„Służyć Ewangelii Nadziei”

„Nie obawiajcie się i nie dajcie się zaniepokoić”

(por. 1 P 3,14)

Tytuł powyższej refleksji został zaczerpnięty z V rozdziału adhortacji, ale nie ogranicza się tylko do treści tegoż rozdziału, bowiem dokument papieski jest tak bogatą i ciekawą analizą aktualnej sytuacji w Europie, że byłoby stratą pominąć cokolwiek z tego zebrania, które można by nazwać „burzą mózgów” i niepokojów, ujawnioną właściwie podczas dwóch synodów poświęconych Europie (pierwszy, w roku 1991, którego temat brzmiał: Abyśmy byli świadkami Chrystusa, który nas wyzwolił; drugi – w 1999 r. – miał uwzględnić zarówno zadanie nowej ewangelizacji, jak i obudzić nadzieję płynącą z nieustannej aktualności zbawczej obecności Chrystusa).

Można zauważyć, że w ostatnich czasach nauczanie Kościoła bardzo często nawiązuje do nadziei. Jest to nie tylko psychologiczne uruchamianie tkwiących w człowieku sił i motywowanie do działania (co niezwykle sugestywnie czynił w czasach stanu wojennego ks. J. Tischner, podtrzymując wolę przetrwania wśród ludzi „Solidarności”), ale utwierdzanie wiary i nadziei budowanej na obecności Chrystusa w dziejach ludzkich. Taka nadzieja staje się niezachwiana, a przy tym uzyskuje nową perspektywę transcendencji, odniesienia do Boga. Nadprzyrodzona nadzieja ma w sobie coś nowego, niejako zwycięski optymizm działania, imperatyw twórczy, domagający się współdziałania człowieka także dlatego, że wpisane jest ono w zbawczy plan Chrystusa.

Warunkiem poprawnej służby Ewangelii jest jej solidne poznanie, i to poznanie we wspólnocie – dzisiaj poprawniej jest powiedzieć: w komunii Kościoła. Nie w pojedynkę, nie we dwóch ani we trzech nawet, ale rozpoznać Ewangelię nadziei w Kościele. I to rozpoznać solidnie, dogłębnie, niejako zasmakować bólu beznadziei, zwątpienia, smutku Kościołów „przymierających”, zasuszonych w beznadziei, aby ożywić się na nowo nadzieją płynącą z Ewangelii.

Sekretarz Konferencji Episkopatu Niemiec Hans Langendoerfer, mówiąc o duszpasterskiej sytuacji w Niemczech, nawiązywał do potrzeby zaktywizowania parafii, wyzwolenia duszpasterskich inicjatyw i nieulegania pokusie partactwa w pracy codziennej. Stwierdził: „Kościołowi szkodzą bowiem: nudne duszpasterstwo, płytkie nauczanie religii, przeciętna praca charytatywna i zrezygnowanie z myślenia w duchowych próbach” (Przegląd Powszechny 1/2004). Autor jednak zagubił w swym zapale nadprzyrodzoną nadzieję!

W czasach, kiedy nagłaśnia się hasła w stylu: „My jesteśmy Kościołem” (Wir sind die Kirche) albo: „Chrystus – tak, Kościół – nie”, trzeba sobie na nowo uświadomić, że to w Kościele tkwi Ewangelia nadziei. I dlatego sięgamy do dokumentów Kościoła, wczytujemy się w jego analizy oraz teologiczne i duszpasterskie sugestie, aby odnaleźć tam, właśnie tam, miejsce nasze, miejsce dla siebie. Tego miejsca nikt inny poza mną, poza nami, nie wypełni. Pozostanie puste.

I dlatego nie dziwi nas, że sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki pół roku przed swą śmiercią napisał w testamencie: „Jednego bym pragnął, abym mógł skuteczniej i owocniej ukazywać w środku współczesnego świata piękno i wielkość Tajemnicy Kościoła-Sakramentu, czyli znaku i narzędzia jedności wszystkich ludzi (…) gdyby mi Pan pozwolił jeszcze żyć…”. Oto zadanie i dla nas: ukazywać piękno i wielkość Kościoła, ukazywać „samemu Kościołowi” jego piękno, a także ukazywać je światu.

Krytyczne rozeznanie sytuacji Kościoła w Europie

Znany twórca i promotor katolickich stowarzyszeń młodzieżowych – belgijski kardynał Josef Cardijn wypracował i stosował w swej pracy metodę trzech etapów pracy: widzieć (rozeznać), ocenić, działać. Odtąd także w dokumentach Stolicy Apostolskiej widzimy niemały wysiłek osadzenia zaleceń duszpasterskich w sytuacji aktualnej, w rzeczywistości pulsującej życiem, pełnej przejawów dobra i zła. Dobre rozeznanie sytuacji staje się wprost egzaminem z obiektywizmu naszych sądów, ukazujących znajomość świata i gwarantujących pomyślność zamierzonych akcji.

Jan Paweł II przeprowadza odważną analizę sytuacji panującej zarówno na kontynencie europejskim, jak i w Kościele krajów europejskich. Jest to analiza niekiedy szokująca: gaśnie nadzieja wśród Kościołów Europy na progu III Tysiąclecia – pisze Papież (7 – cyfra w nawiasie odnosi się do dokumentu papieskiego). Ludzie są zagubieni, „zdezorientowani i niepewni”, odczuwa się wielkie duchowe spustoszenie spowodowane wieloma wydarzeniami. Europejczycy tracą pamięć dziedzictwa chrześcijańskiego i żyją w praktycznym agnostycyzmie, rozszerza się obojętność religijna, pustka duchowa, eliminuje się „duszę chrześcijańską”, czego wyrazem są prawa stanowione w oderwaniu od etyki tradycyjnej, sprawdzonej przez tysiąclecia. Co gorsze, od wewnątrz niejako wkracza systematycznie zeświecczenie człowieka Europy, który pomija Boga w myśleniu i życiu.

Obserwuje się „trudność osobistej wiary w kontekście społecznym i kulturowym (…) łatwiej jest dziś deklarować się jako agnostycy niż jako wierzący” (7), niewiara staje się czymś naturalnym, podczas gdy wiarę trzeba niejako uwierzytelniać społecznie.

Jeszcze niedawno nie do pomyślenia byłaby rządowa deklaracja demokratycznego państwa zakazująca noszenia krzyża, chustki muzułmańskiej czy jarmułki w publicznych miejscach. Tego rodzaju uchwała kompromituje jednak i dzisiaj zarówno Francję, jak i każdy niedawny lub aktualny reżim totalitarny. Kompromituje nas wszystkich, że nie potrafimy rozgraniczyć wolności dla religii w życiu publicznym od samowoli państwa.

Innym konkretnym przykładem choroby europejskiego ducha jest sprawa konstytucji dla Wspólnoty Europejskiej. (Choroba to śmiertelna, jeśli umiera poczucie prawdy, sprawiedliwości, wolności lub równości, są to bowiem wartości podstawowe, bez których rozsypuje się obiektywny fundament dla współżycia ludzi i narodów). Znamy rolę francuskiego prezydenta, który narzucił także innym liderom nowej Europy laicystyczną wizję prawa, a co za tym idzie – także życia publicznego w przyszłej Europie.

Europejscy politycy wstrzymali oddech i bardzo łatwo zgodzili się na pominięcie Boga i religii, na wykreślenie Jezusa i chrześcijaństwa z historii i życia kontynentu. Ciekawe, że przedstawiciele polskiego rządu (i to SLD-owskiego) domagają się nawiązania do faktu, że chrześcijaństwo tworzyło historię Europy, a wiara w Boga odgrywa jednak jakąś pozytywną rolę w życiu wielu mieszkańców kontynentu.

Ciekawy komentarz do całej tej sprawy napisał wybitny konstytucjonalista w USA – profesor Uniwersytetu w Nowym Jorku i College d’Europe w Bruges J. H. H. Weiler, praktykujący Żyd: „Jest prawdziwym skandalem, który powinien zainteresować zarówno niewierzących, jak i wierzących, to pominięcie chrześcijaństwa i nauczania chrześcijańskiego. Jest skandalem, że w jednoczącej się Europie chrześcijaństwo zamknięto i samo zamyka się w getcie”. Weiler kontynuuje swą refleksję ze zdumieniem: „Pisząc tę książkę, przerzuciłem w bibliotece mego Uniwersytetu wszystkie książki dotyczące zjednoczenia Europy, opublikowane w ostatnich trzech latach (…) znalazłem w sumie 86 książek. Znam osobiście większość ich autorów, wiem, że niektórzy z nich są chrześcijanami. Jednakże 79 z tych 86 książek nie wspomina ani jednym słowem chrześcijaństwa” (J. H. H. Weiler, Un Europa Cristiana, Milano 2003, s. 34 i 47).

Pozbawiony Boga i wiary człowiek traci poczucie bezpieczeństwa wewnętrznego (tylko Bóg potrafi dać człowiekowi poczucie godności i siły do trwania wśród piętrzących się trudności!) i w efekcie przeżywa lęk przed przyszłością, „bardziej się jej boi, niż pragnie”, bo ludzi „dręczy wewnętrzna pustka i utrata sensu życia” (8). Następstwami tej egzystencjalnej udręki są m.in.: dramatyczny spadek urodzeń, zmniejszanie liczby powołań do kapłaństwa, trudności w podejmowaniu definitywnych wyborów życiowych; dominuje poczucie osamotnienia, mnożą się kryzysy rodzinne i konflikty etniczne, odradzają się „pewne postawy rasistowskie” (8) i napięcia międzyreligijne, egocentryzm izoluje ludzi, narasta powszechna obojętność etniczna, zanika solidarność międzyludzka.

Główną przyczyną wygasania nadziei w europejskiej hedonistycznej mentalności jest „narzucanie antropologii bez Boga i bez Chrystusa”. Odkąd człowiek zajął miejsce Boga, braknie miejsca dla samego człowieka. Człowiek żyje tak, jakby Bóg nie istniał (26). Przejawem umierającej kultury europejskiej jest odcinanie się od własnych korzeni, czyli wkładu chrześcijaństwa w historię i w aktualną rzeczywistość Europy. „Oznaką gaśnięcia nadziei jest kultura śmierci” (9).

Wszystkie te obserwacje można zobrazować wydarzeniami w poszczególnych krajach europejskich, a także w Polsce. Promocja relatywizmu moralnego trwa może jeszcze nie we wszystkich, ale już w większości programów TV, napędza się promocję pozornej nowoczesności przez przyjmowanie wzorców zachodniej degradacji kultury, której kanony ustala nienawiść do tego, co prawdziwe, co święte, co uczciwe i piękne. Przykładem klasycznym jest wystawa rzekomego dzieła sztuki, ukazującego na świętym drzewie krzyża anatomię chorej wyobraźni. Najdziwniejsze w tym było to, że wśród obrońców autorki pomysłu jest ksiądz, duszpasterz środowisk twórczych z Gdańska. Zatracenie smaku jest dziś może warunkiem dla obudzenia zdrowego rozsądku.

Znaki nadziei

Rzeczywistość Europy nie składa się, na szczęście, z samych negatywów i obaw. Obserwacja rozsianego dobra budzi optymizm i nadzieję. Człowiek bowiem nie może żyć bez nadziei, jego życie bez niej straciłoby sens i stałoby się nie do zniesienia (10). Nie można ograniczać nadziei tylko do przestrzeni ziemskiej, zamkniętej na Transcendencję, zredukowanej do złudnego szczęścia, płynącego ze sztucznego podsycania konsumpcjonizmem.

„Żadna ludzka istota nie może żyć bez perspektyw na przyszłość. Tym mniej Kościół” – stwierdza Papież (11). Byłoby niesprawiedliwością nie uznać obecności dobra i Królestwa Bożego w świecie lub nie zauważyć oznak wpływu Ewangelii Chrystusowej na życie społeczeństw.

– Znakiem nadziei jest przecież odzyskanie wolności Kościoła w wielu krajach wschodniej Europy i możliwości regularnego duszpasterstwa.

– Kościół dzisiejszy pełniej skupia się na swym posłannictwie duchowym i cały zanurza się w ewangelizację.

– Wierzący mają pełniejszą świadomość misji właściwej ochrzczonym.

– Uznano miejsce kobiety w strukturach wspólnoty chrześcijańskiej.

– Znakiem obecności Ducha Bożego, który odnawia oblicze ziemi, jest pojednanie narodów dawniej zwaśnionych między sobą (pozytywne dzieło zjednoczenia Europy Wschodniej z Zachodnią!) i dążenie do jedności Europy oraz poszanowanie praw człowieka. Ufać należy, że postęp dokonywać się będzie z pełnym zagwarantowaniem „prymatu wartości etycznych i duchowych” (12).

– „Wielkim znakiem nadziei” są liczni świadkowie wiary chrześcijańskiej, którzy żyli zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie i niejednokrotnie zapłacili za wierność Ewangelii najwyższą cenę krwi (13). Święci i męczennicy za wiarę pochodzą z różnych wyznań chrześcijańskich i są światłem Chrystusa, które jaśnieje w ciemnościach. Oni też rozświetlają przyszłość Europy, stają się „limfą jedności dla Kościoła”.

– Parafia ciągle pełni swą twórczą i życiodajną rolę duszpasterską i jest wciąż „miejscem autentycznej humanizacji”. Parafia jednak potrzebuje ciągłej odnowy.

– Nowe ruchy i wspólnoty kościelne (wśród których Papież z nazwy wymienia tylko Akcję Katolicką) wnoszą, o ile żyją w prawdziwej komunii z innymi środowiskami kościelnymi – istotny wkład we wspólnotę kościelną. Pomagają bowiem chrześcijanom żyć bardziej radykalnie według Ewangelii, są kolebką różnorodnych powołań i rodzą nowe formy konsekracji; rozwijają przede wszystkim powołania osób świeckich i pozwalają im wyrażać się w różnych środowiskach życia; sprzyjają świętości ludu; mogą nieść Dobrą Nowinę i napomnienie tym, którzy w inny sposób nie zetknęliby się z Kościołem. Często wspierają wysiłki ekumeniczne i otwierają drogi dialogu międzyreligijnego; stanowią środek zaradczy na rozprzestrzenianie się sekt, są ogromną pomocą w szerzeniu w Kościele ożywienia i radości” (16).

Powyższy tekst przez wyliczenie cech charakterystycznych nowych ruchów kościelnych oraz wskazanie ich zadań staje się niejako manifestem Papieża, pozostawionym naszym wspólnotom apostolskim. Zaś bliskie zestawienie obydwu rzeczywistości (parafia i ruchy) wskazuje, że odnowienie i ożywienie parafii wiąże się m.in. z harmonijną współpracą nowych stowarzyszeń i ruchów. Trzeba jednak czuwać, aby parafia była ubogacana, a nie zubożana obecnością nowych charyzmatów, czyli darów Ducha Świętego dla lokalnego Kościoła. Zubożeniem byłoby takie rekrutowanie członków do nowego „ideału”, które izolowałoby ich potem od zadań i życia, trosk i nadziei samej parafii, która je przedstawia na coniedzielnej liturgii i celebracji eucharystycznej.

Nie można nie zauważyć napięć, jakie niekiedy tworzą te nowe „grupy”, wyprowadzając z parafii swoich członków. Pamiętam sprzed lat charakterystyczne spotkanie, które miało miejsce tuż po objęciu przez kard. E. Pironio stanowiska przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Świeckich. W Rzymie i w Kościele rozeszła się opinia, że Jan Paweł II promuje ruchy, że nie tylko je akceptuje, ale może zbyt mocno je popiera. Ksiądz Kardynał czuł się zobowiązany nieco ostudzić zapał Papieża i poprzeć inicjatywy typowo lokalne, parafialne wspólnoty podstawowe, powołując się także na bliskie mu doświadczenia z Ameryki Łacińskiej. Papież wszystkiego cierpliwie wysłuchał i kiedy wreszcie doszedł do głosu, powiedział: „Eminencjo, ja także tak myślałem i tak głosiłem, kiedy byłem w Krakowie. Dzisiaj zaś widzę rolę i dynamizm tych wspólnot, dzieł, ugrupowań wszędzie, gdziekolwiek odbywam podróż. To one wykazują najwcześniej wrażliwość na trudności i nowe szlaki Kościoła, one ożywiają duszpasterstwo, stają się wyzwaniem i pomocą dla parafii”.

Jan Paweł II napisał też krótkie słowo wprowadzające (unikalny to przypadek) do książki abp. P. J. Cordesa Znaki Nadziei. Ruchy i nowe rzeczywistości w życiu Kościoła (Wyd. św. Pawła, Częstochowa – 1998), gdzie mówi o „nowych stowarzyszeniach, które w Kościele przyczyniają się do duchowej odnowy (…), do rozwoju nowej ewangelizacji, tak bardzo potrzebnej współczesnemu Kościołowi”.

Ruch oazowy ze swego założenia chce służyć parafii, chce ją ożywiać od wewnątrz. Niekiedy natrafia w tym na trudności ze strony samych duszpasterzy, którzy nie są może przeciwni ruchowi, ale nie potrafią tych ludzi wykorzystać w sprawie apostolstwa świeckich. Tymczasem staje się coraz bardziej ewidentne, że przeżywa się model parafii potrydenckiej, gdzie cała inicjatywa ewangelizacyjno-duszpasterska scentralizowana była w jednym podmiocie, to znaczy proboszczu, i że ten proboszcz – o ile chce dobrze spełnić swą rolę kapłana uświęcającego ludzi – musi zauważyć i uruchomić stojących obok siebie księży, katechetów, ożywiać i budzić wspólnoty nowe, włączając świeckich (por. ks. H. Bolczyk, w: Znaki Nadziei, cyt. wyżej, s. 46).

Właśnie pomocą w przetworzeniu modelu parafii w kierunku wspólnoty wierzących i wspólnoty wspólnot mają stać się członkowie nowych ruchów.

Nie dziwi nas otwarcie Papieża, więcej nawet, jego zachwyt nowymi wspólnotami, co promieniuje z wielu jego wypowiedzi. W wigilię Zielonych Świąt w 1996 r. stwierdził nawet: „Jednym z darów dla naszego czasu jest z pewnością rozkwit ruchów kościelnych, na które od początku mojego pontyfikatu nie przestaję wskazywać jako na motyw nadziei dla Kościoła i ludzi (…) stanowią pewną nowość, która wciąż jeszcze oczekuje na adekwatne zrozumienie (…) ufam, że one we wspólnocie z Pasterzami i w łączności z inicjatywami diecezjalnymi zechcą złożyć w sercu Kościoła swoje duchowe, edukacyjne i misyjne bogactwa jako cenne doświadczenie i propozycję życia chrześcijańskiego”.

Przy innej jeszcze okazji Jan Paweł II zauważył, że w Kościele współczesnym, chociaż jest ciągle za mało kapłanów, „budzą się i rozwijają ruchy o charakterze religijnym (…) nowe ruchy ukierunkowane są raczej na odnowę osoby… kontynuują one często zadanie, które dawniej należało głównie do zgromadzeń zakonnych. Jako takie stanowią znak, który wzbudza wielkie nadzieje” (Przekroczyć próg nadziei, Lublin 1994, s. 129). Także w ostatniej adhortacji Pastores gregis z 16 października 2003 r. znajdujemy następujące zalecenia:

„Należy wziąć pod uwagę znaczenie apostolstwa świeckich zrzeszonych, zarówno tych kontynuujących dawną tradycję, jak też należących do nowych ruchów kościelnych. Wszystkie te stowarzyszenia ubogacają Kościół, ale potrzebują nieustannie posługi rozeznania właściwej biskupowi, do którego misji pasterskiej należy popieranie komplementarności pomiędzy ruchami o różnorodnej inspiracji, czuwanie nad ich rozwojem, formacją teologiczną i duchową animatorów oraz nad włączeniem tych nowych rzeczywistości we wspólnotę diecezjalną i parafialną, od których nie powinny się oddzielać” (51).

Do roli nowych ruchów w Kościele – Wspólnocie wraca Papież nieustannie. Płynie to z zaufania do świeckich i z miłości do żywego Kościoła, którego związek z Chrystusem jest tym pełniejszy, im mocniejsza wiara i im żywsza jest miłość jednocząca każdego i wszystkich ochrzczonych.

A więc, nowy obraz parafii, diecezji i całego Kościoła związany jest z pogłębieniem wiary żywej, czynnej i w różnych sytuacjach ukazującej swoją twórczą oryginalność. Zadanie to dla wszystkich chrześcijan, dla parafii, ruchów i wspólnot, dla księży i biskupów, bo: „biskup jako pierwszy jest na swej drodze duchowej powołany do tego, by był promotorem i animatorem duchowości komunii (…) w parafii, w stowarzyszeniach katolickich, w ruchach kościelnych, (…) w seminariach, w nowicjatach” (22). Potwierdza się po raz kolejny zasada, że wszyscy są odpowiedzialni za całość życia i postęp świata (ludzkości), ale każdy na swoim miejscu.

Co robić?

Po rozeznaniu sytuacji należałoby poddać ją osądowi i rozpocząć działanie. W podobnych okolicznościach, widząc trudności zewnętrzne (światowe i polskie „bariery” ideologiczne), ks. Blachnicki mówił, że nie będziemy pytać, co wolno, a czego nie wolno, tylko będziemy robić to, co trzeba robić”. (konferencja do Szkoły Apostolskiej, 6 lipca 1981, w: ks. F. Blachnicki, Jedność i Diakonia, Krościenko 2001, s. 142). Jednakże radził jednocześnie, aby nie zapominać o małym szczególe, że jesteśmy uczniami Chrystusa i chcemy żyć Ewangelią, musimy się przeto: gromadzić w jedno i modlić się, abyśmy potrafili więcej słuchać Boga niż ludzi (por. Dz 4,19). Pozornie to proste i łatwe zalecenie, ale w praktyce może się okazać wymagające niemałej wiary i ufności w pomoc Ducha Świętego, aby nasze rozeznanie mogło stać się realizacją woli Bożej, a nie naszej prywatnej.

Chodzi przecież o „służbę Ewangelii nadziei”, co oznacza, że chcemy być czynni, aktywni w relacji do Jezusowego przesłania. Chcemy nie tylko przyjąć Słowo Dobrej Nowiny, uwierzyć, ale głosić je wszelkiemu stworzeniu (Mt 28,19).

Kościół jest bowiem świadomy, że „ma dla Europy najcenniejsze dobro, jakiego nikt inny nie może jej dać: jest to wiara w Jezusa Chrystusa, źródło nadziei, która nie zawodzi” (18).

Nawrócić się

Ojciec Święty stawia w swym dokumencie warunek trudny i wymagający: trzeba nawrócić się, powrócić do Chrystusa, uwzględniając przy tym pewne konkretne, szczególnie ważne pola życia ludzkiego, które są aktualnie przyczyną choroby ducha w Europie, a które po naszym nawróceniu staną się znakiem życia lepszego:

– uznać wartość osoby;

– uszanować świętość ludzkiego życia (95-96);

– przyznać centralną rolę rodzinie – „Kościołowi domowemu” (90-91);

– szanować wolność religii;

– dążyć do „podporządkowania władzy politycznej prawu” (19).

„Wspólny europejski dom” trzeba opierać na wartościach chrześcijańskich, bo chrześcijaństwo jest religią jedności i pokoju, szanuje różne kultury i religie. Jan Paweł II z uznaniem mówi o wkładzie w kulturę Europy „ducha starożytnej Grecji i Rzymu, ludów celtyckich, germańskich, słowiańskich, ugrofińskich, kultury żydowskiej i świata muzułmańskiego” (19).

Trzeba zachować pamięć historii, która nam wszystkim każe pamiętać dwie okrutne wojny światowe oraz narzucone utopie, że może istnieć „sprawiedliwość bez wolności”. Dzisiaj grozi nam nowa utopia – „wolność bez prawdy”, a towarzyszy jej fałszywe pojęcie „tolerancji”. Jan Paweł II przestrzega, że są to zwiastuny nowych błędów i okropności (98).

Kościół nie ma tytułu do opowiadania się za takim lub innym rozwiązaniem instytucjonalnym lub konstytucjonalnym Europy, respektuje autonomię porządku cywilnego, ale domaga się uznania swego wkładu w rzeczywistość Europy, będąc przekonanym, że instytucje religijne także „zasługują na dowartościowanie prawne” (20, 114), jako że Kościół jest taką rzeczywistością, gdzie człowiek i Chrystus stanowią wspólnotę, gdzie wiara i życie są nierozłączne.

Postulat nawrócenia nie płynie z jakiejś strategii ludzkiej, ale jest wymogiem posłuszeństwa Jezusowi, który wzywa nie tylko poszczególne osoby do przemiany życia, ale także wspólnoty, Kościoły lokalne „nieraz naznaczone obecnością poglądów i mentalności nie do pogodzenia z tradycją, która doznaje prześladowań” (23).

W Kościołach lokalnych występują dziś często różne przejawy zeświecczenia, utrata wiary i swego rodzaju kompromis (ugoda) z logiką tego świata. Ostygła też miłość w Kościołach.

Najważniejsze, że Chrystus nie stracił nadziei w nasze nawrócenie! On to wzywa nasze

Kościoły do nawrócenia, do podjęcia „nowej ewangelizacji” (23), On to nawrócenie wprost nakazuje (26).

Europę zalewa „niepokojąca obojętność religijna” i wielu na naszym kontynencie nie zna Chrystusa i Kościoła, zaś zsekularyzowane rzesze chrześcijan żyją, jakby Chrystus nie istniał. Chrystus żyje, działa i dziś przez swego Ducha, do swego dzieła potrzebuje jednak ludzi.

– „Potrzeba wspólnot, które kontemplując i naśladując Najświętszą Maryję Pannę, obraz i wzór Kościoła w wierze i świętości, strzec będą sensu życia liturgicznego i życia wewnętrznego” (27).

Intensywna modlitwa i więź z Następcą Piotra będą pomocą w przeciwstawieniu się narastającym podziałom i w dojrzewaniu do „prawdziwej komunii całego ludu Bożego w wierze i miłości” (28). Więź z Papieżem przeżywana jest w Polsce – zwłaszcza od 25 lat – w sposób szczególnie intensywny także od strony uczuciowej. Manifestacje tego związku są piękne i ujmujące. Nie we wszystkich Kościołach Europy panuje podobne nastawienie, co w efekcie utrudnia podjęcie zaleceń najwyższego Pasterza Kościoła. Niełatwo też jest przyjąć w takiej atmosferze zachętę do nawrócenia. Ale i w Polsce jest bardzo wiele jeszcze do zrobienia, abyśmy pogłębili nasz związek z Chrystusem i Jego Ewangelią, przeżywając komunię z Papieżem.

Ks. Franciszek Blachnicki, promując swój program odnowy narodu, zachwycał się sytuacją niezwykle pomyślną w Polsce po wyborze Jana Pawła II, a to „ze względu na wielką ilość okazji do dawania świadectwa Chrystusowi i Jego prawdzie. Tego rodzaju świadectwo było zawsze źródłem mocy i rozwoju Kościoła i tym bardziej, im bardziej łączyło się z ryzykiem i koniecznością składania wielkich ofiar, a nawet własnego życia w imię prawdy i miłości Chrystusa” (ks. F. Blachnicki, Prawda. Krzyż. Wyzwolenie, Carlsberg 1985, s. 80). Jasne rozeznanie społeczno-polityczne Założyciela Ruchu „Światło-Życie” prowadziło go do profetycznego hasła o ewangeliczną analizę ówczesnej rzeczywistości, co przysporzyło mu niemało przykrości z różnych stron. Trzeba jednak podkreślić, że Sługa Boży na tle wszystkich przeżywanych ówcześnie kryzysów widział przede wszystkim „człowieka uwikłanego w wielorakie systemy uzależnień, poniżanego w swojej godności osoby”, piętnował alkoholizm i inne plagi oraz wady narodowe, aby zachęcić naród do nawrócenia (por. tamże, 75), do odzyskania wolności od grzechu.

– W trudnym procesie nawrócenia szczególną rolę powinny odegrać nowe ruchy i nowe wspólnoty kościelne, które „odrzucając wszelką pokusę żądania dla siebie prawa pierwszeństwa (…) powinny czynić postępy na drodze bardziej autentycznej komunii między sobą i ze wszystkimi innymi środowiskami kościelnymi (…) trzeba dlatego żyć z miłością w pełnym posłuszeństwie biskupom (…) ale konieczne jest również, aby biskupi, okazując im ojcowską troskę i miłość właściwą pasterzom, umieli rozpoznawać, doceniać i koordynować ich charyzmaty w budowaniu jedynego Kościoła” (29).

Musimy przeto wszyscy razem dokonać rachunku sumienia, szczerze wyznać nasze zaniedbania i winy, aby przyjąć „łaskę nowego początku”, która pozwala z większą mocą kontynuować drogę ewangelizacji (29 i 76). Proces nawrócenia wiąże się ściśle z potrzebą stałego formowania sumień, zwłaszcza że powszechnie dziś zanika poczucie grzechu. Wielką i piękną rolę będzie tu pełnić życie sakramentalne, a zwłaszcza indywidualna spowiedź i przyjęte rozgrzeszenie, uwolnienie od grzechu (76).

– Szczególną wymowę ma świadectwo życia i posługi osób duchownych i konsekrowanych, którzy na co dzień przez celibat i śluby ukierunkowują ludzi na Transcendencję.

„Europa bowiem wciąż potrzebuje świętości, proroctwa, działalności ewangelizacyjnej i służby osób konsekrowanych. Trzeba również podkreślić specyficzny wkład, jaki instytuty świeckie i stowarzyszenia życia apostolskiego mogą wnieść przez swe dążenie do przemieniania świata od wewnątrz mocą Błogosławieństw (37). Konieczna jest obecność chrześcijan, odpowiednio uformowanych i kompetentnych, w różnych instytucjach świeckich, i to tak na poziomie lokalnym, jak i europejskim, aby angażowali się w promocję demokracji opartej na szacunku do człowieka i w trosce o dobro wspólne (117).

– Nie ukrywać trudności, które widzimy i przeżywamy w Kościele. Nie można przemilczeć braku powołań do kapłaństwa i życia zakonnego, bo bez nich życie Kościoła staje się niepełne. Sytuacja aktualna wymaga wypracowania i zaangażowania wszystkich na rzecz odpowiedzialnego duszpasterstwa powołań (40).

„Boża nowość polega na wyjściu z sytuacji grzechu oraz uwolnieniu się z jego konsekwencji” (106). Uwolnić od grzechu może tylko Bóg, który już działa, już przemienia historię, już odnawia tych, którzy poddają się tchnieniu Ducha. Już i dziś nie brak chrześcijan, którzy wierzą i „wiedzą”, że Bóg istnieje, że Chrystus zmartwychwstał i że warto życiem świadczyć swoją wiarę, warto budować Królestwo Boże zapoczątkowane przez Jezusa.

– Wierni świeccy „odgrywają niezastąpioną rolę w głoszeniu Ewangelii” (41). Są obecni w różnych sektorach życia i mogą zaszczepiać w świecie wartości Królestwa Bożego. Nie brak przykładu świeckich polityków wśród założycieli nowej Europy, którzy żyli Ewangelią na co dzień i widzieli jej rolę w życiu publicznym (Schuman, Adenauer). Nie brak też chrześcijan, którzy w skromności, niemal w ukryciu codziennego życia, służą Bogu i ludziom ubogim, zapomnianym i słabym.

Kościół widzi też na przyszłość twórczą rolę mężczyzn i kobiet w służbie Ewangelii, zwłaszcza w konfrontacji z „chorobą” zimnej mentalności technicznej, która usuwa w cień funkcję uczuć, bezinteresowności, poświęcenia wobec najsłabszych, obrony poczętego życia (42).

Do wypełniania nowych zadań świeccy potrzebują szczególnej pomocy, którą zapewnia im wspólnota duchowa przeżywana w jedności z rodziną, z ruchem lub parafią. Niezwykle ważną sprawą jest też modlitwa i życie sakramentalne (Eucharystia) każdego chrześcijanina.

Szczególny związek z tajemnicą Eucharystii należy dostrzegać w odmawianiu indywidualnym lub wspólnotowym Liturgii Godzin – mówił Jan Paweł II (78), co zresztą zalecał już świeckim Sobór Watykański II.

Głosić Ewangelię

Wielu współczesnych Europejczyków sądzi, że wie, co to jest chrześcijaństwo, ale w rzeczywistości go nie zna. Konieczna jest przeto nie tylko nowa ewangelizacja, ale i pierwsza ewangelizacja. Jej obowiązek należy uważać za łaskę i właściwe powołanie Kościoła. Kościół jest po to, aby głosił Słowo Boże i nauczał, żeby nieustannie odpuszczał grzechy i składał Bogu ofiarę pojednania, czyli celebrował Mszę św. (45).

Aktualne zadanie polega nie tylko na tym, aby ochrzcić nieochrzczonych, ale by ochrzczonych uczynić wierzącymi, doprowadzić do nawrócenie, do Chrystusa.

Mówi się dzisiaj w Kościele o deuterokatechumenacie lub o katechumenacie dorosłych. Mówił o tym ks. Blachnicki wielokrotnie, a szczególnie wypunktował problem powszechnej ewangelizacji 29 czerwca 1981 r. w Krościenku w ramach Szkoły Apostolskiej. Zainspirowała go bardzo mocno adhortacja Pawła VI Evangelii nuntiandi (z 1975 r.).

Ewangelizacja to głoszenie wszystkim ludziom zbawczego planu Ojca, ukazywanie Jego miłości. Sercem ewangelizacji jest Jezus Chrystus – podkreślał Ksiądz Franciszek. „Ewangelizacja prowadzi ostatecznie do osobowego, bezpośredniego kontaktu z Chrystusem”.

„Ewangelizacja jest głoszeniem prawdy, że Duch Święty jest zsyłany do serc ludzkich”, że Duch Święty nie przestał działać w Kościele (por. ks. F. Blachnicki, Jedność i Diakonia, Krościenko 2001, s. 60-77).

Ruch „Światło-Życie”, jak zresztą każdy ruch eklezjalny, określa siebie jako ruch ewangelizacyjny. Taki charakter mają prowadzone „oazy” dzieci, młodzieży i dorosłych (ewangelizować – pogłębiać wiarę już ochrzczonych). Co gorliwsi członkowie Ruchu organizują się w ekipy i głoszą rekolekcje ewangelizacyjne. Jestem Wam szczerze wdzięczny za ten wyraz gorliwości, płynący z odkrycia, czym jest wiara w Jezusa, czym jest dla nas Ewangelia i czym jest zbawienie.

Założyciel Ruchu bolał nad panującym w Polsce modelem duszpasterskim i mówił, że „nasi biskupi i kapłani to pasterze, ale nie rybacy” (tamże, s. 74). Również model przeciętnego, dobrego katolika jest pasywny, pełen nieśmiałości, kompleksów i oporów w dzieleniu się Ewangelią z drugim człowiekiem. Tego dłużej nie można tolerować, trzeba to przezwyciężyć, bowiem: „Jeżeli nie zaszczepimy naszym, jeszcze praktykującym, katolikom dynamiki ewangelizacyjnej, misyjnej, to nie mamy przed sobą żadnej przyszłości” (tamże, s. 76).

Swoje pragnienia Założyciel Ruchu „Światło-Życie” ujął w sposób na owe czasy szokujący. Był maksymalistą, domagając się podobnie odważnego myślenia od członków Ruchu: „Chcemy przeprowadzić ewangelizację, która ma objąć wszystkich ludzi w naszym kraju, a więc wszystkich mieszkających w granicach Polski, poczynając od Biura Politycznego KC poprzez Służbę Bezpieczeństwa i wojsko, i inne instytucje, aż do praktykujących katolików. W rzeczywistości od nich będziemy zaczynali, żeby ich zdynamizować” (tamże).

Aktualnie także trzeba zacząć od praktykujących katolików, ale nikogo nie można pominąć z zatroskania ewangelizacyjnego. Jezus umarł za wszystkich i wszystkich chce doprowadzić do Ojca. Potrzebuje do tego współpracy wszystkich członków swojego Kościoła. Każdy chrześcijanin – poczynając od biskupów, kapłanów, diakonów – powinien mieć koniecznie nową świadomość misyjną (49, 64), którą będzie promieniował w zwyczajnym życiu. Współczesny człowiek chętniej bowiem słucha świadków niż nauczycieli, a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami (Paweł VI).

Ewangelia będzie bardziej autentyczna i skuteczna, jeśli dokonywać się będzie w ścisłej i widocznej współpracy, jedności i komunii między wszystkimi lokalnymi Kościołami oraz we współpracy ekumenicznej (nowej ewangelizacji nie należy jednak mylić z prozelityzmem – 32).

Orędziem Ewangelii trzeba objąć wszystkie pola działania ludzkiego, a więc dotrzeć do świata kultury, pracy i ekonomii, polityki, nauki i edukacji, a także do zwyczajnego życia w rodzinie, włączając się również aktywnie w działalność środków społecznego przekazu (58).

Wielką nadzieję Kościół wiąże z wychowaniem do wiary dzieci i młodzieży. Aby temu sprostać, trzeba odnowić duszpasterstwo młodzieżowe. Nie trzeba obawiać się stawiania młodym wymagań na drodze duchowego rozwoju.

Pismo Święte i tekst Ewangelii pozostanie dla Europy oraz każdego chrześcijanina podstawową księgą mądrości i nadziei w trzecim tysiącleciu. Przyjęciu z wiarą Słowa Bożego w szczególny sposób sprzyja celebracja liturgiczna i życie sakramentalne. To bowiem na modlitwie Kościół najlepiej słucha swego Pana, odkrywając na nowo Jego ożywiającą obecność (66). Konieczny jest „wielki wysiłek formacyjny”, aby odnaleźć autentyczny sens Liturgii, polegający na coraz lepszym uświadomieniu znaczenia tajemnicy wprowadzającej człowieka w komunię ze świętym misterium Trójcy. W Liturgii bowiem następuje w nowym wymiarze spotkanie z Bogiem i braćmi (73).

Modlitwa wspólnotowa opiera się na modlitwie indywidualnej, którą należy praktykować i ubogacać różnymi formami (także zaczerpniętymi z pobożności ludowej), czuwając jednak nad zachowaniem jej poprawności teologicznej.

Służyć Ewangelii

Każda służba wiąże się ze szczególnym oddaniem siebie do dyspozycji temu, któremu zamierza się służyć. Odtąd pragniemy dobrze poznać nasze obowiązki i w pełni realizować wyznaczone dzień po dniu wymagania.

Aby służyć Ewangelii, trzeba ją dogłębnie poznać, dowiedzieć się, czego naucza i jakie stawia wymagania. Nasze poznanie Ewangelii jest wiedzą wiary (a nie tylko znajomością tekstu biblijnego), która ciągle dojrzewa dzięki wysiłkom człowieka i współpracy z Duchem Świętym, bez którego nie możemy przecież wyznać, że „Panem jest Jezus”. Duch Święty i dzisiaj „mówi do Kościołów”, ale usłyszy Jego głos ten, kto ma „uszy wiary” (por. Ap 2, 7).

Dojrzewanie w wierze jest stałym zadaniem każdego chrześcijanina, jest zadaniem szczególnie dla nas, którzy chcemy służyć Ewangelii. Można by postawić pytanie o cechy dojrzałej wiary. Będzie wśród nich uznanie autorytetu Boga i Kościoła, jakiś zasób wiedzy, umiejętność odróżniania tego, co istotne, od spraw drugorzędnych, gotowość przyjęcia wymagań płynących z przykazań („wiara bez uczynków jest martwa” – przypomniał św. Jakub w swym Liście), traktowanie każdej przeżywanej sprawy w odniesieniu do sumienia i życia przyszłego, umiejętność przeżywania trudności, akceptacja krzyża (cierpienia).

Jeżeli chcemy służyć Ewangelii, nie powinniśmy ograniczać się do narzekania na zło. Wprawdzie trzeba je zauważyć, „docenić” jego niebezpieczną rolę, nie pomiejszać naiwnie obecności grzechu w życiu własnym i innych (Jan Paweł II przestrzegał przed strukturami grzechu), ale pamiętać, że od narzekania nie przybędzie dobra. Dobro trzeba czynić. Kroczyć drogą miłości, mimo że niekiedy jest trudna, ale tym bardziej staje się piękna.

„Znam twoje czyny, miłość, wiarę, posługę i twoją wytrwałość” (Ap 2, 19) – mówi Duch Święty do Kościoła. Dopóki każdy z nas trwa wierny i posługuje w miłości, Kościół żyje i rozwija się. „Świadectwo miłości samo w sobie ma wewnętrzną moc ewangelizującą, bo pomaga doświadczyć miłości Boga Ojca i Chrystusa” (84). Człowiek przecież nie może żyć bez miłości. Prawdziwa, czysta, ofiarna miłość otwiera człowieka na wszystko, co dobre i piękne, otwiera na ludzi i Boga.

Powołaniem Kościoła, czyli nas wszystkich ochrzczonych, jest prowadzenie do spotkania ludzi z miłością Boga i Chrystusa, wskazywanie dróg do jedności. „Nasze kościelne wspólnoty powołane są, by być prawdziwymi szkołami komunii” (85).

Miłości i konkretnych jej czynów nie możemy ograniczyć tylko do kościelnej wspólnoty, ale obejmować nią, docierać do każdego człowieka. Piękną i twórczą rolę spełnia tu każdy akt wolontariatu wobec chorych, samotnych, ubogich, wobec rodzin przeżywających trudności i kryzysy, szczególnie wobec żyjących w grzechu. Wszystkich możemy przecież obejmować miłością modlitwy, nie stać obojętnie. Warto zdecydować się na miłość!

Zakończenie

18 lutego 2004  r. Ojciec Święty podczas audiencji dla biskupów – przyjaciół Ruchu „Focolari” ponownie nawiązał do najgłębszego powołania Kościoła i każdego chrześcijanina, którym jest świętość. A polega ona na tym, aby „zwyczajność przeżywać w sposób nadzwyczajny”. Tu jest miara dojrzałości w Chrystusie (Ef 4,13).

Wzorem nadzwyczajnej wiary, miłości i poświęcenia jest dla każdego chrześcijanina Maryja.

Jan Paweł II nazwał Najświętszą Maryję Pannę Matką Pięknej Miłości i do Niej skierował modlitwę na zakończenie adhortacji poświęconej Europie:

Maryjo, Matko nadziei (…)

Naucz nas głosić Boga żywego;

pomóż nam dawać świadectwo Jezusowi,

jedynemu Zbawcy;

spraw, byśmy służyli bliźniemu (…)

wprowadzali pokój,

z zapałem budowali świat

bardziej sprawiedliwy.

Czuwaj nad Kościołem w Europie (…)

niech będzie autentycznym

miejscem komunii (…)

Maryjo, daj nam Jezusa!

Spraw, abyśmy za Nim szli

i kochali Go!…

Jasna Góra, 29 lutego 2004 r.

2017-12-17T16:42:22+00:00 29 lutego 2004|Słowo|