„Trzeba na nowo odkryć wartość macierzyństwa i ojcostwa”

Kalwaria Pacławska, 13 sierpnia 2009 r. Homilia wygłoszona podczas Uroczystości Wielkiego Odpustu ku czci Matki Bożej Kalwaryjskiej

 

Drodzy Bracia i Siostry – Pielgrzymi

Odpust na Kalwarii ma wiele cech, które gromadząc nas przy ołtarzu, wyzwalają szczególną modlitwę, budzą naszą ufność do dobra, pokazują, że mamy na kim się oprzeć, że jest Ktoś, Kto nie zawodzi; że warto do Matki Najświętszej skierować swoje kroki. Wszyscy tu przyszliśmy z zaufaniem, pragnieniem pójścia w głąb w naszej wierze, przybliżenia się do Maryi, którą pierwszy odkrył Bóg. On Jej zaufał, a my naszego Ojca – Boga tylko naśladujemy. On Ją wybrał i uczynił Arką Przymierza, w której złożył największy skarb poznania i miłości swojego Syna, aby nas odkupił. Wielka tajemnica, otwiera się przed nami ilekroć stajemy wobec Matki Zbawiciela i warto podjąć tę podróż, by tu się spotkać na modlitwie z Matką Najświętszą.

Uroczystość Wniebowzięcia Matki Bożej ma wiele elementów budzących optymizm, ponieważ ukazuje naszą godność, że zwykły, biedny, grzeszny człowiek w obliczu Boga jest ważny, Jemu zależy na mnie i chce ze mną przebywać w niebie.

Przed chwilą słyszeliśmy pytanie – ile razy mamy przebaczyć drugiemu człowiekowi, który nas skrzywdził, sprawił przykrość – czy aż siedem razy?. Pan Jezus odpowiada, że nie tylko siedem, ale siedemdziesiąt siedem razy. Nie trzeba życia mierzyć własną miarą, ale jeśli słuchamy Pana Jezusa, to trzeba zacząć wszystko mierzyć Jego miarą nieskończoną. Bóg mierzy miarą nieskończoności. Taka jest miara miłości Boga do człowieka, że nam przebacza w nieskończoność, ale i w nieskończoność oczekuje mojego nawrócenia. Pan Jezus domaga się, – skoro sami doznaliśmy przebaczenia, żebyśmy także przebaczyli bratu, który wobec nas zaciągnął jakiś dług czy powinność. To jest wielkie wskazanie: wracając od konfesjonałów Kalwarii do naszych domów, mamy wiedzieć, po co tu przyszliśmy, umieć przebaczać, odradzać się i pomagać w odradzaniu się innym ludziom. Bo dobroć, miłość, przebaczenie wyzwala pokój, radość, kontakt z drugim człowiekiem i z Panem Bogiem. Dziś powiemy Matce Najświętszej, że pragniemy uczcić Ją naszą spowiedzią, szczerą modlitwą, śpiewem ale także przemianą naszego życia.

W święto Wniebowzięcia Matki Zbawiciela chcemy też prosić, by Bóg pobłogosławił plony zbóż, zioła, kwiaty, jako owoc pracy ludzkiej. Maryja – Niepokalanie Poczęta jest dojrzałym Owocem Okupienia. Razem z Chrystusem króluje w niebie z ciałem i duszą. Śmierć nasza będzie też włączeniem się w śmierć Chrystusa; skorzystamy z Jego męki i śmierci tak, jak skorzystała Maryja. My również, jako dojrzali ludzie nie powinniśmy bać się śmierci, ale iść przez życie ze świadomością, że każdy czyn, każda modlitwa, ofiara, ma znaczenie, nie marnuje się przed Bogiem. Warto do nieba dojrzewać, przygotowywać się w wierze.

Ojciec święty Jan Paweł II mówił, że w Tajemnicy Wniebowzięcia wyraża się wiara Kościoła, że Maryja jest złączona z Chrystusem i Kościołem węzłem ścisłym i nierozerwalnym. Tak, ale i z nami jest ta więź, bo Chrystus jednoczy wszystkich ochrzczonych, z Maryją i z Kościołem. Dlatego słusznie czcimy Maryję, dziękujemy Bogu za tę Matkę pomagać gotową, współzatroskaną o nasze zbawienie, za tę Niewiastę spośród niewiast najbardziej dojrzałą przez wiarę i miłość, przez konsekwencję Jej życia wiernego Bogu.

Chciałbym dzisiaj poświęcić chwilę uwagi każdej matce i kobiecie. Wniebowzięcie Matki Najświętszej – to szczególne uwielbienie macierzyństwa Maryi. Każda kobieta, nawet ta, która wybiera życie w samotności czy zakonnica jest powołana do macierzyństwa cielesnego albo duchowego, bo kobieta ma serce matki, ma nieść dar nowego życia, rodzić dobro, wychować człowieka poprzez przekazanie mu wiary, stylu życia, przekazanie nadziei zbawienia, życia wiecznego. A tu wchodzimy już w sferę macierzyństwa duchowego. Trzeba sobie postawić pytanie – jak wygląda model macierzyństwa jako służby. Czy potrafię być matką. Czy nasze matki kochają trud macierzyństwa, bo przecież kochają swoje dziecko, ale czy odnajdują w nim swój charakter, głębię swojej wiary, swojej miłości do Boga i do człowieka, czy potrafią zapalić do służby, czy chcą i potrafią przyjąć kolejne dziecko z miłości do macierzyństwa, do trudu, który jest trudem miłości, i jako taki staje się nagrodą, jest upragniony.

Macierzyństwo – to ciągłe rodzenie człowieka w człowieku, to ciągłe dawanie siebie, to chęć usłużenia powołaniu, które Bóg włożył w twoje serce i w twoje ręce. Warto więc dzisiaj – w tę wigilię Wniebowzięcia Matki Bożej przyłożyć i przybliżyć swoje macierzyństwo do macierzyństwa Maryi, czy ono pasuje do tej niezwykłej miary, czy jest takie, jak macierzyństwo Maryi wytrwałe, zjednoczone z Jezusem do końca? – to bardzo ważne pytanie. Od uświadomienia sobie tego pytania zależy realizacja macierzyńskiego powołania.

Macierzyństwa nie da się zrealizować bez dobrego ojcostwa. Jeśli dzisiaj mówi się o kryzysie ojcostwa czy macierzyństwa to dlatego, że żona nie wyzwala z męża godności ojca, a ojciec nie pomaga matce być matką, nie kocha jej za macierzyństwo i i nie pomaga w rozwijaniu macierzyństwa, że bardziej aprobuje to co zewnętrzne, może wygląd, urodę, a nie trud i piękno macierzyństwa. Kim jest dla mężczyzny matka jego dzieci? Czy zarówno on jak i ona potrafi w małżeństwie rozwijać miłość wzajemną, zdobywać się na wierność, mimo niekiedy koniecznego rozłączenia. Dzisiaj, z racji na sytuację w Ojczyźnie wiele rodzin przeżywa konieczność rozdzielenia, rozstania na krótszy czy dłuższy czas. Jeśli rozłąka nie budzi tęsknoty, niepokoju, oczekiwań na powrót, to dowód, że zbliża się kryzys.

Niedawno – spowiadając przeżyłem wielką radość. Oto człowiek, który wrócił po długich latach z emigracji przystępuje do spowiedzi i chce podziękować Panu Bogu, że wytrwał, nie zdradził żony, że rodzina trwa w jedności i cieszy się powrotem męża i ojca. Zapytaj siebie bracie – czy ty jesteś ojcem ofiarnym, wiernym, zatroskanym o los twoich dzieci, twojej żony, matki, rodziny. To bardzo ważne pytanie – kim jest dla ciebie matka twoich dzieci, czy tylko partnerką współżycia, chlubą przed kolegami, siłą roboczą, tylko pomocą czy punktem odniesienia głębi twojego jestestwa, czy jest kimś, bez kogo ty nie możesz żyć, bez kogo ty już nie mógłbyś żyć dalej. To jest właśnie wzorzec miłości ojcowskiej, relacji ojcostwa do twoich dzieci. Także niewiasta powinna pytać się o to, czy jej więź z mężem umacnia się przez macierzyństwo, czy rozumie, akceptuje i pomaga ojcu swoich dzieci być nie do zastąpienia w swojej rodzinie?

Trzeba też powiedzieć, że małżeństwo, rodzina, ojcostwo, macierzyństwo to również twórcze zadanie na całe życie. Będzie piękne i radosne jeśli starczy nam odwagi i woli dobrego uformowania naszej rodziny. Już i w Polsce istnieje problem rozwodów, 30% małżeństw rozbitych, czyli kolejnych dramatów ludzkich z nieudanych związków małżeńskich. To jest ważny punkt do rachunku sumienia. Ojciec i matka mają służyć sobie i swoim dzieciom, mają się odnajdywać, ubogacać i rozwijać w tej służbie a nie w praktykowaniu egoizmu. Jest możliwe uratowanie i rozwój każdej miłości małżeńskiej, rodzinnej.

Dobra, prawdziwa miłość rozwija się aż w nieskończoność, aż po ostatni dzień starczego życia. Jeśli potrafisz dawać siebie, służyć, jeśli szukasz okazji dawania, a nie brania, jeśli opanowujesz swój egoizm i cierpliwie budujesz jedność, to właśnie jesteś na tej drodze rozwoju. Małżeństwa, które mają czas na rozmowę, na podzielenie się przeżyciami dnia, na omówienie wspólnych planów, na ocenienie i wartościowanie życia, jeśli mają czas na modlitwę wspólną – jak wskazują analizy badawcze – te małżeństwa się nie rozpadają, a przynajmniej wielokrotnie rzadziej w stosunku do tych, gdzie nie ma takich relacji.

Także w naszej Ojczyźnie trzeba bronić praw rodziny, tych dobrych, sprawdzonych wzorców życia rodzinnego. Dzisiaj niestety – jest społeczny, promowany w prasie i w telewizji atak na rodzinę, jest przekreślanie jej praw i manipulacja rodziną. Wmawia się ludziom, że człowiek jest wolny i każdy związek może być małżeństwem, także w jednej płci, a może trwać dokąd zdecydują sami małżonkowie. Bóg inaczej ustanowił i trzeba tego porządku wiernie przestrzegać. Wolność i prawo człowieka ma prowadzić ku rozwojowi jedności męża i żony, a nie ku rozbiciu. Człowiek ma prawo do życia, a nie do zabijania. Do promocji dobra, rozwoju, postępu a nie rozbicia. Odpowiedź poprawną na wszystkie nasze pytania mamy zapisaną w sercu. Wiemy, jak być powinno. Jeśli nie dociągamy, to starajmy się niedociągnięcia naprawić, Boga i ludzi przepraszać. Dzisiaj rodzina jest słaba i Polska się wyludnia. Europa wymiera, bo nie ma bezwzględnej miłości do dziecka, nie kocha się trudu, ale też nie pomaga się ludziom w zrozumieniu i podjęciu ich zadań. Nie ma polityki prorodzinnej, politycy przeważnie nie promują rodziny wielodzietnej, nie ułatwiają rodzinie jej zadań. Potrzebny jest maksymalizm wymagań stawianych sobie, maksymalizm pragnień i czynów. To ważne, by odkryć tę cechę, że nasze człowieczeństwo powinno się rozwijać.

Kościół ma te ważne sprawy przypominać, bo budząc sumienia troszczy się o społeczeństwo. Nie może się człowiek zdrowo rozwijać w zakażonym duchowo i moralnie środowisku. Oddychając skażonym powietrzem każdy może ulec zarazie, jaka się sączy z różnych źródeł, ze środków masowego przekazu, z potocznych, sąsiedzkich rozmów prowadzonych w sklepie czy w biurze, gdzie załatwiamy codzienne sprawy.

Dziś bardzo wulgaryzuje się język, nawet w reklamach używa się wulgarnych wyrażeń. Jakiego używamy słownictwa w rozmowach – taką żyjemy kulturą . Zwróćmy uwagę na kulturę współżycia, której dowodem są zachowane przykazania – choćby to – siódme – nie kradnij. Ono reguluje nasz stosunek do cudzej własności ale i nasz stosunek do pracy; praca i płaca – to jest stosunek wzajemny. Chodzi o solidną, uczciwą pracę, by ten kto zatrudnia mógł za taką solidną pracę uczciwie płacić. Musi być zachowana zasada uczciwości, sumienności między pracownikiem i pracodawcą, między obywatelem i państwem. Prawa powinny promować uczciwe wynagrodzenie pracownika ale też i wspierać tego, kto daje zatrudnienie, a nie nazrzucać nań zobowiązań ponad miarę.

W czasach solidarności było bardzo popularne hasło; tyle wolności ile własności. Teraz zaczęła się prywatyzacja, która mówiąc szczerze bardzo często jest wyprzedażą dobra wspólnego, narodowego. Czy mamy prawo decydowania o wyprzedaży polskich cukrowni, bo w efekcie dziś nie ma gdzie sprzedać rolnych produktów. Cukrownia istniejąca od stu lat w Przeworsku, dziś już nie jest cukrownią ani naszą ani polską. Wyprzedaje się dobro wspólne – czy to jest uczciwe? Czy nie można wypracować uczciwego systemu by łatać zaistniałe dziury budżetowe. Czy można bez konsultacji z narodem – wyzbywać się wspólnej, narodowej własności? Trzeba stawiać to pytanie – czy można naszą własność oddać w obce ręce?. Czy można, mieć zaufanie do partii, do polityków, którzy długofalowo nie troszczą się o przyszłość narodu i państwa, a zamiast realizować jakiś wspólny, społeczny cel rywalizują między sobą tylko o popularność wśród wyborców? Stoimy przed problemem zadłużenia, korupcji, mafii. Dokonane nieuczciwości i nadużycia są niewykrywalne. Już dziś dyskutuje się nad przyszłorocznymi wyborami – kto będzie prezydentem, a trzeba się skupiać nad tym, jak dobrze służyć Polsce i Polakom, ułatwić wychodzenie z kryzysu, znaleźć miejsca pracy dla bezrobotnych, jak pomóc emigrantom, którym wiele obiecywano, a dziś nie ma możliwości, by mogli wracać do kraju. Przynajmniej nie kłamać, mówić prawdę i domagać się życia według prawdy, dając własny przykład.

Mówiąc o tych trudnościach, nie trzeba być pesymistą, ale trzeba budzić sumienie małym i wielkim. Ta nasza obecność tu pod krzyżem Chrystusa, przy Matce Najświętszej w święto Jej Wniebowzięcia, obecność na Mszy świętej niedzielnej czy codziennej nie jest stracona, bo dopóki wiemy, że Bóg jest prawdą, że jest miłosierny i odpuszcza grzechy, jest nadzieja na pomoc, bo już nie raz pomagał nam wyjść z różnych opresji.

Dzisiejszy dzień to także rocznica Cudu nad Wisłą w 1920 roku. Naród zaledwie w dwa lata po odzyskaniu niepodległości oparł się napaści sowieckiej. Nie wolno i dziś wątpić, bo mamy wielki punkt odniesienia. Żadna modlitwa nie jest zmarnowana. Trzeba budzić sumienia, motywować do pracy, do zrywu ofiary, ale i podtrzymać ducha modlitwy, ducha ufności do Boga w narodzie i w naszych rodzinach.

Na koniec chcę wskazać na pewne optymistyczne znaki w oparciu o zestawienie danych na temat wiary w krajach europejskich po roku 2006. Okazuje się, jeśli chodzi o praktyki religijne – 54% Polaków deklaruje, że raz w tygodniu chodzi do kościoła, a 48% Polaków modli się codziennie. Są kraje, na przykład Ukraina, gdzie w ostatnich latach wzrosła liczba młodzieży chodzącej do kościoła. A zatem nie wszędzie zanika wiara, a nawet się budzi. Warto zaufać Bogu, troszczyć się o wiarę w rodzinie, trwać. Niech to nasze dzisiejsze spotkanie pod okiem i sercem Maryi zachęci nas do zachowania dobrych, religijnych tradycji, bo kto z Bogiem, z tym Bóg.

Amen.

2017-06-18T20:13:19+00:00 13 sierpnia 2009|Homilia|