Razem z Chrystusem odpowiedzialni za świat – homilia w Boże Ciało 2013

Przemyśl, 30 maja 2013 r.

 

Drodzy Bracia i Siostry
Drodzy Czciciele Chrystusa Eucharystycznego

Wprowadzeni przez wygłoszone tu przez małżonków świadectwo wiary, spróbujmy przeżyć Słowo Boże oraz tajemnicę obecności Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, spróbujmy zastanowić się nad tym, jakie przesłanie powinniśmy wynieść z dzisiejszej, wyjątkowej uroczystości, kiedy wynosimy Pana Jezusa na ulice naszych miast i wiosek, kiedy próbujemy poczuć się bliżej z Nim i Jego wzrokiem popatrzeć na ziemię, na świat.

Chrześcijanin bowiem powinien Jezusowym wzrokiem oceniać rzeczywistość, patrzeć na to, co się wokół dzieje i właściwie reagować. Nie unikniemy przecież konfrontacji z dobrem i pięknem, i te przeżycia są wartościowe, ale nie unikniemy również konfrontacji ze złem, grzechem, nienawiścią zamiast miłości. Chrześcijanin, który uwierzył w Chrystusa nie może uciekać od życia, ale razem z Nim czuje się odpowiedzialny za świat. Trzeba docenić piękno, dobro, bo ono nas krzepi, trzeba zauważyć wysiłek ludzki, bo i nas zachęca do wysiłku.

W przedstawionym świadectwie słyszeliśmy, że do końca życia trzeba się nawracać, zbliżać do Jezusa, bo w wierze potrzebny jest ciągły postęp. W Roku Wiary, zgodnie z zaleceniem Ojca Świętego modlimy się po każdej Mszy Świętej: Panie – przymnóż nam wiary, takiej wiary, która góry przenosi, która potrafi znieść wszystko, która na cierpienie, na to czwarte dziecko, które będzie wymagało większej miłości, bo jest doświadczone niesprawnością, spojrzy jak na błogosławieństwo. To jest wielka siła Chrześcijaństwa, że ono nie ucieka, nie rezygnuje ze spotkania z trudnością, ale i w kłopotach, w nieszczęściach i w śmierci nawet nie zostawia człowieka samego. Mamy na kim się oprzeć.

Popatrzmy na nasze miasto – ile pięknie odnowionych kamienic; ktoś powie, że jeszcze wiele jest nie odnowionych, ale przecież trzeba docenić dobro, mobilizować siły i pomagać w dalszym upiększaniu miasta. Jest w naszej rzeczywistości wiele kłopotów, trudności, ale trzeba też widzieć pozytywy, szansę, możliwości. W trudnościach nie zostawiajmy naszego współbrata, próbujmy i jemu podać dłoń, stanąć obok niego, żeby też czuł naszą obecność. A obecność Boga w naszym życiu jest wzmocniona, ukierunkowana, na nowo podtrzymywana obecnością Boga w drugim człowieku i jednością w tym zdążaniu naszymi życiowymi drogami.

Pan Jezus pomaga przeżywać naszą współczesną rzeczywistość. Słyszeliśmy w przeczytanej Ewangelii o cudownym rozmnożeniu chleba i ryb. Ludzie przyszli i słuchali Pana Jezusa, ale On wie, że człowiek żyje nie tylko Słowem Bożym, że musi się pokrzepić, żal mu tego ludu i cudownie rozmnaża chleb. Ale, jeśliby uczniowie nie posłuchali, nie dotarli do tych tysięcy ludzi, którzy czekali na tę kanapkę z rybą, wszyscy pozostaliby głodni. My niejednokrotnie nie chcemy słuchać Boga w naszym życiu i dlatego jest tyle głodu, nieszczęścia a nawet śmierci głodowych w świecie, a w Europie płaci się, aby nie uprawiać roli, żeby ceny produktów nie spadły. Trzeba dbać o  rolnictwo, a obfity produkt wykorzystać w inny sposób dla ludzi, którym pustynia nie wyda ziarna i chleba ani owocu.

Pan Jezus pomaga nam także patrzeć w przyszłość. Jeżeli chcemy, żeby świat był coraz lepszy, musimy ten świat poprawiać, nie tylko zostawiać to innym. Mamy poprawiać ten świat wokół siebie, poprawiać nasze relacje z ludźmi. Przede wszystkim nasze relacje z Bogiem mamy ciągle poprawiać i doskonalić. Potrzebne jest chrześcijańskie spojrzenie w przyszłość i Pan Jezus każe nam patrzeć w przyszłość bezwzględną, tę, która nie minie nikogo, w to, że przyjdzie spotkanie z Bogiem w dniu przekroczenia naszej doczesności i przejścia w wieczność. Pan kiedyś przyjdzie do nas wszystkich, nie powiedział wprawdzie kiedy to nastąpi, ale dał nam Chleb, którym jest Jego Ciało i jego Krew, abyśmy nieustannie mieli życie w sobie. Kto spożywa ten chleb – Ciało Pańskie, i pije Jego Krew ten uczestniczy w nadziei zbawienia, tego Bóg nie odtrąci, bo w nim rozpozna samego Siebie. Pan Jezus pomaga nam też patrzeć w przyszłość doczesną, w to nasze jutro, które wypracowujemy wspólnie. Zachęca nas do odwagi, żebyśmy wytrwali i nie zniechęcali się. Do wysiłku zachęcają nas Pasterze, zachęca Ojciec Święty.

Papież Franciszek tuż przed wyborem, jako kardynał Buenos Aires w lutym bieżącego (2013) roku wygłosił przemówienie do osób konsekrowanych, do duchownych i przewodników wspólnot i grup, którym chciał powiedzieć rzecz bardzo leżącą mu na sercu: Czasy, w których żyjemy przynaglają nas, nie wolno nam żyć po to, by dopieszczać własną duszę, nie mamy prawa zamykać się w naszym małym świecie. Musimy wychodzić ludziom naprzeciw i mówić im, że Jezus żyje dla nich. I mówić im to z radością, nawet jeśli czasami wyglądać będziemy jak wariaci. Odważne i zdumiewające słowa Papieża, to bardzo radykalne przesłanie dla nas. Dziś są potrzebni tacy właśnie ludzie, którzy odważnie patrzą na świat i potem odważnie podejmują decyzje życiowe. Niekiedy zmagają się wewnętrznie, ale nie ustępują, pokonują siebie i próbują pokonać zło, mnożyć dobro i okazywać życzliwość.

Kościołowi i światu potrzebni są święci, dlatego też potrzebne są trudności, bo święty nie urośnie w atmosferze cieplarnianej. Potrzebna jest burza, żeby drzewo umocniło swoje korzenie, potrzebne jest szarpanie wewnętrzne, aby wybór dobra miał swoją cenę. Na trudności nie można patrzeć jako na dyskwalifikacje naszego życia, ale jako na szansę wybicia się, żebyśmy krok za krokiem stawali się gigantami ducha, gigantami moralności, etyki, pracowitości, uczciwości, bo to jest właśnie świętość.

Święci mistycy i dzisiejsi mistrzowie życia duchowego przypominają, że każdy chrześcijanin może stać się mistykiem, może przeżywać głębię zjednoczenia z Bogiem, może radować się na każdy dzień modlitwą, z wiarą podejmując prace, wysiłki, trudy. Jest to wielkie przesłanie, żebyśmy o godną postawę wiary próbowali w naszym codziennym życiu zabiegać.

Otrzymujemy wielkie pomoce; jedną z nich jest Eucharystia – obecność Chrystusa pośród nas. On został z nami, żeby przypominać, że jego misja zbawcza się nie skończyła, ona trwa. Pan Jezus na krzyżu umarł dla naszego zbawienia, ale został w Eucharystii. Posłał Ducha Świętego, który jest z nami. Chrześcijanin nigdy nie jest sam, ma się na kim oprzeć i ma się do kogo odnieść. To jest wielkie przesłanie.

Warto też zastanowić się, jak my przeżywamy Eucharystię. Czy ona dla mnie jest naprawdę pokarmem? Nawet ten, kto nie może do niej przystąpić z jakichś wiadomych w jego sumieniu racji, czy się odnosi, czy tęskni za Eucharystią, za spotkaniem z Chrystusem? To jest droga doskonalenia się i wychodzenia ze słabości. To jest droga jednoczenia się z Panem Jezusem.

We Wrocławiu trwa proces beatyfikacyjny znanego na tamtym terenie duszpasterza akademickiego – ks. Aleksandra Zienkiewicza. Przez czterdzieści lat mówił do swoich akademików, wprowadzając ich w pogłębienie wiary, że aby kontakt z Jezusem w Najświętszym Sakramencie mógł się rozwijać, to trzeba popatrzeć, jak Kościół wprowadza uczestników we Mszę Świętą – każe wzbudzać żal za grzechy. Dlatego tak ważne jest uświadamianie sobie grzechu, pokora, świadomość, że jestem słaby, grzeszny, mam za co Boga przepraszać. Mam motyw do prośby o miłosierdzie Boże dla siebie, dla bliskich moich, dla całego świata. To prawda o sobie rozwija i pogłębia kontakt z Jezusem. Po przyjęciu Komunii św. powinniśmy Mu dziękować za odpuszczenie grzechów, za Jego miłosierdzie nad światem i prosić, wołać wewnętrznie, domagać się Jego pomocy w naszych sytuacjach życiowych.

Oprócz modlitwy codziennej, oprócz życia sakramentalnego są jeszcze inne pomoce. Taką pomocą są grupy duszpasterskie, wspólnoty – Ruch Światło-Życie, Oaza, Akcja Katolicka, dla młodych stowarzyszenie KSM i RAM, grupy modlitewne itp. Dlaczego to jest tak ważne? – bo we wspólnocie uczymy się rozmawiać, wzajemnie ubogacać przeżyciami wiary. Musimy uczyć się zajmować stanowisko w imieniu Kościoła, w imieniu Jezusa żyć w naszej rzeczywistości. Ani Akcja Katolicka, ani Oaza, ani Stowarzyszenia, ani Neokatechumenat, ruch Fokolarynów i tyle innych nie mają aspiracji politycznych. Jeśli ktoś z członków tych grup zaangażuje się politycznie, to jego sprawa, jeśli wyrobił się do funkcji społecznych, trzeba się tym cieszyć, ale to nie jest partia polityczna Kościoła, dlatego w każdej parafii, w każdym środowisku konieczne są w dzisiejszych czasach wspólnoty ludzi wierzących, ludzi odważnej wiary, którzy wspólnie popatrzą, jak wygląda nasze życie, jak wygląda rzeczywistość, w której żyjemy i decydują, co powinniśmy ulepszyć.

Trzeba widzieć kryzys rodziny, martwić się tym, że kolejne dziecko nie przychodzi na świat w naszej rodzinie, że wymiera Polska. Trzeba martwić się, że rozpadają się małżeństwa i to w jak wielkiej liczbie. To znaczy, że młodzi nie mają wzorców od nas dorosłych, nie mają wzorców wierności, przezwyciężania trudności w małżeństwach. Musimy ich nauczyć przezwyciężać trudności i pokazać przykład wierności przez dziesiątki lat aż do śmierci. Trzeba się zaniepokoić i wspólnie podejmować wysiłki, zwracać sobie uwagę, że życie społeczne, język między ludźmi brutalizuje się. Zanika kultura relacji międzyludzkich. Rośnie egoizm między sąsiadami, między bliskimi. Nie przezwycięży go premier ani minister, nie przezwycięży go biskup ani ksiądz, to ja, ty, każdy z nas musi to przezwyciężać, musi nauczyć się opanowywać siebie.

Trzeba zauważyć, że zanika miłość do Ojczyzny – do Polski, którą i dziś trzeba mądrze budować, powiększać, ubogacać. Warto sięgać po dobrą gazetę, żeby wiedzieć, jak reagować na współczesne choroby. To nie jest stracony czas. Jeszcze 20 lat temu było 70% Polaków za aborcją, za dopuszczeniem zabicia dziecka poczętego, bo nie uważano, że to jest człowiek. Dzisiaj nikt świadomy tak nie powie, bo wiadomo, że człowiek zaczyna się od poczęcia, od złączenia dwóch komórek zaczyna się życie ludzkie i ten poczęty człowiek ma duszę. A ta powszechna dziś świadomość jest zasługą tych upartych, zdecydowanych gigantów duchowych, których Bogu dzięki w Polsce nie zabrakło i poszerzyła się wiedza i sumienia się obudziły.

Nie możemy jednak milczeć, widząc przypadki, w których stosuje się eugenikę, że stosuje się usuwanie przed narodzeniem dziecka niepełnosprawnego. Jeśli mamy chrześcijańskie sumienie, nie możemy na to patrzeć obojętnie, jeśli uwierzyliśmy, że nie zabijaj znaczy nie zabijaj. Nie można patrzeć obojętnie na eksperymenty in vitro czyli na poczęcie człowieka w probówce, które jest związane z grzechem złamania prawa natury, bo dziecko ma się poczynać w małżeństwie, w rodzinie z miłości między mężczyzną a kobietą. Dziecko ma prawo do ojca i matki, o których wie, że są jego rodzicami. Przecież to woła o pomstę do nieba, że rosną setki tysięcy zamrożonych istot ludzkich w azocie płynnym i nie wiadomo, co z tym robić. Trzeba, żebyśmy mieli tę świadomość, że Chrystus nas potrzebuje w dzisiejszym świecie, w naszej rodzinie, ale i w naszym narodzie.

W ostatnim Tygodniku „Do rzeczy” (nr 18 z 27 V – 2 VI 2013) ukazał się wywiad z Robertem Tekielim, znanym publicystą, który po różnych przygodach życiowych, przeżył głębokie nawrócenie i wielu uważa go dziś za człowieka wyjątkowego. Tenże Tekieli w cytowanym artykule czyni ciekawą obserwację; w 1987 roku rozmawiał z głównym ideologiem dzisiejszej liberalnej rzeczywistości, który aspiruje także do narzucania kultury i etyki, a zabiera głos na wszystkie tematy, będąc redaktorem wpływowego dziennika. Podczas rozmowy z nim Tekieli usłyszał ciekawą informację, że totalitaryzm komunistyczny nie jest groźny (w końcu upadł w 1989 r. – po dwóch latach), ale groźny jest „totalitaryzm kościelny” i antysemityzm – który rzekomo panuje w Polsce (inny historyk powie, że ryzykując życie, Polacy uratowali 400 tys. Żydów i nie jest bez znaczenia, że w Yad Vashem najwięcej Polaków uhonorowano odznaczeniami za ratowanie Żydów).

Współcześni ideolodzy libertynizmu boją się Kościoła, słowo Kościół jest według nich „groźne”, uważają, że to do czego Kościół zachęca, to jest totalitaryzm. Czy to, że mówimy, że mamy przebaczać nieprzyjaciołom, kochać nieprzyjaciół, a nawet życie za nich oddać – to jest totalitaryzm?! To, że mówimy, że dziecko poczęte trzeba ratować, bo jest niewinne i bezbronne – to jest totalitaryzm?! To, że chcemy prawa do polskiej ziemi i dla Polaków tu urodzonych i tu żyjących, nie zamykając się na inne narody – to jest totalitaryzm?! Jeśli chcecie wiedzieć, z kim rozmawiał Tekieli, to poczytajcie więcej.

Z mojej strony chcę powiedzieć, że chrześcijanin jest człowiekiem nadziei i odwagi, chrześcijanin nigdy nie przegrywa, nawet jeśli przychodzi moment próby. Chrześcijanin jest po zwycięskiej stronie Chrystusa, bo warto Jemu uwierzyć i warto za Nim pójść i radować się pełnią wiary z tymi, których Chrystus wybrał. Warto stać się nośnikami wiary w naszych rodzinach. Dziękuję rodzicom, dziadkom, nauczycielom, za wysiłek wprowadzania dzieci i młodzieży w atmosferę wiary i modlitwy. Dziękuję wszystkim, którzy chcą być chrześcijanami w naszych czasach w sposób pełny, nowoczesny, w sposób odpowiedzialny. Wszyscy odkrywajmy bliskość Chrystusa na tej drodze. Amen.

2017-06-25T22:42:28+00:00 30 maja 2013|Homilia|