Wiara kapłańska – ciągle pogłębiana

W przeżywanym obecnie ROKU WIARY trzeba, żebyśmy naszą refleksję poświęcili wierze i trosce o jej ciągłe pogłębianie w życiu kapłana.

Zdarzyło się, że do Seminarium po roku pracy na parafii przyjechał neoprezbiter. Zaciekawieni wrażeniami koledzy otoczyli bliskiego im przez szereg lat współbrata, a diakoni zapytali o to, co jest najważniejsze na parafii, co jest najbardziej potrzebne? Ksiądz po dłuższej chwili zastanowienia odpowiedział: „na parafii księdzu najbardziej jest potrzebna wiara”.

Wejść na drogę wiary, to rozwijać ją przez całe życie. I to jest najwłaściwsza droga kapłańskiego powołania.

Kleryk Angelo Roncalli późniejszy Jan XXIII, napisał w swym Dzienniku Duszy: „Wiara jest cnotą tak powszechną, że – zwłaszcza gdy chodzi o duchownych – mało się na nią zwraca uwagi. Dla życia chrześcijańskiego jest ona powietrzem, a któż dostrzega, kto zwraca uwagę na powietrze, którym oddychamy?… Jeśli Bóg mnie obdarzy długim życiem i pozwoli zostać kapłanem, który się w czymś przysłuży Kościołowi, chciałbym, by o mnie mówiono – i będę się tym szczycił bardziej niż jakimkolwiek innym tytułem, że byłem kapłanem mającym żywą wiarę” (s. 186). Kiedy zaś już został i kapłanem, i profesorem seminarium i biskupem, napisał: „Największym skarbem mojej duszy jest wiara, szczera i prosta wiara moich rodziców i dziadków. Będę skrupulatnie pilnował samego siebie, by nic nie zdołało naruszyć czystości mojej wiary…”.

Podobną sugestię dał nam Papież Benedykt XVI, ogłaszając Rok Wiary: „Współczesnemu Kościołowi, miotanemu przez różne trudności, atakowanemu przez współczesnych pseudoinformatorów i wrogów najbardziej potrzebna jest wiara; wiara kapłanów, bo od niej, jak od trwałego płomienia, będzie zapalać się wiara rodziców i dzieci, wiara prostego ludu i uczonych, wiara parlamentarzystów i rządzących”.

Do dzisiaj funkcjonuje wśród ludzi prosty, ale wymowny schemat oceny kapłańskiej pracy i postawy duszpasterzy – ludzie dzielą nas na księży z powołania i z przypadku, na takich „co mają wiarę” i na takich „co wiary nie mają”, bo w jakiś sposób jej nie ujawniają, albo robią wiele aby ją przesłonić pozorami pustki, płycizny lub niewiary. Trudno uwierzyć, żeby ksiądz, który całkowicie stracił wiarę był w stanie funkcjonować jeszcze w posługach duszpasterskich. Często ta wiara „kuleje”, bywa zraniona, ale u Boga jest możliwa do uleczenia.

Co robić, aby nasza wiara skutecznie mogła się rozwijać, umacniać i promieniować?

Odpowiedzi mogą być różne, ale można wymienić cztery warunki, które warto rozważyć:

1. Trzeba szczerze, na serio przyjąć Objawienie Boże – po prostu uwierzyć Bogu i poznać Go takim jaki On jest naprawdę, jakim znał Go Jezus i jak nam Go przedstawił (Ojciec miłosierny, ale sprawiedliwy, bliski choć tajemniczy, kochający, ale stawiający wymagania itd.).

2. Trzeba starać się żyć w obecności Bożej – stawać przed Panem Bogiem już od przebudzenia i odwoływać się do Jego bliskości przez cały dzień, w różnych sytuacjach dnia – ciągle nawiązywać z Nim kontakt.

Ta postawa jest szczególnie ważna w sprawowaniu naszych funkcji kapłańskich, kiedy prosimy o interwencję Ducha Świętego w kazaniu, albo kiedy udzielając ludziom Komunii Świętej budzimy nieustannie akt wiary w Jego obecność, w Jego miłość do wiernych, a już szczególnie przy sprawowaniu Mszy Świętej, kiedy uobecniamy zbawczą ofiarę Wielkiego Piątku – jednoczymy się z Jezusem, uwielbiając Ojca, zadośćczyniąc za nasze i całego świata grzechy, oraz przedstawiając prośby naszych ludzi.

Bez odniesienia się do Jezusa całe nasze kapłaństwo byłoby teatrem, dzięki wierze i odniesieniu się do Niego staje się tajemnicą zbawienia twórczą i skuteczną.

3. Trzeba codzienność własną, wielką i małą konfrontować z sumieniem – i to zarówno relacje z ludźmi jak i programy prac, nadzieje, oczekiwania i niepowodzenia, wszystko odnosić do Pana Boga.

Próbować przy tym odwoływać się do osobistej pamięci wydarzeń z własnego życia, w których doznaliśmy szczególnych Bożych darów wybraństwa Bożego i dziękować za te konkretne dary. Najświętsza Maryja Panna dziękuje hymnem Magnificat za dar wybrania i cieszy się, że może wypełniać wolę Bożą.

Dar wiary prawdziwej to przecież wybór, dar powołania do przyjaźni z Jezusem, to kolejny znak osobistego zaufania Boga do mnie: Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeśli spełniacie wszystko, co wam polecam. Już nie nazywam was sługami… (J 15, 14).

Ta postawa wdzięczności za konkrety życiowe pomaga nam w nawiązaniu osobistego kontaktu z Panem Bogiem i bardzo ożywia wiarę. Także uświadomienie własnych upadków i grzechów, za które nieustannie przepraszamy Boga oczyszcza nas, pomaga nabyć pokorę tak ważną także w zrozumieniu i ocenianiu ludzkich wykroczeń i grzechów, zwłaszcza grzechów naszych penitentów, którymi cieszymy się ilekroć wracają do wspólnej owczarni.

Niezwykle ważną sprawą codzienności „człowieka wiary żywej” jest nieustanne umieranie w nas starego człowieka, aby mógł się narodzić nowy, czyli aby zaczął we mnie żyć Chrystus. I odtąd żyję już nie ja, myślę już nie ja, kocham Boga i ludzi już nie ja, ale Chrystus we mnie, albo ja w Nim i z Nim ofiarowuję się Ojcu, wynagradzam, dziękuję, proszę.

4. Pamiętać o sądzie Bożym, na którym stanę, pamiętać o wieczności, którą już wypracowuję, do której już się przygotowuję. Przestrogi Pana Jezusa w tym względzie są bardzo wyraźne: „nic nieczystego nie wejdzie do Królestwa Bożego”, istnienie nieba i piekła jest rzeczywistością, o której zbyt dobrze wiemy i trzeba ją brać poważnie.

Św. Jan Vianney proboszcz z Ars kiedy swoich parafian próbował odwieść od zła, to nie odwoływał się do skomplikowanej argumentacji, tylko prosił intensywnie, z całego serca prosił – nie grzeszcie, bo utracicie niebo, nie zobaczycie Boga po śmierci. Jakże proste ale jak wymowne to zdanie. Pamiętajmy, że Bóg jest miłością, co oznacza także, że do Jego nieba, do jedności z Nim mogą wejść tylko ci, którzy choć trochę są do Niego podobni, mają coś z Miłości. Inaczej czeka ich długie oczyszczenie. Pan Jezus wyraźnie wskazał tych, którzy są błogosławieni i pójdą do nieba, bo kiedy w drugim człowieku był głodny, spragniony, chory, – okazali mu pomoc, życzliwość, zwykłą ludzką dobroć zrodzoną z miłości. A miłość miłosierna (caritas cooperit multitudinem peccatorum) zakrywa mnóstwo grzechów.

Myślę, że wszystkie te cechy żywej wiary, która ma ujawniać się i pogłębiać przez miłość Boga i ludzi, można by ująć w bardzo prostym, ale wymownym zadaniem – wezwaniem nas do świętości: Świętymi bądźcie… Do świętości powołani jesteśmy wszyscy, jest ona możliwa, ale trzeba jej naprawdę pragnąć.

Jan XXIII w swoim Dzienniku duszy często wracał i to od czasów kleryckich do postanowienia, aby zostać świętym. W czasie przygotowań do święceń biskupich zanotował: Podczas tych rekolekcji odczułem raz jeszcze i to bardzo wyraźnie, że muszę naprawdę zostać świętym. Pan mi nie obiecuje 25 lat episkopatu, lecz mnie zapewnia, że jeśli chcę być świętym, da mi na to czas i łaski potrzebne (242). To wezwanie i zachęta dla każdego z nas, niezależnie od miejsca i czasu, od wieku i sytuacji sumienia, od grzechów, od łask otrzymanych. Pan Bóg daje mi czas na to, żebym był święty. Da mi łaski potrzebne, aby zaczynać od razu.

Środki i metody
Podstawową zasadą naszego życia jest przekonanie, że nie można oddzielić życia osobistego od posługi kapłańskiej, myślenia mego od myślenia Zbawiciela. Jeśli w przygotowującym się do święceń nie umarł „stary człowiek”, jeśli nie widać, że on robi wszystko, żeby ten „stary człowiek” w nim umarł i żeby narodził się Chrystus w jego myśleniu i postępowaniu – nie nadaje się do kapłaństwa. Jeśli zaczniemy w tej sprawie coś rozgraniczać, rozróżniać czy targować się ze sobą, już stanęliśmy na straconej pozycji. Bł. Jan Paweł II żył maksymą: TOTUS TUUS – cały oddany Maryi a przez Jej pośrednictwo Bogu. Kto w bardzo małej sprawie jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny, a kto w bardzo małej sprawie jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie – przestrzega Pan Jezus (Łk 16, 10 nn).

Oddzielenie życia osobistego, „osobistych zarobków”, czy osobistych praw od posługi kapłańskiej prowadzi do postawy „wynajmowania się do pracy duszpasterskiej” i zrywa z postawą całkowitego oddania się Chrystusowi i Kościołowi. Pokusą naszych czasów, zwłaszcza ostatnich lat jest umowa o pracę katechetyczną, która daje szansę, ale niesie też niebezpieczeństwo zmiany mentalności kapłańskiej, że to jest mój zarobiony pieniądz, do mnie należący. Jakże często zapominamy, że my jesteśmy powołani po to, głosić ewangelię – za darmo – darmo otrzymaliście, darmo dawajcie… Jesteśmy powołani, żeby głosić; fatygować się, wyniszczać siebie, sobą płacić za możliwość głoszenia ewangelii i przekazywania wiary.

Drodzy Bracia – jesteśmy świadomi, że są różne oznaki współczesnych radości, szans, możliwości ale i współczesnych chorób duchowości kapłańskiej w Kościele w Polsce i w świecie. Te choroby są konsekwencją (przejawem?) prób rozwodnienia, osłabienia wiary. Kard. J. Ratzinger podczas Drogi Krzyżowej w Colosseum w 2005 roku (na 8 dni przed śmiercią Jana Pawła II) mówił, że Kościół jest tonącą łodzią, do której ze wszystkich stron wdziera się woda. Przeraża nas brud szaty i oblicza Twego Kościoła. Ale to my sami go zbrukaliśmy… Jakże mało wiary jest w tylu teoriach, ileż pustosłowia! Ile brudu jest w Kościele i to właśnie wśród tych, którzy poprzez kapłaństwo powinni należeć całkowicie do Niego! Ileż pychy i samouwielbienia. Jakże mało cenimy sakrament pojednania, w którym On oczekuje by nas podnieść z naszych upadków.

W ostatnich dziesiątkach lat mówi się dużo o stałej formacji kapłańskiej. Doświadczenie pokazuje, że nie budzi entuzjazmu ta propozycja, a właściwie wymóg Stolicy Apostolskiej. Formacja stała nie może być zwykłą kontynuacją formacji seminaryjnej, ale domaga się osobistej inicjatywy, ożywienia przez samych księży. Pasywna postawa kapłanów staje się tu główną przeszkodą w osiągnięciu zamierzonych celów (pogłębienia duchowości i wiary, obudzenia kreatywności duchowej i duszpasterskiej, pogłębienia jedności z Kościołem i konfratrami etc.).

W ramach stałej formacji kapłan może otrzymać jedynie inspirację a reszta należy do niego. Pytaniem bez odpowiedzi pozostaje: Jak obudzić u księży autentyczne pragnienie ciągłego rozwoju duchowego i ludzkiego?

Modlitwa
Można w tym temacie poruszyć wiele aspektów, ale warto zwrócić uwagę na szczególną rolę jaką odgrywa w życiu wiary modlitwa, będąca żywym odniesieniem i kontaktem z Bogiem każdego człowieka a zwłaszcza w życiu tego, który ma głosić Chrystusa i prowadzić ludzi do Boga. Modlitewny, żywy kontakt wiary jest tu czymś podstawowym.

W czasie święceń kapłańskich biskup odbiera od prezbitera przyrzeczenia modlitwy za lud: Czy chcesz razem z nami wypraszać Boże miłosierdzie dla powierzonego ci ludu, modląc się nieustannie według nakazu Chrystusa? Kapłan odpowiada – chcę! Modlitwa za lud stanowi istotę kapłańskiej egzystencji. Modlitwa wstawiennicza Mojżesza i Chrystusa wyjaśnia nam głębię kapłaństwa. Chrystus siebie stawia wobec Ojca zamykając nam niejako drogę do potępienia. To dlatego św. Piotr rezerwuje apostołom modlitwę i posługę słowa, a obsługiwanie biednych przekazuje diakonom (Dz 6,2). Kapłani mają być nauczycielami modlitwy, ale nikt nie nauczy innych modlitwy, jeśli sam się nie modli.

Szczególnym wyrazem modlitwy kapłańskiej, szkołą tej modlitwy jest Eucharystia – ten rodzaj modlitwy – adoracji z Chrystusem staje się szkołą ożywiania wiary, a niekiedy walką o wiarę. Nie można dobrze przeżywać Eucharystycznej ofiary Chrystusa, jeśli się do niej nie przygotujemy, jeśli nie dziękujemy za jej przeżycie. Od kapłana wierni uczą się wiary i szacunku do Eucharystii. Jakże błądzą ci proboszczowie, którzy niby z chęci wyjścia naprzeciw oczekiwaniom jednego parafianina przyjmują stypendium na niedzielną mszę świętą, która powinna właśnie w niedzielę być odprawiona za wszystkich parafian. Oni powinni czuć, że są obecni w modlitwie kapłana, powinni o tym słyszeć i wiedzieć.

Trzeba też przypomnieć, że nie godzi się binować w zwykłe dni tylko dlatego, że otrzymałem stypendium, bo to stypendium za binację nie należy do mnie, należy je przekazać na Seminarium.

O tak, nasz stosunek do Najświętszych Tajemnic jest barometrem naszej wiary! W starych kościołach umieszczano kiedyś w zakrystii na czołowym miejscu łaciński napis – przestrogę: Sicut tu me tractabis in Messae sacrificio sic et ego te tractabo in ultimo iudicio – jak ty mnie traktujesz w ofierze Mszy świętej, tak i ja ciebie potraktuję na sądzie ostatecznym. Warto przejąć się tą eschatologią eucharystyczną, jakże ważną w naszym chrześcijańskim życiu wiary, warto ją przeżywać w obecności i w jedności z Chrystusem. Amen.

 

Abp Józef Michalik

Dzień modlitw o świętość kapłanów
Przemyśl – Archikatedra, 8.06.2013

2018-02-07T12:25:10+00:00 07 lutego 2018|Inne|