Wierni słowu

Warto dzisiaj, patrząc na Maryję, słuchając tego, co powiedziała Bogu, przypomnieć sobie Jej słowa: „Oto ja służebnica”. Maryja nie pretenduje do tego, by stać się królową, by sięgać po zaszczyty, by uczestniczyć we władzy Boga; przeciwnie, mówi, że chce pozostać służebnicą, że jest gotowa na wszystko. Nie będzie się buntować, kiedy w Betlejem nie będzie dla Niej miejsca i będzie musiała uciekać przed Herodem. Będzie pokornie i cierpliwie usługiwać Jezusowi przez trzydzieści lat, a potem przez kolejne trzy lata będzie za Nim szła, aby słuchać słowa Bożego i rosnąć w wierze. Pójdzie aż pod krzyż, bo uwierzyła i dała Panu słowo. Dała je raz na zawsze.

Trzeba, aby słowo i dzisiaj odzyskało dla nas wartość, rzeczywistą treść, byśmy nie rzucali słów pustych, ale jeśli komuś powiemy słowo, by ono trwało wiecznie jak słowo Maryi. Chrześcijanin to ten, kto naśladuje Jezusa, naśladuje Matkę Najświętszą, nawiązuje z Nią kontakt przez modlitwę, przez spojrzenie, przez wysiłek naśladowania tego, jak Ona żyła. To jest wielkie zadanie, tędy pójdzie odrodzenie zdrowego ducha i szczęścia w naszych rodzinach, uczciwości i porządku społecznego, byśmy się wzajemnie nie oszukiwali słowami kłamstwa.

Wypowiedziane słowo powinno znaczyć to, co mówię. Jeśli zatem mówię, że coś zrobiłem albo że zrobię, to tak powinno być, za tym słowem stoję ja, moje życie, moja godność. I tak wygląda prawda. Jeśli przepraszam za zło lub wyrządzoną przykrość, to niech to znaczy, że chcę się poprawić. Jeśli mówię drugiemu człowiekowi, że go kocham, to trzeba na zawsze wierność temu słowu zachować. Jak łatwo, jak lekkomyślnie ludzie niekiedy mówią wielkie i piękne słowa, a potem się wycofują i zamiast dotrzymać zobowiązania, że będą partnerem na całe życie, chcą uczynić igraszką, zabawką na chwilę. To wielki dramat niejednego małżeństwa i niejednego ludzkiego układu, strzeżmy się więc nieuczciwości w lekkomyślnym składaniu drugiemu człowiekowi obietnic.

W Adwencie, dzięki Matce Najświętszej, którą przyjęliśmy, słuchając Ewangelii, i którą chcemy naśladować, starajmy się być wierni słowu, które słyszymy, ale też starajmy się zawsze mówić słowa uczciwe, świadczące o naszej prawości. Uczmy się słuchać i zachowywać ciszę, unikając szczególnie słów pustych, raniących, przykrych. Szkoła Maryi to nauka szacunku do słowa, które ma misję, pełni funkcję zbawczą. Boży Syn stał się Słowem. Św. Jan powie, że „Słowo stało się ciałem” (J 1,14), że stało się Jezusem Chrystusem. Dlatego uczmy się obcowania modlitewnego w ciszy, medytując nad słowem Bożym, słowem natchnionym.

Owa medytacja nad słowem Pana to ważna droga pogłębiania wiary, a zarazem duszpasterskie wyzwanie. W wielu rodzinach przyjęto natchnione słowo Boże z nadzieją, że rozważanie go pozwoli także usłyszeć i przyjąć to, co Bóg przez to swoje słowo mówi. Otwierając księgę natchnioną, otwieramy się na Bożą, nieskończoną moc i na Bożą mądrość. I jeśli, bracia i siostry, duchowe odrodzenie ma się dziś dokonać, to tylko dzięki porządkowaniu myślenia, dzięki wczytywaniu się i wsłuchiwaniu w słowo Pana.

+ Józef Michalik

 

[Z: Wartość Słowa Bożego – szacunek do każdego wypowiedzianego słowa, Munina, 12 grudnia 2003]
2017-12-12T01:33:55+00:00 17 grudnia 2017|Varia|