Wokół pamięci o zbrodni wołyńskiej

Historia relacji między Polską i Ukrainą, jak i wszystkimi naszymi sąsiednimi narodami ciągle jest bardzo ważna, mimo że niekiedy jest raną nie zagojoną i w wielu miejscach krwawi. Uzdrowienie leży w rękach ludzi. Nie wszystko da się zrzucić na innych, na sprawców wojen czy na sploty wydarzeń, bo jakże często i my mamy tu swój udział, przynajmniej mamy swój udział w ujawnianiu lub zakłamywaniu prawdy historycznej, a przez to mamy udział w zapobieganiu lub przyśpieszaniu reakcji nienawiści, prowadzących do kolejnej wojny i kolejnych ran.

Wojna między narodami jest zawsze jakimś złem, bo poprzez przemoc dąży do zawładnięcia dóbr materialnych, niszcząc przy tym ludzi. Jest zaprzeczeniem kultury twórczego współżycia, burzy hierarchię wartości, przekreśla etykę braterstwa i miłości… I tak można by wymieniać jeszcze wiele kolejnych negatywnych aspektów wojny jako zbrojnej konfrontacji grup, państw czy narodów.

Po 70 latach od zaistniałych wydarzeń widzimy jak bardzo wiele zburzono w naszej kulturze wewnętrznej, np. poczucie prawdy i w imię nowych, podstawionych wartości, trudno nam dziś rozeznać, a jeszcze trudniej przyjąć, prawdę o negatywnych wydarzeniach sprzed lat, ale każda próba podejmowana w tej sprawie jest promykiem nadziei, jest budowaniem, twórczym i trwałym, moralnego kręgosłupa, będącego podstawą zdrowych i bezpiecznych relacji między ludźmi.

Podejmujemy dzisiaj temat bolesny i zapomniany, dotyczący zbrodni wołyńskiej w 70. rocznicę jej dokonania. Temat ten, jak wiele trudnych tematów, był bardzo pilnie „strzeżony” przed społeczeństwem, ale przechował się w pamięci kolejnego pokolenia Polaków, mimo że docierał do nas we fragmentarycznych opowieściach konkretnych ludzi. Ale może dlatego, że te opowieści były mrożącymi krew w żyłach świadectwami konkretnych ludzi, dotykały nas od wewnątrz, wkodowywały się w naszą świadomość, mówiąc bez słów coś niezwykle ważnego, że w relacji Polaków do Ukraińców jest jakaś rana bolesna, ropiejąca, która się nie chce zagoić. Bolesnych wydarzeń z historii zwłaszcza tak niedawnej i tak niedomówionej nie da się zakamuflować propagandą sukcesów handlowych czy nadziei politycznych.

Za początek „wydarzeń” wołyńskich związanych z antypolską akcją historycy podają datę 9 II 1943 r. i zabójstwo 155 Polaków w kolonii Parośla na Wołyniu. Szczytowym dniem był 11 VII 1943 obejmujący kilkadziesiąt miejscowości, zaś ostatnim wydarzeniem było zamordowanie kilkudziesięciu polskich cywilów na Chełmszczyźnie przez OUN i UPA w dniu 18 V 1945 roku. Zakreślenie tych ram jest bardzo ważne, bowiem zawiera także wiele tragedii i dramatów, które miały miejsce także w Galicji. Przypomina nam jednak, że w tym czasie z ręki Polaków, w ramach obrony, odwetu czy zemsty zginęło także wiele tysięcy Ukraińców. Uświadomienie sobie tych spraw zmusza nas do poszerzenia naszej wiedzy i motywuje potrzebę wzajemnego przebaczenia.

Sondaż CBOS-u z czerwca 2008 roku na temat wydarzeń wołyńskich z roku 1943 wykazał, że na pytanie „kto padł ofiarą zbrodni?” – 54% respondentów odpowiedziało, że nie wie, a nieco większy procent (57%) nie wie, kto tejże zbrodni dokonał (cyt. za Ewa Siemaszko, Ludobójstwo Polaków na Wołyniu…), ale ta niewiedza tym bardziej była bolesna dla tych, których bliskich dotknęło cierpienie, i którym przez tę niewiedzę jeszcze pomnażano ból.

Ustalenie faktów pozornie nie jest trudne, trudniej jest ustalić dokładnie liczby ofiar, ale prawdziwą trudność stanowi przyjęcie faktów.

I tu konieczna jest wspólna praca historyków polskich i ukraińskich, ale zrodzona ze wspólnej woli polityków, społeczników i opinii publicznej z obydwu stron. Bez tej wspólnej woli poznania i uznania prawdy o wydarzeniach wołyńskich dalej pozostaniemy z przekonaniami, że „tamta” strona chce się wybielić i zrzucić na nas  może już nie sam fakt zbrodni, ale jej przyczynę. Taką samą tendencję zauważymy z obydwu stron.

Faktem bezspornym jest, że zbrodni w 1943 r. dokonano tuż przed wkroczeniem Rosjan na teren Wołynia i nie można jej zrzucać na Rosjan, i że dokonali jej jeszcze niedawni obywatele polscy na Polakach – sąsiadach, z którymi żyli na tej samej ziemi.

Faktem jest także, że OUN (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów) powstała w 1929 roku na terenie II Rzeczpospolitej Polskiej, zakładając jako swój dalekosiężny cel wywalczenie niepodległego państwa ukraińskiego, co samo w sobie jest godne i nie powinno budzić sprzeciwu. Błędem jednak było przyjęcie przez OUN koncepcji państwa tylko dla Ukraińców (wg idei Dmytro Doncowa) bez miejsca dla innych narodowości (Polacy w 1949 roku stanowili na Wołyniu zaledwie 10%). Zgubne też było przyjęcie zasady „stosowania twórczej przemocy” oraz „dekalogu nacjonalisty”, będącego zaprzeczeniem dekalogu chrześcijańskiego.

Zbrodnia wołyńska nie zrodziła się nagle, ale była znacznie wcześniej przygotowana (od 1941 roku) postulatami, aby ludność ukraińska (będąca na tych terenach w większości) generalnie i definitywnie rozprawiła się z ludnością polską.

Narastanie nienawiści wzmagało się, psując relacje między dawnymi sąsiadami. Znany jest refren piosenki jawnie i powszechnie śpiewanej przez policję ukraińską i bojówki OUN, który brzmiał: „Śmierć, śmierć Polakom, śmierć, śmierć moskiewsko-żydowskiej komunie” (ten „hymn” i inne piosenki wydano na Ukrainie w Łucku w roku 1992: A My Tuju Czerwonu Kałynu Pidijmemo).

Już w lutym 1943 roku na III Konferencji OUN postanowiono „usunąć” wszystkich nie-ukraińców, którzy zajęli ukraińskie ziemie. Morderstwa na Polakach zaczęły przybierać masowy charakter. Latem 1943 roku przez Wołyń przetoczyły się dwie fale mordów w około 100 miejscowościach. Łącznie zginęło ok. 60 (120 według innych historyków) tysięcy Polaków, nie oszczędzano także dzieci (obliczenia historyków ukraińskich są znacznie niższe i mówią o 40-60 tysiącach zabitych Polaków).

Historia powtórzyła się w roku 1944 w Małopolsce Wschodniej, ale w mniejszym zakresie, bo tu Polacy stawili znacznie większy opór, stosując bardzo często odwet. Historycy podają, że banderowcy w 1944 roku zamordowali w trzech małopolskich województwach co najmniej 35 290 Polaków. Pewnie mniejsza lub podobna liczba dotyczy zabitych Ukraińców.

Agresja OUN – UPA skierowana była również wobec Kościoła katolickiego (tylko 11 lipca 1943 roku zaatakowano ludność i spalono 5 świątyń), zginęło wielu księży i spalono wiele kościołów.

Przypominając te bolesne wydarzenia, za niebezpieczne i niewłaściwe uważamy interpretowanie historycznych faktów kluczem politycznym. Nie chcę wyręczać historyków w ustalaniu przebiegu czy sprawców zbrodni, chcę jednak powiedzieć, że znany jest powszechnie wymiar zbrodni i dlatego pragniemy uczcić Ofiary zarówno Polaków, jak i Ukraińców, którzy wtedy zginęli, chcemy przeprosić Pana Boga za przekroczenie Jego przykazań, odciąć się od takiego myślenia i ducha, który prowadzi do nienawiści. Chcemy powiedzieć, że nigdy zbrodnia, nienawiść i przemoc nie przynosi chwały jednostkom, ani narodom i nigdy zbrodni nie godzi się wybielać, zamazywać czy nawoływać do odwetu lub pomsty. Zło zwycięża się dobrem, przebaczeniem, pojednaniem.

Nie chcemy ustalać bohaterów narodowych naszym sąsiadom, bo nie mamy do tego prawa, ale niekiedy trzeba pomóc prawdą w wycieniowaniu zasług naszych bohaterów narodowych, co staje się wychowawczo słuszne i twórcze.

Przebaczenie i pojednanie, do którego dążymy, jeśli ma być szczere, musi być tak głębokie jak głęboka była wina. Zdajemy sobie sprawę, że słowo „Polak” budzi podobną reakcję w sercach Ukraińców jak słowo „Ukrainiec” budzi w sercach Polaków. I dlatego jesteśmy przekonani, że potrzebne jest oczyszczenie pamięci poprzez poznanie bolesnej prawdy z gotowością uznania win i przebaczenia.

Nie potępiamy dzisiejszych Ukraińców za zbrodnię wołyńską z 1943 roku, ale mamy nadzieję, że się od niej szczerze odcinają. Potrzebne są zatem i słowa, znaki i czyny. Są trudne. Czy są już teraz możliwe?

Nie wolno dziś zapomnieć, że w tym niezwykle okrutnym czasie zdarzali się Ukraińcy, którzy z narażeniem życia ratowali Polaków. Są chwałą Ukrainy i trzeba o nich głośno mówić  i za nich dziękować Panu Bogu.

Nie brak też świadectw odwagi ze strony historyków – Ukraińców, którzy po wojnie, z narażeniem się na niesłuszne oskarżenia docierali do prawdy o wołyńskiej zbrodni. Oni są także chlubą Ukrainy.

Historia relacji Kościoła katolickiego w Polsce i Kościoła grekokatolickiego na Ukrainie w relacji do pojednania datuje się już od roku 1945, kiedy to kard. August Hlond spotkał się w Rzymie, w Kolegium Św. Jozafata, z bp. Iwanem Buczko.

W roku 1988 grekokatolicy świętowali na Jasnej Górze tysiąclecie Chrztu Rusi.

27 VI 2001 roku we Lwowie, w czasie wizyty Jana Pawła II, kard. Lubomir Huzar przepraszał za dokonane przez swoich wiernych historyczne winy.

19 VI 2005 roku w Warszawie  i 26 VI we Lwowie miało miejsce uroczyste pojednanie – kard. Lubomir Husar i abp Józef Michalik – i został wydany wspólny list.

Rok 2013 zaznacza się inicjatywą abp. Swiatosława Szewczuka w sprawie przebaczenia zbrodni wołyńskiej.

Prawosławny Patriarcha Filaret z Kijowa, w nawiązaniu do Wołynia, nawołuje do pojednania i wybaczenia.

Warto też wspomnieć, że rzymskokatolicki bp M. Trofimiak przed kilku już laty wyjednał u Stolicy Apostolskiej pozwolenie, aby w II niedzielę lipca, w kościołach diecezji łuckiej, odprawiano Msze Święte według rytuału Dnia Zadusznego jako zadośćuczynienie za nigdy niedokończone Msze wołyńskie z 11 VII 1943 roku.

Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to, abyśmy uczcili pomordowanych na Wołyniu Polaków, Żydów, Czechów i Ukraińców, którzy próbowali ich ratować i abyśmy odnaleźli w sobie odwagę zarówno do przyznania się do win, jak i do ich przebaczenia, co w naszym chrześcijańskim przypadku jest obowiązkiem, może trudnym, ale ważnym, weryfikującym naszą wiarę. Rodzinom pomordowanych na Wołyniu należą się uczucia naszej bliskości i słowa przeproszenia za dziesięciolecia milczenia w tej sprawie.

Twórczą sprawą jest umiejętność wyciągnięcia wniosków na przyszłość i wola odżegnania się od różnego rodzaju prowokacji konkretnych ludzi czy ugrupowań, jakie i dziś, niestety, dają znać o sobie, o czym niekiedy czytamy w publikacjach, świadczące, że gdzieś tam zły ogień się tli. Tego ognia nienawiści tolerować się nie godzi.

2018-07-07T08:25:12+00:00 27 czerwca 2013|Przemówienie|