Uczymy się odpowiedzialności za wiarę, Kościół i Ojczyznę

Homilia abp. Józefa Michalika wygłoszona z okazji odpustu w Kalwarii Pacławskiej, 14 sierpnia 2013 r.

 

Uczymy się odpowiedzialności za wiarę, Kościół i Ojczyznę

 

Drodzy pielgrzymi

Przychodzimy dziś na to wzgórze kalwaryjskie, aby spotkać Maryję, stojącą pod krzyżem i razem z Nią wejść w najgłębsze tajemnice Odkupienia. W liturgii świętej Kościół wita nas tą wielką wizją biblijnej historii zbawienia, w której ukazuje arkę przymierza jako miejsce przechowywania tablic kamiennych z dziesięciorgiem Bożych przykazań. To było miejsce święte dla każdego Izraelity, bo tam był widzialny fundament relacji człowieka ze Stwórcą i nadziei zbawienia. Naród wybrany wiedział, że w oparciu o przymierze z Bogiem przypieczętowane przykazaniami Bożymi i obrzezaniem następuje związek z Bogiem, który trzeba nieustannie kultywować i podtrzymywać. Tamta arka przymierza była tylko obrazem prawdziwej arki przymierza, jaką jest Maryja. To w Niej po raz pierwszy zamieszkał Jezus Chrystus, a w Nim spotyka się bóstwo – Bóg i człowieczeństwo – człowiek. To w Nim nierozdzielnie realizuje się przymierze Boga z ludźmi. Jezus – Słowo Boże od Niej bierze swoje ciało. Człowieczeństwo z Maryi wzięte, włącza w tajemnicę Trójcy Przenajświętszej. także nas ludzi.

Maryja jest pierwszym tabernakulum, pierwszą świątynią, w której zamieszkał Boży Syn, to nowa arka przymierza, która jawi się dzisiaj przed nami. Bóg Ją wybrał, ale i Ona wybrała Boga, odpowiedziała – tak! Jestem całkowicie do Twojej dyspozycji, Panie. Niech mi się stanie według Twego słowa. Z całym ryzykiem, z całą ludzką niepewnością i całą siłą przekonania wiary Maryja powiedziała TAK!. To dla nas wszystkich, którzy tu przychodzimy, staje się wielką lekcją wiary, gdy widzimy, jak Maryja jest wierna Bogu poprzez macierzyństwo a potem wychowywanie Jezusa, i aż po Kalwarię, do tego momentu, kiedy krew nowego Baranka  dopełni przymierze Boga z ludźmi.

Liturgia dzisiejszego dnia – wigilii wniebowzięcia Matki Najświętszej przywołuje także scenę z życia Maryi, gdy Jezus już jako dorosły występuje publicznie, jest w pełni samodzielny, cieszy się poszanowaniem, idzie od wsi do wsi, od miasta do miasta i głosi przesłanie, z którym przyszedł na ziemię. Nie nawiązuje do rodziny, do matki ani do braci, nie chwali się pochodzeniem, nie opowiada o sobie, ale o Bogu – Ojcu, o nadziei zbawienia. U niektórych budzi to zdziwienie. Gdy zauważono, że gdzieś w tłumie jest Maryja i najbliżsi krewni, cioteczni bracia i siostry – kuzyni, są niewiasty, przyjaciółki Maryi a wszyscy słuchają, co Jezus mówi, ktoś podchodzi i zwraca uwagę, jaki to zaszczyt być Matką Jezusa, być powołaną do dania życia takiemu Synowi. Nawet jedna z niewiast wołała: błogosławione łono, które Cię nosiło i piersi, które ssałeś, na co Pan Jezus odpowiada: Owszem, błogosławieni ci, którzy słuchają Słowa Bożego i zachowują je. Maryja jest błogosławiona, bo wypełnia usłyszane słowo. Błogosławieni wszyscy, którzy słuchają Słowa Bożego.

Czy my słuchamy i jak słuchamy Słowa Bożego?. Czy zasłużylibyśmy jak Maryja na pochwałę z ust Jezusa? Czy o każdym z nas mógłby powiedzieć – błogosławiony jesteś, bo wsłuchujesz się w Boże Słowo. To jest bardzo ważne pytanie, – co ja słyszę z tego Słowa, które jest kierowane do nas w liturgii świętej, które powinien przyjmować, biorąc Pismo święte do ręki. Co ja z tej Ewangelii biorę sobie do serca?

Stare żydowskie przysłowie mówi, że człowiek słyszy tylko to, co chce usłyszeć. Człowiek wiele puszcza mimo uszu, bo nie wszystko chce usłyszeć. Matka słyszy każde słowo dziecka, każdy jego płacz i zawołanie, i reaguje na nie, bo je kocha. Ojciec zatroskany o dziecko, o żonę, słyszy każde jej słowo, każdą uwagę i niekiedy wytycza dalekosiężne programy, bo to, co słyszy, zachowuje w sercu i realizuje w życiu. To jest i dla nas wskazanie, – jeśli nie będziemy kochać, jeśli nie podejdziemy z szacunkiem do Słowa Bożego, do Chrystusa i wymagań Kościoła, w którym jesteśmy ochrzczeni i w którym żyjemy, jeśli nie podejdziemy z miłością Maryi do Słowa Bożego – nie usłyszymy tego, co powinniśmy usłyszeć. I może się zdarzyć, że kiedyś w ostatnim dniu nie usłyszymy tego najważniejszego wezwania: pójdźcie błogosławieni Ojca mego i weźmijcie miejsce przygotowane wam od założenia świata. Może się zdarzyć, że nie usłyszymy tego głosu, bo za życia nie nauczyliśmy się go słuchać.

Maryja po ziemskim pełnieniu woli Boga została wzięta do nieba z ciałem i duszą, uprzedziła powszechne zmartwychwstanie ciał. Ilekroć odmawiamy Wierzę w jednego Boga wyznajemy naszą wiarę w zmartwychwstanie ciała i żywot wieczny. Dziś powinniśmy zobaczyć, że celem naszego ziemskiego życia jest niebo, przejście do życia wiecznego i zmartwychwstanie. Dzisiejsze święto to jednocześnie uwielbienie ciała, w którym mieszka Bóg. Przyjmujemy w Komunii świętej ciało Chrystusa, tego samego, którego Maryja przyjęła do swego serca.

Nasze ciało uświęcone przez chrzest, przez Eucharystię staje się świątynią Ducha Świętego. Kalanie ciała jest dramatem, bo grzech sprawia, że na zmartwychwstanie pójdzie ono poranione. Póki żyjemy, trzeba wykorzystać szansę leczenia naszych duchowych ran. Wpatrując się w Maryję uczymy się miłości, a modląc się do Niej, jesteśmy na drodze naprawiania, doskonalenia, uświęcania siebie. Wszystko, co ludzkie nie jest nam obce, możemy korzystać z dóbr tego świata, ale w taki sposób, żeby nie ranić pychą, egoizmem czy jakimkolwiek grzechem naszej duszy i ciała, bo człowiek to nie jest oddzielnie dusza i ciało, to jedność. Kiedyś w niebie po zmartwychwstaniu będziemy tam przebywać razem z ciałem.

Chrześcijanie od początku wierzyli, że Ta, która dała ciało Odkupicielowi nie mogła podlegać prawu śmierci i rozkładu, co jako skutek grzechu pierworodnego było zwycięstwem szatana. Od pierwszej inskrypcji z Nazaret, pochodzącej z II wieku, głoszona jest prawda, że Maryja była świętą, niepokalaną Dziewicą. Najstarsza modlitwa pochodząca z III wieku, Pod Twoją obronę… to także świadectwo wiary ludzi żyjących w niedalekiej odległości czasowej od apostołów. Można by wymienić kilkunastu świętych, którzy w pierwszych wiekach chrześcijaństwa mówili o wzięciu do nieba Maryi, o tym, że ona jest z ciałem i duszą w niebie. Dogmat o wniebowzięciu ogłosił 1 listopada 1950 roku papież Pius XII, ale wiara we wniebowzięcie Maryi jest obecna i w prawosławnym, i we wszystkich chrześcijańskich Kościołach. Wiara jest zaufaniem Bogu, który dotyka człowieka i mówi mu coś więcej. Pomaga nawet przekraczać rozum. Rozumem obejmujemy pewne prawdy zewnętrzne, naturalne, dochodzimy do nich, wiara pomaga rozumowi przyjąć coś więcej, przyjąć prawdę o świętych obcowaniu, o tym, że święci, nawet nasi bliscy zmarli, którzy żyli święcie, są w niebie, mogą nam pomagać i wstawiać się za nami do Boga.

Spojrzenie wiarą na nasze przyszłe życie, na ostateczny cel naszego życia pomaga zrozumieć trudności, doświadczenia codzienne, i wykorzystać je, żeby się nie zmarnowały, ale żeby były przydatne do zamanifestowania naszej miłości. Przez te trudności, przez nasze krzyże wchodzimy w tajemnicę miłości ofiarnej, prawdziwej, oczyszczającej. Stojąc na Kalwarii razem z Maryją pod krzyżem Pana, miejmy odwagę podziękować dzisiaj Panu Bogu za nasze krzyże, za przetrwane trudności, za to, że zdołaliśmy przetrwać ból, cierpienie, doświadczenie, chorobę, upokorzenie, oszczerstwo, że możemy z tego cierpienia uczynić akt ofiary, rosnąć wewnętrznie jako ludzie bliscy w cierpieniu Chrystusowi i Maryi i w ten sposób dawać dowód miłości do Boga. To jest ogromnie ważna postawa w rozwoju wiary, której nie wolno oderwać od życia.

Dziś wspominamy także św. Maksymiliana – on całe życie był zafascynowany Niepokalaną, zakochany w Niej. Mówił o tym i całym swoim postępowaniem pokazywał, jak bardzo jest zauroczony związkiem z Maryją, którą naśladował w wypełnianiu woli Bożej, czyli w miłości boga i bliźniego.

Benedykt XVI na zakończenie ostatniego synodu między innymi powiedział: kto uważa, że na drodze wiary zrozumiał Pismo święte bez zaangażowania się w miłość Boga i bliźniego, jest jeszcze daleko od przyjęcia głębokiego sensu Słowa Bożego. Czyli, kto nie angażuje się w miłość Boga i bliźniego, czego domaga się Chrystus w Ewangelii, jest daleko od prawdziwej wiary i dlatego trzeba, żebyśmy próbowali w większej pokorze patrzeć na siebie, na ten świat, na nasze życie, na trudności, na wybór do cierpienia, żebyśmy patrzyli wiarą i akceptując wszystko, wszystko zamieniali w miłość.

Maryja została wybrana także, żeby cierpieć z Chrystusem i obok Niego, być na Kalwarii. Kto przychodzi na Kalwarię, powinien sobie to uświadomić, że przychodzi się uczyć krzyża, uczyć się stać pod krzyżem z Maryją, prosić o wytrwanie w wypełnieniu woli Bożej, jaka ona by nie była. Przychodzę tu po to, żeby się uświęcić za przykładem i przy pomocy łaski wyproszonej przez Maryję, żeby wytrwać. Maryja cierpi, ale stoi pod krzyżem, dzięki temu włącza się w tajemnicę Jezusowego krzyża. Trzeba, żebyśmy stojąc na Kalwarii próbowali widzieć sens naszej ofiary i cierpienia.

Sierpień w naszej narodowej historii jest ważnym miesiącem. Także dzisiejsze święto pokazuje, że Polacy przyzwyczaili się patrzeć na świat trochę oczyma Matki Bożej, ufając Jej, prosząc Ją o pomoc. 15 sierpnia to ważna data, przez długi czas po wojnie przemilczana, a wiemy, że jest to pamiętny dzień „Cudu nad Wisłą” z 1920 roku. Historycy wspominając powstanie listopadowe i później styczniowe mówią, że wtedy Polacy przegrali z Rosjanami, a powstania zostały stłumione, bo były to zrywy elit wykształconych, wojska, a lud nie poszedł za przywódcami. Był rozdział w narodzie. W 1920 roku przeciwko nawale sowieckiej zaistniało coś nowego, powszechny zryw narodu, ruszyli wszyscy. Nasz naród niedawno odzyskał wolność. W Rosji wybuchła rewolucja w 1917 roku i młode państwo sowieckie powtarza błędy caratu. Chce zaborczo wkroczyć do Polski i Europy. Na odsiecz stanęli wszyscy razem, dlatego zjednoczeni Polacy byli w stanie oprzeć się tej wielkiej nawale i zwyciężyli, choć nie bez ofiar, jak chociażby ofiara ks. Skorupki i tysięcy ludzi.

Rzadko głośno o tym mówię, ale wewnętrznie stale wspominam mojego ojca, który razem z innymi, mając 22 lata, poszedł walczyć przeciwko tej nawale. Kiedy mój ojciec wracał 15 sierpnia z kościoła, a ksiądz nie wspomniał o cudzie nad Wisłą, był smutny. Mówił, że w historii naszego narodu to jest ogromnie ważna data, że udało się taką wielką nawałę zwyciężyć, że nasze młode państwo potrafiło się oprzeć wielokrotnie silniejszej potędze. Owszem, byli dobrzy przywódcy, był Piłsudski i inni, ale był też naród zjednoczony i ofiary, była też powszechna modlitwa, która wyprosiła pomoc Matki Najświętszej..

Trzeba, żebyśmy spojrzeli na nasze „dzisiaj”, czy nasz naród w konfrontacji z rzeczywistością dzisiejszych zagrożeń jest zjednoczony, bo bez zjednoczenia trudno będzie przeciwstawić się współczesnym chorobom. Wszyscy widzimy, jak przez naszą ojczyznę idzie pochód pogaństwa. Chrześcijaństwo pomagało nam wejść w historię, scalić naród, wydobywać twórcze siły, przebaczać wrogom, pomagać obcym, a dzisiaj także i my, zwyczajni ludzie, dzieci ochrzczonego narodu często temu pogaństwu ulegamy. Ono najpierw idzie przez instytucje państwowe, przez nihilistyczną, laicką prasę, przez środki przekazu. Widzimy, że powszechnie w Europie przyjmowane są prawa przeciwne naturze, bo jak inaczej nazwać legalną zgodę na zabicie nienarodzonego dziecka?. Natura każe chronić życie, leczyć, pomagać a nie zabijać. Czy nie jest przeciwko naturze walka z rodziną, promocja małżeństw jednopłciowych?, wyśmiewanie jedności i trwałości małżeńskiej? My także bardzo często ulegamy temu niechrześcijańskiemu myśleniu. W Polsce już 30% małżeństw się rozpada, a wielu żyje bez żadnego formalnego związku. To dowód na niedojrzałość uczuciową, na brak odpowiedzialnego przygotowania do życia, co rodzi egoizm, samolubstwo, chęć szukania przyjemności i wykorzystanie drugiego człowieka do swojej przyjemności, i to jest dramatem naszego narodu, który przyniesie opłakane skutki.

Mamy też przykłady kolejnych ataków i walki z krzyżem, z religią. W szkole religię przesunięto z obowiązkowych do dodatkowych zajęć i można się spodziewać kolejnych etapów w kierunku ograniczenia i eliminacji nauczania religii w szkole. Znany przypadek z Radomia – zaczyna się usuwać krzyż z życia publicznego, poczynając od policji, wojska. Na szczęście są i pozytywne głosy i reakcje sprzeciwu, ludzie słusznie domagają się prawa do manifestowania tego, co czujemy jako chrześcijański ochrzczony naród.

Patrząc na naszą rzeczywistość widzimy, że to nawet nie okupant zewnętrzny, ale sami z siebie wyprodukowaliśmy cwaniaków, karierowiczów, brutalnych, źle wychowanych ludzi, którzy doszli do najwyższych elit. Ktoś ich popiera – to my ich popieramy naszym milczeniem. Próbują karierę robić na hańbie walki z tym, co najważniejsze w naszym narodzie; walki z wiarą, z Kościołem, z Chrystusem, walki z kulturą chrześcijańską i moralnością, promując zło, to co brudne byle było oryginalne, bo tego jeszcze nikt nie zrobił. Widzimy falę antyklerykalizmu w prasie: w pismach laickich jawi się cała lista artykułów, znajdą jakiegoś zagubionego duchowo i moralnie księdza – i już wszystkie  gazety, dzienniki i kolorowe pisma wmawiają ludziom to, co nie jest prawdą, że Kościół jest taki, szerzą oszczercze kłamstwa na biskupa, że pomagał w ludobójstwie w Ruandzie, a wszystko dlatego, że ten biskup miał odwagę powiedzieć, że nie wolno przekraczać prawa Bożego nawet w nowoczesnym postępie medycyny. Godną jest rzeczą przeprowadzać eksperymenty, ale zgodnie z Bożym prawem.

Wszyscy uczciwi ludzie powinni dziś w Polsce zauważyć i wspierać ludzi uczciwych, wiarygodnych i odważnych, którzy bronią zasad moralnych w życiu społecznym. Niedługo zacznie się propaganda przedwyborcza i teraz jest czas, aby przypomnieć najważniejsze zasady nauki Kościoła. Naszym wspólnym obowiązkiem jest brać odpowiedzialność za życie codzienne, także za to, jakie elity wybierzemy, i trzeba naszych reprezentantów obserwować, nie chować głowy w piasek, zostawiając innym decydowanie za nas. Naród się sam z siebie narodem nie uczyni. Muszą być ludzie, którzy będą nad tym pracować we wszystkich poszczególnych warstwach u dołu i na górze. Musimy się uczyć rozróżniać i oceniać a potem wybierać dobrych, mądrych i uczciwych a nie popierać niewłaściwych. Nie trzeba oczekiwać, że Kościół wskaże konkretne osoby, na które głosować. Kościół nie będzie wskazywał żadnej partii ani żadnego kandydata. Kościół żywy w codzienności to ty wtedy sam nim jesteś i do nas wszystkich należy walka z falą pogaństwa, które dzisiaj idzie jak walec przez naszą ojczyznę i Europę.

Może warto przytoczyć małą historyczną refleksję. Metoda krwawej walki z Bogiem jest skomplikowana i w Europie poniosła klęskę, ale już w 20-tych latach XX wieku włoski komunista Antonio Gramsci pojechał do Rosji zbadać sytuację po rewolucji. Potem w 1923 roku powołano we Frankfurcie Szkołę Frankfurdzką i Instytut marksistowski we Frankfurcie – instytucje, które przeniosły te ateistyczne i nihilistyczne prądy aż do Ameryki. „Marsz przez kulturę” to było i jest ich hasło; walka z wiarą, z tradycją i kulturą chrześcijańską, z Kościołem katolickim szczególnie, trzeba opanować rodziny, szkoły, warsztaty pracy, codzienność, walczyć z tradycją, przekreślać dobre zwyczaje. Konsekwencją tego projektu jest dzisiejsza ideologia „gender”, która każe wszystko, także prawa natury relatywizować.

My jednak starajmy się słuchać Chrystusa i Kościoła. Papież Benedykt XVI mówił, że w dzisiejszy świat wkroczyła dyktatura relatywizmu – względność, dowolność w interpretowaniu wszystkiego, także Bożego prawa. Nie! Chrystus potwierdził Boże prawa i pomaga zinterpretować każde ludzkie prawo i Jego trzeba słuchać oraz Kościoła.

Bracia i siostry – warto wpatrywać się w Maryję, naśladować Jej wiarę, Jej miłość do Jezusa i Józefa, Jej życzliwość wobec ludzi w kanie Galilejskiej, żeby pięknie przeżywać swoje człowieczeństwo. To piękne przeżywanie człowieczeństwa przyda się w życiu codziennym, pomoże pokochać trud pracy dla innych, dla Boga, dla drugiego człowieka. Pokochać wysiłek ratowania tego, co dobre i piękne w naszym życiu. Pomagajmy młodym zrozumieć piękno wiary i wejść w kontakt z Chrystusem. Pamiętajmy, że nasz naród wyrósł z wielkich ofiar i poświęceń, w najtrudniejszych czasach potrafił zachować poczucie godności. Dzisiaj nadszedł czas trudnych, wewnętrznych doświadczeń, relatywizm dotknął naszych sumień. Przestajemy kochać Boga nade wszystko, zbyt łatwo odchodzimy od ofiarnej miłości wobec ojczyzny, a troskę o nią zostawiamy innym. A tych innych przecież nie będzie.

Podczas II wojny światowej w Polsce nie było grupy, która by kolaborowała z okupantem.  Okupanci w Polsce nie potrafili takiej grupy zorganizować, to znaczy że był duch w narodzie, było sumienie narodu zdrowe i czyste. Wiadomo było, że z okupantem ani rosyjskim ani niemieckim nie wolno współpracować, a po wojnie przez lata całe łamano sumienia ludzi i do dziś jesteśmy spadkobiercami tego systemu, w który wielu z nas się niestety włączyło.

Trzeba, żebyśmy my wszyscy – prosty Boży lud mieli drogowskaz, busolę, która nam pokaże, gdzie jest droga bezpieczna. Obecność nasza tu na Kalwarii, pod krzyżem Chrystusa, obok Matki Najświętszej jest jedną z tych dróg bezpiecznych i jedną z wielkich nadziei naszego Kościoła i naszego narodu.

 

Amen.

2017-06-25T22:56:51+00:00 14 sierpnia 2013|Homilia|