Wiara domaga się odpowiedzi życiem – homilia w Boże Ciało 2007

Przemyśl, 7 czerwca 2007 r.

 

Nie tylko za nimi proszą, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Jaw Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał (J 17, 20nn)

Umiłowani Bracia i Siostry
Czciciele Pana i Zbawiciela Naszego
w Najświętszej Eucharystii!

Wzruszający jest ten przeczytany przed chwilą fragment Ewangelii według św. Jana. Jest to niejako testament, ostatnia wola Jezusa wypowiedziana tuż przed ustano­wieniem Eucharystii, która poprzedzała Jego okrutną śmierć. Jezus modli się o wiarę dla świata, o wiarę w prawdę, że Ojciec z miłości do świata posłała Jego – swojego Syna. Ta dramatyczna modlitwa kryje w sobie troskę Jezusa o miłość. Jezus wie, że nieszczęściem świata będzie zniszczenie miłości, bo kto nie zna miłości nie zna Boga, kto nie czyni miłości nie jest w stanie dojść do Boga.

Pan Jezus kontynuuje modlitwę, ogarniając nią tych, którzy Go poznali i poszli za Nim, aby nigdy nie brakło im łaski i mocy, by Jego imię to głosić wśród świata aż po kres czasu.

Bez znajomości Boga nie będzie do Niego miłości. Bez znajomości drugiego człowieka nie zawiąże się intymniejsza relacja i nie zaistnieje miłość. Tu i na całym katolickim świecie gromadzimy się wokół Najświętszej Eucharystii aby odnaleźć na­szą siłę, moc i wartość miłości. Moc, która jest nie z nas, ale z Niego z Jezusa naszego Zbawiciela, który dla naszego zbawienia został z nami, karmi nas swoją krwią i cia­łem, chce byśmy byli jedno z Nim jak On jest jedno z Ojcem.

Kto nie zazna miłości, nie potrafi kochać. Ewagriusz z Pontu mówił: kto nie zo­baczył Boga, nie może o Nim mówić. Kto nie zobaczył miłości Bożej, nie zaznał i nie przyjął jej, nie jest w stanie przeżywać prawdziwej miłości. Na czym ona polega? Na tym że Bóg nas stworzył, dał nam ziemię, która ma być przedsionkiem nieba, odpusz­cza nam grzechy, odradza nas wewnętrznie. Jaki to dramat kiedy człowiek boleśnie przeżywa uwikłanie w grzech i nie widzi drogi wyjścia. Chrześcijanin ją zna, a jest nią droga do kontemplacji mieszkającego w tabernakulum Jezusa. Tu zawsze jest miłość, otwarte serce Ojca i przebaczenie. Dzisiaj publicznie chcemy sobie powiedzieć, że nie tylko mamy mówić o miłości Bożej, ale ją przeżywać, by życiem całym wołać o mi­łość Bożą.

Antyczny mędrzec Minucjusz Feliks przestrzegał: nie wypowiadamy wielkich rzeczy lecz je przeżywamy. Człowiek nie jest w stanie pojąć pewnych spraw, a tym bardziej miłości, nie jest w stanie wypowiedzieć praw miłości, także tej ludzkiej, w sposób adekwatny, on ją przeżywa. Dzisiaj przeżywamy obecność Jezusa pośród nas, z wiarą i miłością idziemy z Nim ulicami naszego miasta. Chcemy tę wiarę w Jego obecność umocnić i dzielić się nią z innymi.

On jest pośród nas, w Jego imię jesteśmy zgromadzeni. Z piękna przemyskiego Wieczernika chcemy powiedzieć ludziom współczesnym, żeby wśród doświadczeń życiowych nie zwątpili, gdyż jest droga wyjścia, jest Bóg który nie zawodzi czło­wieka.

Boże Ciało to święto Rodziny chrześcijańskiej zgromadzonej przy Chlebie Ży­wym, aby w gronie rodzinnym popatrzeć na świat i powiedzieć o jego pięknie i dobru, ale też przestrzec przed bólem i grzechem. Musimy ciągle mieć tę świadomość, że żyjemy i poruszmy się między tymi dwiema ekstremalnymi rzeczywistościami dobra i zła. Wartość naszego życia będzie polegała na tym by e zapisać czynami dobrymi.

Mamy za co dziękować Bogu. Ważnym wydarzeniem w naszej Ojczyźnie, jak zwykle przemilczanym przez media świeckie, był ostatni Kongres Rodzin, który się odbył w Warszawie.

Rodzina dzisiaj jest zagrożona i dlatego zawsze trzeba być wdzięcznym za każdy akt, każdą inicjatywę, która służy promocji rodziny. Na kongres przyjechała matka 12 dzieci i opowiedziała historie swojego życia. Poświęciła się dzieciom, rodzinie. Celem jej życia była wierność Panu Bogu w tej podstawowej społecznie komórce. Dzisiaj cieszy się z 70 wnuków. Nie była to droga łatwa. Dwoje z dzieci sprawiło jej wiele kłopotów, pogubiło się w drodze. Ale udało się jej dobrocią, miłością i modlitwą po­móc w powrocie do źródeł szczęścia. Dzisiaj człowiek często bywa samotny, nie umie nawiązać kontaktu z drugim człowiekiem. Niekiedy nie nawiązuje go nawet w rodzi­nie. Nie rozumiejąc siebie, nie czuje obecności brata i siostry obok siebie. Zostaje ska­zany na samotne nadrabianie tego odarcia z okresu dzieciństwa. Należy mu w tym pomóc.

Dziękujemy dziś za ludzi, którzy bronią godności rodziny i życia. Z przykrością muszę dziś powiedzieć, że w sferze obrony życia i promocji rodziny nie zdały egza­minu ani partia rządząca, ani opozycja, mimo, że ta pierwsza i część ugrupowań opo­zycyjnych bardzo to podkreślały w deklaracjach przedwyborczych. Nie broni się dziś i nie promuje rodziny. Dlatego obowiązkiem Kościoła jest przypominać te wartości na miarę możliwości i sił. Warto zauważyć, że są w Polsce także uczciwi politycy – Mar­szałek który rezygnuje z kariery i odchodzi, bo jego przekonania zostały podeptane, parlamentarzyści, którzy głosowali za konstytucyjną, pełną ochroną życia i także po­nieśli tego konsekwencje. Taka postawa jest jakąś pozytywną, twórczą prowokacją dla ludzi pokrętnego myślenia i sumienia. Jest to droga na której chcielibyśmy żeby wy­trwali. Dlatego chcemy otoczyć ich modlitwą, by na swoją karierę polityczną, realizo­waną dla dobra naszego i Ojczyzny patrzyli w kategoriach powołania i ofiary.

W ten nurt społecznej służby wpisują się inicjatywy coraz liczniejszych Ośrodków Adopcyjnych. W ostatnim roku Ośrodek Adopcyjny z Krosna prowadzony przez Stowarzyszenie Rodzin Katolickich przekazał rodzinom zastępczym kilkadziesiąt dzieci. Czyż to nie jest wyraz macierzyńskiej i ojcowskiej miłości. To jest konkret zrodzony z sumienia urobionego wiarą i miłością, która wie, że byłaby pusta gdyby zabrakło czynów, dlatego je wypełnia troską o skrzywdzone dzieci. Z tych rodzin za­stępczych wychodzą dobrze przygotowani do życia ludzie, klerycy, późniejsi księża. Zaznali miłości w rodzinie zastępczej. Wiedzą, że zostali adoptowani i chcą tę otrzy­maną miłość zanieść do innych. To także jest to owoc Chrystusowej Ewangelii, Jego oddania na Krzyżu i Jego obecności wśród nas.

Warto posłuchać mistrzów życia duchowego, którzy radzą, żebyśmy przez długie modlitwy nie uciekali przed krótkim kontaktem z Bogiem. W tym krótkim, ale czę­stym kontakcie Bóg porozumiewa się z duszą (Urs von Balthasar).

Idąc ulicami naszego miasta, uczmy się tego kontaktu z Bogiem, żebyśmy potem w życiu pamiętali o tym ważnym momencie, kiedy głos sumienia daje nam sygnał – czyń dobro, okaż miłość – oto Bóg dotknął naszej duszy.

Z tym nastawieniem gotowości do podjęcia trudnych zadań popatrzmy na nasze bóle.

W dniu dzisiejszym strajkują wielkie magazyny handlowe otwierane w niedziele i święta. Dobrze, że jest ten protest, że ludzie się domagają świętowania. Przy tej okazji przypomina się przestroga Jana Pawła II, który mówił, że horyzont człowieka w Europie powoli tak staje się ciasny że nie potrafi dostrzec nieba. Nawet odświętnie ubrany nie potrafi już świętować (Adhortacja o Kościele w Europie).

Solidaryzujemy się z tymi którzy chcą uporządkować sprawy ziemskie według klucza Bożego, żeby nie było konfliktu życia codziennego z przykazaniami Bożymi. Zmuszanie do pracy w niedzielę jest przekreśleniem świętowania, obecności rodziny na Mszy świętej i na wspólnym odpoczynku. To jest pośredni, ale skuteczny atak na rodzinę, dlatego błogosławieni niech będą ci którzy nie idą kupować w niedzielę, którzy uczynią zakupy w tygodniu. Niech to będzie zdrowy moralnie bojkot w obronie świętego dnia i prawa człowieka do niedzieli i wypoczynku.

„Życie Warszawy” (2-3.06.2007), a po nim inne media, podały wiadomość, że Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny znowu ruszyła do boju. Chce roz­propagować i rozprowadzać wśród młodzieży, jadącej na kolonie środki antykoncep­cyjne, więcej środki poronne. To jest dramat. Przekreślenie, podeptanie miłości. Na­leży uczyć miłości prawdziwej, pełnej, a nie zachęcać i pomagać już najmłodszym eksperymentować budzącymi się uczuciami. Człowiekiem nie wolno eksperymento­wać. Miłość się przeżywa odpowiedzialnie albo się rani drugiego człowieka Miłość jest piękna, trwała i wieczna, albo się nią manipulacje i wtedy staje się oszukiwaniem siebie i drugiego człowieka. Ministerstwo się opiera tym haniebnym pomysłom, więc, jak można przypuszczać, będą manifestacje i znów zacznie się nam wmawiać, że mi­nister jest winny, dlatego że nie chce pozwolić na deprawację młodzieży, przez zaak­ceptowanie i propagowanie instrukcji prowadzącej do rozkładu moralnego wśród mło­dych. To jest niepokojące.

I kolejna wiadomość utrzymana w tym samym klimacie: przedstawiciel rządzącej w Hiszpanii partii socjalistycznej oskarża Polskę i żąda wykluczenia jej z UE, bo rzekomo nie ma u nas wolności dla homoseksualistów. Apeluje by organizować mani­festacje, promować małżeństwo i adopcję dzieci przez dwie kobiety lub dwóch męż­czyzn. Tymczasem słabość człowieka, w którą się znalazł, a która odchodzi od praw natury musi być nazwana słabością i trzeba powiedzieć, że wielkość człowieka, który jest nią dotknięty, polega na tym, że próbuje się z niej wyzwolić. Tak jak hetero – zo­rientowany człowiek nie może z kilkoma partnerami realizować swojego życia, bo przekraczałby normy moralne, podobnie te same zasady dotyczą ludzi, którzy są do­tknięci inną orientacją. Trzeba na nich patrzeć z szacunkiem, ale stawiać im wymaga­nia. Powiedzieć: Bracie, Siostro i ty możesz być wielkim, możesz być święty, jeśli będziesz nad sobą pracował, jeśli przezwyciężysz słabość. Życie jest przed tobą otwarte i niebo jest otwarte, ale musisz porządkować swoje życie według sumienia, bo wiesz co jest dobre a co złe. Ten przedstawiciel rządzącej partii Hiszpanii ma , nie­stety, wielu pomocników także w polskim parlamencie i w gronie polskich eurodeputowanych. Z bólem trzeba to powiedzieć, że są to ludzie, którzy się kompromitują, oszczerczo donosząc na matkę ojczyznę. Są zawodem dla wyborców, którzy wybrali ich aby pracowali na rzecz Ojczyzny. Powinni pomagać Europie, która powoli staje się naszym wspólnym domem, aby powstawała z tego, w co się niebezpiecznie uwikłała, a z czego bez łaski Bożej nie będzie mogła wyjść. Tylko zgodne z etyką fundamenty życia społecznego są trwałe.

Warto zakończyć naszą refleksję myślą z książki Róży Alberoni: „Wygnać Chry­stusa”, która ukazała się niedawno w Polsce. Autorka, analizując sytuację Europy w ostatnich trzech wiekach, zauważa, że była ona pod ideologicznym wpływem jakobinów, masonów, marksistów i nazistów. Wszyscy próbowali walczyć z chrześcijaństwem i Kościołem. Przysporzyli naszym narodom wiele cierpień. Dochodzi do wniosku, że przyczyną tej przemocy i wielkich ofiar jest chęć pozbycia się Chrystusa, odejście od Boga i Jego przykazań, ale i dzisiaj grozi nam to samo. Apeluje w swej książce: Należy ponownie umieścić wartości chrześcijańskie w centrum codziennego życia, duchowość w centrum istoty ludzkiej i naszej historii. Musimy chronić naszą tożsamość, jak ojciec rodziny podczas napadu bandytów, chroni dzieci i żoną, poświęcając własne życie.

Po to jesteśmy tutaj, żeby razem z Chrystusem, na kolanach, modlitwą i śpiewem bronić naszej tożsamości i uchronić jej wymiar duchowy. Bronić, przyjmując Chry­stusa do naszego życia i prosić, aby je przeniknął i łaską swoją dotknął tych którym ciężko jest zdobyć się na krok wymagań od siebie, a chętnie stawiają je Bogu i lu­dziom. Niech Chrystus, który jest miłością uczy nas przez następne stacje naszego ży­cia miłości do Ojca i drugiego człowieka.

Amen.

 

(tekst autoryzowany)

2017-06-18T19:28:59+00:00 07 czerwca 2007|Homilia|