Testament Jezusa, testament Papieża – nadzieją Kościoła

Homilia wygłoszona podczas Mszy św. dziękczynnej za pontyfikat Benedykta XVI i w intencji konklawe – Warszawa, 5 marca 2013 r.

 

Drodzy Bracia w posłudze pasterskiej, kapłańskiej,

Drodzy Bracia i Siostry!

Przychodzimy dziś do katedry warszawskiej, gdzie spoczywają wybitni pasterze Kościoła w Polsce: św. abp Szczęsny Feliński – biskup wygnaniec, sł. Boży kard. Stefan Wyszyński – Ojciec Ojczyzny w trudnych czasach komunistycznych prześladowań, więzień i niestrudzony obrońca godności Polaków, a także ostatnio złożony tu kard. Józef Glemp. Przychodzimy wraz z biskupami – gośćmi zaprzyjaźnionych i sąsiednich krajów Europy, aby wspólnie podziękować Panu Jezusowi za pontyfikat Papieża Benedykta XVI. Modlimy się też za kardynałów, aby w pełni zdołali wypełnić wolę Bożą poprzez wybór nowego następcy św. Piotra. Cieszymy się, że w tym dniu dzisiejszej modlitwy jest z nami ks. kard. Kazimierz – gospodarz i solenizant, któremu życzymy darów odczuwalnej bliskości Ducha Świętego na ofiarne wypełnienie woli Bożej w najbliższych dniach.

Fragment przeczytanej Ewangelii przypomniał nam Ostatnią Wieczerzę i testametalną modlitwę Pana Jezusa za apostołów i Kościół, który przetrwa, o ile trwać będzie w miłości: Wytrwajcie w miłości mojej (J 15, 9) … To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali (J 15, 17).  A zatem, to miłość taka, jaką Ojciec umiłował Jezusa i jaką On nas umiłował aż do końca, ma być realizowana wśród wierzących w Chrystusa, aby Kościół mógł trwać, pełnić swą misję i rozwijać się, służąc ludziom.

Testament Jezusa motywuje nasze myślenie i życie w rożnych momentach i sytuacjach. Może warto dziś także zapytać, jak wygląda testament duchowy ostatniego Papieża?  Przecież do Niego – następcy Piotra i do nas następców apostołów odnoszą się bezpośrednio przytoczone przed chwilą słowa: Nie wyście Mnie wybrali, ale ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili i by owoc wasz trwał… (J 15, 16).

Patrząc na posługę Benedykta XVI, nie mamy wątpliwości, że motywem jego życia, treścią przepowiadania oraz podejmowanych decyzji była wiara i miłość do Chrystusa i Kościoła, któremu nieustannie przywracał „blask prawdy”. I w duchu wiary musimy przyznać, że współczesnemu Kościołowi i światu potrzebne było wielkie świadectwo dynamicznej służby bł. Jana Pawła II, która trwała w chorobie i niemocy aż do końca, ale równie potrzebne jest świadectwo pokornej samokontroli Benedykta XVI i stwierdzenie, że potrzebny jest na tym miejscu ktoś nowy, komu on pomoże wypełnić jego niełatwe posłannictwo swoją rezygnacją. Ta rezygnacja bowiem to uderzenie w wielki dzwon dla Kościoła i świata, to ostrzeżenie, że dzieje się coś niebezpiecznego, na co niezwykły Papież w niezwykły sposób zwraca uwagę. A głos tego dzwonu słyszymy po raz pierwszy po wielu stuleciach.

Sam Ojciec Święty na swej ostatniej katechezie środowej stwierdził, że: Umiłowanie Kościoła oznacza także odwagę, by podejmować trudne wybory, bolesne, mające zawsze na względzie dobro Kościoła a nie samych siebie… Nie porzucam Krzyża, lecz pozostaję w nowy sposób przy ukrzyżowanym Panu  – mówił Papież (27.02.2013).

A dzieje się dziś wiele i to bardzo niebezpiecznych spraw.

1. Widzimy wyraźną kampanię, całą strategię eliminowania Boga z życia narodów, społeczeństw i sumień ludzi. Krwawym prześladowaniom chrześcijan nie da się zaprzeczyć, ale nie mniej niebezpieczne są również prześladowania ciche, podziemne i powolne, które systematycznie przemieniają myślenie i odrywają ludzi i narody od Boga i wiary, szkalują Kościół i kapłanów, z reguły posługując się kłamstwem albo półprawdą, pozorem, podejrzeniem, którego nikt już potem nie sprawdza i nie naprawia. I nie chodzi tu wcale o oczyszczanie Kościoła z grzechu i słabości osób duchownych, które Benedykt XVI z taką energią podjął w Kościele, zaostrzając nawet przepisy prawa Kościelnego. To przecież ten Papież jest Papieżem wielkiej reformy. Uczciwi ludzie muszą się pytać, jak to możliwe, że tak liczne ośrodki w świecie a także i w Polsce bezkarnie mogą oczerniać Niewinnego?. I nie chodzi tu tylko o brukowe tabloidy czy kolorowe tygodniki ideologiczne, ale także o aspirujące do elit środowiska a także o gazetę codzienną, która od lat prowadzi strategię antyklerykalną i antyreligijną bez żadnej troski o prawdę, haniebnie zaniżając troskę o kulturę życia ludzkiego w Polsce.

Świat kocha dziś zysk materialny i pieniądz, ale musi zrozumieć, że bez wierności prawdzie zbliża się do przepaści, bo już doszedł do absurdu, że produkcja wirtualnego pieniądza oderwanego od rzeczywistości nie rozwiązuje problemów ani wśród ludzi, ani wśród mocarstw. Wielomiliardowe zadłużenie USA wobec Chin jest tu typowym przykładem chorej globalizacji ekonomicznej. Choroby moralne są jeszcze głębsze. Kto wie, czy to nie do dzisiejszych czasów odnosi się przestroga T. S. Eliota, kiedy pytał: „Gdzie jest życie, które utraciliśmy żyjąc? Gdzie jest mądrość, którą utraciliśmy w wiedzy? Gdzie jest wiedza, którą utraciliśmy w wiadomościach?”.

2. Odejście od Boga i praw Bożych oraz od praw natury podważa fundamenty istnienia i współżycia między ludźmi. Całą pierwszą podróż do swoich rodaków w Bawarii Benedykt XVI poświęcił trosce o obecność Boga we współczesnym świecie. W podsumowaniu swej pracy mówił do Kardynałów i pracowników Kurii rzymskiej (2006): Wielkim problemem Zachodu jest zapominanie o Bogu: ta niepamięć szerzy się coraz bardziej. W ostatecznym rozrachunku – jestem o tym przekonany – wszystkie pojedyncze problemy można sprowadzić do tego zagadnienia.

Jakże trafne diagnozy współczesnej rzeczywistości zawdzięczamy Benedyktowi XVI. Wiemy, że miał rację, mówiąc o „dyktaturze relatywizmu”, wobec którego należy promować wierność prawdzie i bronić trzech spraw nienegocjowalnych: prawa do życia, małżeństwa i rodziny oraz prawa do wychowania dzieci. To przecież na tej płaszczyźnie toczy się dziś najbardziej zacięta walka ideologii libertyńskich z chrześcijańskim  humanizmem.

Siedem lat temu Benedykt XVI mówił w tej warszawskiej katedrze: Obowiązkiem Kościoła jest troska, by nie zamilkł Duch Prawdy. Nie możemy ulec pokusie relatywizmu czy subiektywnego czy selektywnego interpretowania Pisma świętego. Tylko cała prawda pozwoli przylgnąć do Chrystusa, który umarł i zmartwychwstał dla naszego zbawienia.

 3. Odchodzący Papież usłużył Kościołowi swą głęboką wiedzą teologiczną, którą wspierała umiejętność rozeznawania znaków czasu i kontaktu ze współczesnym światem i jego kulturą. Zatroskany o jedność Kościoła był szczerym realizatorem II Soboru Watykańskiego i ekumenizmu. Budowaliśmy się szacunkiem, jakim obdarzali go obecni w Rzymie na obchodach 50. rocznicy od rozpoczęcia Soboru przedstawiciele innych Kościołów chrześcijańskich: Patriarcha Konstantynopola Bartłomiej, prymas Anglikański Rowan Williams czy inni.

4. Sam Benedykt XVI ideę poznania i realizowania II Soboru Watykańskiego uczynił jednym ze wskazań swego ostatniego duchowego testamentu. Mówił o tym na pożegnalnym spotkaniu w ROKU WIARY do swego rzymskiego duchowieństwa już po ogłoszeniu rezygnacji. Przemówienie wypowiedział z pamięci – czyli z serca. Przestrzegał, że niestety, zaistniały dwa sobory: „Sobór mediów” szukający sensacji, walki stronnictw i kontrastów oraz Sobór właściwej głębi wiary i odpowiedzialności za jej przekaz, Sobór troski biskupów całego świata o wierność tradycji w przekazie Ewangelii. I to ten Sobór, ten właśnie Sobór jest głosem Ducha Świętego, niosącym życiodajną inspirację naszym czasom.

Jakże odpowiedzialnie brzmią tu słowa Benedykta XVI i jakże niepoważnie jawią się naciski pseudoproroków i prorokiń z niektórych pseudokatolickich pism, uciekających od prawdziwych postulatów soborowych, dotyczących chociażby zadań katolickiego laikatu. Służba Kościołowi i Chrystusowi w ludziach a nie walka o wpływy, znaczenie czy władzę jest postulatem Soboru i wołaniem czasów. Trzeba reformować siebie, swój zakon, parafię, swoją rodzinę i pokornie, w ciszy klasztornej celi modlić się o światło wiary pogłębionej a nie biegać po gazetach i stacjach telewizyjnych z nawoływaniem do reformy Papieża, Biskupa, Kościoła. Kościół stanie się lepszy i świętszy, jeśli się nawrócisz ty i ja, bo to jest realnie bliższe i natychmiast możliwe, a nie wtedy, gdy będziesz zaczynał od nawracania innych. Kościół przetrwa wszelkie doświadczenia dzięki mocy Ducha Świętego i dzięki prostemu ludowi, dzięki ludziom pokornego serca, których nie brak także w naszych miastach i wioskach, wśród profesorów i dziennikarzy, wśród społeczników i polityków. Pamiętajmy jednak, że działanie Ducha Świętego szczególnie widoczne jest jednak w posłudze Papieża i Biskupów.

Dziękujemy dziś Panu Bogu za wielkich Papieży, których dawał Kościołowi naszych czasów i pełni ufności patrzymy w Boże oblicze, zawierzając los Kościoła i świata Bożej Opatrzności.

Wszyscy pamiętamy, że Ksiądz Profesor Józef Ratzinger był jednym z promotorów pojednania narodu polskiego z niemieckim, a jako Benedykt XVI, podczas spotkań z wiernymi, zawsze miał czas, aby powiedzieć kilka zdań po polsku, czym budził naszą wzajemną życzliwość i stał się Polakom tak bliski, że bez trudu widzieliśmy w nim bratnią duszę bł. Jana Pawła II. Dziś Benedykt XVI odszedł już do historii, a zakończył swoją ostatnią katechezę środową słowami, którymi spróbujmy i my zakończyć nasze rozważanie: Pan jest obok, nigdy nas nie opuszcza, ogarnia nas swoją miłością. Tak. W Kościele, w relacji z Chrystusem i ludźmi miłość jest najważniejsza. Miłość jest wierna, trwa zawsze i nigdy się nie kończy Bóg jest miłością, Wytrwajcie w miłości mojej… To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali. I to brak miłości byłby największym zagrożeniem Kościoła. Wytrwanie w miłości Boga i każdego człowieka jest i będzie nadzieją i siłą życiodajną Kościoła.

Amen.

 

2017-06-25T22:28:05+00:00 05 marca 2013|Homilia|