła tutaj wielkie święto, ale ci młodzi nie poznali Jasnej Góry, charyzmatu Miejsca.

Bp. J.M.: Animatorzy! Wy mieliście bardzo trudną funkcję, ale mimo wszystko wywiązaliście się z niej dobrze. Waszą zasługą jest to, że w nocy były śpiewy i modlitwa przedłużała się. Dzięki zespołowi udało się rozśpiewać i rozmodlić młodych.
Jestem przekonany, że na Spotkaniu zabrakło Ikony Matki Bożej. Inną wymowę posiada kopia, a inną Ikona. W czasie przygotowań proponowałem, żeby wynieść Obraz i młodzieży uświadomić, że to będzie szczyt Spotkania. Matka Boża, „nigdy nie wychodzi”, teraz do nich wyszła w Ikonie. Powiedziano mi, że to niemożliwe ze względów konserwatorskich, więc się potem z pomysłu wycofałem. Dobrze, że niesiono przynajmniej kopię Obrazu.

J.Tob.: Byłem tu, w Sanktuarium. Bramy były zamknięte. Przychodzi człowiek z Biura Ochrony Rządu i mówi: „Ojcze, co zrobić, bo już nie mogę wewnętrznie wytrzymać. Jest tam jakaś grupa. Hiszpanka, czy Włoszka tak płacze, że aż mokro od łez na posadzce, chce się dostać do Matki Bożej. Co zrobić?” „Jak możecie to wpuście, ja pozwalam”. Takich grup było dużo. Gdyby Obraz został wyniesiony byłoby całkiem inaczej.

Bp. J.M.: Tego mi osobiście brakowało. Natomiast faktem jest, że Jasna Góra nabrała nowego oddechu i stała się Sanktuarium międzynarodowym. To jest bardzo wyraźne. Głównie Wschód ma wielkie zapotrzebowanie na Sacrum. Młodzi stamtąd przyjechali by tutaj zobaczyć, odetchnąć wiarą i zaczerpnąć wzorców. To niezwykły fenomen. Wielu z nich to ludzie niewierzący i bez większego przygotowania, gdyż było to niemożliwe, zachowywali się godnie. To jest wprost niezwykłe.
Idąc w kierunku przyszłości. Patrząc na to wszystko: dobra wola, umiejętność, potrzeba kontynuacji, o której wszyscy mówili i upowszechnienia, uświadomienia, zarówo w duszpasterstwie, jak i w środkach przekazu – to wszystko „tak”. Trzeba jednak postawić sobie także pytania: czego oczekujemy na przyszłość od Ojca Świętego w tej sprawie? Ojcu Świętemu bardzo na tym zależy. To jest Jego „temat”, bardzo Mu drogi, jedna z form nowoczesnej ewangelizacji, której się nikomu nie udało zrobić i nikomu nie da się zatrzymać.
Byłem świadkiem, jak tutaj, w Częstochowie, biskupi z wielu krajów odkrywali własną młodzież. Byli dumni ze swojej młodzieży, po raz pierwszy może w życiu, kiedy dostrzegli, że ich młodzież jest też dobra. Drugi problem – kontynuacja ze strony Jasnej Góry i Częstochowy, oczekiwania ze strony księży biskupów i samej młodzieży, duszpasterstwa w tym kierunku. Wszystkie wysiłki muszą być skoordynowane. Potrzeba kontynuacji rocznicowej. To będzie jakiś punkt docelowy, punkt odniesienia. To co się już dzieje. Są czuwania, pewne inicjatywy, to jest bardzo dobrze, natomiast myślę znów o tym aspekcie widzialnym, kiedy młodzież znowu stanie pod Jasną Górą. Nie jestem za powtarzaniem, natomiast jakaś forma kontynuacji, musi się wytworzyć.

Z.J.: Spróbujmy jej szukać „na dole”. To o czym Ekscelencja mówi uwidoczniło się w naszej parafii Vronovo na Słowacji. Tam duszpasterze nie mogli w ogóle zebrać młodzieży. Ale młodzi zorganizowali pielgrzymkę i szli 13 dni a teraz się gromadzą na spotkaniach miesięcznych i zainteresowali nimi innych z trzech parafii, nawet odbywają czuwania nocne.

J.G.: A ja mam stale wrażenie, że jakoś uciekamy. Uciekamy przed podjęciem tematu Światowego Spotkania Młodzieży, uciekamy przed przełożeniem na język konkretnych działań duszpasterskich tego wielkiego przesłania z Jasnej Góry. Ojciec Święty w swojej adhortacji „Christifideles laici” powiada, że „wiara, która nie staje się kulturą, nie jest wiarą w pełni przyjętą, do końca przemyślaną, przełożoną w należytej wierności”.
A zatem nie wystarczy samo tylko przeżycie, chociażby najmocniejsze, ale z tego musi się narodzić jakaś forma kultury inaczej wszystko to pozostaje w człowieku i razem z nim odchodzi. A nam powinno zależeć, żeby zostawało… Dopóki nie narodzą się jakieś nowe struktury, pomysły, formy czy sposoby, najwspanialsze przeżycia religijne pozostaną prymitywnymi i wspólnota nie zostanie nimi ubogacona. Z wypowiedzi Ojca Świętego wynika jasno, że wiara musi być przełożona na kulturę, inaczej nie jest procesem skończonym ani pełnym, nie jest procesem dojrzałym. A tymczasem młodzież została bierzmowana ku dojrzałości…

Z.J.: Trzeba wyzwolić inicjatywę w terenie u tych, którzy przyjdą za rok W tej chwili przychodzą pielgrzymki zastępcze. Przyjeżdżają Niemcy i mówią: „Nam powiedziano o tym Spotkaniu dwa dni przed całą uroczystością” i nie zdążyli przyjechać.

J.G.: Rozmawiałem we Francji z jednym z duszpasterzy młodzieży, który chwaląc się opowiadał, że nie pojechał do Częstochowy na Spotkanie Młodzieży, że odmówił młodzieży, która go o taki wspólny wyjazd prosiła, ponieważ on nie znosi tłumów i ma wyczucie formy i pojedzie opalać się na słońcu. Sam nie pojechał i jeszcze na dodatek tym swoim wyczuciem formy zblokował młodzież i zatarasował jej drogę ku wspólnemu przeżywaniu wiary, ku Ojcu Świętemu, ku Wschodowi, i doświadczeniu Kościoła na Wschodzie… Byłem bezradny, powiedziałem mu tylko, że ogromna szkoda, by było to pierwsze spotkanie młodzieży Zachodu i Wschodu od czasów wojen napoleońskich, a przynajmniej pierwsze dla młodzieży Francuskiej i Rosyjskiej. Powiedziałem mu, że ogromna szkoda, bo mając takie wyczucie formy powinien bił wiedzieć, że tego dnia właśnie w Częstochowie świeciło słońce…

Bp J. M.: Powrócę jeszcze do pielgrzymów ze Wschodu. Oni przyjechali nie rozumiejąc Papieża. Chcieli Go zobaczyć. Nie bardzo uczestniczyli w modlitwie, bo jej nie rozumieli. Inni modlili się, słuchali Papieża. Sami stali się twórcami czegoś nowego. Tego nie wolno zapomnieć. My czasem sami chcemy wszystko dopracować, natomiast tu oni się poczuli dobrze.

J.G.: Świetnie to podsumował Ojciec Święty, jak byłem we wrześniu. Mówił: „Ci z Zachodu byli przygotowani, a zamknięci, a ci ze Wschodu, nie przygotowani, ale otwarci, chłonęli jak gąbka”. I to niesamowite, taki skrót pokazana tego co zaistniało.

Byliśmy w ogniu przygotowań i centrum wydarzeń. Napięcie było tak wielkie, że nie byliśmy w stanie zdać sobie sprawy z tego co się było wydarzyło. Np. co mówił Papież dowiedzieliśmy się dopiero później z gazety. Nie byliśmy w stanie na bieżąco. Tak samo młodzi zaangażowani w przebieg uroczystości. Nie zdawali sobie sprawy w jak wielkim biorą udział wydarzeniu. Dopiero gdy wrócili do domu witani przez rodziców, rodzeństwo i przyjaciół, którzy oglądali ich w telewizji, widzieli na zdjęciach w rozmaitych pismach… powoli uświadamiali sobie wagę wydarzenia. Dziewczyna, która otrzymała świecę od Papieża na rozesłanie zrobiła sobie dla tej świecy futerał wyściełany pluszem i uważa teraz za swoje zadanie dzielić się światłem tej świecy z innymi. Mnie zaufano, mnie to powierzono, to mnie teraz zobowiązuje…
A zatem teraz trzeba czasu, ażeby przyswoić sobie tę wielką treść, ten Żar i aby podzielić się z innymi. Przekazać dalej… Teraz musi następować praca w terenie, młodzież musi brać na siebie konkretne i realne obowiązki, odpowiedzialności.

S.P.: Po tej linii rozmawialiśmy na Spotkaniu Duszpasterzy Akademickich w Warszawie. Widzimy potrzebę i zastanawiamy się, co zrobić z tym fenomenem. Między innymi chcemy tak zorganizować naszą pielgrzymkę akademicką, aby można było skorzystać z doświadczenia Forum Młodych tzn. chcemy połączyć Forum i spotkanie modlitewne na Jasnej Górze. Będziemy się jeszcze w styczniu zastanawiać nad tą propozycją, ale chcielibyśmy bardzo, żeby to, co miało wymiar światowy, umiejscowić w wymiarze lokalnym, ze zwróceniem uwagi na Europę środkową i wschodnią, w związku z tym zaprosić, młodzież stamtąd i wspólnie przemyśleć nurtujące nas problemy, może nawet te pytania, które Ksiądz Biskup tutaj podsuwa. W związku z tym byłoby to Europejskie Forum Akademickie. Pragniemy zorganizować je w maju, nie w sierpniu, bo w sierpniu młodzież akademicka jest albo na obozach, albo w pracy za granicą. Nie chcielibyśmy, żeby to było przyjęte jako konkurencja wobec sierpnia, ale jako pewna kontynuacja sierpnia 1991 na naszym polu. Tych form, podejrzewam, będzie wiele. Jest tylko pytanie: kiedy to zrobić, przed 3 maja, czy po?

Bp J.M.: Istnieje jakiś kłopot z terminem?

S.P.: – Ze studenckimi pielgrzymkami byliśmy zawsze w pierwszą niedzielę po 3 maja – to tradycja. W przyszłym roku akurat 3 maja wypada w niedzielę, a w pierwszą niedzielę po 3-cim odbędzie się pielgrzymka Sybiraków. Planujemy zorganizować dwa dni Forum, od czwartku wieczorem do soboty z udziałem przedstawicieli ośrodków zagranicznych. Natomiast potem, wieczorem w sobotę, chcieliśmy rozpocząć modlitewne czuwanie, podobnie jak to miało miejsce z Ojcem Świętym. Forma Nieszporów połączonych z relacją o doświadczeniach ujawnionych na Forum. Planujemy spotkanie w Wieczerniku, potem Mszę św. i czuwanie. Zakończyłoby się o 4.00 rano.

J.Tob.: Wielu młodym majowy termin pielgrzymki akademickiej za bardzo nie odpowiada. Tradycja tradycją, ale to jest po prostu za wcześnie. Druga sprawa – jest wolny pierwszy maja, potem sobota. Zawsze w tym czasie organizacje urządzają różne wypady, rajdy itd. Młodzież już drugi raz nie przyjdzie na Jasną Górę, bo nie ma pieniędzy, czasu, ma egzaminy, zaliczenia. Czy by nie zaryzykować i nie dać im alternatywę: 1 i 2 maja pielgrzymka na Jasnej Górze. Najpierw wieczorem można zrobić uroczystą liturgię, typowo młodzieżową. Czuwanie nocne. Kto chce zostanie na uroczystość Królowej Polski.

Bp J.M.: To nie jest zła propozycja. Trzeba zastanowić się nad tym i uzgodnić z O. Kustoszem. Jest jeszcze sprawa utrzymania 150 uczestników Forum z zagranicy. Młodzieży ze Wschodu trzeba by było pomóc.

Z.J.: Rozumiem troskę duszpasterzy akademickich, żebyśmy jednak nie zagubili się w szczegółach, proponuję powrót do wiodącego tematu. Dzień Młodych na Jasnej Górze musi być aktualizowany codziennie, a zwłaszcza w sezonie wiosenno-letnim. Do Sanktuarium przybywa dużo wycieczko-pielgrzymek szkolnych, najczęściej z nauczycielami. Nie zawsze wiedzą, co z sobą robić. Najlepiej, gdyby przy wejściu na Jasną Górę znajdowali informację o godzinie Mszy św. dla młodych, ewentualnie o konferencji dla nich, czy jakimś specjalnym programie, np. dyskusji na określony temat, prowadzonej przez paulina czy inną kompetentną osobę. Za optymalną sytuację należałoby uznać możliwość spotkania z młodymi, żeby ich poznać i przygotować do Eucharystii i tę Eucharystię zakończyć posłaniem młodych. Nie chodziłoby o powtórzenie rytu papieskiego, z wręczeniem świec przedstawicielom wszystkich młodzieżowych grup, raczej tylko dojrzałym do włączenia się w dzieło nowej ewangelizacji w swoich szkołach, środowiskach, czy parafiach.

Bp. J.M.: Mamy jeszcze koncepcję sanktuarium i duszpasterstwa młodzieży i sanktuarium z okresu, kiedy ludzie byli uformowani i wiedzieli, że przyszli po to, żeby się pomodlić i być u spowiedzi. Czy nie powinno się pomyśleć o tym, żeby wyznaczyć dyżury do konfesjonału i do młodzieży, żeby jakiś zakonnik krążył i spotykał się z młodymi, nawet za tę cenę, że jeden mniej będzie spowiadał, gdyż młodzież trzeba do konfesjonału przyprowadzić – tylko jak? Nie mam gotowej recepty, próbuję szukać dróg wyjścia. Dla mnie dzisiaj odkrycie młodych to nowy świat. Około 80 procent młodzieży szkół średnich nie uczestniczyło w lekcjach religii, czyli mamy wtórny analfabetyzm religijny całego pokolenia. Może więc trzeba podjąć próby organizowania jakichś specjalnych dyżurów dla młodzieży. Jasna Góra jest na szczęście ciągle słowem, które jest wypełnione treścią i te treści, to historia dla jednych i przeżycie dla drugich. Trzeba jednak, żeby treść religijna zaczęła funkcjonować dynamiczniej.

J.G.: Ks. Biskup mówi o tradycyjnym typie funkcjonowania sanktuarium, a teraz trzeba by szukać nowej koncepcji, tzn. może przeznaczyć zakonnika do rozmów. Rozmowa staje się bardzo ważnym zajęciem duszpasterskim. Czy np. udostępnić jakąś czytelnię, czy salę ciszy dla młodzieży, gdzie oni by mogli przeczytać tekst. Możesz porozmawiać z zakonnikiem, nie za darmo, ale jeżeli spędziłeś godzinę czy pół w ciszy, na modlitwie, wtedy dopiero możesz porozmawiać z zakonnikiem. To byłaby propozycja, moim zdaniem, bardzo nowoczesna, wymagająca. Myślę, że trzeba to robić.

Z.J.: Podzielam zdanie Ojca Jana, przeprowadziłem wiele takich rozmów z młodymi, ale były to niejako rozmowy prywatne. Rozumiem, że Ojciec ma na myśli posługę zinstytucjonalizowaną. Wszyscy młodzi wiedzieliby o takiej możliwości.
Dorzucę jeszcze słowo. Tak, jak przez oświetlenie wydobyto piękno architektury Sanktuarium i ona stała się ozdobą Spotkania Młodych, tak trzeba wydobyć strukturę duchową, misterium Jasnej Góry. Ojciec Święty w tym nam pomaga.

Bp J.M.: Dzisiaj jest ogromne zapotrzebowanie na modlitwę. Książki o modlitwie wydaje się w dużych nakładach i jest na nie ciągłe zapotrzebowanie. Ten klimat powinien zrodzić stowarzyszenia, instytuty, grupy modlitewne.

J.Tob.: Młodzieży potrzeba modlitwy. To co się tu stało z Dniem Młodych to dzięki modlitwie, dzięki liturgii, była modlitwą, nie spektaklem. Zrezygnowano z „cudów” technicznych, udało się ocalić do końca modlitwę.

M.M.: Co dla mnie jest doświadczeniem? Znalazłem się tego Dnia w szczególnym miejscu, w Recepcji Wschodu. Największym doświadczeniem było, że oni są, że przyszło ich 100 tysięcy. Nic więcej nie mogłem zrobić jak tylko być świadkiem ich obecności. Nawet Ojciec Święty powiedział, że szczególnym znakiem VI Światowego Dnia Młodzieży była obecność młodzieży Wschodu i tym się różnił ten Dzień od poprzednich. Ale rodzi się pytanie – i co dalej? Kiedy Abp Kondrusiewicz przyszedł do Recepcji, by symbolicznie podziękować, to powiedział: „chcę z młodzieżą Wschodu przyjeżdżać tutaj co roku, stwórzcie warunki, żeby oni mogli tu być, oczywiście dla animatorów, którzy pociągną pracę duszpasterską, formację u nas”.

Bp J.M.: Trzeba ustalić i określić warunki tego pobytu młodzieży Wschodu. Posłanie musi pójść stąd.

M.M.: Dla mnie również znaczące były spotkania z grupami zachodnimi, oni mówili: „My wiemy, że Jasna Góra, jest miejscem szczególnym”. Teraz w swoich grupach podejmują program zawierzenia. Uznali, że na Jasnej Górze dokonali uroczystego zawierzenia siebie, a teraz przekładają to na codzienne działanie.

J.G.: Iść do przodu, dlaczego nikt nie ma odwagi postawić kroku… Proszę popatrzyć jak odważnie uczynił to Ojciec Święty. Proszę zauważyć jak genialnie skojarzył On słowa Jasnogórskiego Apelu „jestem – pamiętam – czuwam” z krzyżem, Biblią oraz Ikoną. Jakież napięcie wyzwala to skojarzenie: jestem, w pełni jestem dopiero przez krzyż Chrystusowy, pamiętam o Słowie Bożym i nakazach Pańskich i czuwam z Maryją w Jasnogórskiej Ikonie! Jakież ubogacenie istnienia ludzkiego, chrześcijańskiego, jakież odkrycie nowej godności przybrania za synów, jakaż obecność w świecie, w czasie naznaczonym czujnością z Maryją… To wyzwala nowy dynamizm, nowy entuzjazm, nową perspektywę… Przez cały czas chodzi o nowego człowieka, odnowionego według Ewangelii.
Połączeniem słowa „jestem” z krzyżem Chrystusa jest syntezą treści ubogacającej nasze ludzkie i chrześcijańskie istnienie, podobnie rzecz się ma z pamięcią. Żyd, który traci pamięć przestaje być Żydem, mawiał Roman Brandstaetter. Człowiek, który traci pamięć… I oto Biblia, która przychodzi z pomocą naszej słabej ludzkiej pamięci i stale tę pamięć budzi i odbudowuje, stale podpowiada, będziesz pamiętał. A czuwanie skojarzone z Ikoną, a wcześniej z Matką Najświętszą… wystarczy troszeczkę życzliwej wyobraźni, by zapragnąć czuwać z Maryją… Życie na nowo obdarowane jest sensem, w doczesność wdziera się wieczność, a wiary człowiek nie może zachować już tylko dla siebie. Musi się nią podzielić..
Spotkanie w Częstochowie było jednym wielkim dzieleniem się wiarą. Ze Wschodem i z Zachodem… Teraz musimy to robić u siebie, w terenie, na własnych podwórkach. Nie możemy uciekać w gigantomanię i chcieć powtórzyć wydarzenie. Ucieczka w gigantomanię jest jednym z pokuszeń szatańskich, aby oszukać sumienie i robić coś innego, zamiast tego co do nas należy. Gospodarzem Światowego Spotkania był Ojciec Święty. My będziemy gospodarzami u siebie…

Z.J.: Serdecznie dziękuję Księdzu Biskupowi i wszystkim Uczestnikom za twórczy udział w tej spontanicznej „sesji” poszukiwawczej. Księdza Biskupa przepraszamy za spowodowanie rozproszenia w czasie rekolekcyjnym, a może wprowadzenia w nową jakość skupienia? Wszyscy podzielamy niedosyt ze „status quo”, odpowiadamy poszukiwaniem dróg wyjścia.
Uznajmy naszą rozmowę za początek. Miesięcznik pozostawia otwarte łamy dla dalszych wypowiedzi… Będziemy dalej publikować refleksje nad przesłaniem Jana Pawła II do młodych, świadectwa młodych, ich postulaty, oczekiwania, inicjatywy…
Ze strony Jasnej Góry jesteśmy wdzięczni za trud szukania „nowoczesnej struktury” sanktuarium. Oczywiście chodzi o roztropność ewangeliczną. Ze skarbca misterium tego Miejsca wydobywać trzeba ciągle stare i nowe wino. W istocie chodzi przecież o nową ewangelizację, która wymaga przekraczania czcigodnych tradycji Sanktuarium w swoich strukturach, przez istniejące już od kilkudziesięciu lat instytucje, formalnie stwarzało szansę indywidualnych rozmów z osobami kompetentnymi. Na terenie Ośrodka Powołań, Poradni życia rodzinnego, czy wprost nastawionej na młodzież Poradni religijno-psychologicznej.
Otwartą, jakby na etapie wstępnym, pozostaje potrzeba kształtowania wśród młodych świadomości, że są „podmiotem ewangelizacji”. Z własnego doświadczenia mogę dopowiedzieć, najłatwiej udawało ośmielać ich do aktywności w czasie przygotowań i podczas pieszych pielgrzymek zarówno z Warszawy, jak i ze Skałki w Krakowie.
W perspektywie planowanej rocznicy świętowania VI Dnia Młodzieży na Jasnej Górze, która będzie miała zakres szerszy niż tylko ogólnopolski, ośmieliłbym się zaproponować diecezjalne pielgrzymki młodych z biskupami, zwieńczone rytem ponowienia przyrzeczeń sakramentów: chrztu i bierzmowania, odnowienia zawierzenia Maryi i uroczystym rozesłaniem. Byłoby wskazane przekazanie młodym znaków z Jasnogórskiego Apelu Młodzieży Krzyża, Biblii i Ikony. To wszystko w kontekście włączenia młodych do udziału w ewangelizacji. Te znaki mogły by być znakami przechodnimi.
To dopowiedzenie niech będzie próbą wychyleniem ku przyszłości w płaszczyźnie poszukiwań służby młodym i urzeczywistniania Kościoła z młodymi.

(opracowanie Z.S.J., K.T.)

2017-12-17T15:00:48+00:00 21 listopada 1991|Wywiad|