Wpatruj się w Chrystusa! – homilia wygłoszona w Boże Ciało 2005

Przemyśl, 26 maja 2005 r.

 

Boże Ciało jest dniem szczególnym, dziś realnie idziemy z Jezusem. Nie tylko On idzie z nami. Idziemy razem, wspólnie. Idziemy naszymi ulicami, chcemy niejako zapukać do każdych drzwi, otworzyć każdy dom, każde ludzkie serce. To jest wielki dzień troski Jezusa i naszej o każdego człowieka. Jezus historyczny nie umarł, nie skończył się. On zaczął nowe życie razem z nami, On nas ożywił, w nas żyje, posłał Ducha Świętego, a zmartwychwstając, jest z nami przez wiarę i przez łaskę dokonuje niezwykłego dzieła usynowienia każdego z nas, każdej z nas, abyśmy poznali, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Ale dziecięctwo Boże to nie tylko wielka godność, wielki przywilej, możliwość korzystania z wszechmocy Ojca, możliwość uruchomienia dla mnie Bożej mocy w różnych konkretnych sytuacjach; to również zobowiązanie. To również zadanie, byśmy się czuli i zachowywali jak dzieci jednego Ojca, jak prawdziwe dzieci najlepszego Ojca.

Cały Kościół żyje dziś testamentem duszpasterskim Jana Pawła II, którego tak pięknie uczcił Przemyśl w dniach choroby, śmierci i pogrzebu. Żyjemy testamentem duszpasterskim, którym jest Rok Eucharystii. Papież odszedł do wieczności w Roku Eucharystii; nawet nie w roku eucharystycznym, ale w Roku Eucharystii, kiedy kontakt z Eucharystią, z Jezusem żyjącym w Eucharystii powinien być szczególny.

Chciałbym dzisiaj parę chwil poświęcić bardzo ważnej sprawie: chciałbym, byśmy spróbowali zrozumieć, na czym polega różnica między wiarą w Eucharystię a duchowością eucharystyczną. Wiara, co wiemy, to wielki dar Boga, który człowiek przyjmuje bądź odrzuca. Gdy się jednak otwiera, przyjmuje to, co Bóg objawił. Wtedy stara się głosić Chrystusa, ewangelizować, przekazywać dobrą nowinę o miłości, o zbawieniu, którą zostawił nam Jezus.

Duchowość – obrazowo mówiąc – jest kolejnym krokiem, pójściem w głąb, jest znakiem wewnętrznego świata, znakiem wewnętrznego związku z Chrystusem. Człowiek pielęgnujący duchowość chrześcijańską nie może myśleć inaczej niż Chrystus, nie może zachowywać się inaczej niż On. Jest czytelny w każdej chwili. Jak dusza pomaga żyć, ożywia ciało człowieka, tak duchowość ożywia całe nasze myślenie, postępowanie, pragnienia, tęsknoty, nadzieje. Ożywia naszą wiarę.

Ważna jest duchowość chrześcijańska, zwłaszcza duchowość eucharystyczna. By ta była żywa, potrzeba kilku elementów. Przypomnijmy je sobie. Na pierwszy z nich wskazał sam Jezus, kiedy wchodził z uczniami do Wieczernika. Pamiętamy, co zrobił Pan, co powiedział, zanim zostawił ten niezwykły testament? Przepasał się, wziął miskę z wodą, ręcznik i poszedł myć nogi uczniom. Klękał przed każdym z nich. Pamiętamy protest św. Piotra: „Nigdy mi nie będziesz nóg umywał” (J13,8). Ty, mój Bóg i Pan, Ty, Król Wszechświata, my zaś Twoi uczniowie jesteśmy, do Twojej dyspozycji; „nie będziesz mi umywał nóg na wieki”, jak czytałem niegdyś w starym, pięknym tłumaczeniu Ewangelii. Piotr musiał się jednak wycofać. „Piotrze! – usłyszał. – Jeśli nie umyję ci nóg, nie będziesz miał części ze Mną” (por. J 13,8). Piotrze, Stanisławie, Janie, Józefie, otwórz uszy: jak Ja wam uczyniłem, tak i wy macie czynić. Macie jedni drugim nogi umywać, macie jedni drugim służyć, uniżyć się, aby służyć człowiekowi, choćby w małych sprawach (por. J 13,14-15). Musimy wejść w myślenie Jezusa, a do tego trzeba pokory. Tak, bracia i siostry, by mogła się rozwinąć w nas duchowość eucharystyczna, trzeba wielkiej pokory. Jezus za chwilę weźmie chleb i powie: „To jest Ciało moje” i „To jest moja Krew”. Bez pokory człowiek takiej wiary nie zdobędzie. Bóg zaś tylko pokornym łaskę daje.

Zasługą bł. ks. Jana Balickiego nie było jego wykształcenie, choć miał znakomite; nie była jego życzliwość, którą sobie wielce ceniono, jego modlitwa, gorliwość w konfesjonale, z których był znany. Sukcesem księdza Balickiego była jego pokora. Bóg pokornym łaskę daje, dlatego za życia i po śmierci dał jej ks. Balickiemu tyle, że ten będzie ją rozdawał przez najbliższe pokolenia. Tak, Bóg pokornym łaskę daje, pysznym się sprzeciwia. Chrystus domaga się pokory, nim podejdziemy do Niego w Eucharystii; domaga się pokory, byśmy zrozumieli, że On nam się oddał na pokarm, na zniszczenie, dlatego z Niego nie pozostaje nic, dlatego z Niego rodzi się wszystko w nas, w naszych sercach. A to dzięki temu, że przyjmiemy Eucharystię, chleb będący Ciałem Pana, który nas przemieni w Niego samego, który pomoże zjednoczyć się z Nim i wejść w relację z Trójcą Przenajświętszą. Oto dlaczego mamy iść do Jezusa mimo naszych słabości, oto dlaczego mamy poczuć Jego wyciągniętą dłoń i oprzeć się na niej. Ta wyciągnięta dłoń to Serce Jezusowe, to Najświętszy Sakrament, dlatego jesteśmy przed Nim dzisiaj, dlatego oddajemy Mu hołd.

Drugi warunek duchowości eucharystycznej to czystość sumienia. Św. Paweł, wchodząc po swoim nawróceniu w tajemnice Chrystusa, pisał listy do gmin, które założył, które nawrócił. Do Koryntian kiedyś napisał: „niechaj bada człowiek sam siebie, zanim zbliży się do Eucharystii i zanim przyjmie Ciało i Krew Pańską, niechaj bada sam siebie, niech nie przyjmuje Jej nieoczyszczony, bez ukorzenia się, bez wyznania grzechów” (por. 1 Kor 11,27-30), ale jeśli już oczyścił się, niech odważnie idzie do Chrystusa, by się oprzeć na mocnym gruncie jedności i zjednoczenia z Bogiem. Nie bójmy się prawdy o sobie, nie bójmy się tej prawdy, że jesteśmy grzeszni, słabi, że potrzebujemy Bożej i ludzkiej pomocy.

Kilka tygodni temu, jak wiemy, nagłośniono w Polsce i na całym świecie sprawę teczek. Czas lustracji. Nadeszła kolejna godzina ofiary Kościoła. Niezależnie od tego, czy ksiądz lub zakonnik złamany uległ słabości, czy stał się współpracownikiem, trzeba powiedzieć, że grzech duchownego nie różni się od grzechu wszystkich innych ludzi. Dobrze, że oczyszczenie zaczyna się od księdza, od zakonnika, bo mamy być pierwsi w tej linii jasnej, klarownej i czystej, ale trzeba od razu mówić i wołać, że nie nadejdzie uzdrowienie narodu, jeśli się będzie łapać tylko małe, drobne „rybki”, naznaczonych słabością czy brakiem charakteru ludzi. Trzeba sięgnąć po wszystkich, a szczególnie po tych, którzy werbowali, którzy czuli się panami życia i śmierci, którzy łamali ludzi, zamykali do więzień, którzy uchwalali złe prawa i pozwalali na bezkarność całemu aparatowi ucisku. Wszyscy muszą się odrodzić, wszyscy więc muszą stanąć wobec prawdy. Bez tego nie przyjdzie odnowienie narodu. Nie łudźmy się, naszego narodu nie wyrwie z trudności zewnętrzna pomoc, ani ze Wschodu, ani z Zachodu; nikt tego nie zrobi, jeśli sam naród nie wykrzesze z siebie sił do życia uczciwego, do pracy. Wydarzenia, których jesteśmy świadkami dzisiaj, niech nam pomogą w sobie potwierdzić wartość prawdy, stawania w prawdzie, nawracania się celem zaczynania nowego życia. Na człowieka nie można patrzeć tylko przez jego słabość, ale trzeba patrzeć na całe jego życie, trzeba pytać, czy on się nawrócił. Czy on wreszcie coś dobrego zrobił i robi, czy on pokutuje za swoje czyny. Wszyscy jesteśmy chorzy i Chrystus o tym wie. I nie trzeba się tego bać, że wszyscy potrzebujemy uzdrowienia.

I trzeci warunek duchowości eucharystycznej po pokorze i czystości sumienia to jedność. Pan Jezus modlił się podczas Ostatniej Wieczerzy o jedność (J 17) i mówił, że bez naszego zjednoczenia z Nim, bez jedności nie będzie wiary, nie będzie zjednoczenia: „Ojcze, spraw, aby stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył” (por. J 17, 21). Ludzie nie uwierzą, jeśli między sobą będziemy podzieleni, jeśli przykazania: nie zabijaj, nie cudzołóż, dzień święty święć, nie oszukuj, nie kłam, nie mów fałszywego świadectwa, nie będą znaczyły tego samego dla wszystkich. Musimy to mieć na uwadze, „aby świat uwierzył – mówił Jezus – i aby świat poznał, że Bóg Mnie posłał i że Mnie umiłował” (por. J 17,21.23), i że nas miłuje. Świat zaś tego nie pozna, nie zrozumie, jeśli nie będziemy jedno. Nie przyjmie też przykazań, jeśli nie wypełnimy Ewangelii, jeśli nie będziemy stanowili jednego z Chrystusem, jeśli nie zaufamy Jego miłości, tej miłości, która jednoczy, sieje zgodę, niesie radość.

Ojciec Święty Jan Paweł II w encyklice o Eucharystii przypomniał, że celebracja eucharystyczna nie kończy się w kościele: że wiarę trzeba nieść dalej. Duchowość eucharystyczna nie kończy się więc w chwili, gdy podczas Mszy świętej słyszymy słowa: „Idźcie, ofiara spełniona”; nie kończy się procesją; musi iść dalej. Musimy razem z Jezusem uwielbiać Boga naszym życiem, modlić się przez czyn, przez życzliwość, wyciągać serce i pomocną dłoń do drugiego człowieka. Tu i teraz, zawsze, wszędzie jest egzaminowana duchowość eucharystyczna. Dodam i to, że tę encyklikę papież kończy bardzo ciekawym pytaniem, które jest świadectwem jego wiary, a może także i naszej: „Jeżeli zaniedbamy Eucharystię, jak będziemy mogli zaradzić naszej nędzy?” (nr 60).

Pewna dziewczyna, która wstąpiła do zakonu klauzurowego, napisała ciekawe wyznanie o swojej życiowej drodze. Chodziła do kościoła, modliła się, ale w pewnym momencie zaczęły się trudności, kiedy zobaczyła, że mimo modlitwy nie wszystko idzie tak, jak chciała. „Modlę się, a sukcesów nie mam – wspominała – tylko trudności i kłopoty. Pan Jezus też nie wyręcza mnie we wszystkim i Matka Najświętsza także nie zawsze przychodzi mi natychmiast z pomocą, co więcej, zaczynam powoli stygnąć w wierze”. Ale żeby nie robić przykrości matce, która zachęcała i ciągle przypominała, od czasu do czasu zachodziła do kościoła. Matka zaś modliła się za nią nieustannie. Pewnego razu usłyszała kazanie o ludziach przeżywających trudności w wierze. Kaznodzieja zalecał im jako lekarstwo rzecz dziwną. Mówił, że trzeba wpatrywać się w krzyż Chrystusa, trzeba wpatrywać się w ten krzyż nieustannie. Zaczęła stosować tę metodę i dzisiaj jest w klasztorze. Dzisiaj jest radosna, bo jest zjednoczona z Bogiem, może chwalić Matkę Najświętszą, może Jej i Jezusowi, Jej Synowi, służyć.

Jeśli masz trudności w wierze, bracie lub siostro, wpatruj się w Jezusa. Wpatruj się w Niego, jeśli chcesz żyć wiarą, z Nim pokonywać trudności i żyć nadzieją życia wiecznego. Jeśli tego chcesz, wpatruj się z wiarą w Jezusa. Pomożesz najbliższym i światu, i Europie, bo dzisiaj pomocy Boga, wiary i łaski świat i Europa potrzebują.

Jan Paweł II już niegdyś wolał: „[…] z Santiago kieruję do ciebie, stara Europo, wołanie pełne miłości: Odnajdź siebie samą! Bądź sobą! Odkryj swoje początki. Tchnij życie w swoje korzenie”. Musimy wciąż i na nowo sobie powtarzać, bracie i siostro: odnajdź swą duszę! Bez tego, bez chrześcijańskich korzeni będziesz uboższy, będziesz słabsza, złamie cię wszystko. Nawet lichy wiatr. Z Jezusem zaś wszystko będzie możliwe, wszystko stanie się łatwiejsze.

Polska da sobie radę bez polityków, bez doradców, bez prywatyzacji, bez promocji zagranicznej, bez tylu innych ważnych rzeczy, ale Polska dzisiaj nie da sobie rady bez Ewangelii, bez uczciwości nas wszystkich, bez wymagań, bez odrodzenia, bez prawości polityków i urzędników, i robotników, bez odrodzenia nas, słabych i grzesznych ludzi. Jeśli to odrodzenie, to spojrzenie na Jezusa będzie umocnieniem wiary, nastaną nowe czasy. Trudna to droga, ale możliwa. Trudna to droga, ale realna. Idąc tu, przeczytałem na jednym billboardzie, który na czas pogrzebu Jana Pawła II ktoś umieścił: „On się modli za nas, resztę zróbcie sami”.

Nie tylko papież, bracia i siostry, lecz nade wszystko Jezus w Najświętszym Sakramencie, żywy i obecny, modli się, składa ofiarę za nas; resztę możemy zrobić i powinniśmy zrobić razem z Nim. Amen.

 

Za: Abp Józef Michalik, Z Chrystusem w roku liturgicznym. Kazania, red. ks. Witold Ostafiński, t. 1, Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 2011

2017-06-16T18:08:32+00:00 26 maja 2005|Homilia|