Święty Jan Bosko – wychowawca na nasze czasy

Przemyśl, 9 lipca 2013 r. Homilia wygłoszona podczas peregrynacji relikwii św. Jana Bosko

 

 

Święty Jan Bosko – wychowawca na nasze czasy

 

Czcigodny Księże Inspektorze, Księże Proboszczu, Czcigodni Bracia kapłani

Drodzy Czciciele św. Jana Bosko – Bracia i Siostry

Święty Jan Bosko przychodzi do nas w tę szczególną okoliczność ze swoim przesłaniem. Przesłania świętych mają tę cechę, że się sprawdzają w różnych okolicznościach, nie dezaktualizują się, nie starzeją, i jeśli napotkają na odpowiedni grunt, przynoszą owoce. Przykład ich życia, ich słowa czy ideały, którymi żyli nigdy się nie zdezaktualizują.  Liturgia święta pomaga nam zrozumieć przesłanie św. Jana, bo on z niej wyrósł, dzięki niej zakwitł na polu, na którym dane było mu żyć dziełami, którymi żył i kierował się, a szczególnie: mądrością wychowawcy, wizją przyszłości i wrażliwością, którą się odznaczał. Pan Bóg ma różne sposoby, żeby budzić świętych.

Święty Jan Bosko już w dziecięcej wrażliwości przeżywał niezwykłe sny, które dla niego były ważne w życiu. Z tych snów niejednokrotnie czerpał wskazania, metodę służby, sposoby rozwiązywania trudności, pozyskiwania ludzi do dobrego dzieła – jak święty Józef – oblubieniec Matki Najświętszej i Opiekun Pana Jezusa. Pan Bóg ma ciągle nowe metody – pamiętamy choćby św. Andrzeja Bobolę. W jego przypadku też posłużył się snem i domaganiem się świętego o to, żeby odkryto jego osobę, jego świadectwo, żeby jego kult się rozwijał i przyniósł właściwe owoce. Święci nie żyją przecież dla siebie i nie kończą życia w tym konkretnym momencie swojej śmierci, ale zaczynają drogę duchowości ważną dla nas i następnych pokoleń dopiero po śmierci, odkąd osiągną pełne zjednoczenie z Bogiem i odkąd otrzymują od Pana Boga jeszcze większe zadania i możliwości, żeby pomagać ludziom.

Ale wróćmy do dzisiejszej liturgii, która we wspomnienie św. Jana Bosko każe popatrzeć na dwa elementy, które stały się kluczem do zrozumienia całej jego działalności. Ewangelia stawia przed nami dziecko – aby zauważyć wartość i rolę dziecka. Pan Jezus przywołał dziecko, postawił je przed apostołami i powiedział:, Jeśli nie odmienicie się, nie staniecie się jako dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. Nie chodzi o to, żebyśmy się stali zinfantylizowani, nieodpowiedzialni czy bezwładni, pasywni – nie!. Cechy, które Pan Jezus pokazuje w dziecku to szczerość, pokora i prostota. Dziecko przyjmuje z ufnością tego, kto jest jego ojcem. Odkryć Boga jako Ojca, ojcostwo – jako najpiękniejszą cechę Boga, może odkryć tylko ten, kto ma ducha dziecięctwa, kto tęskni za ojcostwem i czuje potrzebę ojca w swoim życiu i to mimo upływu lat i wielu doświadczeń. To jest wielkie wskazanie dla nas, żebyśmy nieustannie odczuwali potrzebę dłoni ojcowskiej Boga, która jest potrzebna, żeby się na niej oprzeć; to punkt odniesienia do Boga Ojca w naszym życiu, warunek żebyśmy mogli wejść do królestwa niebieskiego dokonawszy wielkich, pięknych dzieł, rozwinąwszy w sobie ducha ofiary, ducha wiary, miłości, ducha cierpliwości, przebaczenia, żebyśmy rozwinęli talenty, które Bóg złożył w nas.

Święty Jan miał swoją metodę, którą się posługiwał w dotarciu do młodego człowieka i do wszystkich ludzi. To była radość. Św. Paweł  w czytanym dzisiaj liście do Filipian powiedział: Bracia – radujcie się w Panu, radość niech będzie znana wam wszystkim. Dlatego gdy wyszliśmy dzisiaj przed kościół i zaczęła grać orkiestra, to miałem żywe odczucie tego charyzmatu salezjańskiego, który ma początek u św. Pawła, a który rozwinął św. Jan Bosko. On szedł do ludzi z radością, z optymizmem, on wierzył w każdego człowieka i to nie tylko w tego dobrego, miłego, podporządkowanego, posłusznego. Stawiał wymagania swojej młodzieży, szukał również  tych z marginesu. Nie bał się tych trudnych typów i niejednokrotnie z nich tworzył przywódców dobra. Ożywiał w nich dobro, które dzięki cechom  ich charakteru przynosiło piękne owoce.

Św. Jan Bosko żył 200 lat temu a jak wyznał w jednym ze swoich zapisków – przez całe życie walczył, – żeby młodym przywrócić radość życia. – a więc nie tylko mówił, zachęcał, ale i walczył. Religia chrześcijańska jest religią nadziei, radości. Święci od wieków powtarzali, że smutny święty to naprawdę smutny święty, to żaden święty. Chrześcijanin ma zawsze na kim się oprzeć, nie ma dla niego sytuacji bez wyjścia, jest człowiekiem wewnętrznej siły, dynamizmu, radości, on się nie boi trudności. Nawet w najgorszych sytuacjach znajdzie w sobie optymizm, bo wie, że idzie z Bogiem do realizowania dobra. Kiedyś św. Jan Bosko wyznał: Odkryłem w tysiącach ludzi wykolejonych, gwałtownych, buntowniczych tęsknotę za Bogiem – i to jest ta iskra, która jest w stanie przepalić wszystko, wydobyć z kruszcu złoto najczystsze. On odkrywał w pozornie najgorszych tęsknotę za Bogiem; jeśli i ty odkrywasz w sobie – bracie i siostro tęsknotę za Bogiem, za przebaczeniem swoich grzechów, nie jest z tobą źle, przeciwnie, jeśli ta tęsknota będzie podtrzymywana, rozpali się w tobie ogień miłości do Pana Boga, ale próbuj tę wrażliwość podtrzymywać w sobie.

Warto przypomnieć, w jakich czasach żył nasz Święty. Wydaje się niekiedy, że świętym wszystko w życiu pięknie się układa, że łatwo przechodzą przez życie, a tak nie jest; szlachetność, dobry charakter, siła woli sprawdza się w trudnościach, w pokusach, w przeciwnościach. Jan Bosko, kiedy miał dwa lata stracił ojca. Miał trzech braci. Matka nie mogła sobie pozwolić na kształcenie dzieci a mały Janek tęsknił za nauką, zdradzał duże zdolności, chciał się uczyć, więc nie poddawał się, poszedł do pracy, żeby zarobić na własne kształcenie, zdobył kilka zawodów. Skończył szkołę w późniejszym nieco wieku. Ta wiedza, sprawności manualne, zawody, które zdobył przydały mu się w późniejszym kształceniu chłopców, którzy czasami potrafili niekiedy tylko mówić brzydkie słowa i machać kijem, żeby obić kolegę. On potrafił i to wykorzystać, żeby ich pozyskiwać do dobra i pokazać, co dobrego mogą zrobić.

Umiał obserwować życie. Księdzem został w 1841 roku i całym sercem rzucił się w wir pracy. Pod koniec życia wyznał: żyłem w bardzo trudnych czasach, znane mi były zamiary antyklerykałów, którzy nie byli zbyt delikatni. W 1849 roku przeczytałem punkt po punkcie ich program. Z niesłychaną arogancją przyjmowali ściśle określone cele, aby zniszczyć religię, zwalczyć Kościół, zranić kapłaństwo, położyć u stóp wszelką władzę zarówno Boską  jak i ludzką, złamać najtrwalsze więzy społeczeństwa i natury, dać zatriumfować najbardziej obrzydliwym przywarom. Był to plan, który oceniałem jako diabolicznie zorganizowany, zaprogramowany na długi okres. Czy to nie jest analiza naszych czasów? Czy to się dziś nie sprawdza?. Słyszymy, jak marszałek polskiego senatu ogłasza, że prawo Boże musi się podporządkować prawu stanowionemu przez państwo – czy to nie zamach na prawo natury, które ma być podporządkowane tym, którzy uchwalają swoje, niezgodne z naturą ustawy?. Trzeba docenić spojrzenie takich ludzi jak Jan Bosko, bo to są słowa proroków, które się nie starzeją, ich aktualność się przedłuża. On przewidział, że to, co się działo wtedy nie skończy się szybko, i widzimy, że przedłuża się do dzisiaj.

Dzisiejsi politycy zapominają o tym, że kiedy Hitler podporządkował prawo Boskie i prawo naturalne prawu uchwalonemu przez dobrowolnie wybrany parlament i władze, doprowadziło to do holokaustu, do ludobójstwa. Kiedy w Rosji Stalin podporządkował sobie prawo Boskie i ustanawiał swoje prawa, doprowadziło to do kolejnego ludobójstwa, bo dla chimery zagłodził miliony ludzi na urodzajnej Ukrainie, jak o tym mówią świadectwa historyczne. A kiedy przyszło do sądzenia w Norymberdze przestępców i morderców III Rzeszy oparto się na prawie natury. Żadne bowiem prawo nie zakazywało dosłownie – nie mordować Polaków czy Żydów. Prawo Boże mówi – nie zabijaj ! i ono wszystkich i zawsze obowiązuje. Dzisiaj też musimy mieć otwarte oczy i dziękować Panu Bogu za tych proroków, którzy umieją odczytać trudności i pokusy swoich czasów i domagają się, aby właściwie reagować.

Św. Jan Bosko nie był człowiekiem naiwnym. Jako ksiądz rzucał się w wir różnych spraw, ale równocześnie studiował i obserwował życie. Napisał około 150 artykułów i książek, także kilka podręczników jak wychowywać młodych. Wykorzystywał każdą chwilę, żeby dać narzędzie pracy wychowawcom, dać pomoc w rozeznawaniu czasów i umotywować ludzi do pracy.

Zwrócił szczególną uwagę na ludzi młodych. Sam doświadczył ciężaru młodości marginalizowanej, pokrzywdzonej, biednej i dlatego nie patrzył bezradnie, nie wybił się dla siebie, ale wybił się dla innych, wiedział, że chce pomagać innym. Skorzystał i chciał, żeby i inni skorzystali z tych darów, które on poprzez swoje życie odkrywał. Zakładał szkoły, oratoria, miejsca dla młodzieży, organizował różne zajęcia, żeby ich przygotować do życia, żeby dać im zawód, sprawność, nauczyć kultury współżycia z ludźmi. Zabiegał, żeby nie ulica, nie przestępcze środowisko ale właśnie dobre, życzliwe serce pociągało ich i motywowało do właściwego postępowania.

Jako młody ksiądz przyjął hasło, któremu pozostał przez całe życie wierny: Panie daj mi dusze ludzi – o to się modlił; wszystko inne możesz zabrać. Daj mi dusze  – prosił Boga tak jak Chrystus, chciał się z Nim zjednoczyć, by zbawiać dusze, w przeświadczeniu, że warto ten cel realizować i dlatego w  całym życiu dokonał tak wiele niezwykłych czynów.

I dzisiaj nie wolno zapomnieć tego mądrego powiedzenia, nawiązującego do Arystotelesa, które powtarzają za Zamojskim ludzie na całym świecie: Takie będą Rzeczypospolite, jakie młodzieży chowanie. To nie jest przypadek, że na młodzież się zwraca uwagę. Młodzieży trzeba stawiać wymagania, nie można jej zostawić samej sobie. Dzisiaj lansuje się fałszywe pojęcie wolności – ty sam zdecyduj, co jest dobre, – NIE! – to Bóg za nas zdecydował co jest dobre, co złe i zapisał to w naszym sercu. Trzeba pomóc zrozumieć, że to co dobre trzeba czynić a zła unikać, a nie doświadczać zła jednego po drugim. Nie da chorować na każdą chorobę, żeby zobaczyć jakie mam zdrowie. Trzeba chronić się przed chorobą. Prewencja, zapobieganie – to jest mądra metoda św. Jana Bosko. Po co zanurzać w bród, w zło, w grzech młodego chłopaka czy dziewczynę, – trzeba uprzedzić zło, pomóc go uniknąć, niech się rozwija w pięknie, bo zanim się wymyje, zanim zedrze bród, rany zostaną, organizm będzie musiał je leczyć. Znane jest prawo pierwszych skojarzeń; popełniony pierwszy grzech, zło, lub pierwsze dokonane dobro zostaje głęboko zapisane w sercu. Potem ten młody człowiek ma do tego wydarzenia odniesienie i niekiedy przez całe życie nie może się pozbyć tego pierwszego wrażenia i odwołuje się do wspomnienia zła, grzechu, albo  do pięknego przeżycia dobrego, trudnego wyboru np. miłości rodzinnej, przyjaźni, braterstwa i coraz mocniej realizuje te ideały w swoim życiu.

Warto też wiedzieć, że św. Jan Bosko, to wielki czciciel Matki Bożej. Już w pierwszych swoich snach doświadczał, że Maryja – Wspomożycielka Wiernych prowadziła go przez meandry różnych  życiowych przygód. To jest też droga naszej, polskiej rzeczywistości. Pobożność maryjna to wielki skarb, sprawdzona metoda rozwoju uczuć człowieka, pogłębienia wiary, która obejmuje całego człowieka: nasz  rozum, wolę i uczucia. To jest rola pobożności maryjnej, która tak intensywnie zachęca do podejmowania czynów z wiary.

Święty Jan Bosko kierował się bardzo ciekawym powiedzeniem: trzeba zabierać się do roboty, patrząc na świat, bo jeśli wy nie pracujecie – pracuje diabeł. To się odnosi i do każdego z nas. Jeśli widzimy potrzebę pracy, zajęcia stanowiska, opowiedzenia się po stronie przykazań Bożych, obrony krzywdzonego, potrzebującego pomocy bliźniego, to trzeba to natychmiast wykonać, bo jeśli ja tego nie zrobię, to zostawiam miejsce, by diabeł pracował. Przyjdzie zły człowiek i w puste miejsce rzuci złe ziarno. Obudzi niechęć i nienawiść. Pamiętajmy o tym, że nie powinniśmy zostawiać dla innych zadań, o których wiemy, że mają być wykonane i to zarówno w życiu publicznym jak i braterskim, sąsiedzkim.

Ciekawą sprawą jest fakt, że święci gromadzą wokół siebie świętych. To również dla nas ważna, dobra wskazówka, żebyśmy szukali towarzystwa ludzi dobrych. „Podobnym się ciesz” – mówi stare rzymskie przysłowie; podobny szuka podobnego, upodabnia się do niego. Obok św. Jana Bosko był św. ks. Rua, był św. Berchmans i wielu innych – bł. Bronisław Markiewicz, bł. August Czartoryski, – oni wszyscy odnajdywali w księdzu Janie kogoś niezwykłego, kto promieniował dobrem bez słów. Droga, którą wybrał nasz bł. August Czartoryski, bądź co bądź następca polskiego tronu, wnuk królowej Hiszpanii, nie była łatwa, żeby przy jego chorowitym stanie zdrowia dostać się do salezjanów. Jemu jednak zaimponował prosty ksiądz Bosko dynamiką życia, uczciwością, swoim niezwykłym umiłowaniem Boga i ludzi.

Każdy z nas promieniuje – czasami złością, nienawiścią, przekleństwem czy zacietrzewieniem albo promieniuje cierpliwością, uśmiechem mimo zdenerwowania, opanowaniem w gniewie, życzliwością dla nieprzyjaciół, zniesieniem upokorzenia, obrazy, – to już jest świętość i dlatego ocierając się o tych świętych wyniesionych do chwały ołtarzy, i o tych świętych w naszym otoczeniu, warto samemu zapragnąć wstąpić na podobną drogę.

W swoim testamencie św. Jan Bosko prosił, żeby kontynuowano jego dzieła, (a umierając zostawił 770-ciu salezjanów i prawie 400 salezjanek, bo założył dwa zgromadzenia i kilka stowarzyszeń), ale w szczególny sposób trosce salezjanów polecał młodzież biedną i opuszczoną.

Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie. To jest bardzo ważne – zaufać młodym, ale także wymagać obdarzając ich zaufaniem. Pokażmy, że są potrzebni w naszym życiu ale jako ludzie dobrzy, szlachetni, uczciwi, pracowici, zdolni do poświęceń, bo są zdolni do wielkiego dobra. Nam niekiedy może braknąć pomysłów, im nie zabraknie, ale trzeba ukierunkowywać te ich pomysły. Warto ich kochać wyrozumiale, cierpliwie, z gotowością przebaczania i pomocy, aby za wszelką cenę pozyskiwać młodych do większych i wspanialszych dzieł, na które czeka Bóg i na które czeka drugi człowiek.

Amen.

2017-06-25T22:36:51+00:00 09 lipca 2013|Homilia|